Cud, czyli wyrwanie się z alkoholizmu

Program AA to jedyna droga do trzeźwości

286
Choroba alkoholowa jest podstępna, potężna i przebiegła. Może dopaść każdego/PEXELS.COM

Rozmowa z Piotrem B., od 30 lat niepijącym alkoholikiem, uczestnikiem spotkań grup AA (Anonimowych Alkoholików) w Linden i w Clark w stanie New Jersey

Kiedy przyznałeś się przed samym sobą, że jesteś alkoholikiem i dojrzałeś do tego, że jest ci potrzebna pomoc?
Po raz pierwszy usłyszałem, że jestem alkoholikiem w 1979 roku, na rozprawie rozwodowej. To było w Polsce. Żona oskarżyła mnie między innymi, że jestem alkoholikiem, i to był jeden z powodów jej wystąpienia o rozwód. Dałem wówczas sędziemu tyle argumentów, iż absolutnie nie jestem alkoholikiem, że odrzucił ten wniosek.

Kilka miesięcy po rozwodzie, w grudniu 1979 roku, wylądowałem w Stanach Zjednoczonych. Spotkałem kompanów do butelki, bo z takimi łapało się najszybciej kontakt. Zacząłem wieść życie towarzyskie podobne do tego w Polsce, a może nawet bardziej intensywne, no bo alkohol jest tutaj tańszy. Poza tym szersze kontakty ułatwiają zdobycie pracy.

Bywanie w barze świętej pamięci Bronka Brodzickiego czy też innych powodowało, że łatwiej mi było odnaleźć się w nowym kraju, ale jednocześnie zaczął się pogłębiać u mnie alkoholizm. W Polsce byłem weekendowym alkoholikiem. W Stanach stałem się dokładnie takim samym, ale z czasem piłem już tak dużo, że nie liczyłem się z tym, ile alkohol kosztuje, bo zaspokojenie potrzeby picia było ważniejsze.

Pewnego dnia po raz pierwszy straciłem kontakt z rzeczywistością. Czułem się tak podle, że zadzwoniłem do bossa i powiedziałem mu, iż… nie przyjdę do pracy. Stwierdził, że skoro źle się czuję, to oczywiście powinienem zostać w domu i nic się nie stanie, jeśli tego dnia nie będę w pracy. W Polsce coś takiego mi się nie zdarzyło.

Pracowałem wówczas w małej firmie w Elizabeth w stanie New Jersey, która wytwarzała pewne elementy dla amerykańskiej armii. Nauczyli mnie wykonywania różnych operacji na maszynach, co nie było dla mnie trudne, bo z wykształcenia jestem technikiem mechanikiem. W Polsce pracowałem wiele lat w biurze konstrukcyjnym, więc miałem sporą wiedzę na ten temat i opanowany rysunek techniczny.

Poznałem kilkadziesiąt słów po angielsku i stałem się fachurą. Amerykanom szczęki opadały, kiedy widzieli, co i jak robię. I kiedy boss powiedział mi, że nie muszę przychodzić do pracy, poczułem się jakbym był w niebie. Nie dość, że nie muszę pokazywać żadnego L4, to jeszcze boss jest taki życzliwy…

Dwa tygodnie później, po kolejnej imprezie, znowu zadzwoniłem, że źle się czuję i nie mogę przyjść do pracy. I wtedy boss mi powiedział: „Piotr, ty chyba masz problem z alkoholem”. To był dla mnie szok! Zaczęły do mnie docierać skojarzenia związane ze sprawą rozwodową, że jednak moja była żona miała rację. W Polsce tolerancja dla picia alkoholu była wówczas duża.
Kilka miesięcy później przyjechała z Polski znajoma. Zamieszkaliśmy razem, po jakimś czasie pobraliśmy się i do dzisiaj jest moją żoną.

Moją pasją jest żeglarstwo. W Polsce zbudowałem z kolegami jacht pełnomorski „Czartoryski”. Byłem nim zauroczony, budowaliśmy go trzy lata. Przyjechałem do Ameryki, aby podbudować się finansowo. Stan wojenny sprawił, że nie myślałem, przynajmniej na razie, o powrocie do Polski. W 1981 roku przypłynęło tym jachtem do Stanów trzech moich kolegów. Z radości zaglądaliśmy często do barów. Rzadko płaciłem za drinki, bo znajomi mi stawiali.

No, ale picie ma, niestety, tę drugą, niedobrą stronę, kiedy zapominamy o swoich obowiązkach, o rodzinie.
Tak, to moje zauroczenie alkoholem stało się w pewnym momencie uciążliwe dla mojego otoczenia, także dla mojej partnerki.

