Jesteśmy zdeterminowani, by walczyć do końca

Polonia broni Polskiego Domu Narodowego w Hartford

428
Anna Kobylarz

Kontrakt na sprzedaż Polskiego Domu Narodowego w Hartford, CT, został już podpisany, ale Polonia pragnąca go uratować i zatrzymać w polskich rękach dalej walczy oraz wierzy w wygraną. Wszystko wskazuje na to, że zarządowi, który zdecydował w błyskawiczny sposób doprowadzić do transakcji, grozi proces sądowy niezależnie od decyzji, jaką podejmie przed sfinalizowaniem umowy. Z jednej strony procesem straszą obrońcy budynku, z drugiej – przy zerwaniu umowy – kontrahent.

„Nasze dziedzictwo, nasz skarb”, „Nasz dom, nasza tradycja, nasza przyszłość”, „Ocalić nasz dom”, „Zachować PNH w polskich rękach” – takie hasła można było zobaczyć na transparentach, które przynieśli ze sobą uczestnicy manifestacji mającej na celu powstrzymanie sprzedaży zabytkowego budynku, w którym mieści się siedziba Polskiego Domu Narodowego w Hartford. Pikieta połączona ze spotkaniem z jego zarządem odbyła się w niedzielę, 20 września, przed wejściem do tego budynku i rozpoczęła się około godz. 12:30 po południu, tuż po zakończeniu polskiej mszy św. odprawionej w pobliskim kościele św. św. Cyryla i Metodego. Wzięło w niej udział około 100 osób. Wśród nich byli mieszkańcy Hardford, księża, oraz przedstawiciele wielu organizacji, m.in. harcerstwa, weteranów, Teatru Wyobraźni Novum, Sokolni, oraz różnych biznesów działających w okolicy.

Z kolei zarząd Polskiego Domu Narodowego reprezentowali m.in.: prezes John Majdan, skarbnik Mark Bruks, sekretarz Irene Underwood oraz dyrektorzy: John Kocur (prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej w Connecticut), Stephanie Kwaśnicka, a także jeden z byłych prezesów Janusz Bruks.

W trakcie spotkania była dyskusja obrońców Polskiego Domu Narodowego z członkami jego zarządu, były wzajemnie oskarżenia i wyjaśnienia, momentami było bardzo głośno i padały ostre słowa, ale była także próba załagodzenia problemu – propozycja wycofania się z kontraktu z Mahler Realty Advisors i rozpatrzenia ofert złożonych przez polskich inwestorów i organizacje.

Niestety, mimo że do ostatecznego zamknięcia umowy sprzedaży (tzw. closingu) pozostają jeszcze dwa tygodnie – zarząd Polskiego Domu Narodowego stwierdził, że tego nie może zrobić, ponieważ wtedy Keith Mahler odda ich do sądu. W przypadku takiego obrotu sytuacji sądownie zamierzają rozwiązać sprawę obrońcy zabytkowego, polonijnego obiektu. Są już po wstępnych rozmowach z dwoma adwokatami. W związku z wieloma rzekomymi naruszeniami prawnymi przy podejmowaniu decyzji o sprzedaży budynku, zamierzają również zgłosić sprawę do prokuratury generalnej o podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Manifestanci mieli ze sobą banery z hasłami wzywającymi do pozostawienia Polskiego Domu Narodowego w polonijnych rękach / Foto: ANDRZEJ CIERKOSZ/FUNDACJA DOBRA POLSKA SZKOŁA

DECYDUJĄCA MANIFESTACJA
„Protestujemy, bo chcemy utrzymać ten budynek w polskich rękach. Nie chcemy, żeby jego właścicielem był amerykański biznesmen i deweloper, tylko polska organizacja. Na dzień dzisiejszy mamy kilka ofert, m.in. od polskiego inwestora z Nowego Jorku, który zadeklarował 520 tys. dol. i wynajem Polskiego Domu Narodowego dla działającej w nim polonijnej organizacji – klubu społecznego – na lepszych warunkach niż propozycja Mahler Realty Advisors z Waterbury” – podkreślała podczas manifestacji Bogumiła Gładysz, biznesmenka i lokalna działaczka społeczna oraz organizatorka niedzielnej manifestacji. Dodała, że będą walczyć do końca i nawet jeżeli trzeba będzie iść w tej sprawie do sądu lub prokuratury, to tak zrobią.

