Dojrzała młodość sześćdziesięciolatek

0
7

Coraz częściej obecnie mówi się i pisze o sześćdziesięciolatkach aktywnych zawodowo i życiowo, którym wiek nie przeszkadza realizować się i spełniać swoje marzenia. Panie te nadal pracują, widać je w mediach, w polityce, w modzie, nie brak ich również na mniej eksponowanych stanowiskach. Doceniane są ich wiedza i doświadczenie. Mają też wiele planów związanych ze swoimi ambicjami czy zainteresowaniami. Są świadome upływu czasu, ale dbają o siebie, starają się zdrowo żyć i odżywiać, korzystają z różnorodnych zabiegów upiększających.

Dr Dariusz Nasiek z Kliniki Medycyny Estetycznej w Garfield, NJ, zapytany, czy panie po sześćdziesiątce stanowią znaczącą liczbę jego klientek, odpowiada, że nie jest to grupa największa, ale duża. Są w niej kobiety, które odwiedzają gabinet jednorazowo, aby przy okazji różnych uroczystości pięknie się zaprezentować, ale przede wszystkim są takie, które się pojawiają regularnie, w celu utrzymania efektów przebytych operacji plastycznych lub zabiegów, którym poddały się w jego klinice. A co preferują sześćdziesięciolatki? Dr Nasiek wymienia przede wszystkim głęboki peeling, zabiegi z osoczem bogatopłytkowym czy zastrzyki z botoksu. Nie brak także zabiegów usuwania przebarwień czy niwelowania zmarszczek lub zmniejszania podwójnego podbródka. Jak zauważa dr Nasiek, większości jego klientek nie chodzi o bycie na siłę młodymi, one chcą po prostu dobrze wyglądać.

A dobry wygląd jest również uwarunkowany dobrym zdrowiem. Dlatego ważne są regularne badania, o których panie po sześćdziesiątce powinny pamiętać. I są to nie tylko wizyty u dentysty czy okulisty, ale m.in. badania EKG, laryngologiczne, ginekologiczne, cytologiczne, mammograficzne czy gęstości kości. Po 60. roku życia wzrasta ryzyko zachorowań na niektóre choroby – dzięki badaniom profilaktycznym można je wykryć we wczesnym stadium. Jak twierdzą lekarze, to dobry stan zdrowia uprawnia do określania kobietom wieku niższego niż jest on zapisany w metryce. I dodają, że większość chorób – jak osteoporoza, zawał serca czy choroby reumatologiczne – stanowi mniejsze zagrożenie, gdy zażywamy codziennego ruchu i pamiętamy o prawidłowym odżywianiu się.

Sześćdziesiąte urodziny zatem są dobrym momentem, aby spojrzeć na siebie uważniej i zadbać o to, by jak najdłużej pozostać zdrową, sprawną i piękną, a więc szczęśliwą kobietą. I nieważne, czy panie przyznają się do swego wieku, czy też nie, bo ważne jest samopoczucie, o którym rozmawiał „Nowy Dziennik” z sześćdziesięciolatkami, pytając je, czy data urodzenia jest odzwierciedleniem ich kondycji, wyglądu i zdrowia.

OPTYMISTKI
„Nigdy nie przyznaję się do swojego wieku” – mówi stanowczo Małgorzata z Demarest, NJ. Informację, ile dokładnie ma lat, dyskretnie wyjawia jej córka, 32-letnia Joanna. Trudno uwierzyć, że nasza rozmówczyni przekroczyła sześćdziesiątkę: wysoka, szczupła, z długimi włosami i gładką twarzą. Lat ujmuje jej także energia, którą emanuje, i poczucie humoru. Można jednak przypuszczać, że korzysta także z zabiegów odmładzających. Czy czuje się zdecydowanie młodsza, niż wskazuje jej metryka? „To nie chodzi o to, żebym udawała młódkę – odpowiada. – Po prostu nadal prowadzę aktywne życie, odpowiednie do moich sił i możliwości. Od niejednej koleżanki słyszę, że już wszystko poza nią, czeka tylko na emeryturę. Ja tak nie myślę. Nadal pracuję zawodowo, oddaję się pracy społecznej i mam mnóstwo planów – uśmiecha się Małgorzata. – I nie dotyczą one jedynie posiadania wnuków. Teraz, gdy dzieci są dorosłe, mam więcej czasu dla siebie i chcę go dobrze wykorzystać”.

