Jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia

6
Dla wicekonsula Stanisława Starnawskiego praca wiąże się z poczuciem ciągłego wyzwania / Foto: ARCHIWUM PRYWATNE

"Chcemy żeby nasz Konsulat Generalny był – na ile to tylko możliwe – otwarty dla wszystkich Polaków. Staramy się działać tak, by każda organizacja, która ma dobry pomysł, każdy kto chce zrobić coś dobrego dla Polonii, zawsze mógł znaleźć u nas albo miejsce pod naszym dachem, albo jakieś wsparcie z naszej strony" – mówi wicekonsul Stanisław Starnawski, opowiadając "Nowemu Dziennikowi" o swojej pracy dyplomatycznej oraz życiu w Nowym Jorku.

Mija chyba pół roku od momentu, w którym pojawił się pan w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku obejmując funkcję wicekonsula. Jak pan się czuje w tej roli? Pytam o to ponieważ wiem, że jest to pańska pierwsza zagraniczna misja.
Dosłownie parę dni temu minęło sześć miesięcy od mojego przyjazdu, chociaż nie ukrywam, że mam wrażenie, że jestem tutaj znacznie dłużej niż pół roku. To jest oczywiście konsekwencja intensywności tej pracy, a pierwsza placówka zagraniczna to zawsze wyzwanie. Jednocześnie czuję się nieźle przygotowany, myślę że też moje dotychczasowe doświadczenie zawodowe poza służbą dyplomatyczną, zresztą zarówno w sektorze prywatnym, jak i administracji jest na tyle dobrze sprofilowane, że pozwala mi się mi się dosyć dobrze odnaleźć w tej roli. Co więcej, myślę że to potrzebne, że jest w tym logika oraz wartość. Wydaje mi się – i to refleksja, którą podziela dzisiaj wiele osób – że dziewiętnastowieczny model służby zagranicznej nieco się wyczerpał. Nie oznacza to, że nie ma już zawodowych dyplomatów, którzy tej pracy poświęcają całe swoje życie, ale jestem przekonany, że we współczesnej dyplomacji potrzeba teraz nieco innych kompetencji, choćby komunikacyjnych oraz ekonomicznych. Na każdej placówce potrzebne są różne umiejętności, które po prostu trzeba wyciągać z różnych doświadczeń zawodowych i wydaje mi się, że właśnie ta mieszanka głębokich umiejętności dyplomatycznych, uzupełniona o inne kompetencje, które pozwalają nawigować po współczesnym świecie jest bardzo dobrym kierunkiem rozwoju dla całego korpusu dyplomatycznego. A wracając do mojej nowej funkcji muszę stwierdzić, że na pewno praca tutaj jest dla mnie niezwykłym wyzwaniem i mimo że ma bardzo duże tempo, to jest niezmiernie satysfakcjonująca.

Do Nowego Jorku przyjechał pan wraz z żoną, więc myślę, że objęcie funkcji wicekonsula wiązało się dla was z całkowitym przemodelowaniem dotychczasowego życia. Co oznaczał dla państwa ten wyjazd? Czy był bardziej przygodą czy też wyzwaniem?
To na pewno przygoda i oboje potraktowaliśmy to jako pozytywne wyzwanie. Jednocześnie wyjazd na placówkę to coś, na co ja w sposób świadomy się zgodziłem i byłem do tego przygotowany. Natomiast moja żona jadąc ze mną, zrobiła krok w nieznane, jeszcze większy niż ja, ponieważ nie miała żadnej gwarancji, że znajdzie dobrą pracę, nie wiedziała też jak potoczy się jej życie zawodowe. Tak więc to było ogromne poświęcenie z jej strony, aczkolwiek po półrocznym pobycie w Nowym Jorku możemy powiedzieć, że wszystko ułożyło się bardzo dobrze. Dzięki wielu doświadczeniom teraz lepiej rozumiemy Polonię i wiemy jak trudnym i wymagającym miejscem potrafią być Stany Zjednoczone, a także ile pracowitości i samozaparcia potrzeba, żeby coś tutaj osiągać.

