Epidemia przemocy

990
EPA-EFE/ALBA VIGARAY

Dla nowojorczyków jeszcze większym problemem niż koronawirus staje się rosnąca przestępczość. I to nie tylko w tzw. niebezpiecznych dzielnicach. Podczas gdy jest jakiś plan walki z nowym wirusem, a sprawa epidemii wydaje się być choć w części opanowana w metropolii (liczba nowych przypadków wyraźnie maleje), to policyjne dane wskazują, że rządzącym brak pomysłu na powstrzymanie rozlewającej się na ulicach przemocy.

Przeciwnicy Billa de Blasio idą dalej w swoich ocenach – wskazując burmistrza jako “przyjaciela kryminalistów”. Tragiczne jest to, że ofiarami epidemii przemocy coraz częściej stają się dzieci. Najmłodsza śmiertelna ofiara tegorocznych strzelanin w mieście to roczny chłopczyk.

W lipcu w Nowym Jorku odnotowano 244 strzelaniny. To prawie trzy razy więcej niż w takim samym okresie roku ubiegłego – 88 zdarzeń. Wzrosła też liczba zabójstw, włamań i kradzieży samochodów. W weekend (8-9 sierpnia) liczba ofiar strzelanin, do jakich doszło w metropolii nowojorskiej od początku roku, przekroczyła 1000. Dla porównania, w analogicznym okresie roku ubiegłego – 551 osób zostało rannych w takich zdarzeniach. Z kolei w pierwszych siedmiu miesiącach 2018 r. – 548. Tylko w niedzielę nad ranem (9 sierpnia) w metropolii nowojorskiej rannych zostało co najmniej dziewięć osób. W przypadku dwóch ofiar rany okazały się śmiertelne. Do tragicznych zdarzeń dochodzi w różnych dzielnicach miasta. I tak jedną z ostatnich ofiar jest młoda kobieta, 23-letnia Madgey Saleh, mieszkanka Queensu. Została postrzelona w dzielnicy Long Island City, w niedzielę ok. godz. 3:30 nad ranem, gdy stała na zewnątrz sklepu spożywczego. Zmarła w szpitalu. Godzinę później śmiertelnie postrzelony został 25-latek. Do tego zdarzenia także doszło na Queensie, a konkretnie w dzielnicy Queens Village. Nie ma dnia, w którym nie dochodziłoby w mieście do przemocy z użyciem broni. Najmłodszą tegoroczną ofiarą śmiertelną jest roczny chłopczyk. Dziecko zostało trafione, gdy było z rodzicami w parku, w dzielnicy Bedford-Stuyvesant na Brooklynie. Do zdarzenia doszło w lipcu.

Władze miasta, z burmistrzem na czele, zostały skrytykowane za bezczynność wobec rozlewającej się przemocy, i trudno się z tą opinią nie zgodzić. “Prawodawcy i politycy muszą się obudzić. Ciągle wyrzucają pieniądze na organizacje, które pojawią się po fakcie, to musi się zmienić” – mówił tuż po zdarzeniu jeden z aktywistów. A po kolejnych protestach Black Lives Matter w mieście, które często kończyły się demolowaniem kolejnych dzielnic, wzmogły się żądania ustąpienia ze stanowiska Billa de Blasio. Mieszkańcy mieli pretensje, że jakaś grupa terroryzuje miasto, a władza milczy. Mieli pretensje, że jest zgoda na manifestacje, a zakaz spotykania się w restauracjach czy ćwiczeń w siłowniach. Zamrożona jest gospodarka, przypomina się o zachowaniu dystansu społecznego, podczas gdy wielu protestujących nie ma nawet maseczek. Lista grzechów i zaniedbań obecnego burmistrza jest o wiele dłuższa. Najpoważniejszy zarzut dotyczy sprzyjania przestępcom. Utworzenia (może niechcący, ale jednak) atmosfery, że są bezkarni. Szczytem była zgodna na obniżenie finansowania NYPD i likwidacji jednej z kluczowych jednostek, walczącej z przestępczością zorganizowaną.

Niechęć Billa de Blasio do policjantów towarzyszyła mu praktycznie od początku zajęcia urzędu – takie sprawia wrażenie. Jest pierwszym nowojorskim burmistrzem, do którego funkcjonariusze odwrócili się plecami, gdy przyszedł do szpitala, w którym leżał bardzo ciężko ranny policjant, postrzelony przez bandytę. Tak samo zachowali się na pogrzebie kolegi. Burmistrz prowadzi politykę, która dzieli mieszkańców. Pod płaszczykiem walki o tolerancje, spycha na boczne tory tysiące nowojorczyków. To za jego rządów drastycznie zwiększyła się liczba bezdomnych. Od jakiegoś czasu część z nich mieszka w hotelach w jednej z najdroższych dzielnic miasta, terroryzując sąsiadów.
Już rok temu, w lipcu, jeden z nowojorskich publicystów ogłosił na łamach swojego dziennika list otwarty do burmistrza. Zaczął go słowami: „Drogi panie de Blasio, wszyscy wiemy, że jest pan okropnym burmistrzem – może nawet najgorszym w ciągu ostatnich 100 lat. (…) W chwilach zagrożenia nie można na pana liczyć, jest pan albo na lunchu, albo poza miastem. Tak się dzieje od pierwszego dnia twojego zgniłego reżimu”.

Jeśli w ciągu roku coś się zmieniło, to tylko na gorsze. Bill de Blasio jest 109. burmistrzem Nowego Jorku, ale pierwszym, który w nosie ma miasto i jego mieszkańców. Niedawno na konferencji prasowej stwierdził, że za dramatyczny wzrost liczby morderstw i strzelanin odpowiada… koronawirus i pogoda. Mówi też, żeby się nie martwić, bo sytuacja za chwilę się zmieni dzięki pracy policji i też dlatego, że lato wkrótce się skończy. Bill de Blasio powinien ustąpić z urzędu. Nie dlatego, że jest z takiej czy innej partii. Barwy polityczne w tym wypadku w ogóle mnie nie obchodzą. Jest po prostu fatalnym burmistrzem i naprawdę trudno tego nie zauważyć.