„Podobno podpisana jest już umowa, ale my jako Polonia się na to nie zgadzamy – stwierdziła działaczka w swoim przemówieniu, rozpoczynającym pikietę. – Gdy tylko dowiedziałam się o tym, że Polski Dom Narodowy wystawiony jest na sprzedaż, stwierdziłam, że jakimikolwiek metodami musimy spowodować, że go nie oddamy” – podkreślała pani Bogumiła, zapewniając, że będą go bronić do końca.

„To jest dobytek naszej kultury, wybudowany w 1930 r. za 175 tys. dolarów i na dzień dzisiejszy jest to wartość prawie 3 mln. dolarów” – dodała organizatorka protestu.

Później głos zabrał John Majdan, prezes Polskiego Domu Narodowego, który wyjaśnił przyczyny sprzedaży jego siedziby.

„Mamy problemy finansowe, ponieważ biznes zaczął upadać i niestety znaleźliśmy się w sytuacji, która zmusiła nas do sprzedaży budynku, ale z możliwością wynajmu pomieszczeń, które umożliwią nam dalszą działalność Polskiego Domu Narodowego. Mamy już ofertę, ale czekamy na kolejne propozycje” – powiedział John Majdan.

Po tej ostatniej deklaracji został zakrzyczany przez pozostałych członków zarządu Polskiego Domu Narodowego, którzy stwierdzili, że przyjmowanie nowych ofert jest już niemożliwe, ponieważ został podpisany kontrakt z Mahler Realty Advisors. Ta sytuacja pokazała, że obecny prezes albo nie orientuje się w ogóle, co się dzieje z Polskim Domem Narodowym, albo został wprowadzony w błąd przez pozostałych dyrektorów zasiadających w zarządzie, by złożył swój podpis pod kontraktem z Keithem Mahlerem. W dodatku pod koniec manifestacji John Majdan stwierdził, że podpisując tę umowę był przekonany, iż jest to wstępny projekt, z którego można się jeszcze wycofać. Potwierdził także, że zarząd Polskiego Domu Narodowego otrzymał na piśmie lepszą ofertę na 520 tys. dol. od polskiego przedsiębiorcy, którego reprezentował Jerry Raczkowski, agent z firmy Southern Winds Aviation. W dodatku zaproponował on renowację budynku i profesjonalny management oraz atrakcyjniejsze od propozycji Mahler Realty Advisors warunki wynajmu pomieszczeń dla przeznaczonych na działalność klubu społecznego.

Organizatorka protestu Bogumiła Gładysz wraz z Johnem Majdanem, prezesem Polskiego Domu Narodowego / Foto: ANDRZEJ CIERKOSZ/FUNDACJA DOBRA POLSKA SZKOŁA

Podczas spotkania inny z dyrektorów, Mark Bruks, skarbnik zarządu Polskiego Domu Narodowego opowiedział o tym jak wyglądała jego sytuacja w ostatnich miesiącach.

„W lutym zarząd stwierdził, że budynek wymaga poważnego remontu, oraz że nasza sytuacja finansowa jest bardzo kiepska, a niezapłacone podatki na rzecz miasta cały czas się powiększały i kumulowały. W związku z tym musieliśmy wystawić budynek na sprzedaż” – wyjaśniał Mark Bruks.

Skarbnik zarządu Polskiego Domu Narodowego zapewnił, że informację o tej decyzji opublikowali w radiu oraz polskiej i amerykańskiej prasie, licząc na wsparcie ze strony Polonii i niestety nikt się tym nie zainteresował. Stwierdził, że bardzo długo nie mieli żadnej pisemnej oferty.

