Dyrektor Instytutu Pileckiego dla „ND”: Oddział w NY to opłacalna inwestycja, a nie ekstrawagancki wydatek

0

Już wkrótce na mapie Nowego Jorku zagości nowa polska instytucja. Będzie ona tym cenniejsza, gdyż włączy się w dyskusje o historii II wojny światowej, kładąc nacisk na przedstawienie polskiego bohatera tamtych czasów rotmistrza Witolda Pileckiego. O szczegółach powołania oddziału Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku mówi dyrektor instytutu dr Wojciech Kozłowski.

W kwietniu miną cztery lata od momentu startu działalności Instytutu Pileckiego w Polsce. Prócz działania na terenie kraju, już możecie się pochwalić oddziałem za granicą. Czy taki był plan od początku, by rozwijać ten projekt w przyszłości także poza Polską?

Od chwili powołania Instytutu Pileckiego jednym z naszych głównych zadań jest wprowadzanie polskiego doświadczenia konfrontacji z dwoma totalitaryzmami w XX wieku do międzynarodowej dyskusji o historii, do pamięci świata. W pierwszej kolejności skupiliśmy się na przełamaniu bariery językowej, za sprawą której zagraniczni historycy i wszyscy zainteresowani nie mogli zapoznać się z relacjami obywateli polskich – ofiar i świadków zbrodni niemieckich i sowieckich. Gromadzeniu, udostępnianiu i tłumaczeniu świadectw służy do dziś nasz pierwszy projekt – „Zapisy Terroru”. Od początku zależało nam na stworzeniu w Warszawie głównego ośrodka refleksji nad losami Polaków podczas II wojny światowej – miejsca, które przyciągałoby stypendystów i było centrum międzynarodowej dyskusji. Dlatego budujemy dziś archiwum cyfrowe, w którym gromadzimy zasadniczy korpus źródeł do badań nad podwójną okupacją w Polsce – pozyskujemy je z instytucji w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Polsce.
W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że potrzebujemy stałej, zinstytucjonalizowanej obecności tam, gdzie toczą się najważniejsze debaty o historii XX wieku. To dopiero otwiera pole do realizacji dużych przedsięwzięć, a przede wszystkim umożliwia codzienny kontakt i współpracę nie tylko z uczonymi i liderami opinii, lecz także z mediami i opinią publiczną na miejscu. Polska z opóźnieniem włącza się w międzynarodową dyskusję o historii minionego stulecia. Jeśli nasz głos ma w niej wybrzmieć, musimy dysponować narzędziami, z których od dawna korzystają inni.

Jaki jest cel funkcjonowania zagranicznych oddziałów?

Kontakty z zagranicznymi naukowcami, goszczenie ich w Polsce na naszych konferencjach czy uczestnictwo w kongresach naukowych za granicą, poszukiwania w zagranicznych archiwach – to wszystko jest możliwe, także gdy działa się tylko z Polski. Ale jeśli chce się być naprawdę skutecznym, wydajnym, gdy potrzebna jest zmiana jakościowa – warto pomyśleć o inwestycji w zagraniczny oddział, oczywiście tam, gdzie jest to naprawdę uzasadnione. Choć może się wydawać, że działalność za granicą jest droga, trudna, w rzeczywistości upraszcza wiele rzeczy. Gdy zrobi się to z głową, dobrze zaplanuje, to jest to opłacalna inwestycja, a nie ekstrawagancki wydatek. Udowodniliśmy to już, działając w Berlinie. Tylko będąc na miejscu, można rzeczywiście włączyć się w krwioobieg życia naukowego i zaangażować w dyskusje o historii, które toczą się na co dzień w Niemczech czy w Stanach Zjednoczonych.

Jak oceniacie państwo działalność oddziału w Berlinie po 1,5 roku jego funkcjonowania?

Działalność berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego potwierdziła, że warto stale być obecnym tam, gdzie znajdują się najważniejsze centra naukowe, archiwa – najważniejsze z punktu widzenia celów statutowych Instytutu, czyli prowadzenia badań nad totalitaryzmami i dzielenia się wynikami tych badań, nie tylko ze światem naukowym, ale i ze zwykłymi ludźmi. Od początku, od września 2019 roku tuż przy Bramie Brandenburskiej otwarta jest nasza wystawa o Witoldzie Pileckim, pokazująca berlińczykom i turystom postać Rotmistrza, ale też, szerzej, polski punkt widzenia na II wojnę światową, jakże inny niż ten, który mają ludzie Zachodu. Odbywają się tam stale spotkania, dyskusje, seminaria, z udziałem zarówno Polaków, jak i gości z zagranicy, oczywiście w czasach pandemii głównie w formule online. Takie rozmowy, wzajemne poznawanie się, konsekwentne, długoterminowe, budują zaufanie, sprawiają, że kontakty między badaczami, instytucjami przestają być incydentalne, a stają się stałe i oczywiste.
Niezwykle ważne są też poszukiwania, które nasi badacze prowadzą w niemieckich archiwach. Dzięki ich pracy udało się już odnaleźć, zeskanować i przekazać do Polski ponad 5 milionów stron dokumentów, ważnych dla pełnego zrozumienia niemieckiej okupacji naszego kraju. Nie można też zapomnieć o konstruktywnym udziale naszej berlińskiej placówki w kluczowych dyskusjach, jak choćby tej wokół budowy pomnika polskich ofiar wojny i stworzenia w Berlinie centrum dokumentującego niemiecką okupację Polski.

