Instytut Pileckiego – hołd dla rotmistrza

106
Dyrektorem Instytutu Pileckiego jest dr Wojciech Kozłowski / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

O działalności i misji Instytutu Pileckiego opowiada dyrektor Wojciech Kozłowski, który gościł w Nowym Jorku z okazji promocji książki Jacka Fairweathera "The Volunteer: One Man, An Underground Army, and the Secret Mission to Destroy Auschwitz" ("Ochotnik: Jeden człowiek, podziemna armia i tajna misja zniszczenia Auschwitz").

Jaki jest główny cel pańskiej wizyty w Stanach Zjednoczonych?
Instytut Pileckiego, którym kieruję, współpracuje z Jackiem Fairweatherem, autorem książki o rotmistrzu i w związku z tym uznaliśmy, że nasze wsparcie w jej promocji może mieć duże znaczenie. To jest dopiero początek naszej promocyjnej podróży, która prócz Nowego Jorku obejmuje także Waszyngton i Chicago. Chcemy, aby tę książkę oraz historię Witolda Pileckiego opowiedzieć możliwie jak największej liczbie osób, a dzięki temu uzyskać większy odzew publiczności.

Jak, pana zdaniem, wygląda poziom wiedzy na temat Witolda Pileckiego poza granicami Polski?
Jeśli chodzi o rozpoznawalność Witolda Pileckiego, to trzeba przyznać, że wciąż ustępuje on Janowi Karskiemu. Oczywiście nie chodzi tu o żadną formę rywalizacji, ale raczej konstatację, że niewielu Polaków z czasu drugiej wojny światowej jest znanych za granicą. Dlatego pracujemy nad tym, żeby odmienić ten stan rzeczy. Wydaje mi się, że książka Jacka Fairweathera daje znakomitą i wielką szansę na to, żeby wiedza o Witoldzie Pileckim trafiła do większego grona odbiorców, a w konsekwencji tego historia okupowanej Polski w czasie drugiej wojny światowej dotrze do szerszej publiczności.

W jaki sposób, prócz książki „The Volunteer: One Man, An Underground Army, and the Secret Mission to Destroy Auschwitz”, zamierzacie promować postać rotmistrza Pileckiego zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami?
Jest wiele możliwości. W tej chwili prócz kooperacji przy powstawaniu tej książki oraz jej polskiej wersji, która ma się pojawić w styczniu przyszłego roku, przygotowujemy – również we współpracy z Jackiem Fairweatherem – wystawę poświęconą Witoldowi Pileckiemu, którą chcemy pokazać za granicą. Pracujemy nad tym i mam nadzieję, że projekt ten będzie już gotowy po wakacjach. Będzie to kolejna okazja, żeby za pomocą artefaktów, obrazu i dźwięku przedstawić jego postać zwiedzającym. Wydaje mi się, że historia Pileckiego potrzebuje wielu różnych sposobów i okazji, żeby o niej powiedzieć. To pozwoli ją upowszechnić, bo właściwie ona sama się broni. W tym przypadku nie mamy do czynienia z historią, która jest nudna i „trzeba stawać na rzęsach”, żeby ktokolwiek się nią zainteresował, tylko raczej z sytuacją, w której należy zrobić coś, żeby ludzie mieli okazję o niej usłyszeć, i na pewno jest duża szansa, że wówczas się nią sami zainteresują.

Wspomniał pan o wystawie. Rozumiem, że będzie to zupełnie inna i większa ekspozycje niż ta, która pojawiła się w podczas spotkana z Jackiem Fairweatherem w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku.
Ta dzisiejsza wystawa jest taką ilustracją do książki „The Volunteer: One Man, An Underground Army, and the Secret Mission to Destroy Auschwitz” i taka była pierwotna idea naszej obecności podczas jej promocji. Natomiast obecnie pracujemy nad dużą i bardzo poważną wystawą, z oryginalnymi dokumentami i archiwaliami, które staramy się wypożyczyć z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, a także pasjonującą historią opowiedzianą przez Jacka Fairweathera. Liczymy na to, że wystawa sama w sobie przyniesie dodatkowy efekt popularyzatorski zarówno dla Witolda Pileckiego, jak i dla książki, która będzie na rynku i tym samym będzie szansa na to, żeby dalej oddziaływała na międzynarodową publiczność. Obecnie jesteśmy skupieni na promocji postaci Witolda Pileckiego poprzez tę książkę i przygotowywaną wystawę.

Kiedy i w jaki sposób udało wam się nawiązać współpracę z Jackiem Fairweatherem?
To było jakieś dwa lata temu. Jack Fairweather przyszedł do naszego instytutu na spotkanie, podczas którego rozmawialiśmy o jego projekcie oraz o tym, w jaki sposób możemy się do niego włączyć i pomóc jego autorowi. W ten sposób rozpoczęła się nasza współpraca, która później coraz bardziej się rozrastała i nabierała kolejnych kształtów, czego efektem jest nasze dzisiejsze spotkanie promujące jego książkę w Nowym Jorku.

