Czuję się imigrantem i Polakiem z krwi i kości

1471
Mec. Paweł Piotr Wierzbicki posiada dwa fakultety prawnicze zdobyte na Uniwersytecie Warszawskim oraz na University of Florida / Foto: ARCHIWUM P. WIERZBICKIEGO

"W Stanach Zjednoczonych rynek jest całkowicie wolny i wynagradza osoby, które ciężką pracą i swoimi umiejętnościami chcą coś osiągnąć i gdzieś dojść. To w Ameryce jest nie do przebicia, i to było główną przyczyną, dla której przyjechałem. Wiedziałem, że tutaj są dla mnie zdecydowanie większe możliwości niż w Polsce" – mówi "Nowemu Dziennikowi" mec. Paweł Piotr Wierzbicki z kancelarii prawniczej Block O’Toole & Murphy LLP, będący zarazem zdobywcą tegorocznego tytułu Wybitny Polak w USA w kategorii młody Polak.

Pawle, niedawno otrzymałeś tytuł Wybitny Polak w USA w kategorii młody Polak. Jak zareagowałeś na wiadomość o tym wyróżnieniu oraz co on dla ciebie oznacza? Oczywiście serdecznie gratuluję.
Dziękuję bardzo. Przyznam, że mimo iż wiedziałem wcześniej, że jestem nominowany do tej nagrody, to w żadnym wypadku nie spodziewałem się wygranej, zwłaszcza że jednym z konkurentów był Daniel Kurzyna, który jako pierwszy młody Amerykanin polskiego pochodzenia piastuje wysoką funkcję w urzędzie miasta Nowy Jork. Wyróżnienie to oznacza dla mnie wielki kredyt zaufania ze strony polonijnych liderów, którzy zauważyli i nagrodzili moje dotychczasowe starania i poczynania, zarówno w naszym, jak i amerykańskim środowisku. To dla mnie bardzo dużo znaczy.

Nie jest to twoja pierwsza nagroda, ponieważ już na studiach otrzymałeś bardzo poważne wyróżnienie. Mam na myśli Book Award from the Dean na University of Florida.
To wyróżnienie, które otrzymałem podczas studiów, było moją pierwszą nagrodą, która dała mi dużo wiary w siebie. Było to dla mnie znaczące tym bardziej, że otrzymałem ją za najlepiej napisany egzamin dotyczący prawa odszkodowawczego, czyli dokładnie tego działu, którym się teraz profesjonalnie zajmuję. W dodatku fakt, że jako student z zagranicy pokonałem wówczas wszystkich moich amerykańskich kolegów na roku, pokazał mi, że mogę w Stanach Zjednoczonych osiągnąć wielkie rzeczy, jeżeli tylko odpowiednio się do tego przyłożę.

Czyli ta nagroda jest dowodem na to, że ciągle realny jest tzw. American Dream. Ty co prawda urodziłeś się w Chicago, ale wychowałeś się i wykształciłeś w Polsce, gdzie również zdobyłeś dyplom prawniczy na Uniwersytecie Warszawskim. Dlatego też myślę, że mimo iż jesteś obywatelem amerykańskim od urodzenia, to jednak masz w sobie coś z emigranta, tym bardziej że do Stanów Zjednoczonych powróciłeś już jako osoba dorosła.
Oczywiście, masz rację. Czuję się bardziej imigrantem i Polakiem z krwi i kości niż amerykańskim obywatelem, mimo że się tutaj urodziłem. Moja rodzina pochodzi z Polski, tam też się wychowałem. Ta nagroda pokazała również, że mimo iż dwa systemy edukacji, które poznałem na studiach, znacznie się różnią, to uważam, że hybryda złożona z obu jest najlepszym rozwiązaniem. Połączenie systemu edukacyjnego z Polski, gdzie musisz się nauczyć bardzo dużo materiału na pamięć, z amerykańskim analitycznym i bardziej praktycznym podejściem do tego tematu daje świetne efekty. Zauważyłem to zarówno w trakcie nauki na studiach, jak i teraz w mojej praktyce. To się niezwykle sprawdza, przez co obecnie potrafię wykorzystywać zarówno atuty systemu europejskiego, jak i amerykańskiego.