Czy kolejność rozwijania placówek – najpierw Niemcy, teraz USA – jest przypadkowa?

Niemcy wybraliśmy na pierwszy oddział zagraniczny w pełni świadomie, ponieważ są blisko i należą do Unii Europejskiej, więc nasza działalność nie wymaga tam dodatkowych rozwiązań prawnych, a przede wszystkim są krajem, z którym historia łączy nas bardzo ściśle, choć oczywiście nie zawsze są to związki łatwe. Dzięki placówce berlińskiej zdobyliśmy doświadczenie w działaniu za granicą, co pozwala nam sięgać dalej, nawet za ocean. Stany Zjednoczone to oczywisty kierunek, bo są one kulturalnym i naukowym centrum świata, tu znajduje się wiele instytucji, zarówno amerykańskich, jak i międzynarodowych, kluczowych dla prowadzenia badań i dialogu o historii XX wieku. Mówię tu o dialogu zarówno na poziomie eksperckim, naukowym, jak i popularnym, czasem nawet bardzo popularnym – bo czym jak nie popularną opowieścią o historii są np. hollywoodzkie produkcje takie jak „Lista Schindlera”, „Szeregowiec Ryan”, czy planowany film o Witoldzie Pileckim, oparty na bestsellerowej biografii autorstwa Jacka Fairweathera „Volunteer”.

Jak będzie wyglądać oferta i działanie oddziału w Nowym Jorku i do kogo będzie adresowana?

Instytut Pileckiego jest przede wszystkim ośrodkiem naukowym, więc nasze działania skupione są na badaniach, debacie naukowej, poszukiwaniach archiwalnych. I to robimy już teraz i na tym skupimy się w pierwszej kolejności, jeśli tylko uda nam się zbudować trwałą obecność w USA. Ale oczywiście nawet najbardziej rzetelne badania nie mają sensu, gdy nie popularyzuje się wynikającej z nich wiedzy, odkryć. Doświadczenie z Berlina pokazuje, jak potężnym narzędziem jest wystawa, która na co dzień opowiada zagranicznym odbiorcom o polskim doświadczeniu historycznym, staje się centrum spotkań, działań edukacyjnych itp.
Opowieść o naszym Patronie – Witoldzie Pileckim, który jest symbolem konfrontacji z dwoma totalitaryzmami, okazuje się często najlepszym sposobem, aby zainteresować polską historią tych, którzy nie wiedzą o niej prawie nic.

Kiedy planujecie państwo zacząć działanie w Nowym Jorku i czy jest już znana lokalizacja placówki?

O konkretnych terminach czy lokalizacji trudno jest teraz mówić. Podstawowym i zupełnie nieprzewidywalnym problemem jest po prostu pandemia, która – jak wszyscy doskonale wiemy – bardzo utrudnia, a często całkowicie uniemożliwia wiele działań, nawet tych wstępnych. Oddziału Instytutu po drugiej stronie oceanu nie da się przecież zorganizować zdalnie. Z praktycznych spraw, które muszą zostać załatwione zanim ruszymy do przodu, są kwestie prawne, związane z działaniem poza Unią Europejską. Jest to przedmiotem prac nad nowelizacją ustawy o Instytucie, którą zajmuje się obecnie Rząd, i która, mamy nadzieję, wkrótce trafi do Sejmu.

Oddział w Nowym Jorku nie będzie państwa pierwszym projektem w USA. Niedawno zainagurowaliście serię webinariów organizowanych wspólnie przez Instytut Pileckiego i Muzeum Narodowe II Wojny Światowej w Nowym Orleanie. Jakie są szczegóły i cele tego projektu?

