Czego nauczy nas pandemia?

282
FOTO: EPA

Ponoć nic nie dzieje się bez przyczyny i ponoć żadna książka też nie wpada nam w ręce bez przyczyny. Wpadła mi w ręce opowieść o lecznictwie w USA w XVIII wieku pt. "Rewolucyjna medycyna. Ojcowie i Matki założyciele w zdrowiu i w chorobie". Autorką jest profesor historii z Uniwersytetu Denver Jeanne Abrams.

Szukałam informacji na zupełnie inny temat – jak pandemie z przeszłości odcisnęły się na kondycji człowieka na przestrzeni wieków. Wiemy, że ta obecna też się odciśnie, choć jak dokładnie, będzie wiadomo najwcześniej za kilkadziesiąt lat. Historia dostarcza nam jednak podpowiedzi, jakie mogą być/będą kierunki zmian, które sprokuruje.

Jedną z tych „zmian” mogą być większe nakłady na medyczne R&D, co przełoży się na nowe, nawet przełomowe odkrycia w medycynie. Drugą, a może także trzecią i czwartą może być upowszechnienie się pewnych praktyk (możliwe, że też zupełnie nam dotąd nieznanych) w zakresie dbania o zdrowie oraz systemach dostarczania opieki medycznej. Zaraza Antoninów (inaczej zaraza Galena z połowy II w.n.e. ), mimo iż wiedza o sposobach transmisji patogenów w ogóle jeszcze nie istniała, przyczyniła się do upowszechnienia praktyki izolowania nie tylko chorych, ale i ich opiekunów od populacji zdrowej. Upowszechniło się również przeświadczenie, że odpowiednia pielęgnacja może wydatnie pomóc choremu wyzdrowieć. Nadto zaś, co podkreślają historycy, bo wielu z nas może nawet o tym nie słyszało, to właśnie zaraza Galena była instrumentalna dla popularyzacji w Europie chrześcijaństwa. Stawiając, zgodnie z wytycznymi wiary, potrzeby słabych i chorych na pierwszym miejscu, pierwsi chrześcijanie odnotowywali w swoich społecznościach niższe statystyki zgonów od reszty rzymskiego imperium. Z punktu widzenia człowieka tamtych czasów, mogło to tylko oznaczać, że Bóg, który nad nimi czuwał, faktycznie musiał być tym jedynym i prawdziwym.

Po cyklu pandemii cholery, jaka przetoczyła się przez Europę i jej afrykańskie oraz hinduskie kolonie w XIX wieku, przyciśnięta do muru nauka dokonała odkrycia, że istnieje związek między skalą zarażeń, a warunkami bytowymi ludności. W efekcie rozpoczęła się era reformacji społecznej zorientowanej na potrzeby warstw najuboższych. Najszybciej zareagowała wiktoriańska Anglia i nieoceniony królewski konsort Albert, który wsparł projekt nowelizacji systemu odprowadzania ścieków oraz dostarczania czystej wody pitnej do najbiedniejszych dzielnic Londynu.

Hiszpanka wreszcie dała początek globalnej rewolucji w podejściu do zagadnień zdrowia publicznego. To ona stanęła za ruchem na rzecz tworzenia, państwo po państwie i kontynent po kontynencie, dostępnych szerokim masom systemów opieki medycznej z ich kluczowym założeniem, że prewencja i wczesna wykrywalność chorób a także dostęp do leczenia są równie ważne jak samo leczenie.

Korci mnie niesłychanie, by postawić tezę, że obecna pandemia okaże się przysłowiową kroplą przelewającą czarę goryczy i wreszcie przekona ogół Amerykanów, jak wielką wartością, w tym ekonomiczną (sic!) jest powszechna opieka medyczna. Nie było/nie ma w tym żadnej przypadkowości, że śmiertelność z powodu Covid-19 okazała się w USA najwyższa tam, gdzie ludzie zwlekali z wizytą u lekarza lub z testem do ostatniej chwili w obawie przed kosztami takiego przedsięwzięcia. Bo ubezpieczenie, które posiadali, było kiepskim żartem lub nie posiadali go w ogóle. Ilu zakażeń można było uniknąć, gdyby chorzy Amerykanie tego rodzaju lęku nie odczuwali? Ile istnień ludzkich uratować? Nie mam wątpliwości, że z czasem dostaniemy do ręki takie raporty i gorzko nad nimi zapłaczemy.