A czy wiedza zdobyta podczas studiów w Polsce jest ci obecnie w jakiś sposób pomocna? Masz również okazję ją jakoś wykorzystywać?
Mówiąc o wykorzystaniu systemu edukacji z jakim spotkałem się na Uniwersytecie Warszawskim, mam na myśli sposób przyswajania informacji i uczenia studentów w Polsce. Pozwala on opanować ogromne ilości materiału w bardzo szybkim czasie. I to staram się wykorzystywać. Natomiast sama wiedza prawnicza pozwala mi kreatywnie podchodzić do bardzo elastycznego amerykańskiego prawa, co stanowi pewną przewagę nad osobami, które uczyły się tylko w jednym systemie edukacyjnym. To jest duży atut, jeżeli chodzi o znajdowanie argumentów i interpretację prawa, bowiem czasami o wygranej decyduje odpowiednie i nietypowe podejście do sprawy.

Wychowałeś się w Polsce, ale jednak swoją karierę postanowiłeś rozwijać w Stanach Zjednoczonych. Początkowo były to studia prawnicze na University of Florida, a obecnie praca adwokacka w Nowym Jorku. Co wpłynęło na twoją decyzję o wyjeździe z Polski, gdzie zostałeś już wcześniej prawnikiem?
W Polsce środowisko prawnicze jest wciąż bardzo hermetyczne, mimo że rynek w Warszawie jest dosyć otwarty w porównaniu z innymi miastami. Natomiast rozpoczynając karierę w naszym kraju od razu widzisz przysłowiowy „sufit”. W Stanach Zjednoczonych nie ma czegoś takiego, i to jest piękne. Rynek jest całkowicie wolny i wynagradza osoby, które ciężką pracą i swoimi umiejętnościami chcą coś osiągnąć i gdzieś dojść. To w Ameryce jest nie do przebicia, i to było główną przyczyną, dla której wyjechałem. Wiedziałem, że tutaj są dla mnie zdecydowanie większe możliwości niż w Polsce.

Okazało się, że ten wybór był dobry, bo efekty było już widać podczas twoich studiów na University of Florida. Ukończyłeś je z wyróżnieniem, otrzymując nagrodę Book Award from the Dean, i ostatecznie trafiłeś do jednej z najlepszych – o ile nie najlepszej – kancelarii prawniczej w Nowym Jorku, którą jest Block O’Toole & Murphy LLP. Jak do tego doszło?
Przyznam szczerze, że zaczynając swoją karierę w Nowym Jorku śledziłem tę kancelarię dosyć uważnie, jeżeli chodzi o jej wyniki, poczynania i osiągnięcia. Zawsze po cichu marzyłem, żeby dla niej pracować, ale to nie było takie łatwe. Właśnie mija rok, odkąd do niej trafiłem. Pamiętam, że gdy miałem indywidualne rozmowy kwalifikacyjne ze wszystkimi sześcioma partnerami Block O’Toole & Murphy LLP w ciągu jednego dnia, to wyszedłem z ich biura bardzo zmęczony, ale wiem, że było warto. Udało mi się ich przekonać do rozpoczęcia współpracy ze mną. Teraz, po roku pracy dla tej kancelarii, moje umiejętności i doświadczenie bardzo się rozwinęły. Tak więc na pewno dla mnie to była dobra decyzja i wygląda na to, że jeszcze wiele przede mną.

