Deportacje bez wizyty w sądzie

773
EPA-EFE/ETIENNE LAURENT

Od lipca nielegalni imigranci, którzy są w USA maksymalnie dwa lata, mogą być deportowani z pominięciem dotychczasowej ścieżki prawnej, czyli bez możliwości stawienia się przed sądem. To efekt zwiększenia uprawnień funkcjonariuszy imigracyjnych. Wcześniej tzw. natychmiastowa deportacja dotyczyła wyłącznie osób, które zostały zatrzymane na nielegalnej próbie dostania się na teren Stanów Zjednoczonych oraz w odległości do 100 mil od granicy.

Informacje o znacznym zwiększeniu uprawnień funkcjonariuszy służb imigracyjnych przekazali przedstawiciele administracji Donalda Trumpa. Nowe zasady weszły w życie 23 lipca. Tzw. natychmiastowa deportacja ma być stosowana w przypadku wszystkich imigrantów, którzy przebywają na terenie USA bez ważnych dokumentów pobytowych maksymalnie 24 miesiące.

NA CELOWNIKU TAKŻE POLACY

Nowe rozporządzenia ma, jak przekonują władze, pomóc w uporządkowaniu nasilającego się kryzysu na południowej granicy. Chodzi nie tylko o przepełnione ośrodki zatrzymań, ale zalegające sprawy w sądach imigracyjnych. Na decyzje sędziów czeka obecnie ponad 900 tys. osób. Jak informują przedstawiciele Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, w ośrodkach zatrzymań dla imigrantów brakuje miejsc, więc wiele osób zostaje zwolnionych z nakazem stawienia się na rozprawę imigracyjną. Jak można się domyślić, zdecydowana większość ignoruje termin rozprawy i nigdy nie stawia się w sądzie. Obliczono też, że cudzoziemcy poddani tzw. natychmiastowej deportacji spędzają w ośrodku zatrzymań średnio 11 dni, podczas gdy pozostali imigranci 51 dni.

Nowe zasady pozwolą nie tylko na skuteczniejszą deportację osób, które złamały prawo imigracyjne, ale cała procedura będzie o wiele szybsza, niż gdyby była prowadzona przez sąd. Często takie sprawy ciągną się latami.
Prawo związane z natychmiastową deportacją zostało uchwalone w 1996 r., ale nie było stosowane. Zmieniło się to w 2004 r., wtedy zaczęto stosować je wyłącznie w stosunku do emigrantów, którzy przebywali nielegalnie na terenie USA maksymalnie 2 tygodnie i zostali zatrzymani w odległości do 100 mil od granicy. Na razie nie wiadomo, ile osób, zgodnie z nowym prawem, może zostać wydalonych ze Stanów Zjednoczonych. Jak informuje sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Kevin McAleenan od października 2017 roku do września 2018, a więc w poprzednim roku fiskalnym, na terenie USA zatrzymano ponad 20 tys. nielegalnych imigrantów, którzy przebywali w Stanach Zjednoczonych krócej niż 2 lata. Wśród nich są Polacy (dane te nie dotyczą osób aresztowanych podczas próby przekroczenia granicy bez odpowiednich dokumentów).

Prawnicy imigracyjni zwracają jednak uwagę, że nowe zasady obejmą o wiele większą liczbę osób. Migration Policy Institute szacuje, że co najmniej 300 tys. Wiele osób nie będzie też w stanie udowodnić, jak długo mieszka w USA. Problem ten będzie dotyczyć również Polaków, bo choć przyjazdy zarobkowe do USA w przypadku polskich obywateli nie są już tak popularne, jak chociażby jeszcze 10 czy 15 lat temu, to wciąż wielu rodaków decyduje się na wjazd i pozostanie w Stanach, mimo braku odpowiednich dokumentów. Adwokaci imigracyjni radzą swoim klientom, by już zaczęli zbierać dokumenty, które pozwolą im udowodnić, że przebywają na terenie USA dłużej niż 24 miesiące. Jak pokazują dane American Immigration Council, tylko 14 proc. imigrantów zatrzymanych przez ICE ma w sądzie obrońcę.