Wicekonsul Stanisław Starnawski wraz z żoną Martą świetnie się odnajdują w Wielkim Jabłku / Foto: ARCHIWUM PRYWATNE

Przyjechaliście do Nowego Jorku w niezbyt ciekawym czasie, bo w trakcie pandemii, która oczywiście wszystkim dała się we znaki. Czy zmagając się z tymi trudnościami udało wam się po tych sześciu miesiącach zaaklimatyzować w Wielkim Jabłku, polubić to miasto i poczuć, że jest ono dla was przyjaznym miejscem do mieszkania?
Zdecydowanie nam się to udało. Oczywiście trafiliśmy na trudny moment w życiu Nowego Jorku, w życiu Amerykanów i Polaków tutaj mieszkających, ale jednocześnie też mieliśmy to szczęście widzieć jak po tym dramacie, którego to miasto doświadczyło w zeszłym roku, następuje ożywienie. I to jest pozytywna rzecz. Widać jak Nowy Jork się podnosi z kryzysu, jak ludzie wracają na ulice, do restauracji, a nawet jak nasze spotkania w konsulacie z powrotem przyciągają ludzi, którzy są głodni spotkań i kontaktu z innymi osobami. O ile cały kontekst pandemiczny jest trudny, to ta kwestia jest czymś pozytywnym. Jest też pewna energia, którą tutaj zauważamy i cieszymy się, że w tym mieście – mimo zimy, którą teraz mamy – wszystko dookoła cały czas nabiera życia. Muszę też stwierdzić, że mimo tych różnych trudności zdecydowanie się tutaj odnajdujemy.

Wspomniał pan na początku naszej rozmowy o tym, że pańska praca jest dosyć intensywna. Czy prócz zawodowych obowiązków – zresztą bardzo licznych – udaje się panu znaleźć jeszcze trochę wolnego czasu, by skorzystać z tego, co oferuje metropolia nowojorska, co dają Stany Zjednoczone, żeby pojechać w jakieś ciekawe miejsca, czy pójść na wystawę, do teatru lub kina?
Muszę się przyznać, że wraz z żoną, jeśli mamy trochę wolnego czasu, to staramy się go spędzić rodzinnie. To dla nas obojga jest bardzo ważne. Oczywiście w jakimś zakresie udaje nam się zwiedzać Nowy Jork, ale nie ukrywam, że nasi znajomi, którzy się tutaj pojawili po otwarciu granic, byli w stanie w ciągu tygodnia zobaczyć więcej i bardziej poczuć to miasto od strony turystycznej niż my po półrocznym pobycie. To jest związane z różnymi naszymi obowiązkami. Z drugiej strony jest też w tym pozytywny aspekt, który sprawia, że ciągle przed nami jest jeszcze wiele do zobaczenia, a poza tym do tego wszystkiego dochodzi też coś bardzo unikalnego. My mamy taką możliwość, że spotykając się z Polonią, możemy zobaczyć miejsca, do których nie mielibyśmy dostępu, możemy poznawać niezwykłych ludzi, z którymi byśmy się nie spotkali gdybyśmy byli tutaj w innej roli. Tak więc ja na pewno to doceniam, podobnie jak fakt, że część z naszych obowiązków polega na wspieraniu polonijnych środowisk i organizacji polonijnych, co stanowi wielką wartość.

No właśnie, specyfika pańskiej pracy powoduje to, że lepiej pan zna środowisko polonijne niż typowo nowojorskie. W takim razie jak pan postrzega Polonię?
Muszę podkreślić, że Polonia nowojorska, ale również ta zamieszkująca inne stany, w których pracujemy, jak np.: New Jersey, Connecticut, Massachusetts czy Ohio, jest pod każdym względem bardzo zróżnicowana. Stanowią ją osoby, które przybyły tutaj niedawno albo żyją od pięciu pokoleń, które mówią po polsku lub po angielsku, każdy światopogląd, sytuacja społeczna, zawodowa i demograficzna jest reprezentowana – różnorodność jest ogromna. Choć jednocześnie widać tutaj, moim zdaniem, takie przebłyski Polski, która byłaby możliwa, gdyby nie wojna i nie PRL. Mam tutaj na myśli weteranów drugiej wojny światowej, którzy żyli z możliwością głoszenia swoich poglądów, którzy mogli uczyć się o Katyniu, którzy znali historię Polski, ale także mogli wykorzystać swoją przedsiębiorczość oraz energię i zaangażować ją w biznes osiągając wielki sukces. To jest coś rzeczywiście niezwykłego.

A czy z własnego doświadczenia i obserwacji Polonii jest w naszej grupie etnicznej coś, co chciałby pan zmienić na lepsze?
Wydaje mi się, a nasza historia to świetnie pokazuje, że bardzo cenimy wolność, jest ona dla nas ogromnie ważna. Jest tam w samym centrum naszej duszy narodowej. To jest taka wartość, dzięki której potrafimy się porozumieć z Amerykanami, ale jednocześnie sprawia to, że jesteśmy indywidualistami. Wydaje mi się, że mając wiele wspaniałych cech narodowych, możemy jeszcze popracować – i tu mamy pewne zadanie do wykonania – nad współpracą i jednością naszych środowisk i ich wspólnych działań.

Wicekonsul Stanisław Starnawski pełni swoją misję dyplomatyczną w Nowym Jorku od pół roku / Foto: ARCHIWUM PRYWATNE

Myślę, że wyjeżdżając na placówkę zagraniczną na pewno miał pan jakieś plany do zrealizowania, jakąś misję do spełnienia czy chociaż wizję tej dyplomatycznej pracy. Czy czuje pan, że powoli te plany w jakimś stopniu się realizują, czy może wręcz odwrotnie – czymś się pan rozczarował, bo np. nieco inaczej pan sobie to wyobrażał?
Powiem tak, nie jestem ani rozczarowany, ani nie mam poczucia spełnienia. Cały czas mam przede wszystkim poczucie wyzwania, oraz wrażenie, że jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia i wiele do osiągnięcia. Absolutnie nie mogę powiedzieć, że można już osiąść na laurach albo już pora załamać ręce. Odwrotnie, jest tyle projektów, które możemy przeprowadzić, i dzięki którym możemy odpowiedzieć o Polsce, pokazać coś Amerykanom, np. o Polakach i o tym jak ważny był wkład naszych rodaków w budowę Stanów Zjednoczonych. Pod tym względem mamy duży potencjał, i tak jak mówię, to absolutnie nie jest ani rozczarowujące ani nie sprawia, że mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku, ponieważ cały czas myślę, że jest jeszcze wiele przed nami.

Na szczęście, jest jeszcze trochę czasu przed panem bowiem pańska kadencja dyplomatyczna dopiero się rozpoczęła.
Na pewno jeszcze trochę czasu spędzę w Konsulacie Generalnym w Nowym Jorku, chociaż tak jak mówię, czuję się już naprawdę dosyć dobrze osadzony w tym miejscu i mam wrażenie, że spędziłem w nim już sporo czasu.

Myślę, że to dobry zwiastun tego, że ta praca będzie bardzo satysfakcjonująca i efektywna, bo widać, że wszystko w tym kierunku podąża. Panie konsulu, jako że zbliża się Boże Narodzenie, myślę, że warto poświęcić mu nieco uwagi. Jako że będą to wasze pierwsze zagraniczne święta, proszę powiedzieć w jaki sposób zamierzacie je spędzić.
Zostajemy w Stanach Zjednoczonych na święta i na pewno będziemy starali się łapać ich amerykański klimat. Oczywiście będziemy w łączności z naszą rodziną. Poza tym bliskość Polonii sprawia, że wśród tych amerykańskich świąt jednak dość łatwo poczuć się tak jak w Polsce, i poczuć się jak w domu. Jest tutaj tak wiele naszych polskich motywów; są choinki, kolędy, łamanie się opłatkiem, i to sprawia, że czujemy się tutaj dobrze, że jest to takie połączenie polskich i amerykańskich świąt. Dzięki temu na pewno tęskni się za domem nieco mniej.