Myślę, że również kancelaria Block O’Toole & Murphy LLP wiele skorzystała na tym, że jako dwujęzyczny prawnik rozszerzyłeś ich pole działania na rynek polonijny. Tym bardziej że Polacy w różnych sprawach wolą kontaktować się z polskojęzycznym adwokatem, niż korzystać z pomocy tłumacza, ponieważ przepisy, a nawet samo słownictwo prawnicze są bardzo skomplikowane.
Absolutnie masz rację. Kancelaria ta bardzo mocno reklamowała się już na rynku polonijnym, jeszcze zanim do niej dołączyłem. To, że jestem teraz jednym z jej adwokatów, na pewno wzbudza zaufanie polskich klientów z tego względu, że w większości przypadków nasi rodacy nawet, gdy przeczytają o danej kancelarii wszystko i poznają jej wyniki, wciąż nie mają pewności, czy warto skorzystać z jej usług. Myślę, że bariera językowa jest kwestią kluczową, jeżeli chodzi o dobór adwokata. Chciałbym jednak zaznaczyć, że sam fakt, że ja mówię po polsku, dla wielu klientów nie jest kluczową kwestią, dzięki której decydują się na skorzystanie z naszych usług. Myślę, że najważniejszy jest fakt, że ja dbam o kontakt z klientem, ponieważ wiem, że osobom, które mają swój American Dream, w momencie poważnego wypadku wszystko zaczyna się sypać. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że dopóki w tym kraju jest się zdrowym, to wszystko jest fajne, ale gdy tylko pojawiają się ograniczenia w zarabianiu pieniędzy, to od razu są poważne problemy. Dlatego też ja staram się być dla klienta zawsze, kiedy on tego potrzebuje, ponieważ ci ludzie wymagają różnego rodzaju wsparcia, szczególnie w pierwszym roku po wypadku. Tu nie chodzi o pomoc asystentki, która najczęściej pełni rolę tłumacza pomiędzy poszkodowanym a adwokatem, tylko o kogoś, kto potrafi ich zrozumieć w pierwszym języku, zauważyć ich potrzeby i potrafi je odpowiednio zaadresować. To jest kluczowe we współpracy z klientem. Takie też jest moje nastawienie. Ta dbałość o klienta w połączeniu z tym, że płynnie mówię po polsku i angielsku, pomaga mi efektywniej reprezentować poszkodowanego niż amerykański adwokat. Ma to szczególne znaczenie podczas przesłuchań, gdzie niejednokrotnie tłumacze potrafią pogorszyć sprawę takiego klienta. Ja mogę zareagować bardzo szybko. Ponadto, jeżeli chcesz z sukcesem zaprezentować sprawę swojego klienta w sądzie, to musisz go znać jako człowieka, w przeciwnym razie tracisz wiarygodność przed ławnikami. Wydaje mi się, że połączenie tych wszystkich elementów, o których wspomniałem, na pewno otworzyło kancelarii szeroką drogę na polski rynek. Przynosi to bardzo pozytywny efekt, ponieważ zawsze uważałem, że polscy klienci mieszkający w Nowym Jorku nie powinni być ograniczeni barierą językową, tylko mieć możliwość skorzystania z usług najlepszych specjalistów w tej branży.

Jakiego typu sprawami się zajmujesz?
Prowadzimy wszystkie sprawy wypadkowe, ale głównie są to wypadki na budowie, wypadki samochodowe, wypadki na posesji czy też sprawy związane z odszkodowaniami pracowniczymi. Obecnie zająłem się bardzo nietypową sprawą. Podjąłem się jej, ponieważ jest bardzo ciekawa i rozwojowa. Reprezentujemy młodą dziewczynę, która podczas badania rentgenowskiego została nagrana nago w bardzo dużym biurze medycznym na Manhattanie. Radiolog, który się tego dopuścił, został aresztowany, a dziewczynka ma duże problemy psychiczne, ponieważ w chwili nagrania miała tylko 15 lat. Jest to dosyć głośna sprawa i najprawdopodobniej w najbliższych tygodniach może trafić na pierwsze strony nowojorskich gazet. Zainteresowanie mediów od samego początku jest dosyć duże i już następnego dnia, od chwili gdy złożyłem pozew, zadzwonił do mnie dziennikarz „New York Posta” z prośbą o komentarz w tej sprawie. Najprawdopodobniej znalazł pozew na stronie elektronicznej nowojorskich sądów i od razu napisał o tym artykuł. Po jego publikacji zgłosiły się do mnie kolejne ofiary i wszystko wskazuje na to, że ten radiolog nagrywał pacjentki co najmniej przez trzy lata w tym manhattańskim biurze. Sprawa jest nietypowa i takiego przypadku chyba jeszcze w Nowym Jorku nie było. Na pewno będzie bardzo nagłośniona, ponieważ, z jednej strony, chodzi o odpowiedzialność placówki, a z drugiej – o wymierzenie sprawiedliwości.

