Emigracja w odwrotnym kierunku

1346
Patryk (pierwszy od lewej) i Mieczysław urodzili się w Polsce, gdy mieli kilka lat, wyemigrowali razem z rodzicami do USA. Niedawno ponownie zamieszkali w Polsce i podjęli studia

“Kiedyś rodzice i dziadkowie, jak tysiące innych Polaków, emigrowali z Polski do USA w poszukiwaniu lepszego jutra. My też podróżujemy, ale w odwrotnym kierunku, bo Polska teraz, bardziej niż Stany Zjednoczone, wydaje nam się ziemią obiecaną” – mówi 20-letni Mieczysław “Mitch” Moneta. Urodził się w Brzozowie na Podkarpaciu. 15 lat mieszkał w Nowym Jorku. Od roku studiuje w Rzeszowie na kierunku lotnictwo ogólne.

Na uczelni poznał Patryka Tautera. 24-latek pochodzi z Polski i ma podobną historię jak Mieczysław. Gdy miał trzy lata, rodzice wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Wylosowali zieloną kartę i wydawało im się, że to właśnie za oceanem jest lepsza przyszłość dla nich i ich dzieci.
Z Patrykiem i Mieczysławem spotkałam się przy okazji Wigilii organizowanej przez uczelnię dla studentów z zagranicy. W Rzeszowie studiuje ok. 2 tysięcy obcokrajowców. Najwięcej jest wśród nich Ukraińców, ale także obywateli Turcji, Maroka, Chin, Indii, a nawet Rwandy czy graniczącej z Indonezją Papui-Nowej Gwinei.

Lucyca Muruket studiuje informatykę. Polskie Boże Narodzenie było jej pierwszym spędzanym nie z najbliższymi. „Już samo to, że jest się tak daleko od domu, jest trudnym doświadczeniem, a okres świąteczny jeszcze bardziej potęguje tęsknotę. Dlatego to, że możemy świętować wspólnie z innymi studentami, to doskonały pomysł” – uważa studentka. Wybrała studia w Polsce, bo ma nadzieje tu zostać na stałe, ewentualnie przeprowadzi się do innego, europejskiego kraju. Sądzi, że w Europie będzie jej się żyło lepiej niż w rodzinnych stronach. Tak samo uważa, pochodzący z Maroka, Mohammed Mzabi. W Rzeszowie mieszka od kilku miesięcy. Tak jak zdecydowana większość mieszkańców jego kraju, jest muzułmaninem, ale z chęcią poznaje polską kulturę, w tym świąteczne zwyczaje. “W Maroku nie obchodzimy świąt Bożego Narodzenia. Tym bardziej jest mi miło, że mogłem uczestniczyć w tak ważnym dla was, Polaków, święcie” – przyznaje. Wigilię spędzał z bratem i jego polską narzeczoną. Wcześniej uczestniczył w uroczystej kolacji przygotowanej przez uczelnię w Rzeszowie.

W szkołach wyższych w całej Polsce od pewnego czasu przybywa międzynarodowych studentów. W 2015 r. było ich 57 tys., zaś w roku akademickim 2018/19 już ponad 78 tys. Niemal połowa z nich trafiła na uczelnie prywatne. Wśród nich są Patryk i Mieczysław. “Wyobraź sobie, że mieszkaliśmy na Long Island, kilka mil od siebie, a dopiero tu, w Polsce, się poznaliśmy” – mówi pochodzący z Brzozowa Mieczysław. Gdy miał sześć lat, razem z rodzicami przeprowadzili się do Nowego Jorku. “To nie była łatwa decyzja, tym bardziej że szczególnie mój tata, jest wielkim patriotą. W każdej dyskusji Polska kontra USA wychwalał naszą ojczyznę pod niebiosa. Zdecydowały zarobki. O wiele lepsze za oceanem” – opowiada 20-latek. Doskonale pamięta pierwszy dzień w szkole. “Nie znałem nawet jednego słówka po angielsku. To był dla mnie ogromny stres. Na pierwszych zajęciach podszedłem do nauczycielki i zapytałem, czy mówi po polsku. Pani tylko się roześmiała. Natomiast pół roku później mówiłem po angielsku lepiej niż niejeden amerykański uczeń w moim wieku”. O cztery lata starszy Patryk miał trochę łatwiej, bo wyemigrował do USA, gdy miał trzy latka. “Dlatego język angielski jest dla mnie jakby tym pierwszym językiem. Poza tym w domu z rodzicami rozmawiałem tylko po angielsku, tak samo z rodzeństwem. Polskiego używałem, gdy dzwoniłem do dziadków” – wspomina.