ŻYCIE W STRACHU

Nie ma jednoznacznych danych mówiących o tym, ilu Polaków bez ważnych dokumentów pobytowych mieszka w Stanach Zjednoczonych, ale na pewno można ich liczyć w tysiącach. Najwięcej – w większych metropoliach, na przykład w Chicago i Nowym Jorku. Większość pracuje, najczęściej na budowach lub w sektorze spożywczo-usługowym – w sklepach, restauracjach – opiekują się dziećmi lub osobami starszymi. Inne popularne zajęcie polskich imigrantów bez ważnych dokumentów pobytowych to sprzątanie. W taki sposób na życie zarabia 32-letnia Wiktoria. Do USA przybyła siedem lat temu. Nowe rozporządzenie administracji Donalda Trumpa jej nie dotyczy, ale i tak żyje w strachu. „Co więcej, nie mam na razie szans na uregulowanie swojego statusu. Ale z pewnością coś musimy z narzeczonym wymyślić. On, tak samo jak ja, przyleciał tu mając wizę turystyczną, której ważność skończyła się już wiele miesięcy temu. Rzadko podróżujemy poza Nowy Jork. Tu czujemy się najbezpieczniej. Nie jeździmy też na lotnisko – jeśli przylatują nasi krewni, prosimy ‚legalnych’ znajomych, by ich odebrali. Teoretycznie nie ma łapanek na lotniskach, ale kto wie, co może się zdarzyć. Wolimy nie ryzykować, gdyż nie wyobrażamy sobie powrotu do Polski” – mówi Wiktoria. Niedawno kupili dom na Staten Island, za rok planują ślub. USA stały się ich domem, mimo że mieszkają tu wbrew prawu.

Podobnie jak 29-letnia Katarzyna. W Polsce przerwała studia na kierunku reklama i marketing w Warszawie. Miała nadzieję, że w Stanach jakoś lepiej jej się ułoży. Przez kilka miesięcy wynajmowała pokój na Borough Parku za 500 dol. W tym czasie była zatrudniona w barze szybkiej obsługi na Manhattanie, gdzie zarabiała 7 dol. na godz. „Brak pozwolenia na pracę nie był dla właścicieli problemem. Nie ja jedna pracowałam tam bez dokumentów. Pasowaliśmy im, bo zarabialiśmy mniej niż osoby, które mogą legalnie pracować” – twierdzi Katarzyna. Po roku kupiła, za 200 dol., numer Social Security. Utrzymuje, że jest wymyślony, i nikomu nie robi problemów. Dzięki niemu mogła poszukać lepszej pracy – jako kelnerka w restauracji na Manhattanie, gdzie jest zatrudniona do dziś. „Zarobek jest całkiem dobry, bo za noc, z napiwków, mamy od 200 do nawet 500 dol.” – twierdzi. Wciąż nie zalegalizowała pobytu. Przez pewien czas spotykała się z Polakiem, który miał obywatelstwo, obiecał ślub. Po dwóch latach odeszła, bo nie tylko zwlekał z decyzją o ślubie, ale coraz częściej nadużywał alkoholu. „Daję sobie jeszcze maksymalnie dwa lata. Jeśli do tego czasu nie poznam kogoś, kto ma dokumenty, to będę zmuszona zapłacić za papiery. Choć nie ukrywam, że coraz częściej myślę też o powrocie do Polski. Bardzo naciskają na to bliscy twierdząc, że w kraju jest coraz lepiej i łatwo można znaleźć dobrze płatną pracę, na przykład w Warszawie. Na razie nie jestem przekonana i póki co wiążę swoją przyszłość z USA” – podkreśla Katarzyna. Tematy dotyczące ewentualnej deportacji bardzo ją interesują, martwi się o swoją przyszłość, ale z drugiej strony popiera urzędującego prezydenta. „Chodzi mi o zapowiedź usunięcia z kraju przestępców, którzy nie mają uregulowanego statusu. Takie działania powinny być jak najbardziej prowadzone” – uważa nasza rozmówczyni.

ARESZTOWANIA W DRODZE DO SĄDU

Wśród deportowanych imigrantów są też członkowie gangów oraz inni przestępcy. To właśnie przede wszystkim na takich osobach koncentrują się funkcjonariusze ICE. Niedawno szef U.S. Citizenship and Immigration Services, Ken Cuccinelli, zapewnił, że służby są gotowe do zidentyfikowania, zatrzymania i deportowania miliona nielegalnych imigrantów, którzy mają już wydany ostateczny nakaz opuszczenia kraju. „Jesteśmy gotowi, żeby wykonać nasze zadanie. Jeśli około miliona osób ma decyzję sądu, dotyczącą natychmiastowej deportacji, to przebywając na terenie USA, łamią prawo” – podkreśla Ken Cuccinelli. Cudzoziemcy mieliby być aresztowani w trakcie kolejnych operacji służb imigracyjnych.
Eksperci zwracają uwagę, że deportacja tak dużej liczby osób to ogromne wyzwanie, na przykład logistyczne. W ub. roku fiskalnym agenci ICE usunęli ponad 250 tys. osób. Najwięcej deportacji, w ciągu 12 miesięcy, było podczas rządów Baracka Obamy, wtedy w 2012 r. służby deportowały 410 tys. imigrantów. Bardziej realne wydaje się więc zrealizowanie nowego rozporządzenia, czyli doprowadzenie do opuszczenia USA przez imigrantów, którzy są na terenie Stanów Zjednoczonych bez ważnych dokumentów pobytowych mniej niż 2 lata.

