Głośne „nie” dla kolejnego schroniska!

Protest na Greenpoincie

30
Przeciwnicy schroniska mieli ze sobą transparenty z napisami wyrażającymi ich dezaprobatę wobec planów urzędników miejskich / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Mieszkańcy nowojorskiego Greenpointu sprzeciwiają się budowie kolejnego schroniska dla bezdomnych w tej dzielnicy. Prócz dezaprobaty okazanej podczas spotkania w parku McGolricka, wystosowali specjalną petycję do nowojorskiego burmistrza Billa de Blasio, poseł stanowej Emily Gallagher, lokalnego radnego Stevena Levina, Rady Dzielnicy nr 1 oraz urzędników miejskich, stanowych i federalnych.

„Nie chcemy schroniska dla bezdomnych!” – to najczęstszy i najgłośniejszy okrzyk pojawiający się podczas protestu przeprowadzonego przez mieszkańców Greenpointu przy okazji spotkania zorganizowanego z inicjatywy radnego miejskiego Stevena Levina reprezentującego północną część Brooklynu. Odbyło się ono w środę, 22 września, w godzinach wieczornych i miało miejsce w parku McGolricka. Pojawiło się tam ponad 200 osób, w tym wielu Polaków.

Manifestujący trzymali w rękach transparenty z hasłami wzywającymi do zaniechania budowy przytułku a także wyrażającymi oburzenie dotyczące braku jakiejkolwiek dyskusji i debaty urzędników miejskich z mieszkańcami Greenpointu na temat decyzji podjętej w zaciszu politycznych gabinetów. Organizacje wspierające bezdomnych reprezentowali: Erin Drinkwater z miejskiego Wydziału Opieki Społecznej (Department of Social Services), Shane Cox, zastępca komisarza Wydziału Pomocy dla Bezdomnych (Department of Homeless Services) i Amie Pospisil, zastępca wiceprezesa ds. programowych w Breaking Ground.

Z protestującymi mieszkańcami Greenpointu spotali się przedstawiciele agencji miejskich związanych z pomocą dla bezdomnych. Od lewej stoją: zastępca komisarza Wydziału Pomocy dla Bezdomnych Shane Cox, zastępca wiceprezesa ds. programowych w Breaking Ground Amie Pospisil, radny Steven Levin i Erin Drinkwater z miejskiego Wydziału Opieki Społecznej / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Bezpieczeństwa strzegli oficerowie 94. posterunku NYPD. Okazuje się, że ich obecność była bardzo potrzebna ponieważ momentami robiło się bardzo groźnie, nie brakowało wyzwisk i obraźliwych okrzyków.
Kilka razy przedstawiciele agencji miejskich i greenpoincki radny poczuli się zagrożeni, gdy przeciwnicy schroniska otoczyli ich naokoło i zbliżyli się do nich na wyciągnięcie ręki. Manifestujący okrzykami wyrażali swoje niezadowolenie zarówno z decyzji dotyczącej budowy trzeciego przytułku dla bezdomnych na Greenpoincie, a także sposobu wprowadzenia tego pomysłu w życie, bez jakiegokolwiek wcześniejszego poinformowania ich o tym fakcie.

„Schronisko było już zaplanowane w grudniu, ale mieszkańcy Greenpointu nic o tym nie wiedzieli. Zostało to zrobione po cichu ponieważ urzędnicy wiedzieli, że ludzie się na to nie zgodzą. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero teraz więc postanowiliśmy zaprotestować przeciwko tej decyzji” – powiedziała „Nowemu Dziennikowi” Iwona Giernicka-Hartley, jedna z przeciwniczek przytułku.

Ma się on znajdować przy 83-97 Apollo Street i 106 Hausman Street i przeznaczony będzie dla 145 bezdomnych mężczyzn, m.in. opuszczających więzienia, którzy mają tam oczekiwać na przeniesienie do innego stałego lokum. Ma działać na zasadzie tzw. safe havens, praktykowanej przez Breaking Ground i opierającej się na nieco innych zasadach niż typowe schroniska dla bezdomnych. Osoby w nim przebywające mają być poddawane resocjalizacji i pomocy psychologiczno-terapeutycznej celem wyjścia m.in. z nałogów, ale także mają mieć więcej swobody i nie muszą się obawiać utraty miejsca po nieobecności nocnej (od 10 w nocy do 6 rano). Oznacza to, że jego lokatorzy mogą błąkać się po ulicach i parkach zarówno w dzień jak i w nocy, co stwarza dodatkowe niebezpieczeństwo dla mieszkańców. W dodatku będzie przeznaczone dla bezdomnych ze wszystkich pięciu nowojorskich gmin (Bronks, Brooklyn, Manhattan, Staten Island, Queens), a nie tylko tych, którzy pochodzą z Greenpointu czy też północnej części Brooklynu. Poza tym – jak uważają jego przeciwnicy – będzie się znajdowało zbyt blisko szkół: Akademii św. Stanisława Kostki, szkoły podstawowej PS 110, a także przedszkola Miś i parku McGolricka.