Ich domy w USA były amerykańsko-polskie. To znaczy obchodzili wszystkie najważniejsze święta dla Polaków, ale i Amerykanów. W czasie Wigilii na stole zawsze było 12 potraw, a przed Wielkanocą święcili koszyczki. Dzień Dziękczynienia to oczywiście indyk i wspólne biesiadowanie, a Halloween przebieranie się, a gdy byli młodsi – wędrowanie od domu do domu po słodkości. Każdy znajomy wiedział, że są Polakami, bo nigdy tego nie ukrywali. Co więcej, są dumni ze swego pochodzenia. “Zdarzało się, że niektórzy koledzy żartowali pytając, czy u nas, w Polsce, jeździ się tylko konno albo czy mamy internet. Część była przekonana, że w Polsce zima trwa cały rok” – mówi Mieczysław. Nieco inne doświadczenia ma Patryk. „Ja nie przypominam sobie jakichś żartów z Polaków i Polski. Wśród moich przyjaciół były i wciąż są osoby z różnych części świata. Nawet jeśli one urodziły się w USA, to rodzice lub dziadkowie byli imigrantami. To co wyróżnia Nowy Jork, to właśnie wielokulturowość i to jest bardzo fajne” – uważa Patryk. Studia podjął w Polsce przede wszystkim z powodów ekonomicznych, ale nie tylko. “Składałem dokumenty do kilku szkół w Nowym Jorku, na wypadek, jakby z Polską nic nie wyszło. Ale nie ukrywam, że to właśnie tutaj chciałem studiować najbardziej. Jak wiesz, amerykańskie uczelnie kosztują nawet kilkadziesiąt tysięcy dolarów za semestr. To gigantyczna kwota, na którą zwyczajnie mnie nie stać” – przyznaje Mieczysław. Wtóruje mu Patryk. „Mam wielu znajomych w moim wieku, których czeka spłacanie kredytu w wysokości setek tysięcy dolarów. To ogromne obciążenie. W Polsce studia są o wiele tańsze, nawet na prywatnych uczelniach, a poziom jest bardzo dobry” – zaznacza Patryk. 24-latek studiuje, w języku angielskim, aviation management, czyli zarządzanie lotnictwem. Rok studiów (dwa semestry) kosztuje go 9 tys. złotych, czyli ok. 2340 dol. Kształcenie na tym kierunku trwa sześć semestrów. “Znam osoby, które ukończyły takie uczelnie, jak Columbia University czy Harvard, i nie mogą znaleźć pracy. W dzisiejszych czasach liczy się nie tylko szkoła. Musisz wykazać się czymś więcej” – twierdzi z kolei Mieczysław.