20 lipca okazało się, że wpłynęły dwie propozycje zakupu, z których żadna nie pochodziła od Polaków. Jedną przedstawił biznesmen, który wyremontował wiele sal oraz specjalizował się w rozwijaniu małych klubów muzycznych, i jak zapewnił Mark Bruks, była to o wiele lepsza oferta od tej konkurencyjnej jaką zaproponował Baptist Church z Hartford, i którą również zarząd Polskiego Domu Narodowego analizował. Dlatego też zdecydowali się na podpisanie kontraktu z tym pierwszym biznesmenem, którym okazał się Keith Mahler.

„On zapewnia lepszą przyszłość dla Polskiego Domu Narodowego” – stwierdził sekretarz jego zarządu, dodając, że dzięki temu przez kolejne 25 lat na pierwszym piętrze budynku będzie mógł działać polski klub, w którym będą mogły odbywać się polonijne imprezy.

Decyzja dotycząca tej sprzedaży Polskiego Domu Narodowego dla Mahler Realty Advisors została podjęta podczas zebrania specjalnego, które odbyło się 22 sierpnia br. Wzięło w nim udział 49 osób z czego 42 głosowały za sprzedażą, 2 były przeciw, a 5 wstrzymało się od głosu. Po siedemnastu dniach, nie mając już żadnej nowej pisemnej oferty – jak stwierdził przedstawiciel zarządu – postanowili podpisać umowę z Keithem Mahlerem.

„8 września został wpłacony depozyt i obecnie budynek jest objęty kontraktem. Na razie nie wiemy kiedy umowa zostanie całkowicie sfinalizowana, ponieważ pozostała nam jeszcze jedna rzecz do ustalenia. Są nią warunki wynajmu pomieszczeń dla działalności Polskiego Domu Narodowego, a zamierzamy tutaj funkcjonować przez następne 25 lat” – wyjaśniał Mark Bruks.

Mark Bruks (z lewej), skarbnik zarządu, opowiedział protestującym o problemach, z jakimi borykał się Polski Dom Narodowy oraz dlaczego zdecydowali się na jego sprzedaż / Foto: ANDRZEJ CIERKOSZ/FUNDACJA DOBRA POLSKA SZKOŁA

W trakcie dyskusji protestujący zarzucali obecnemu kierownictwu niegospodarność, złe zarządzanie oraz celowe działanie na szkodę Polskiego Domu Narodowego.

„Co to za biznes, który jest zamknięty w piątek, sobotę i niedzielę”, „Tutaj potrzeba lepszego menedżera”, „Co to za polski dom, jak wy nie potraficie mówić po polsku” – takie hasła padały z ust zbulwersowanej Polonii, chcącej ocalić ważny kulturowo i historycznie budynek przed przekazaniem go w obce ręce.

Poruszano również kwestię kworum na zebraniu specjalnym, które odbyło się 22 sierpnia. Obrońcy twierdzili, że skoro obecnie – nawet po utraceniu członkostwa przez wielu ludzi, którzy w ostatnich miesiącach nie mogli go odnowić w związku z tym, że zarząd zablokował taką możliwość – Polski Dom Narodowy liczy ok. 200 członków korporacyjnych, to 42 z nich nie mogło prawnie podjąć decyzji o sprzedaży budynku, nawet wtedy gdy na zebraniu było 49 osób. W dodatku wielu członków korporacyjnych nie zostało poinformowanych o tym zebraniu.

Przedstawiciele zarządu Polskiego Domu Narodowego twierdzili jednak, że kworum przy głosowaniu zostało zachowane ponieważ z 49 osób uczestniczących w zebraniu 42 zagłosowały za sprzedażą budynku, a ich statut określa, że pod uwagę brana jest liczba osób, które pojawią się na takim spotkaniu, a nie ogólna liczba członków. Tak więc kwestia tego czy ta decyzja jest prawomocna czy też nie, jest jedną z tych, która będzie musiała zostać wyjaśniona przez prawnika lub sąd.