O dobrym samopoczuciu mówi też Krystyna z Rutherford, NJ. „To, że jestem 60-letnią kobietą, widzę jedynie w lustrze – twierdzi. – Moja dusza wciąż jest młoda i często łapię się na tym, że myślę o sobie bardziej jak o 40-latce. Przez kilka ostatnich lat byłam samotna, ale niedawno poznałam pana, z którym wiążę swoje plany na przyszłość. Czuję się wspaniale! Nie narzekam też na zdrowie. Owszem, niekiedy coś mnie zaboli, ale raczej nie roztkliwiam się nad sobą, bo przecież to normalne, że trochę szybciej się męczę, muszę bardziej uważać na dietę czy nie ćwiczyć zbyt intensywnie. Poza tym regularnie poddaję się badaniom lekarskim. Dużo czytam w internecie na temat osób w moim wieku – skorzystałam z wielu wskazówek. Zdaję sobie sprawę, że czasem nakładam zbyt krótką spódnicę – śmieje się Polka – ale nogi mam ładne, więc dlaczego mam je zakrywać. Zresztą w Ameryce jest większa tolerancja pod tym względem – w Polsce takiej chyba nie założyłabym”.

Dbałość o swój wygląd podkreśla też 60-letnia Magdalena z Elmwood Park, NJ, która nie ukrywa, że korzysta z osiągnięć medycyny estetycznej. „Chciałabym wyglądać nadal młodo – mówi. – Z figurą sobie radzę, bo odpowiednio i zdrowo się odżywiam. Większy problem sprawiają zmarszczki, więc korzystam z zabiegów w gabinecie lekarza specjalisty. Chcę dobrze wyglądać, tym bardziej że nadal pracuję zawodowo i nie zamierzam rezygnować z pracy, która sprawia mi dużą satysfakcję. Do obecnego stanowiska doszłam po wielu latach.

Uważam, że zasłużyłam na nie i czuję się dumna, że dostrzeżono moje zaangażowanie i pracowitość, chociaż, przyznaję, nie było łatwo. Wychowywanie dwójki dzieci i dość stresująca praca w odległej miejscowości niejednokrotnie były wyzwaniem. Tym bardziej że – jak to na emigracji – nie można było liczyć na pomoc bliskich. Na szczęście równo z mężem dzieliliśmy się naszymi obowiązkami rodzicielskimi”. Pani Magdalena twierdzi, że teraz jest jeszcze lepszą pracownicą, bo syn i córka mieszkają już oddzielnie, a ona może bardziej skupić się na zadaniach zawodowych. Ma też więcej czasu dla siebie, weekendy są już spokojniejsze, chociaż ciągle aktywne. „Nadal zimą jeździmy z mężem na nartach, a wiosną i latem wielką przyjemnością są piesze wędrówki – wyjaśnia. – Wnuków jeszcze nie mamy, więc odpadają wieczory – tak jak u moich znajomych – gdy dzieci podrzucają dziadkom swoje pociechy, bo same chcą odetchnąć”.

Wnucząt nie ma także 62-letnia Barbara z Linden, NJ, więc podkreśla, że chociaż nie czuje się jak czterdziestka, to ważniejsze dla niej jest uczucie pewnego wyzwolenia i możliwości skupienia się na swoich potrzebach. „Bardziej przeżyłam 50. urodziny niż 60. – wspomina. – Wówczas uznałam, że to koniec młodości. Zaczęła zmieniać mi się figura, przytyłam, zmarszczki stały się wyraźne. Kupiłam sobie wtedy komplet ubrań w większym rozmiarze i przez pewien czas nie chodziłam do sklepów z odzieżą, bo miałam nadzieję, że wkrótce schudnę. Przekonałam się jednak, że diety, które dawały szybkie efekty we wcześniejszych latach, teraz okazały się nieskuteczne. W dodatku jedzenie, do którego kiedyś nie przywiązywałam większej wagi, stało się jedną z dużych przyjemności. Bardzo trudno było mi się wyrzec różnych przysmaków, a przede wszystkim słodyczy – uśmiecha się Barbara. –