Kiedy dorastałem, lekarze stwierdzili u mnie nerwicę żołądka. Od czasu do czasu dostawałem takiej „karuzeli“, że nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Coś takiego stało się ze mną podczas zakupów w sklepie ShopRite, potem w A&P… Moja partnerka stwierdziła, że to chyba skutek weekendowych imprez. Udałem się więc do lekarza w Irvington, a ten stwierdził, że wróciła choroba, której przyczyną jest nadużywanie alkoholu.

Stwierdził, że jest rozwiązanie i on mi pomoże. Postawił jednak warunek: jeśli nadal będę pił alkohol, to on się wycofuje. „Sytuacja jest poważna. Zawieramy zatem umowę – powiedział lekarz. – Jeśli ty tę umowę złamiesz to… wylądujesz na cmentarzu, a ja prawdopodobnie stracę licencję”.

Zgodziłeś się na drastyczne leczenie?
Tak. Trwało parę miesięcy. Przez dwa lata w ogóle nie piłem alkoholu. Moje życie zupełnie się odmieniło, stałem się normalnym człowiekiem. Moja partnerka zaszła w ciążę i wzięliśmy ślub. Urodził się nam syn. Z radości, po dwóch latach abstynencji, poszedłem wypić kieliszek wódki. I nie mogłem już wrócić do normalności. Wtedy dopiero dotarło do mnie, że alkohol jest moim wielkim problemem. To był rok 1984.

Postanowiłem coś z tym zrobić, ale… nie wiedziałem co. Moja żona ma koleżankę, której córka jest psychologiem. Otrzymała stypendium i przyjechała kontynuować studia w USA. Zaciągnęła mnie na rehabilitację w ośrodku w Perth Amboy. Tam miałem pierwszy kontakt z alkoholikami. Od nich zacząłem się uczyć podstawowych zasad programu AA. Nie wszystko do mnie docierało, ponieważ jeszcze za słabo znałem język angielski. Pracowałem z Polakami, wciąż myślałem o powrocie do Polski, więc nie przykładałem się do nauki tego języka. Ale zacząłem trzeźwieć z Amerykanami.

Codziennie chodziłem na spotkania w Edison, Perth Amboy i w innych miejscach, do których było mi w miarę blisko z domu – mieszkam w Woodbridge Township w stanie New Jersey. Bardzo się starałem utrzymać dobre relacje z tymi ludźmi, z którymi uczestniczyłem w zajęciach rehabilitacyjnych.

I co, pojawiły się jakieś pozytywne efekty?
Tak, uczestnictwo w tych spotkaniach bardzo mi pomogło utrzymać abstynencję. To nie była trzeźwość, lecz abstynencja, bo poza uczestnictwem w programie nie dokonałem żadnych zmian w swoim życiu. Żyłem na tych samych falach, ale nie piłem. To trwało blisko trzy lata.

Powoli zacząłem obrastać w egocentryzm, no bo jednak poradziłem sobie z problemem. Po pewnym czasie zacząłem opuszczać spotkania. Początkowo te w środku tygodnia, a potem i te w weekendy. A potem tylko w kolejne rocznice rozpoczęcia uczestnictwa w spotkaniach AA szedłem do kościoła na mszę.

Jak długo udało ci się zachować abstynencję?
Prawie 10 lat. Wtedy miało miejsce kilka ważnych dla mnie wydarzeń. Ożenił się mój syn z pierwszego małżeństwa. Byłem w Polsce na jego ślubie i weselu. Umoczyłem wówczas dzioba w kieliszku, ale nie wypiłem go.
10 lat później, również w Polsce, ożenił się mój drugi syn. Również poleciałem na jego ślub. Wtedy – a był to rok 1997 – uroczyście obchodzono 1000-lecie miasta Gdańska. Poleciałem najpierw z kolegami do Szczecina, tam wsiedliśmy na żaglowiec i popłynęliśmy do Gdańska.

Zanim wypłynęliśmy, uczestniczyłem w przyjęciu na Wałach Chrobrego. Było tam wielu znanych żeglarzy. Dla gości przygotowano specjalny napój – grog. Jest to podawany na gorąco rum z dodatkiem cynamonu, cukru, goździków, cytryny i innych specjałów. Wypiłem z kolegami jedną szklaneczkę. Bardzo mi ten grog smakował. Oni mieli jeszcze po pół szklanki, a ja poszedłem po drugą. I znowu zaczęły się schody.

Zacząłeś znowu pić?
Tak, piłem regularnie przez 9 miesięcy. W końcu udałem się do lekarza po pomoc. Był sukces, bo na rok odstawiłem alkohol. Ale potem znowu zacząłem pić. Po prawie trzech latach różnych eksperymentów, w 1999 roku, udałem się na pierwsze polskie spotkanie grupy AA, która powstała w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ. Byli tam ludzie, którzy wytrwali już 10 lat w trzeźwości.

