Donald Trump, prezydent polskich spraw

674
epa07644144 US President Donald J. Trump and Polish President Andrzej Duda (not pictured) participate in a signing ceremony in the Diplomatic Reception Room of the White House in Washington, DC, USA, 12 June 2019. President Trump and President Duda signed an agreement to increase military to military cooperation including the purchase of F-35 fighter jets by Poland and an increased US troop presence in Poland. EPA-EFE/SHAWN THEW

Zwiększenie zaangażowania militarnego, zniesienie wiz dla Polaków podróżujących do Stanów, działanie ramię w ramię z Polską na rzecz bezpieczeństwa energetycznego regionu – to tylko część osiągnięć Donalda Trumpa, który bezsprzecznie pokazał, że bardzo dobre relacje Polski i USA to nie tylko uściski dłoni.

Niezmiernie trudno podsumowywać kadencję prezydenta, którego mamy ocenić po dokonaniach na rzecz innego kraju i obywateli, w tym przypadku polskich. To trudne, ponieważ każdy prezydent powinien działać przede wszystkim na rzecz państwa, którym kieruje. Jednak w przypadku Donalda Trumpa efekty jego kadencji dla nas, również Polaków nad Wisłą, to nie tylko uściski rąk z przedstawicielami polskich władz czy ciepłe słowa na Twitterze. To lista zasług, które pokazują, że Donald Trump jak mało który z amerykańskich prezydentów wzmocnił polsko-amerykańskie relacje i zrobił to nie tylko gestami ale i czynami.
Cztery lata temu na łamach naszego tygodnika przy okazji planowanej wizyty Andrzeja Dudy w Białym Domu pisałem o kilku najważniejszych sprawach do załatwienia, które od lat pozostawały nierozwiązane. Po pierwsze wymieniłem wizy, których historia zniesienia była długa jak Wisła. Kolejnym ważnym tematem do rozmów była kwestia zwiększonego zaangażowania militarnego żołnierzy USA w Polsce, co z kolei byłoby wzmocnieniem bezpieczeństwa nie tylko kraju, ale i całego regionu. Po trzecie oczekiwaliśmy, że przywódca największego mocarstwa świata jasno postawi się wobec planów uzależnienia Europy wobec rosyjskiego gazu. To miłe móc napisać, że wszystkie wspomniane wówczas polskie sprawy zostały załatwione!

Zniósł wizy
Bez względu na to jak dobre były przez lata relacje Polski z USA, to solą w ich oku pozostawały wizy, które obowiązywały Polaków chcących wjechać na terytorium Stanów. Mało śmiesznym, ale prawdziwym żartem stało się powiedzenie, że po okresie komuny zostały w Polsce kolejki do lekarzy i do amerykańskiej ambasady. Wielu zwykłych obywateli pytało: „Skoro relacje naszych państw są takie świetne, to czemu stoimy w kolejce po wizy i jeszcze musimy za to płacić?”. Na przestrzeni lat amerykańscy prezydenci nie tylko niewiele zrobili, ale i niewiele wiedzieli o tym problemie, poklepując tylko po plecach kolejnych polskich prezydentów i mówiąc, że da się to załatwić.
W 2004 r. ówczesny polski prezydent Aleksander Kwaśniewski po wizycie w Waszyngtonie optymistycznie wypowiadał się o perspektywie zniesienia wiz. „Liczymy na to, że krok po kroku Amerykanie będą liberalizować reżim wizowy” – mówił Kwaśniewski. Cztery lata później, kiedy władzę w Polsce sprawował Lecz Kaczyński, sprawa wiz dla Polaków nadal nie była uregulowana. “Jest to jedyna sprawa, która uniemożliwia powiedzenie, że nasze stosunki polsko-amerykańskie są stosunkami wzorowymi” – mówił wówczas Lech Kaczyński.
Także i Bronisław Komorowski z ubolewaniem wypowiadał się o braku ruchu bezwizowego – “Czwarty polski prezydent wypełnia ankietę, żeby dostać wizę, w której jest pytany, czy nie uprawia prostytucji” – skarżył się Komorowski przed podróżą do Stanów Zjednoczonych. Andrzej Duda stanął przed wyjątkową szansą, gdyż zapewnienie o zniesieniu wiz dla Polaków podróżujących do USA wypowiedział sam Donald Trump. Słowa obecnego prezydenta USA wybrzmiały głośno podczas jego kampanii wyborczej. Trump na spotkaniu z przedstawicielami Polonii w Chicago zapewnił, że jeżeli wygra wybory, to sprawą zniesienia amerykańskich wiz dla Polaków zajmie się już w pierwszych tygodniach po objęciu urzędu. Nikt po tych słowach nie sądził, że wizy zostaną zniesione na dniach ale pojawił się promyk nadziei, że oto pierwszy amerykański prezydent nie dość, że wie, że wizy Polaków obowiązują to daje jasny sygnał, że zajmie się tą sprawą. I zajął, a ważne dla wszystkich Polaków słowa padły podczas wizyty Andrzeja Dudy w Białym Domu. Spotkanie prezydentów trwało wówczas pół godziny ale panowie nie zmarnowali ani minuty. Z ust przywódcy USA padła długo oczekiwana deklaracja – „Jeśli chodzi o Program Visa Waiver, już wszystko właściwie zostało zakończone. Może pan przekazać Polakom, że prezydent Trump zrobił coś, czego nie potrafił zrobić nikt inny, od bardzo wielu lat” – oświadczył przywódca USA.
Dalej wszystko potoczyło się zgodnie z planem i na początku października 2019 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił nominację Polski do programu ruchu bezwizowego. Stało się to możliwe, bo odsetek odmów wizowych dla polskich obywateli spadł poniżej trzech procent. To z kolei było rezultatem kilku lat kampanii prowadzonej zarówno przez polskie jak i amerykańskie władze a także dzięki przychylności amerykańskiej ambasador w Polsce i jednocześnie przyjaciółki Donalda Trumpa – Georgette Mosbacher. Od 11 listopada 2019 roku podróżowanie bez wiz do USA stało się faktem. “Bardzo serdecznie dziękuję panu prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który rok temu obiecał mi, że Polska zostanie przyjęta do tego programu bezwizowego na pewno przed końcem jego pierwszej kadencji” – mówił na kilka dni przed wejściem w życie decyzji prezydent Andrzej Duda.