Przede wszystkim chcemy wzajemne się poznawać i dzielić naszymi zasobami, aby publiczność polska i amerykańska mogły lepiej zrozumieć historię II wojny światowej, oraz spojrzeć na nią z perspektywy świadków – bezpośrednich uczestników wydarzeń, których relacje oglądamy i komentujemy podczas spotkań. Pierwsze wspólne webinarium okazało się wielkim sukcesem, zarejestrowało się na nie prawie 600 uczestników. Rozmawialiśmy właśnie o odmiennych perspektywach ostatnich miesiącach II wojny światowej: z jednej strony wyzwoliciele, a więc amerykańscy żołnierze otwierający bramy obozów koncentracyjnych, a z drugiej wyzwalani – polscy więźniowie. Bardzo ciekawie się te dwa punkty widzenia spotkały, pojawiły się też rzeczy zaskakujące: np. o oswobodzeniu jednego z niemieckich obozów opowiadał weteran Afroamerykanin, który wyzwalał ofiary rasistowskiego reżimu, jednocześnie samemu będąc ofiarą segregacji rasowej.
Kolejne wspólne dyskusje odbędą się w marcu i w maju, porozmawiamy o momencie wybuchu wojny i o współczesnych sporach o pamięć historyczną. Bardzo ważne jest, że nie robimy tego sami, że weszliśmy w partnerstwo z National WWII Museum. Po pierwsze, w ten sposób zderzamy ze sobą różne doświadczenia i punkty widzenia. Po drugie, rzeczywiście docieramy z naszą ofertą do amerykańskich odbiorców. To z resztą nie są nasze pierwsze przedsięwzięcia w USA. Na podobnej zasadzie, w partnerstwie, na początku 2020 roku zaprezentowaliśmy w Ameryce naszą przełomową publikację: „Listę Ładosia”, opisującą akcję ratowania tysięcy Żydów przez polskich dyplomatów w Szwajcarii, którzy wystawiali im fałszywe paszporty latynoamerykańskie. Tę publikację wydaliśmy i promowaliśmy w USA we współpracy z World Jewish Congress, co pozwoliło nam dotrzeć z tą opowieścią także do środowisk żydowskich w Stanach Zjednoczonych, z czego bardzo się cieszymy. Udało nam się to zrobić tuż przed wybuchem epidemii, który potem na wiele miesięcy zablokował nasze kolejne działania w Ameryce.
W 2019 współpracowaliśmy z polskimi placówkami w Waszyngtonie, Nowym Jorku i Chicago – i to właśnie w Nowym Jorku odbyła się światowa premiera „Ochotnika” Jacka Fairweathera, która to książka rok później w Wielkiej Brytanii zdobyła prestiżową nagrodę Costa Book of the Year.

Na terenie USA promujecie także Witolda Pileckiego projektem “The Pilecki Project”. Czy według państwa ten realny polski bohater ma szansę być dostrzeżony pośród setek tych stworzonych choćby na potrzeby filmów czy gier – np. Jamesa Bonda?

Witold Pilecki jest o wiele lepszym bohaterem od Bonda, bo jest prawdziwy. A jego historia, dokonania, w niczym nie ustępują wyczynom zmyślonych bohaterów. Pilecki, choć był kimś zupełnie wyjątkowym i na wskroś polskim, niesie wartości uniwersalne i w pełni zrozumiałe dla odbiorcy zachodniego. Wystarczy powiedzieć: „ochotnik do Auschwitz” – te słowa od razu intrygują, bo jakim piekłem było Auschwitz wie każdy. Zgłosić się na ochotnika do piekła to rzecz niewyobrażalna. Od razu pada pytanie: „kim był ktoś, kto się na to odważył?”. W tym piekle Pilecki zbudował skuteczny ruch oporu, siatkę wywiadowczą, wysyłał raporty dla polskiego podziemia, rządu w Londynie i aliantów zachodnich. A potem skutecznie stamtąd uciekł!
Mamy twarde dowody, że Pilecki robi wrażenie na całym świecie, wystarczy o nim dobrze opowiedzieć, co właśnie robimy m.in. poprzez „The Pilecki Project”, realizowany przy finansowym wsparciu Polskiej Fundacji Narodowej. „The Pilecki Project” adresowany jest do szkół, stowarzyszeń, instytucji w USA i w Kanadzie, nie tylko polonijnych. Jego uczestnicy poznawać będą postać Rotmistrza, a jednocześnie trenować praktyczne umiejętności współpracy, odkrywania i opowiadania historii, tworzenia multimediów, audycji, animacji, aby przy ich pomocy opowiedzieć o Witoldzie Pileckim we własnej społeczności – szkole, parafii, stowarzyszeniu, miejscowości. Instytut zapewni materiały edukacyjne, ciekawe warsztaty z profesjonalistami oraz dostęp do źródeł historycznych. Będzie można nawet spotkać się – online – z rodziną Rotmistrza!

W jaki sposób amerykańscy polonusi mogą włączyć się w działanie Instytutu na terenie USA?

Na początek zapraszamy właśnie do udziału w „The Pilecki Project” – jest to z jednej strony możliwość zdobycia ciekawej wiedzy i nowych umiejętności, a z drugiej – pokazania w Ameryce, że Polacy mają coś ciekawego do opowiedzenia, mają swojego niezwykłego bohatera. Zachęcamy zarówno do aktywnego wzięcia udziału w projekcie, jak i do pomocy w promowaniu go, tak, by jak najwięcej osób wzięło w nim udział, nie tylko spośród Polonii. Powiedzmy o tym projekcie Amerykanom, nauczycielom naszych dzieci, bibliotekarzom, lokalnym aktywistom. Projekt jest prowadzony w całości po angielsku. Wszystkie potrzebne informacje znaleźć można na stronie Instytutu Pileckiego instytutpileckiego.pl – zapraszam do częstego jej odwiedzania, bo będą się tam pojawiać także informacje o naszych innych przedsięwzięciach, skierowanych na rynek amerykański i nie tylko.