Od nich na nowo zacząłem się uczyć zasad programu życia w trzeźwości. Nauczyli mnie tego, co robię do dzisiaj: pomagam alkoholikowi, który cierpi, idę na spotkanie i nie sięgam po kieliszek. To są trzy podstawowe zasady, których się trzymam. Połowę osób uczestniczących w programie przy kościele św. Teresy w Linden po raz pierwszy ja zawiozłem samochodem na spotkanie grupy AA.

To jest krótka historia, pełna dramatów, twojej długiej drogi do normalności. A jak jest dzisiaj?
Regularnie uczestniczę w spotkaniach grupy AA w Linden i w Clark. Poruszamy różne tematy, mówimy o swoich problemach, dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją i staramy się nawzajem sobie pomagać. Innej drogi nie ma. Wszystkie inne metody, jak na przykład: wszywki, niepicie w zaparte, niepicie w czasie postu – nie działają. Bo to jest niepicie przy zaciśniętych zwieraczach, które i tak kiedyś muszą puścić.

Każde spotkanie rozpoczynacie specjalną modlitwą. Modlitwa ta daje siłę i nadzieję, że można uwolnić się od alkoholu?
To jest „Modlitwa o pogodę ducha”. Najpierw nauczyłem się jej na amerykańskich mitingach, a po polsku nauczyłem się jej dopiero w roku 1999. Jest to kolejny etap trzeźwienia, duchowy, który jest bardzo ważny. Już na tabliczkach ludu Sumerów, na których ponad pięć tysięcy lat temu zapisywali przepisy na wino, była mowa o ludziach, którzy nadużywali alkoholu. Do 1935 roku nikt tym ludziom nie umiał pomóc.

Alkoholików leczono wstrząsami elektrycznymi, zimną i ciepłą wodą, gimnastyką – ale bez powodzenia. Dopiero Bill W. (Bill Wilson) i dr Bob (Bob Smith) w 1935 roku stworzyli program pomocy alkoholikom, który jest skutecznie wykorzystywany do dziś. Uwzględnili w tym programie duszę ludzką, której nikt wcześniej przy leczeniu nie brał pod uwagę. Dopiero kiedy zaczęto zwracać uwagę na trzy czynniki: ciało, umysł i duszę – zaczęły pojawiać się pierwsze efekty trzeźwienia, o których wcześniej można było tylko marzyć. Pierwsze litery tych trzech słów tworzą unikalne słowo w języku polskim – cud. Tak więc można uznać, że wyrwanie się z alkoholizmu jest właśnie… cudem!

Nie było szans na stworzenie takiego programu na Ukrainie, w Rosji, w Polsce czy w Niemczech. Było realne jedynie w USA, bo tutaj jest tolerancja dla drugiego człowieka, taka, jaka była niezbędna do stworzenia takiego programu.

Jak często odbywają się spotkania AA w Linden i w Clark, ile osób w nich uczestniczy?
W piątek i w niedzielę odbywają się spotkania w kościele św. Teresy w Linden, a we wtorek w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark. Ja uczestniczę w spotkaniach również w innych miejscach. Nie ma problemu ze znalezieniem polskiej grupy. Problem jest tylko ze znalezieniem chęci.

Byliśmy na przykład w czwartek w Mahwah, NJ, bo Mateusz świętował 90 dni w trzeźwości. W naszym rejonie – pomiędzy Passaic, Garfield a Trenton – jest ponad 100 osób, które regularnie uczestniczą w spotkaniach AA.

Osoby przybywające na spotkania czegoś szukają, czegoś oczekują. Jakie są efekty tych spotkań?
Wszyscy szukają trzeźwości, bo trzeźwość jest najważniejsza. Utrzymanie trzeźwości jest tak samo trudne, jak utrzymanie właściwej kondycji fizycznej i psychicznej. Jak przydomowy ogródek, wymaga stałej pielęgnacji. Żeby utrzymać trzeźwość, trzeba ją stawiać na pierwszym miejscu. Jeśli pojawiają się nowe osoby, które trzeba zawieźć na spotkanie czy nauczyć czegoś, to poświęcam im wiele czasu. Mogę, bo już jestem na emeryturze.

Jak sądzisz, ilu naszych rodaków dotyczy problem alkoholizmu? Ilu osobom udało się wam pomóc?
Na pewno duży procent Polaków w Stanach Zjednoczonych pije nienormalnie. Wystarczy spojrzeć na twarze, kiedy wychodzimy w niedzielę z kościoła – od razu widać, że wiele osób jest „wczorajszych“. Dla mnie, alkoholika, który jest w programie już 30 lat, wystarcza spojrzenie na twarz i oczy drugiego człowieka, aby dostrzec, że ma problem z alkoholem.