Wiem jednocześnie, że systemowa niechęć Amerykanów do modelu powszechnej opieki medycznej wynika z przeświadczenia, że to model, na który nie „zgodziliby się” tak przez nich uwielbiani i idealizowani Ojcowie-Założyciele. Ludzie, jak głosi obiegowa opinia, którzy bezwarunkowo stawiali na pierwszym miejscu osobisty wybór i wolność, oraz którzy, jak przekonują dziś przeciwnicy szczepionek, absolutnie i pod żadnym pozorem nigdy nie zmusiliby nikogo do żadnych szczepień.

Czyżby? Jakże się cieszę, że profesor Abrams napisała swoją „Rewolucyjną medycynę”. Jakże to byłoby wspaniale, gdyby treści i fakty z tej świetnej opowieści dotarły do amerykańskich mas. Oto jeden z nich. Gdyby George Waszyngton nie zaszczepił przymusowo armii rewolucyjnej, możliwe, że po dziś dzień bylibyśmy brytyjską kolonią – donosi historyczka. I wyjaśnia: „W XVIII wieku kontynent amerykański doświadczył co najmniej pięciu fal epidemii ospy. W 1775 r. choroba dziesiątkowała szeregi rewolucjonistów (Armia Kontynentalna Waszyngtona – ESM) z siłą dziesięciokrotnie większą niż kule Brytyjczyków.

FOTO: EPA

Podróżując z autorką po gabinetach lekarskich oraz domach najbardziej prominentnych polityków XVIII-wiecznej Ameryki, możemy się także dowiedzieć, że amerykańska elita polityczna wczesnego państwa z Franklinem jako genialnym wynalazcą i entuzjastą nowinek medycznych na czele, była cudownie zjednoczona w przekonaniu, że ponosi za zdrowie obywateli i swoich wyborców szczególną odpowiedzialność. Tylko przecież ludzie zdrowi i szczęśliwie pozostawiający po sobie potomstwo będą mogli podołać projektowi budowy nowego, idealnego państwa, jakie się założycielom wymarzyło. Jak jeden mąż była więc wczesnoamerykańska elita i entuzjastami, i propagatorami szczepionek jako drogi do eliminacji w narodzie chorób. A szerzej – również dostarczania usług medycznych do szerszych mas. Zainteresowani niech sobie zerkną na ustawę z 1798 r. o nazwie: „Act for the Relief of Sick and Disabled Seamen” podpisaną przez prezydenta Adamsa podczas rządów federalistów. I przygotują się na prawdziwy szok, bowiem największy federalista w historii, sam Thomas Jefferson, rzekomo nieprzebłagany wolnościowiec i konstytucjonalista portretowany w opozycji do pro-rządowego (ingerencyjnego) Hamiltona, propagował ideę narodowych szpitali marynistycznych już dekadę wcześniej. Ustawę Adamsa poparł bez mrugnięcia okiem.

Jest połowa czerwca. Dzięki szczepionkom Ameryka powoli podnosi się z pandemicznych klęczek. Nie mnie dywagować, dlaczego postawa sławetnych ojców założycieli w kwestii ochrony zdrowia publicznego jako najwyższego dobra narodowego nie została lepiej „wykorzystana” przez polityków w czasie pandemii, w akcji szczepień i w ogóle we wszystkich projektach postulujących równy, sprawiedliwy i nie puszczający nikogo z torbami dostęp do opieki medycznej. Trzymam się myśli, że faza wyciągania wniosków i implementacji zmian wciąż przed nami i „rewolucyjna” idea o uniwersalnej opiece medycznej głoszona już prawie 250 lat temu przez architektów Ameryki w końcu doczeka się realizacji.