Pytani, jakie znaczenie ma dyplom polskiej prywatnej uczelni na amerykańskim rynku, przyznają, że nie do końca wiedzą. „Dopiero się o tym przekonamy, choć ja raczej planuję zostać w Polsce albo Europie – mówi Mieczysław. – Kraj, z którego wyjeżdżałem kilkanaście lat temu, a kraj, w którym obecnie studiuję, to dwa różne miejsca. Polska bardzo się zmieniła na plus. Jest o wiele więcej możliwości, na przykład na rynku pracy. Nie potrzebujesz już Ameryki, by spełniać swój ‚amerykański sen’. Dla wielu osób mieszkających w USA Polska staje się ziemią obiecaną i dlatego tak wielu Polaków wraca. Przykładem mogą być moi rodzice. Tata wrócił dwa lata temu, mama kilka tygodni temu. I planują tu zostać już na stałe” – wyjaśnia Mieczysław. Wtóruje mu Patryk. On także ostatecznie jeszcze nie zdecydował, gdzie chce zamieszkać, ale przynajmniej na razie chce spróbować pożyć w Polsce. “Popatrz na Rzeszów. W porównaniu z Warszawą czy Krakowem to nie aż tak wielkie miasto, a ile koncernów amerykańskich czy brytyjskich ma tutaj swoje oddziały. Cały czas poszukiwane są osoby do pracy, które świetnie mówią po polsku i po angielsku. Myślę, że to jest nasza ogromna zaleta. W dodatku jesteśmy w Unii Europejskiej. Polska niesamowicie rozwinęła się w bardzo krótkim czasie. Zaczęliśmy właśnie kolejną dekadę – rozpoczął się rok 2020. Jestem bardzo ciekawy, jak będzie wyglądać nasz kraj za kolejnych 10 czy 20 lat” – mówi Patryk. Zwraca też uwagę, że wciąż w USA są Polonusi, którzy pamiętają Polskę z lat 80. czy 90. „Im jest bardzo trudno uwierzyć, że można tutaj żyć na takim samym poziomie, a często nawet lepszym niż w USA” – uważa Patryk.

***

Główny Urząd Statystyczny opublikował niedawno dane dotyczące przeciętnego wynagrodzenia w Polsce. Średnia płaca to blisko 5230 zł brutto. W porównaniu z listopadem ubiegłego roku oznacza to podwyżki na poziomie ponad 5 proc. Z kolei z wyliczeń firmy doradczej Grant Thornton wynika, że Polska gospodarka jest jedyną w Unii Europejskiej i jedną z nielicznych na świecie, która w ostatnich dwóch dekadach nie doświadczyła recesji. Dzięki temu polski dochód narodowy stale wzrasta. Jeszcze w 2000 r. średnie zarobki w Polsce sięgały 23,5 proc. średniej unijnej, tymczasem w 2018 r. było to 35,5 proc. W raporcie Grant Thornton uwzględniono dane Eurostatu za 2018 rok. Według nich w Polsce średnie wynagrodzenie wyniosło wtedy 1059 euro, a w Unii Europejskiej – 2981 euro. Najwyższe przeciętne wynagrodzenie, wynoszące 8 tys. 121 złotych brutto, jest w położonym na Śląsku Jastrzębiu-Zdroju. To 168 proc. średniej krajowej. Jastrzębie po raz kolejny znalazło się na czele rankingu miast oferujących najwyższe przeciętne zarobki. Drugie miejsce w rankingu zajmuje Warszawa. Przeciętne wynagrodzenie w stolicy wyniosło w 2018 roku 6433 zł brutto, co stanowi 133 proc. średniej krajowej. Wysoko są też: Sopot, Katowice, Gdańsk, Gliwice, Dąbrowa Górnicza i Kraków z medianą powyżej 5 tys. złotych. Najgorzej zarabiają mieszkańcy Grudziądza. Przeciętna pensja w tym mieście to 3743 zł, co stanowi 77 proc. średniej krajowej. Ranking zamykają: Piotrków Trybunalski (3765 zł), Tarnobrzeg (3808 zł), Przemyśl (3828 zł) i Nowy Sącz (3861 zł). Jeśli chodzi o najlepiej płatne zawody, to w pierwszej dziesiątce są m.in.: kierownik działu księgowości (ok. 12 tys. zł brutto), specjalista ds. bezpieczeństwa IT (ok. 12 tys. zł brutto) i kierownik ds. marki (ok. 11 tys. zł brutto). Na dobre zarobki mogą liczyć prawnicy, lekarze, programiści, analitycy finansowi i specjaliści w branżach technicznych.