Ilu osobom udało się pomóc? Nie liczę, bo trudno jest coś takiego liczyć, ale na pewno przez ostatnie 20 lat, dzięki spotkaniom grup AA w stanie New Jersey, odzyskało trzeźwość co najmniej 60 osób, z którymi robiłem pierwsze kroki. Muszę przyznać z przykrością, że bardzo mało osób z tych, które przychodzą na spotkania, zostaje na dłużej. Poznają program, trochę się nauczą i wydaje im się, że już sobie poradzą, więc odchodzą. Przeszedłem tę drogę, więc znam ten problem do bólu. Na szczęście większość z nich nie pije.

Ale są takie sytuacje, że ludzie wracają do picia po 15 czy 16 latach abstynencji. Niedawno kolega mi opowiadał, że był u znajomych na Brooklynie. Znajomy nie pije od 20 lat, ale coś go naszło, złapał szklankę i już by się napił, ale żona zdążyła go złapać za rękę. Za którymś razem jednak żona może nie zdążyć…

Zasady programu mówią wyraźnie: nie wracają do zdrowia ludzie, którzy nie potrafią zdobyć się na uczciwość wobec samego siebie. Jeśli zatem osoba mająca problem z alkoholem nie będzie wobec siebie uczciwa, to wcześniej czy później zacznie popełniać błędy. Zakłamanie nie chce żyć z prawdą.

Czy można wskazać jakieś powody, dla których ludzie sięgają po alkohol i piją, nie dbając o granice przyzwoitości?
Alkoholizm jest chorobą zakłamania. Im bardziej człowiek jest zakłamany, tym większy ma problem. To jest jedyna choroba, w której pacjent sam musi sobie postawić diagnozę. Nikt z nas, alkoholików, nie ma prawa powiedzieć drugiej osobie, że jest alkoholikiem.

A zatem uczestnictwo w programie AA – w twoim przekonaniu –  jest realną szansą na powrót do normalności, przezwyciężenie bólu i zaprzestanie sięgania po butelkę?
To jest jedyna droga do trzeźwości, innej nie ma. Choroba alkoholowa jest bowiem podstępna, potężna i przebiegła. Może dopaść każdego. Ja już nie wierzę w to, że ktoś, kto pije, może w dowolnej chwili wrócić do trzeźwości.

Jak wspominałeś wcześniej, twoim hobby jest żeglarstwo. Znajdujesz czas na żeglowanie?
Tak, bo uwielbiam żeglować. Mój jacht stoi w marinie Morgan w Sayerville. Wymaga dużo czasu, bo trzeba zadbać o to, aby był sprawny i dobrze wyposażony. Ostatnio kilka dni poświęciłem na naprawę i wymianę różnych detali. Mam co robić, więc muszę sobie wszystko wcześniej zaplanować. Zawsze jednak tak sobie ustawiam zajęcia, że dla osób potrzebujących czas znajduję.

SPOTKANIA ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW
Spotkania w języku polskim odbywają się na terenie stanów New Jersey, Nowy Jork i Pensylwania. Każdego dnia odbywa się przynajmniej jedno spotkanie.

„Modlitwą o pogodę ducha” uczestnicy grup rozpoczynają każde spotkanie/Janusz M. Szlechta

Poniedziałek
Grupa AA „Nadzieja”
1 Wall Street, Passaic, NJ 07055
Holy Rosary Youth Center
Początek – godz. 8:00 wiecz.

Grupa AA „Życie w trzeźwości”
2020 US Highway 1
Lawrence Township, NJ 08648
Slackwood Presbyterian Church
Początek – godz. 7:30 wiecz.

Grupa AA „Nadzieja”
6121 56th Road
Maspeth, NY 11378
Holy Cross R.C. Church
Początek – godz. 8:30 wiecz.

Piątek
Grupa AA „12 kroków do nowego życia”
131 East Edgar Street
Linden, NJ 07036
St. Theresa of the Child Jesus R.C. Church
Początek – godz. 8:00 wiecz.

Grupa AA Trenton
2300 Pennington Road
Pennington, NJ 08534
Początek – godz. 8:00 wiecz.

Grupa AA „Radość”
135 Hathaway, NJ 07057
Church of Transfiguration
Początek – godz. 8:00 wiecz.

Grupa AA „Nowe życie”
189 Driggs Avenue
Brooklyn, NY 11222
St. Stanislaus Kostka R.C. Church
Początek – godz. 7:00 wiecz.

Masz problem z alkoholem? Zadzwoń: tel. (609) 455-2738 lub napisz: [email protected]. Można też zasięgnąć informacji o miejscach i terminie spotkań innych grup AA.