„Dołożymy wszelkich starań, aby winowajcy ponieśli odpowiedzialność”

402

“Tuż przed tragicznym zdarzeniem, dwóch Polaków znajdowało się na wysokości 6-7 stóp. W pewnym momencie, jakby w zwolnionym tempie, ściana runęła. Jeden z mężczyzn nie przeżył, drugi został ranny” – mówi w rozmowie z “Nowym Dziennikiem” mec. Sławomir Platta, reprezentujący rodzine zmarłego 52-latka. – W związku z tym zdarzeniem pozwani zostaną właściciel budynku i wykonawca prac” – dodaje mec. Platta.

Do tragedii doszło w poniedziałek, 21 października, na dolnym Manhattanie, w dzielnicy Lower East Side, w miejscu, gdzie znajdują się pozostałości po XIX-wiecznej synagodze. Według planów ma tam powstać kompleks budynków, w których będzie kilkaset apartamentów, a także m.in. synagoga składająca się także z fragmentów historycznej budowli. “Jeszcze przed tragicznym zdarzeniem wystawiane były mandaty, które sugerowałyby, że nie zostały zachowane środki bezpieczeństwa, mające zapobiec niekontrolowanemu runięciu ściany budynku” – informuje mecenas Platta. Dwa lata temu, w 2017 roku w synagodze doszło o pożaru.

„W stanie Nowy Jork obowiązują bardzo szczegółowe regulacje mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom. Dołożymy wszelkich starań, aby winowajcy ponieśli odpowiedzialność za ten niepotrzebny, tragiczny wypadek”– podkreśla mec. Platta. Jego kancelaria  w 2001 r. stworzyła w Sądzie Najwyższym stanu Nowy Jork precedens mający zastosowanie w wypadkach podobnych do tego, który wydarzył się w poniedziałek. A dokładnie, kiedy siła grawitacji spadającego obiektu powoduje kalectwo lub śmierć pracownika. Wygrana kancelarii Platty doprowadziła do zmiany prawa budowanego dla całego stanu Nowy Jork. 

“Ta sprawa ma dokładne odzwierciedlenie w procesie, który wygraliśmy w 2011 r. w Sądzie Najwyższym w Nowym Jorku. Tamta sprawa utorowała drogę dla dokładnie tego typu spraw. Dodam, że gdybyśmy tą sprawę, pana Stanisława, mieli przed 2011 r. niemożliwe byłoby uzyskanie odszkodowania” – mówi mec. Sławomir Platta. Tragicznie zmarły Polak Stanisław Supiński mieszkał w dzielnicy Ridgewood na Queensie. Sąsiedzi wspominają go jako bardzo dobrego człowieka. “Był jednym z najlepszych sąsiadów, jakich miałam. Wciąż nie mogę uwierzyć w to co się stało, był dobrym miłym człowiekiem, co za tragedia” – mówi jedna z sąsiadek 52-latka. 

Więcej o tragicznym wydarzeniu, które wstrząsnęło Polonią, w najbliższym wydaniu “Nowego Dziennika”.