A jeżeli chodzi o sprawy wypadkowe, możesz opowiedzieć o jakimś ciekawym przypadku, którym się zajmowałeś?
Jednym z takich jest wypadek związany z upadkiem z drabiny. Sprawą zainteresowała mnie pewna pani, której wnuk po roku od chwili wypadku i uderzenia głową o podłogę kompletnie stracił pamięć. Nie mógł sobie nawet przypomnieć, gdzie i dla kogo pracował, ani gdzie zdarzył się wypadek. Tak więc współpracowałem z klientem, który miał już tak duże problemy neurologiczne, że nie mógł nawet sam się podpisać. Było to dla mnie chyba największe wyzwanie i najtrudniejsza sprawa ze względu na to, że musiałem krok po kroku odtworzyć z jego pamięci to, gdzie zdarzył się wypadek. Nawet poprzez Google maps staraliśmy się ustalić, do którego szpitala został zabrany. Dzięki temu mogłem uzyskać raport z karetki pogotowia i dojść po nim do miejsca zdarzenia, wyciągnąć różne pozwolenia, a także ustalić, kto był jego pracodawcą. Przez prawie rok prowadziłem sprawę związaną z odszkodowaniem pracowniczym i udowodnieniem, że mój klient był zatrudniony przez pewnego pracodawcę, który nawet przyprowadził dwóch świadków, którzy twierdzili, że on nigdy nie pracował w tej firmie. Sprawa ta była dla mnie bardzo satysfakcjonująca, ponieważ ten mężczyzna, który przez rok był bez opieki medycznej, dzięki temu, że wygrałem proces i apelację, otrzymał świadczenia za utracone zarobki, jak i leczenie, którego bardzo potrzebował i nadal potrzebuje. Założyliśmy także sprawę cywilną przeciwko głównemu wykonawcy i właścicielowi budynku, w którym zdarzył się wypadek. Zaraz po przesłuchaniach w sprawie cywilnej mój klient dostał ataku padaczki oraz udaru i spędził trzy miesiące w szpitalu, i do tej pory jest w ośrodku rehabilitacyjnym. Tak więc, gdyby nie to odszkodowanie pracownicze i nasze ustalenia zrobione na początku sprawy, to nie wiem, co by się z nim teraz działo bez odpowiedniej opieki medycznej. Ta sprawa cywilna nadal trwa i mam nadzieję, że w tym roku lub na początku przyszłego uda się ją zakończyć. Przypadek ten jest także bardzo ciekawy ze względów medycznych. Okazało się, że schorzenia, jakie mój klient częściowo miał przed wypadkiem, a które aktywowały się po uderzeniu głową o podłogę, są bardzo ciekawą kwestią dla medycyny. Teraz pracują nad nią eksperci, których jest niewielu na całym świecie, jeżeli chodzi o to schorzenie. Po zakończeniu tej sprawy będę mógł więcej powiedzieć na jej temat, tym bardziej że uważam, iż jest ona jedną z ciekawszych, jeżeli chodzi o wypadki budowlane, którą kiedykolwiek prowadził jakikolwiek adwokat w Nowym Jorku.