Tuż przed sześćdziesiątką wreszcie zmieniłam sposób odżywiania się i chociaż nie mam figury trzydziestki, to obecnie jestem dość szczupła i znów chce mi się kupować ubrania i podobać się znajomym. Teraz, gdy dzieci już się usamodzielniły, często wraz z mężem spotykamy się z przyjaciółmi, szczególnie latem, bo wreszcie nie musimy spieszyć się do domu, gdzie kiedyś czekały nas obowiązki rodzicielskie”. Barbara nadal pracuje. Jak twierdzi, bez pracy czułaby się bezużyteczna, a poza tym to w pewnym sensie przedłużenie jej „dojrzałej młodości”. „Chcę być wśród ludzi aktywnych zawodowo – podkreśla. – Moje pokolenie na emeryturę w Ameryce przejdzie po ukończeniu 66 lat. Mam więc jeszcze sporo czasu. Jestem ciągle w pełni sił. Gdy patrzę na moje młodsze współpracownice, które narzekają na niskie pensje i nadmiar obowiązków, to dochodzę do wniosku, że jestem bardziej pracowita, wytrzymała i odpowiedzialna niż niejedna trzydziestka”.

REALISTKI
„Ależ ja wcale nie chcę być żadną czterdziestką – twierdzi 64-letnia Elżbieta z Wallington, NJ. – Dostrzegam uroki bycia starszą panią. Na przykład nareszcie nie czuję presji, że muszę się wszystkim podobać. Wiadomo, że w towarzystwie to młode kobiety zwracają uwagę, zaś my, w pewnym wieku, stajemy się jakby przezroczyste i rzadko słyszymy komplementy. Pomimo tego staram się dbać o siebie: używam kosmetyków dla pań w moim wieku, zmieniłam odcień włosów, chodzę codziennie na spacery. Dobieram także w miarę modne ubrania, stosowne do mojej figury i mojego wieku – chociaż nie jest to takie łatwe. Mimo wszechobecnych zapewnień, że sześćdziesiątki są nadal młode, to w sklepach dla takich jak my królują spódnice i spodnie na gumkach oraz niekształtne bluzki. A ja mam jeszcze talię i całkiem niezłe nogi. Nawet jeśli moja twarz nie jest idealnie gładka, to duch we mnie nadal jest dziarski i widzę wiele plusów swojego obecnego wieku. Przyznaję się do niego otwarcie. Nie chcę na siłę być młoda”.

Mniej plusów widzi natomiast 63-letnia Ewa z Clifton, NJ, która składa zaskakującą deklarację – chciałaby już mieć 66 lat! Dlaczego? „Bo to mój czas przejścia na emeryturę – wyjaśnia. – Jestem już zmęczona pracą. Te opowieści o nowych czterdziestkach czy pięćdziesiątkach uznaję za mamienie kobiet, po to tylko, aby nadal pracowały. Ten wszechobecny kult młodości rozciąga się na coraz dalsze obszary, już nie tylko 30-latki i 40-latki żyją pod jego presją, teraz zaczyna dotykać panie coraz starsze. A ja – chociaż, przyznaję, nie patrzę z przyjemnością na swoje zmarszczki – chciałabym już złapać trochę oddechu, popatrzeć spokojniej na świat, pocieszyć się ze spokojnego poranka z kubkiem kawy, a nie zerkać z niepokojem na zegar, że muszę już się spieszyć do pracy.

Chciałabym jeszcze mieć siły na emeryturze, by obejrzeć kilka zakątków świata, zrealizować trochę moich marzeń i cieszyć się swoim hobby, na co ciągle nie mam czasu. Zazdroszczę moim koleżankom w Polsce, że są już emerytkami. Widzę, jak większość z nich czerpie teraz radość z życia bez pracy zawodowej. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy w Polsce tak się czują, bo na przykład mają niskie emerytury, ale akurat wśród moich znajomych w kraju nie ma takich, którzy ledwie wiążą koniec z końcem. Czekam zatem z niecierpliwością na moment zakończenia etapu zawodowego. Niestety, to jeszcze trochę potrwa, bo nie mogę sobie pozwolić na odejście z pracy przed 66. rokiem życia”.