Iwona Giernicka-Hartley (z mikrofonem) – urodzona, wychowana i mieszkająca na Greenpoincie – ostro wyraziła swoje niezadowolenie wobec pomysłu budowy schroniska przy Apollo Street. Z lewej strony stoją przedstawiciele agencji miejskich. Od lewej: Shane Cox, Erin Drinkwater, Amie Pospisil i radny Steven Levin / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

„Będą w nim zarówno przestępcy seksualni jak i ludzie opuszczający więzienia, więc nie wiemy kto będzie chodził po naszej okolicy. Nasze dzieci nie będą bezpieczne jeżeli na ulicy pojawi się 150 bezdomnych, w dodatku mających różne problemy psychiczne. Nawet gdyby takich osób było tylko 15 to będzie istniało dla nich bardzo poważne zagrożenie. Nie możemy pozwolić by tacy bezdomni znaleźli się w pobliżu naszych dzieci na ulicy, w autobusach, w metrze czy w parkach. Co jakiś czas widzimy w telewizji oraz czytamy w gazetach o tym, że ludzie z problemami psychicznymi wpychają inne osoby po pociągi. Ja mam 15-letniego syna, i mimo że może chodzić sam do szkoły to będę musiała go odprowadzać ponieważ obawiam się, że może na drodze spotkać osobę niezrównoważoną psychicznie. To samo dotyczy naszych parków. Dlaczego nas nie poinformowano o takim pomyśle? Dlaczego decyzje o naszej okolicy podejmują ludzie, którzy tutaj nie mieszkają? Dlaczego wcześniej nie pytają nas o zdanie?” – zapytywała retorycznie rozżalona pani Iwona.

Dodała, że teraz urzędnicy miejscy twierdzą, że jest już za późno na zmianę ich decyzji ponieważ zainwestowano zbyt dużo pieniędzy w remont pomieszczeń.

„My będziemy jednak walczyć do końca” – zapewniła Iwona Giernicka-Hartley, która urodziła się i wychowała na Greenpoincie. W trakcie szkoły i studiów często wracała nocą do domu i nigdy niczego się nie obawiała.

„Zawsze czułam się tutaj bezpiecznie. Uważałam, że to jest mój Greenpoint i nie odczuwała żadnego zagrożenia. Teraz, gdy otworzą to schronisko, na pewno już tak nie będzie” – podkreśliła nasza rozmówczyni zachęcając wszystkich do włączenia się w protesty.  W podobnym tonie wypowiadała się pani Irena, mieszkająca na Greenpoince od 29 lat.

„Mam swój dom na Kingsland Avenue i nie chcę w naszej okolicy kolejnego schroniska ponieważ mamy piękną dzielnicę. W ostatnim czasie sprowadziło się tu wiele młodych amerykańskich rodzin z dziećmi. Ja też mam wnuczki, które chodzą bawić się do parku. Jeżeli otworzą tutaj schronisko, to nie tylko będzie tutaj brudno, ale przede wszystkim bardzo niebezpiecznie. Ja z całą swoją rodziną nie zgadzam się na to, żeby w moim otoczeniu powstał przytułek dla bezdomnych osób z różnymi problemami mentalnymi – stwierdza pani Irena.

„Jego klienci będą mogli komunikować się z pracownikami opieki społecznej, którzy będą mieli mniej ograniczeń i będą mogli wchodzić do schronisk” – zapewniał Erin Drinkwater z Department of Homeless Services.

Przedstawiciele agencji miejskich i radny Steven Levin (wszyscy w środkowej części zdjęcia) w pewnym momencie poczuli zagrożenie ze strony protestujących, którzy podczas przekrzykiwania się i problemów ze zrozumieniem dyskusji zbliżyli się do nich na wyciągnięcie ręki / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Z kolei Amie Pospisil z Breaking Ground dodała, że przytułek przy Apollo Street będzie zatrudniał ponad 50 pracowników, w tym ochroniarzy, którzy będą tam przez cały czas, oraz że będą prowadzone tzw. patrole społeczne wokół schroniska. Argumenty te jednak nie trafiały do protestujących mieszkańców Greenpointu, którzy rozumieją potrzebę tworzenia przytułków, ale nie w tak bliskim sąsiedztwie prywatnych domów, osiedli mieszkaniowych i placówek szkolnych.

„Ja nie jestem przeciwko ludziom bezdomnym, ale przeciwko sposobowi organizowania tego schroniska, ponieważ jest ono budowane nie tylko bez zgody mieszkańców, ale również bez wcześniejszego poinformowania nas o tym fakcie” – podkreśla Krzysztof Zakrzewski. Dodaje, że poprzez takie decyzje i postępowanie urzędników miejskich, Greenpoint powraca do czasu z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku gdy – podobnie jak w całym Nowym Jorku – było tam niebezpiecznie.

„W ostatnich latach było tu bardzo spokojnie i żyło się nam bardzo dobrze, ale władze miasta chyba chcą by powróciła tutaj sytuacja sprzed 30 lat” – podkreśla nasz rozmówca.

„Tym bezdomnym trzeba dać wędkę, a nie rybę, trzeba nauczyć ich pracy, a oni dają im wszystko co potrzebują więc jak mają powrócić do normalnego życia. W dodatku to my płacimy za to poprzez nasze podatki, a teraz jeszcze będziemy narażeni na różne niebezpieczeństwa. Nie chcemy schroniska, chcemy spokojnie mieszkać w swojej dzielnicy” – stwierdził Krzysztof Zakrzewski, który z Greenpointem związany jest od 30 lat.

Wśród manifestantów cały czas były zbierane podpisy pod petycją wzywającą do powstrzymania decyzji o budowie schroniska przy Apollo Street i skierowaną do nowojorskiego burmistrza Billa de Blasio, poseł stanowej Emily Gallagher, lokalnego radnego Stevena Levina, Rady Dzielnicy nr 1 oraz wszystkich urzędników miejskich, stanowych i federalnych. Można ją także znaleźć i podpisać w internecie na stronie change.org pod nazwą: „Petition Regarding Proposed Homeless Shelter at 83 to 97 Apollo Street and 106 Hausman St.”. Do chwili oddania gazety do druku podpisało ją prawie 1750 osób.

Tłumy mieszkańców Greenpointu wyrażały swój sprzeciw dotyczący budowy kolejnego schroniska dla bezdomnych w tej dzielnicy / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK