Jego serce zatrzymało się na 45 minut

551
FOTO: Susan Gregg/ABC News

Na początku listopada Michael Knapiński wybrał się na górską wędrówkę do Parku Narodowego Mount Rainier w stanie Waszyngton. Zgubił się podczas śnieżycy. Gdy trafił do szpitala, zmarł na ostrym dyżurze, jednak po 45 minutach, jego serce ponownie zaczęło bić. – To jedna z tych sytuacji, którą można nazwać pewnego rodzaju cudem” – mówią lekarze opiekujący się mężczyzną. 

“Kiedy został przewieziony do szpitala, miał puls, jednak wkrótce potem jego serce się zatrzymało” – powiedziała Jenelle Badulak, jedna z pierwszych, lekarek, która zajęła się pacjentem – „Zmarł, gdy był już na ostrym dyżurze, co dało nam wyjątkową okazję, by spróbować uratować jego życie, w zasadzie omijając jego serce i płuca, co jest najbardziej zaawansowaną formą sztucznego podtrzymywania życia, jakie mamy na świecie”. Tamtej nocy zespół medyków wielokrotnie wykonywał resuscytację krążeniowo-oddechową i podłączał Knapińskiego do maszyny do natleniania pozaustrojowego (ECMO), która pompowała krew z jego ciała do płucoserca, które usuwało z krwi dwutlenek węgla, a następnie z powrotem pompowało ją do organizmu mężczyzny. Po 45 minutach serce mężczyzny ponownie zaczęło bić. Michael Knapiński wybrał się na wędrówkę z kolegą, ale w pewnym momencie rozdzielili się. Po jakimś czasie rozpętała się śnieżyca. – Byłem już blisko końca szlaku, ale nie miałem pojęcia gdzie mam dalej iść. Nie jestem pewien, co dokładnie się stało, ale chyba upadłem” – powiedział mężczyzna w rozmowie z The Seattle Times. Przyjaciel zgłosił zaginięcie 45-latka i rozpoczęła się akcja ratunkowa. Knapińskiego odnaleziono dopiero dzień później, kiedy temperatura spadła do 16 st. Fahrenheita ( ok. -9 st. Celsjusza) i napadało 5 cali śniegu. 

Kiedy został przetransportowany do szpitala, miał słaby puls i hipotermię, temperatura jego ciała nie przekraczała 70 st. Fahrenheita ( ok. 21 st. Celsjusza) Kilka minut później jego serce zatrzymało się. Wtedy rozpoczęła się walka o życie mężczyzny. Dwa dni później jego serce i płuca zaczęły już pracować normalnie. Knapinski powiedział Seattle Times, że nadal ma pewne opóźnienia poznawcze, ale ogólnie jest w dobrym nastroju, a jego stan zdrowia z dnia na dzień, poprawia się. Dodał też, że personel szpitala „po prostu nie zrezygnował ze mnie. … Zrobili kawał dobrej roboty, żeby utrzymać mnie przy życiu”. Twierdzi, że otrzymał drugą szansę, dlatego planuje poświęcić swój czas dla innych, nadal chce działać jako wolontariusz w Salvation Army Food Back w Seattle i budować domy dla adoptowanych dzieci w Overlake Christian Church w Redmond. – Jak tylko osiągnę sprawność fizyczną, to będzie moim powołaniem w życiu. Chce pomagać innym – powiedział.