Historia Polki zatrzymanej na lotnisku w New Jersey

1010
Tak wygląda cela w Elizabeth Contract Detention Facility, w której pani Ewa czekała na odlot samolotu do Polski

“Ruch bezwizowy to jest jedna wielka ściema. Jeśli ktoś już tam był i przesiedział wizę, to radzę nie tracić na bilet, chyba że ktoś chce przespać noc w celi” – pisze na Facebooku pani Ewa i pokazuje zdjęcia, jak wygląda taka cela. W rozmowie z “Nowym Dziennikiem” Polka zaznacza, że wiedziała, że złamała prawo imigracyjne, ale miała nadzieję na inne potraktowanie. “A nie jak najgorszego przestępcę – mówi pani Ewa. – Niech moja historia będzie przestrogą dla innych” – dodaje.

Latanie do USA “bez wiz” może być mylącym sformułowaniem. Bo choć od 11 listopada ub.r. Polska należy do Programu Ruchu Bezwizowego, wciąż podróżni muszą spełnić określone warunki, by przekroczyć granice. Jak informuje U.S. Customs and Border Protection, osoby, które złamały prawo imigracyjne, nie zostaną wpuszczone na teren USA. Przekonała się o tym pani Ewa z Podkarpacia. Polka prawie cztery lata mieszkała w metropolii nowojorskiej, gdzie przeprowadziły się jej dwie córki. “Poleciałam do USA w listopadzie 2015 r., mając dziesięcioletnią promesę wizową. Na lotnisku dostałam prawo pobytu na pół roku. Początkowo nawet tyle nie chciałam zostać, ale córki prosiły, żebym nie wyjeżdżała. Zgodziłam się pod warunkiem, że pójdę do pracy, bo nie chciałam być na ich utrzymaniu przez tyle miesięcy. I też wiem, że złamałam prawo” – mówi “Nowemu Dziennikowi” pani Ewa. Najpierw zatrudniła się w polskim sklepie spożywczym, ale nie bardzo podobała jej się atmosfera w pracy. “Po jakimś czasie jedna z koleżanek podpowiedziała, jak to się mówi, pracę na domku. Amerykanin szukał opiekunki do swojej chorej na alzheimera mamy. I tak poznałam swojego przyszłego męża. Zakochaliśmy się w sobie od razu. W maju, zamiast wracać do Polski, wzięłam ślub” – wspomina pani Ewa.

POCZĄTKOWO NIE ZALEŻAŁO JEJ NA ZIELONEJ KARCIE, bo jak twierdzi, nie chciała zostać na dłużej w USA. Miała nadzieję, że mąż prędzej czy później wróci z nią do Polski. Po jakimś czasie złożyli jednak dokumenty. “Wiedziałam, że przesiedziałam okres wizy, a chciałam móc bezproblemowo odwiedzać córki i wnuczki w USA. Proces się rozpoczął i trwał dłużej, niż zakładałam, a ja musiałam wracać do Polski. Moja mama ma 82 lata. Zaczęła tracić wzrok, cierpi na jaskrę, i nie była w stanie już sama się sobą zajmować, a o zamieszkaniu w domu opieki nie było mowy. Po naradzie z mężem wróciłam w czerwcu ub. roku do Polski” – opowiada rozmówczyni “Nowego Dziennika”.

Tłumaczy, że nie miała już czasu, by czekać na zieloną kartę. Po półrocznym pobycie w Polsce chciała polecieć do USA na trzy tygodnie, żeby odwiedzić bliskich. “Początkowo mąż miał przylecieć na kilka tygodni do mnie, ale nie dostał urlopu, więc powiedziałam, no dobrze, to ja spróbuję. Próba nie strzelba. Nie wypełniałam aplikacji w Elektronicznym Systemie Autoryzacji Podróży, bo wciąż miałam ważną promesę wizową. Zresztą zadzwoniłam na lotnisko w Rzeszowie, skąd miałam lecieć, i zapytałam, czy promesa wizowa wystarczy. Usłyszałam, że tak” – twierdzi Polka. Dodaje, że przy odprawie zapytano ją tylko o adres docelowy. Gdy wylądowała na lotnisku w Newarku, już go nie opuściła. Najpierw została zabrana do osobnego pomieszczenia, gdzie przesłuchiwali ją Amerykanie, ale ponieważ nie zbyt dobrze zna język angielski, poproszono polskojęzycznego urzędnika imigracyjnego. “Gdy wszedł, to chyba myślał, że w ogóle nie znam angielskiego i zaczął się śmiać do tych innych funkcjonariuszy, że jakaś nienormalna, że sobie o tak przyleciała i myśli, że ją wpuszczą. Próbowałam z nim pertraktować, ale po kilku zdaniach wiedziałam, że nie ma sensu – opowiada pani Ewa. – Wyjaśnił, że złamałam prawo imigracyjne podczas poprzedniego pobytu w USA i w związku z tym nie zostanę wpuszczona na teren Stanów Zjednoczonych. Dostałam także pięcioletni zakaz powrotu do USA. Zaproponował mi wykonanie trzech telefonów, ale nie skorzystałam. Wtedy poprosił o numer do męża i poinformował go, co się stało” – mówi nasza rozmówczyni.