Dozbroił Polskę
Tematem nie mniej ważnym, choć nie dotykającym bezpośrednio przeciętnego “Kowalskiego” była sprawa zaangażowania militarnego w obronę naszego kraju. Choć od lat na terenie Polski możemy spotkać amerykańskich żołnierzy to pozostawały pytania o stabilność ich pobytu. Rządzący nad Wisłą od lat naciskali by w naszym kraju powstała amerykańska baza podobna do tej, która mieści się w Niemieckim mieście Ramstein. Donald Trump przez cały okres swojej kadencji widział ku temu powody zdając sobie sprawę, że to nie Niemcy a Polska stanowi wschodnią flankę NATO.
Z tych powodów podczas swojej kadencji ograniczył ilość amerykańskich żołnierzy w Niemczech i jednocześnie zwiększył ich obecność między innymi w naszym kraju, i to aż ponad pięciokrotnie – z tysiąca do 5,5 tysięcy. Wszystko zaczęło się od deklaracji o militarnej współpracy, którą podpisali w 2019 roku prezydenci Andrzej Duda i Donald Trump. Potem zawarli kolejną umowę z intencją rozszerzania współpracy i zapowiedzią zwiększenia liczby żołnierzy US Army w naszym kraju. Z kolei 15 sierpnia tego roku minister obrony Mariusz Błaszczak i sekretarz USA Mike Pompeo zawarli umowę rozszerzającą współpracę wojskową. Ostatnim krokiem była ratyfikacja dokumentu przez prezydenta, co stało się 9 listopada tego roku. Poza zwiększeniem liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce oraz przeniesieniu do naszego kraju jednego z dowództw, dokument zakłada błyskawiczne zwiększenie kontyngentu do około 20 tys. żołnierzy w razie niebezpieczeństwa.
Nie upłynęło dużo wody w Wiśle gdy słowa przeistoczyły się w czyny a na terenie Polski rozpoczęło działalność wysunięte dowództwo V Korpusu Sił Lądowych USA, które zostało przeniesione z niemieckiego Baumholder. Inauguracja pracy jednostki odbyła się w drugiej połowie listopada w Poznaniu. V Korpus nadzoruje działania wszystkich sił lądowych armii USA, które są rozmieszczone w Europie. Dowództwo integruje także wojska amerykańskie stacjonujące w naszym kraju oraz ma planować ćwiczenia z polską armią. Minister obrony Mariusz Błaszczak, który uczestniczył w negocjacjach powiedział, że dzięki umowie możemy mówić o realnym wzmocnieniu bezpieczeństwa Polski i wschodniej flanki NATO.
Pozostając w tematach militarnych, warto wspomnieć, że za czasów Donalda Trumpa Polska uzyskała zgodę na zakup najnowocześniejszego samolotu bojowego “made in USA” – modelu F-35, których ma trafić do naszego kraju w ilości 35 sztuk. Zdaniem ministra obrony Mariusza Błaszczaka, samoloty piątej generacji F-35 to przełomowe zdolności, które pozyskają nasze Siły Powietrzne -”F-35 to samoloty wyróżniające się interoperacyjnością, a więc współpracujące także np. z systemem PATRIOT, który zakupiliśmy w 2018 roku, z samolotami F-16, które posiadamy już od kilku lat, a więc gwarantujące bezpieczeństwa naszej Ojczyźnie. To nie słowa, tylko wypełnione zobowiązania budują zaufanie. A więc zobowiązania wobec polskich pilotów, żeby mogli służyć ma sprzęcie, który jest najlepszy” – mówił Błaszczak. W historii związanej ze wzmacnianiem militarnym naszego kraju istotne jest także co mówił prezydent Trump na temat NATO. Krytyka państw, które mimo zobowiązań lekceważą modernizacje swoich armii na odpowiednim finansowym poziomie, była przez całą kadencję podnoszona przez niego na każdym spotkaniu państw grupy NATO i nie tylko.
Dzięki Donaldowi Trumpowi od 2016 r. europejscy członkowie i Kanada zwiększyli swoje wydatki o 130 mld dolarów, licząc do końca br. Do 2024 r. wzrost wydatków na obronność ma wynieść 400 mld dolarów. Po USA w 2019 r. osiem krajów europejskich wydało na obronność deklarowaną sumę. Wśród krajów członkowskich NATO najwięcej wydają właśnie Stany Zjednoczone – 3,42 proc. PKB. Cel dwóch procent PKB w 2019 roku osiągnęły także Bułgaria (3,25 proc.), Grecja (2,28), Wielka Brytania (2,14), Estonia (2,14), Rumunia (2,04), Litwa (2,03), Łotwa (2,01) i Polska (2). Niemcy choć odnotowały wzrost wydatków na obronność (o 5 mld dolarów do 54,8 mld) to daje im to zaledwie 1,38 proc. PKB więc do wyznaczonego celu brakuje im jeszcze sporo.