Z danych udostępnionych przez Immigration and Customs Enforcement oraz Pew Research Center wynika, że wykroczenia drogowe, w tym prowadzenie pojazdu po spożyciu alkoholu, są najczęstszym powodem aresztowań i postawienia w stan deportacji – rocznie stwierdza się nawet 150 tys. takich przypadków (dane dotyczą także posiadaczy wiz i zielonych kart). Dopiero na kolejnym miejscu są wykroczenia imigracyjne, czyli na przykład nielegalny wjazd na teren USA, przekroczenie pobytu (wizy turystycznej) lub posługiwanie się fałszywymi dokumentami. ICE rocznie notuje ok. 60 tys. takich spraw. Do aresztowań coraz częściej dochodzi w urzędach imigracyjnych, na przykład podczas starania się o zieloną kartę lub przed sądami, gdzie imigranci stawiają się w związku, na przykład, z wykroczeniami drogowymi. W przypadku zatrzymania przez policję i pobrania odcisków palców dane trafiają do bazy głównej, do której dostęp mają także służby federalne. W taki sposób funkcjonariusze ICE namierzyli Polaka, który miał zaplanowaną rozprawę w sądzie w Yonkers. Prowadził samochód po spożyciu alkoholu. Nie zdążył wejść do sądu, gdy został zatrzymany. Prawnicy radzą, by pod żadnym pozorem nie ignorować wezwań do sądów imigracyjnych. Nie każde kończy się wydaleniem z kraju.

Tymczasem brak stawiennictwa spowoduje, że wyrok zapadnie zaocznie, a dana osoba zostanie automatycznie postawiona w stan wydalenia. Po takim wyroku bardzo trudno ponownie otworzyć sprawę i unieważnić nakaz deportacji. Jeśli natomiast od początku uczestniczy się w rozprawie, to ma się szansę na obronę. Jest wiele czynników, które mogą wpłynąć na to, że do deportacji nie dojdzie. Warto też dobrze sprawdzić swoją przeszłość, zanim złoży się dokumenty na obywatelstwo, bo drobne wykroczenia popełnione kiedyś mogą teraz stać się gigantyczną przeszkodą w otrzymaniu amerykańskiego paszportu, a nawet doprowadzić do wydalenia z kraju.

BĘDZIE MUR

Natychmiastowa deportacja to niejedyna nowość związana z polityką imigracyjną ostatnich tygodni. Prezydent Stanów Zjednoczonych może rozpocząć budowę muru na granicy z Meksykiem. Amerykański Sąd Najwyższy zezwolił na użycie na ten cel środków z budżetu Pentagonu, które zostały „zamrożone” przez sądy niższych instancji. Donald Trump uznał decyzję Sądu Najwyższego za wielkie zwycięstwo. W ubiegłym roku Kongres Stanów Zjednoczonych nie przyznał przywódcy USA oczekiwanych przez niego środków na budowę muru na granicy z Meksykiem. Prezydent ogłosił więc stan nadzwyczajny na granicy i nakazał wygospodarowanie na ten cel środków z budżetu Departamentu Obrony w wysokości ponad 6 miliardów dolarów. Rząd USA przyznał kontrakty czterem firmom na wymianę zapory granicznej o łącznej długości 100 mil w Kalifornii, Nowym Meksyku i Arizonie. Wartość kontraktów wynosiła 2,5 miliarda dolarów. Przeciwnicy budowy muru zaskarżyli kontrakty do sądu, który zakazał rozpoczynania budowy do czasu ostatecznego rozstrzygniecie sporu. Sąd Najwyższy zmienił tę decyzję i odblokował fundusze uznając, że autorzy pozwu mają niewielkie szanse na zwycięstwo. Za takim rozstrzygnięciem głosowało pięciu konserwatywnych sędziów. „Wow! Wielkie zwycięstwo w sprawie muru” – skomentował decyzję Sądu Najwyższego prezydent Donald Trump dodając, że jest to wygrana bezpieczeństwa granic oraz rządów prawa.