NA LOTNISKU W NEWARKU SPĘDZIŁA PONAD 10 GODZIN. Udostępniono jej pomieszczenie, w którym mogła się położyć. “Wyglądało strasznie. W środku było coś w rodzaju drewnianej ławki i muszla klozetowa. Poinformowano mnie, że są zainstalowane kamery, ale jak będę korzystać z toalety, to nie będzie tego widać. Dobrze, że miałam ze sobą koc, to mogłam się nakryć, pod głowę położyłam kurtkę. Około godziny 7 rano zawieziono mnie i jeszcze jednego Polaka, który 16 lat był w USA bez ważnych dokumentów, do Elizabeth, do więzienia. Tam warunki były jeszcze gorsze” – twierdzi pani Ewa. Zrobiła tam zdjęcie telefonem, pokazujące w jakich warunkach była trzymana. Metalowe łóżko, toaleta, posiłek na plastikowej tacy. Zazwyczaj strażnicy zabierają telefony, ale jej zapodział się w dziurawej w środku torebce. “Jedzenie było okropne – jakieś zdechłe bułki, trochę fasoli i kapusta. Psy się lepiej karmi. To był jedyny posiłek, jaki dostałam po wylądowaniu w USA, i w dodatku nie do zjedzenia. No to coś jest chyba nie tak” – uważa Polka.

Na lotnisko odwiedziono ją ok. godz. 5 ppoł. Na nodze miała elektroniczną bransoletę. “Zostałam potraktowana jak najgorszy przestępca. Było to dla mnie koszmarne przeżycie. Doskonale wiem, że złamałam prawo. Zresztą to samo powiedziałam polskiemu funkcjonariuszowi na lotnisku. W celi – najpierw na lotnisku, a później w Elizabeth – spędziłam kilkanaście godzin, ale są osoby, które są przetrzymywane dłużej” – mówi kobieta.
Do Stanów Zjednoczonych wracać już nie chce, tym bardziej po takich doświadczeniach. Swoją historię opisała na Facebooku, przede wszystkim, by przestrzec innych przed podobnymi przeżyciami. Pod postem pojawiło się już ponad tysiąc komentarzy. Wśród nich także te mniej przyjemne. “Jejku, jakie to typowe – najpierw nagiąć przepisy, a później narzekać” – pisze jeden z internautów. “Ale chora baba. Coś ty chciała być cwańsza?” – komentuje inny użytkownik. “Czytam te komentarze. Jedne mnie śmieszą, inne wkurzają, są i takie, które doprowadzają mnie do szału. Widać nie każdy dokładnie przeczytał moją historię, bo jeszcze raz powtórzę, wiem, że złamałam prawo i liczyłam się z tym, że nie zostanę wpuszczona na teren USA, ale nie spodziewałam się takiego traktowania, jak przestępcę” – twierdzi pani Ewa.