A czy pojawią się jakieś polskie akcenty, np. na wigilijnym stole?
Święta będą oczywiście z jakimiś ukłonami w stronę tradycji i kuchni amerykańskiej, ale będziemy się starać nawiązywać do polskich zwyczajów. Święta zamierzamy spędzić z przyjaciółmi z Polski.

Wicekonsul każdą wolną chwilę spędza wraz z żoną Martą. Wspólnie uczestniczyli także w Balu Marszałkowskim 2021 / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Skoro wspomniał pan o amerykańskiej tradycji, to za państwem jest już jedno z takich świąt. W dodatku niesamowicie ważne dla Amerykanów. Myślę tu o Święcie Dziękczynienia, które mieliście okazję przeżyć. Jak postrzegacie ten typowo amerykański zwyczaj?
To było ciekawe doświadczenie, dlatego, że byliśmy na kolacji, na której nie było ani jednego Amerykanina. Byli tam Polacy i osoby innych narodowości, a mimo to podobnie jak wszyscy zasiedliśmy przy stole z indykiem i dzieliliśmy się tym, za co jesteśmy wdzięczni. Tak więc widać, że jest to ważna tradycja, która w jakiś sposób wpływa na wyobraźnię nie tylko Amerykanów, ale też ludzi innych narodowości. To jest coś takiego, co pokazuje siłę ducha Ameryki, że nawet w tych trudnych czasach pandemii zawsze należy pamiętać o tym, że jest za co dziękować.

Taka właśnie jest specyfika Święta Dziękczynienia. Z kolei koniec roku, który się zbliża, jest czasem postanowień i planów. Panie konsulu z czym pan chce wkroczyć w ten Nowy Rok? Czy są jakieś cele, które chciałby pan osiągnąć i zawodowo, i prywatnie?
To jest bardzo trudne pytanie i skłania, żebym zaczął myśleć o postanowieniach noworocznych dwa tygodnie przed końcem roku. Wydaje mi się, że prywatnie nie mam zwyczaju stawiania sobie celów noworocznych – zresztą wszyscy wiemy jak to się kończy. Staram się raczej pracować i wyznaczać cele przez cały rok. Tak więc pod tym względem na pewno będę dalej szedł kierunku realizacji tych zamierzeń, które mam cały czas. Natomiast zawodowo chcielibyśmy postawić bardziej na kontynuację niż na rewolucję. Jeśli to tylko będzie możliwe, chcemy odciąć na dobre te trudne pandemicznie lata 2019- 2020 i wrócić do pewnych ważnych rzeczy, do wspólnej rozmowy z Polonią. Chcemy z konsulem generalnym powołać na powrót do życia Radę Polonijną, żebyśmy mogli się spotykać, żeby stworzyć pewne forum do wspólnego dialogu i do wymiany zdań właśnie podczas spotkań w konsulacie. To wszystko zresztą wynika z polityki, którą przyjął pan konsul Kubicki – polityki otwartych drzwi w konsulacie. Chcemy żeby nasz Konsulat Generalny był – na ile to tylko możliwe – otwarty dla wszystkich Polaków. Staramy się działać tak, by każda organizacja, która ma dobry pomysł, każdy kto chce zrobić coś dobrego dla Polonii, zawsze mógł znaleźć u nas albo miejsce pod naszym dachem, albo jakieś wsparcie z naszej strony. I to jest coś, co na pewno będziemy w naszej pracy z Polonią kontynuować.

W takim razie trzymam mocno kciuki za realizację tych planów i życzę zdrowych, spokojnych i radosnych świąt Bożego Narodzenia, a także wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
Dziękuję bardzo i również chciałem panu i wszystkim czytelnikom życzyć zdrowych, radosnych i rodzinnych świąt, żeby były one wytchnieniem od codzienności, a także by dały nam spokój i dużo sił na nadchodzący Nowy Rok.