Całe zdarzenie trwało 16 sekund

468
EPA-EFE/JOHN G. MABANGLO

W szpitalu w Los Angeles zmarł 16-latek, który otworzył ogień do kolegów ze swojej szkoły, zabijając dwoje z nich, a troje ciężko raniąc. 16-letni Nathaniel Berhow po zaatakowaniu uczniów postrzelił się w głowę i w stanie krytycznym został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł po niespełna dwóch dobach.

Do zdarzenia doszło w czwartek, 14 listopada. 16-letni uczeń drugiej klasy, wyciągnął z plecaka pistolet i postrzelił pięciu swoich kolegów. Dwie osoby zmarły, trzy są w stanie ciężkim. Następnie nastolatek strzelił sobie w głowę. Policja nie ujawnia, jakimi motywami kierował się chłopak, który dokonał masakry. Wiadomo, że nie zostawił żadnego pamiętnika czy manifestu. Śmiertelne ofiary to 15-latka Gracie Muehlberger i 14-latek Dominic Blackwell. Wszyscy chodzili do liceum Saugus w Santa Clarita koło Los Angeles. Całe zdarzenia trwało 16 sekund i zostało zarejestrowane przez kamery monitoringu. Nastolatek otworzył ogień tuż po rozpoczęciu zajęć ok godz. 7:30 rano. Do szkoły przywiozła go matka. Kobieta została już przesłuchana przez policje. Choć motyw działania sprawcy nie jest znany, wiadomo, że atak był planowany. Śledczy twierdzą też, że chłopiec dobrze wiedział, jak ma obchodzić się z bronią. Gdy uczniowie usłyszeli strzały starali się schować przed napastnikiem. Niedawno przeszli szkolenie na wypadek ataku w szkole.  Zmarły w grudniu 2017 r. ojciec sprawcy był zapalonym myśliwym. Syn miał mu towarzyszyć od czasu do czasu w polowaniach. Miał też znaleźć ciało ojca w domu, gdy dostał zawału serca. Powodem śmierci miała być choroba alkoholowa. Rok wcześniej matka chłopca walczyła z mężem o prawo do opieki nad dziećmi. Koledzy sprawcy, jak bardzo często w takich przypadkach twierdzą, że był on “cichym dzieciakiem i nigdy by się nie spodziewali, że jest zdolny do takiego czynu”.