TYMCZASEM TAKIE SĄ PROCEDURY. Osoby, którym odmówiono prawa wjazdu do Stanów Zjednoczonych, trafiają do centrum zatrzymań w Elizabeth w New Jersey. Bez względu na to, czy lądują na lotnisku JFK w Nowym Jorku, czy w Newarku. W areszcie są do czasu odlotu samolotu do Polski. Miejsce na pokładzie ma zapewnić linia lotnicza, która wpuściła pasażera na pokład. W tym wypadku uznano, że pani Ewa, mając wciąż ważną promesę wizową, może udać się do USA. Dopiero na amerykańskim lotnisku wykryto nieprawidłowości. W systemie są daty wjazdu i wyjazdu pasażerów. Pani Ewa pisząc na Facebooku, że “ruch bezwizowy to ściema” ma rację w tym znaczeniu, że granice nie zostały otwarte na oścież. Osoby, które nie mają na przykład promesy wizowej, muszą wypełnić aplikacje w Elektronicznym Systemie Podróży. Dotyczy to tych, którzy planują wyjazd do USA najdłużej na 3 miesiące w celach turystycznych lub biznesowych. Wniosek nie jest zbyt skomplikowany, na jego wypełnienie trzeba przeznaczyć około 20 minut. Należy wpisać między innymi dane osobowe: imię, nazwisko, datę urodzenia, numer paszportu, datę ważności dokumentu, imiona i nazwiska rodziców, opcjonalnie media społecznościowe, w których ma się konto, informacje o zatrudnieniu – jeśli w momencie wypełniania wniosku nie ma się pracy, należy podać ostatnie miejsce zatrudnienia.

Są też pytania dotyczące informacji o podróży do USA, miejsca pobytu w Stanach Zjednoczonych, a także związane z bezpieczeństwem. Podróżni pytani są o wyroki w sprawach kryminalnych, nadużywanie narkotyków, odrzucone wnioski wizowe itp. Jak czytamy na stronie Elektronicznego Systemu Autoryzacji Podróży, jeśli wniosek zostanie zatwierdzony, oznacza to, że ma się prawo do podróżowania, ale nie ma potwierdzenia, że uzyska się zezwolenie na wjazd do Stanów Zjednoczonych w ramach Visa Waiver Program.

PO PRZYBYCIU DO USA PODRÓŻNY ZOSTAJE SKONTROLOWANY W PORCIE WJAZDU PRZEZ PRACOWNIKA U.S. CUSTOMS AND BORDER PROTECTION, który może stwierdzić, że przybyszowi nie przysługuje prawo wjazdu w ramach VWP lub z jakiegokolwiek innego powodu wynikającego z prawa Stanów Zjednoczonych. Mówi też o tym wicekonsul USA w Polsce Karolina Orton. „Cofnięcie z granicy jest możliwe, ponieważ nawet przy posiadaniu wizy czy ESTA,decydującą osobą, która wpuszcza pasażera do Stanów Zjednoczonych, jest pracownik służby ochrony celnej i granicznej” – tłumaczy wicekonsul.

Kłopoty z wjazdem będą mieli turyści, którzy byli w przeszłości aresztowani, mają na swoim koncie wykroczenia drogowe, nieopłacone mandaty, byli deportowani lub przekroczyli długość pobytu, łamiąc tym samo prawo imigracyjne. W takim wypadku, chcąc wyjechać do USA, należy zgłosić się do konsulatu lub ambasady i ubiegać się o promesę wizową. „Osoby nielegalnie przebywające w USA, po złożeniu elektronicznego wniosku wizowego w ramach Visa Waiver Program, otrzymają decyzję odmowną. Wnioskowanie o promesę wizową w konsulacie będzie odbywać się na dotychczasowych zasadach, czyli konieczna będzie wizyta w placówce konsularnej.

Pani Ewa nie żałuje, że po prawie czterech latach wróciła do Polski. “Wiedząc, że mama jest chora i nie ma się nią kto zająć, i tak nie byłabym spokojna, żyjąc w USA. Nie była to łatwa decyzja, ale uważam, że jedyna dobra. Cały czas opiekuję się mamą, nawet teraz jak z panią rozmawiam, gotuję nam rosół na obiad. Nie wiem, czy była to rozsądna decyzja, by lecieć w styczniu do USA, choć złamałam prawo imigracyjne. Przyznam, że córki po tym, jak już się przestały denerwować moim zatrzymaniem, to trochę się ze mnie śmiały i mówiły, że byłam naiwna. Może i tak, wierzyłam, że się uda. Niestety, nie udało, ale mam nadzieję, że moja historia będzie przestrogą dla innych. Pobyt w więzieniu, nawet tych kilkadziesiąt godzin, to nic miłego” – zaznacza pani Ewa.