Zatrzymał Rosję
“Nord Stream 2” to nazwa gazociągu, który miał połączyć Rosję z Niemcami i miał pozwolić krajowi rządzonemu przez Władimira Putina na ominięcie “niewygodnych” krajów przesyłu takich jak Ukraina czy Polska. Od początku tego pomysłu nasz kraj wyrażał swój sprzeciw i co należy podkreślić podejmował kroki by uniezależnić Polskę i sąsiadów od gazu rosyjskiego. Stąd kontrakty na gaz amerykański czy budowa gazociągu “Baltic Pipe” łączącego Danię, Norwegię i Polskę. Rządzący w naszym kraju próbowali przez długie lata ostrzegać Europę przed projektem Rosjan jednak mający w nim udział Niemcy skutecznie nasz głos pomijali.
I to właśnie Donald Trump stał się naszym głównym i skutecznym lobbystą w kwestii bezpieczeństwa energetycznego nie tylko Polski ale i Europy. W 2018 r. prezydent USA przekonywał, że budowa gazociągu to „straszliwa rzecz”. Tego samego roku sekretarz stanu Mike Pompeo zadeklarował współpracę z Ukrainą na rzecz zablokowania budowy gazociągu. W grudniu 2019 r. zaś USA nałożyły sankcje na firmy zajmujące się realizacją NS2. “Nie słyszeliście o Nord Stream 2 zanim nie przyszedł Trump – stwierdził na jednej z konferencji prezydent USA i miał absolutną rację.
Niedługo później budowa Nord Stream 2 została wstrzymana. Rosyjski koncern Gazprom, wspólnie z europejskimi partnerami oświadczył, że rurociąg jest gotowy w 94 procentach i zostanie dokończony. Jednak, jak przypomniało po tej wypowiedzi rosyjskie Radio Svoboda – wykonawcy nie podali żadnych terminów. Niedawno przedstawiciele Kongresu i Senatu USA zgodzili się na uwzględnienie w ustawie budżetowej na rok 2021 poprawki dotyczącej nowych sankcji dla Nord Stream 2 a owe sankcje działają i są na to dowody. Od miesięcy Rosja ma kłopot z uzyskaniem certyfikatu bezpieczeństwa technicznego dla gazociągu. Wcześniej rosyjska agencja Ria Novosti podała, że norweska spółka DNV GL, która sprawdzała bezpieczeństwo techniczne wycofała się z obsługi tego projektu. Spółka uznała, że prowadząc kontrolę statków obsługujących projekt naruszy amerykańskie sankcje i narazi się na międzynarodowe kłopoty. Radio Svoboda zauważa, że prace związane z układaniem rur na dnie Bałtyku zostały wstrzymane choć żadna firma nie została jeszcze objęta amerykańskimi sankcjami. Rozgłośnia podkreśliła, że najwidoczniej wystarczyła sama groźba restrykcji, żeby zaczęto się zastanawiać, czy dokończenie inwestycji jest w ogóle możliwe.