Wynika z tego, że nawet niepozorny wypadek, uderzenie głową o posadzkę po upadku z drabiny – do których pewnie niejednokrotnie dochodzi na budowach – może po jakimś czasie przynieść poważne konsekwencje i problemy, które później ciągną się przez lata.
Tak bywa, jeżeli ludzie zaniedbują leczenie. W tym przypadku mężczyzna ten nie mógł o siebie zadbać sam, ale często bywa tak – zwłaszcza wśród Polaków, którzy mają hart ducha, etos i ogromną chęć do pracy – że po takich upadkach zaniedbują badania diagnostyczne, zwłaszcza te związane z głową. Natomiast problemy zdrowotne mogą się pojawić nawet po kilku, a nawet kilkunastu miesiącach. Często bywa tak, że pracownicy ci w ogóle nie idą do lekarza na badania, tylko kontynuują pracę, co później powoduje u nich wiele różnych powikłań i jest ciężkie do udowodnienia. Wtedy taki człowiek pozostaje sam ze swoimi problemami i często jest zwalniany przez pracodawcę jako mało wydajny pracownik.

Co proponujesz robić w takich przypadkach? Czy pracownicy ci od razu powinni iść do lekarza na badania oraz szukać adwokata, czy też powinni przeczekać i zrobić to dopiero wtedy, gdy pojawią się u nich jakieś pierwsze symptomy chorobowe?
Wydaje mi się – i to wynika także po części z tego, że sami pracodawcy są niedoinformowani lub obawiają się się konsekwencji związanych z podniesieniem polis, co w przypadku życia ludzkiego jest błahą kwestią – że pracownicy przede wszystkim nie powinni się bać ani wstydzić poprosić swoich szefów o numer ubezpieczenia, dzięki któremu po wypadku mogą pójść do lekarza i zrobić sobie odpowiednie testy diagnostyczne. Jeżeli specjalista czy neurolog po obejrzeniu wyników tych badań stwierdzi, że nic się nie stało, że nie nastąpiły żadne trwałe zmiany, to pracownik może wrócić do pracy. I to jest droga, którą każda osoba, która doznała jakiegoś wypadku, powinna pójść. Odwlekanie wykonania odpowiednich testów diagnostycznych z różnych względów, np. z obawy przed utratą pracy czy też pogorszenia relacji z pracodawcą lub związanej z tym, że może on nie chcieć udostępnić tego numeru, może doprowadzić do późniejszych poważnych problemów z ich zdrowiem i życiem, oraz z zapewnieniem utrzymania dla rodziny. W Nowym Jorku obowiązkiem każdego pracodawcy jest posiadanie takiego ubezpieczenia, jest ono standardowe, tak jak w przypadku właścicieli samochodów.

Pawle, jesteś młodym prawnikiem, ale twoja kariera rozwija się błyskawicznie. Poza tym widzę, że lubisz wyzwania. Po ukończeniu studiów adwokackich w Warszawie wyjechałeś z Polski, by zrobić podobny fakultet na University of Florida. Po zdobyciu amerykańskiego dyplomu jako swoje pole działania wybrałeś jeden z najtrudniejszych i najbardziej konkurencyjnych rynków prawniczych jakim jest Nowy Jork, w dodatku chętnie podejmujesz się prowadzenia trudnych spraw. Co dalej? Jakie są twoje plany na przyszłość? Może własna kancelaria?
Wydaje mi się, że jeżeli trafi się do firmy, która jest pionierem w swojej branży i ma się szansę dalszego rozwoju oraz nauki od osób, które przeprowadzają najciekawsze i najtrudniejsze procesy w stanie Nowy Jork, to raczej nie myśli się o tym, by robić coś innego. Dlatego nie zamierzam podejmować swojej indywidualnej działalności, ponieważ obecnie mam najlepsze warunki do rozwoju. Jest to też świetne rozwiązanie dla moich klientów, którym jesteśmy w stanie zapewnić najlepszą reprezentację prawną, bardzo szybkie prowadzenie sprawy oraz satysfakcjonujący efekt końcowy – wysokie odszkodowanie. Dlatego na tę chwilę i w ciągu najbliższych lat nie planuję nic zmieniać. Chcę się rozwijać, zapewnić dalszy rozwój kancelarii oraz pomagać poszkodowanym, polepszyć ich życie zapewniając im bezpieczeństwo finansowe i wsparcie podczas oczekiwania na sprawiedliwość.