Na wcześniejszą emeryturę wybiera się natomiast 60-letnia Krystyna z Nutley, NJ. „Dość się już napracowałam – podkreśla. – Pracowałam w różnych firmach i na różnych stanowiskach. Nie oszczędzałam się. Wraz z mężem dobrze wykształciliśmy nasze dzieci. Są już samodzielne, mają dobre zawody i są już ustabilizowane w życiu. Cieszę się też z maleńkiej wnuczki. Owszem, zdarza się, że pomagam córce w opiece nad nią, ale to nie jest mój cel na przyszłość. Mąż jest już emerytem, więc kiedy do niego dołączę, mamy zamiar wreszcie porządnie zwiedzić Amerykę. Przeżyliśmy w niej prawie 40 lat, a ciągle nie było czasu na wakacje.

Teraz szykuję się na nie z radością. Oby mi tylko dopisała kondycja na te plany”. Czy to znaczy, że skończone sześćdziesiąt lat to wcale nie taki straszny bagaż, składający się ze słabszego zdrowia, zmarszczek i spadku sił? – pytam. „Nie muszę udawać czterdziestki, aby czuć się dobrze – pada stanowcza odpowiedź. – Nie poprawiam efektów starzenia się. Przede wszystkim z obawy, że mogłabym się oszpecić, zamiast odmłodzić. Tyle widzi się i czyta o chybionych efektach operacji plastycznych czy zabiegów odmładzających. Czuję też oczywiście, że jestem słabsza, mam mniej energii, nie pokonuję schodów w takim tempie jak kiedyś… Trudno… Czterdzieści lat już miałam, teraz kolej na następne dziesiątki”.

Podobnie wypowiada się o swoim wieku 63-letnia Danuta z Maspeth, NY. „Trudno oszukać organizm – twierdzi. – Przecież czuję, że nie starcza mi sił na wykonywanie pewnych czynności, które jeszcze nie tak dawno nie sprawiały mi kłopotu. Patrzę też w lustro i widzę panią w dojrzałym wieku, z zaokrągloną figurą, więc żadne marketingowe zabiegi kolorowych magazynów i portali nie sprawią, że nagle ubędzie mi lat. Odczuwam je chociażby dlatego, że znów musiałam sprawić sobie mocniejsze okulary, słuch zaczyna mi szwankować, a i chęci na wyjścia na imprezy już mocno we mnie osłabły. Coraz częściej przyświeca mi zasada „mierz siły na zamiary” – i godzę się z tym… Taka jest kolej rzeczy na tym świecie…”.

Pogodne pogodzenie się z upływem czasu prezentuje też 65-letnia Maria z Garfield, NJ. „Pyta mnie pani, czy czuję się jak czterdziestka? – uśmiecha się. – Nie, zdecydowanie nie. I nie chodzi tu tylko o mój wygląd. Całe moje amerykańskie życie pracowałam fizycznie. Teraz cierpię na reumatyzm, mam żylaki na nogach i problemy z kręgosłupem. Nawet jeśli dbam o siebie, to jak w tym stanie udawać młodzieżówkę? – pyta retorycznie Polka. – Nie uważam jednak, że życie mam już poza sobą. Cieszę się z czworga wnucząt, gdy tylko mogę, pomagam córce i synowi w opiece na nimi i… szykuję się na piękną emeryturę. Za rok przenosimy się z mężem do Polski. Już nie mogę się doczekać chwili, gdy będę urządzać nowe mieszkanie i spokojnie zacznę spędzać dni: bez pośpiechu, bez ciężkiej pracy, bez amerykańskich stresów. Nieważne, czy jestem nową czterdziestką czy starą sześćdziesiątką – chcę po prostu w niezłym zdrowiu spędzić jesień mojego życia”.

Autor: Jolanta Wysocka