A nie myśleliście o tym, aby rozpropagować historię Witolda Pileckiego poprzez jakiś film opowiadający o rotmistrzu? Wydaje mi się, że to jest chyba najszybsza i najbardziej medialna promocja.
Oczywiście, że ma pan rację, tym bardziej że żyjemy w kulturze, w której film jest bardziej popularny niż książka. My bezpośrednio nad filmem o Pileckim, a zwłaszcza hollywoodzkim, nie pracujemy, ale wiem, że takie przedsięwzięcia są już brane pod uwagę. One nie są w gestii Instytutu Pileckiego, natomiast Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozumie znaczenie tej postaci i promowania jej poprzez film. Myślę jednak, że zarówno książka, jak i wystawa będą kolejnymi argumentami, i jeżeli będzie ich dobry odbiór – a na to liczę i tego się spodziewam – to ułatwią one negocjacje w sprawie filmu. Jeżeli my osiągniemy sukces, to automatycznie instytucje odpowiedzialne za film będą go chciały przekuć na sukces kinowy. I trochę o to także nam chodzi, ponieważ nie chcemy tworzyć jakiegoś filmu, który moglibyśmy zrobić własnym sumptem. Chcielibyśmy, żeby pojawił się partner, który dostrzeże potencjał – a w historii Pileckiego on jest – by zrobić fascynujący film i mam nadzieję, że książka i wystawa, którą przygotowujemy, w tym pomoże.

Ma pan na myśli polską czy hollywoodzką produkcję?
Liczę na to i myślę, że będzie to produkcja hollywoodzka.

A jak pan myśli, dlaczego Hollywood jeszcze nie nakręciło filmu o Pileckim?
Trudno mi odpowiadać za Hollywood, ale zakładam, że jego producenci nie mieli zbyt wielu okazji, żeby poznać historię Pileckiego. Po sukcesie książki Jacka Fairweathera trudno będzie im dać takie wytłumaczenie.

Proszę powiedzieć parę słów na temat Instytutu Pileckiego, którym pan kieruje, a także jego założeń i misji.
Instytut Pileckiego powstał dwa lata temu. Ma kilka istotnych zadań. Jednym z nich jest prowadzenie badań naukowych oraz archiwalnych, czyli odkrywanie nieznanych, zapomnianych i niedocenionych kart z historii okupowanej Polski w czasie drugiej wojny światowej. Drugą rzeczą jest nasza działalność związana z medalem Virtus et Fraternitas. Niedawno mieliśmy pierwszą galę nadania tych odznaczeń przez prezydenta RP. Są to medale dla osób, które w czasie drugiej wojny światowej i panowania dwóch totalitaryzmów pomagały polskim obywatelom i często ratowały im życie. My te historie wydobywamy z archiwów, a także z rodzinnych relacji, próbujemy odnaleźć tych ludzi lub ich potomków – bo wielu z nich już nie żyje – i staramy się przypominać o ich działalności. Robimy to z przekonaniem, że jest najwyższy czas, by Rzeczpospolita jako państwo podziękowała wszystkim tym, którzy okazali współczucie i jednocześnie wykazali się męstwem oraz odwagą broniąc życia ludzkiego i polskich obywateli, a także doceniając godność tego życia, mimo że świat pokazywał, że ono nie ma żadnego znaczenia. Działamy także w wymiarze kultury. Formalnie jesteśmy jednostką podległą Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, więc zajmujemy się także próbą połączenia dramatycznej historii drugiej wojny światowej z płaszczyzną kulturalną. W ramach tego robimy np. filmy dokumentalne, tworzymy różnego rodzaju przedstawienia oraz tzw. sztuki teatralne jednego aktora i w ten sposób staramy się wykorzystać materiał historyczny, by w nowoczesny sposób przekazać go dalej. Organizujemy także koncerty. W zeszłym roku mieliśmy Festiwal Pileckiego, na którym zrobiliśmy koncert poświęcony rotmistrzowi oraz jego ucieczce z Auschwitz. Stworzyliśmy do tego także film animowany, który był połączony z występami. Tak więc na różne sposoby próbujemy łączyć historię z wrażliwością współczesnego odbiorcy. W naszym Instytucie mamy także dział edukacyjny i popularyzatorski, który z jednej strony zajmuje się warsztatami historycznymi, a z drugiej – patrząc na Pileckiego jako patriotę i obywatela – stara się organizować projekty, które pomagają w tworzeniu cnót i postaw obywatelskich.

Z pańskiej wypowiedzi wynika, że Instytut Pileckiego nie jest skupiony tylko na promowaniu działalności rotmistrza, ale także innych zapomnianych przez historię żołnierzy i ludzi związanych z drugą wojną światową.
Tak, my generalnie jesteśmy skupieni na przepracowywaniu doświadczenia drugiej wojny światowej w polskim społeczeństwie i polskiej kulturze, a także staramy się pokazywać je światu. Natomiast nazwa naszego instytutu stanowi hołd dla rotmistrza Witolda Pileckiego.

*****

Kontakt:

Instytut Pileckiego
ul. Foksal 17
00-372 Warszawa

tel. (+4822) 182 24 00
(+4822) 182 24 01
e-mail: [email protected]
strona: www.instytutpileckiego.pl

Logo Instytutu Pileckiego / Foto: WWW.INSTYTUTPILECKIEGO.PL

1 KOMENTARZ