Pochwały z lewa i prawa
Co ciekawe, działanie Donalda Trumpa chwalą w Polsce zarówno politycy PiS, jak i PO. Pozytywnie o prezydenturze Donalda Trumpa wypowiada się europoseł Jacek Saryusz-Wolski – „Należę do tych, którzy oceniają prezydenta Trumpa po czynach a nie po słowach. Został przyjęty w Europie z dużym uprzedzeniem i niechęcią. Szereg jego wypowiedzi dawało powody do takich reakcji europejskich, ale sądząc po faktach, to wbrew Unii i oporowi zmusił Europejczyków do zrobienia czegoś racjonalnego. Mam na myśli wybijanie się na niezależność w sferze obrony” – powiedział europoseł, przypominając, że Donald Trump wywierał presję od pierwszych dni urzędowania, by Europejczycy zwiększyli wydatki na obronę. „Nie chcieli go słuchać, oburzali się na niego, ale to robią. Porównałbym prezydenta Trumpa do roli dentysty – dokonał operacji bolesnej za co został znielubiany, ale pacjent zdrowieje”- dodał europoseł. Powiedział też, że bardzo ważne było jednoznaczne, negatywne stanowisko w sprawie Nord Stream 2 i że sankcje na europejskie firmy uczestniczące w budowie były w interesie ogólnoeuropejskim.
Pozytywnie te sankcje ocenił też Radosław Sikorski, przewodniczący delegacji Parlamentu Europejskiego do spraw stosunków z USA. „Bez tych sankcji Nord Stream 2 już dawno by funkcjonował, nie mam co do tego wątpliwości, więc z polskiego punktu widzenia zapisuje się to prezydentowi Trumpowi na plus” – powiedział europoseł Radosław Sikorski. Negatywnie ocenił natomiast wspieranie brexitu przez Donalda Trumpa i wrogą retorykę wobec Europy w kontekście relacji gospodarczych i nazywanie jej wrogiem.
Europoseł Jacek Saryusz-Wolski w sprawie relacji handlowych nie jest aż tak krytyczny, choć przyznaje, że retoryka była kontrowersyjna i słusznie Europejczycy mieli do amerykańskiego prezydenta pretensje za brutalne egzekwowanie dostępu do rynku i stanowczą obronę wielkich firm. Jacek Saryusz-Wolski starał się jednak zrozumieć argumenty Waszyngtonu. „Donald Trump był bezwzględny, nie brał pod uwagę specjalnych relacji i tego mniemania Europejczyków, że Ameryka jest im winna szczególne traktowanie. Europejczycy przywykli, że USA to dobry wujek, który pomógł zakończyć wojnę, potem dał plan Marshalla i tak musi zostać. A on uzmysłowił pewną odrębność interesów” – dodał europoseł.


Spełnione obietnice Donalda Trumpa wyglądają co najmniej dziwnie, bo w szczególności my w Polsce przyzwyczailiśmy się, że programy wyborcze polityków, którzy kandydują na jakiekolwiek stanowiska to zwykła bujda. Po upływie kadencji danego polityka koncentrowaliśmy się raczej na tym czego nie zrobił bo tego mówiąc wprost było zawsze więcej. Donald Trump pokazał swoją wiarygodność i bez względu na to, czy ktoś go lubi czy nie, w polskich sprawach wykazał olbrzymią skuteczność za co warto mu podziękować i o czym warto pamiętać.