Organizatorka protestu Bogumiła Gładysz (pierwsza z prawej) wraz z przedstawicielami zarządu Polskiego Domu Narodowego / Foto: ANDRZEJ CIERKOSZ/FUNDACJA DOBRA POLSKA SZKOŁA

Innym zarzutem skierowanym w stronę zarządu Polskiego Domu Narodowego był brak reakcji na składane propozycje i zapytania ze strony agenta, który prowadził sprawę sprzedaży budynku. Wspominał o tym m.in. Waldemar Ogorzałek, komendant 4. okręgu SWAP.

„Gdyby weterani mogli przejąć ten budynek, to tutaj mieściły się Polski Dom Narodowy, Placówka SWAP z Hartford, oraz swoją siedzibę mieliby harcerze. Również wy (zarząd klubu społecznego – przyp. WM) mielibyście tutaj swoje biuro oraz zagwarantowane na zawsze miejsce na comiesięczne zebrania” – podkreślił Waldemar Ogorzałek.

Zwracano także uwagę na brak odpowiednich informacji dotyczących problemów, z jakimi borykał się Polski Dom Narodowy oraz próby jego ratowania, a także na coraz gorszą opinię o serwowanym jedzeniu w ostatnich latach w restauracji. Na te kwestie uwagę zwróciła m.in. Dora Kościuk-Borkowska, dyrektorka artystyczna działającego tam Teatru Wyobraźni Novum…

„Jako teatr uwielbialiśmy tu być i funkcjonować i marzymy, żebyśmy mogli tu wystawiać swoje programy” – zapewniła pani Kościuk-Borkowska, dodając, że z opinii ludzi wie, iż jednym z głównych powodów malejącego zainteresowania tym lokalem była jego beznadziejna oferta kulinarna w ostatnich latach. Podkreśliła także brak odpowiedniego nagłośnienia pojawiających się problemów.

Dora Kościuk-Borkowska, dyrektorka artystyczna działającego tam Teatru Wyobraźni Novum (z lewej strony), zwróciła uwagę na złą ofertę kulinarną restauracji w Polskim Domu Narodowym, co było jednym z powodów braku zainteresowania ze strony potencjalnych klientów / Foto: ANDRZEJ CIERKOSZ/FUNDACJA DOBRA POLSKA SZKOŁA

„Dlaczego oficjalnie nie odważyliście się krzyczeć o pomoc?!” – podkreślała dyrektorka artystyczna Teatru Wyobraźni Novum. Podobne opinie miały inne protestujące osoby.

„Dlaczego od miesiąca, gdy pani Bogusia zaczęła publikować różne informacje na Facebooku, wszystko wiadomo co się tutaj dzieje, a przez tyle lat i miesięcy, gdy były problemy, nikt o tym nie wiedział?” – pytała retorycznie jedna z protestujących pań, podkreślając, że po raz pierwszy o tych kłopotach usłyszała właśnie od organizatorki manifestacji.

„Wierzę, że gdyby taka komunikacja była przez te lata, gdyby było wiadomo, że jest problem, to Polonia na pewno by was wsparła, bo Polacy są tacy, że jak mają nóż na gardle, to przyjdą z pomocą” – stwierdziła protestująca.

Stephanie Kwaśnicka, była menedżerka, a obecnie członkini zarządu tłumaczyła, że takie wiadomości były przekazywane na zebraniach. Wyjaśniała również, że po 25 marca, gdy musieli zamknąć działalność za względu na panującą pandemię, dyrekcja Polskiego Domu Narodowego podjęła decyzję o zakończeniu przyjmowania nowych członków i opłat wynoszących 100 dol. ponieważ nie wiedzieli, czy przetrwają i będą nadal funkcjonować. Sprawa ta była poruszana wcześniej m.in. przez Bogumiłę Gładysz.

„Nie mogliśmy gwarantować, czy będziemy otwarci, to było wszystko niewiadome” – argumentowała pani Kwaśnicka, oskarżając przy okazji Polonię, że wcześniej nie interesowała się Polskim Domem Narodowym oraz jego ofertą. Szybko została zripostowana przez protestujących, że sprzedaż budynku to jedna kwestia, a działalność Polskiego Domu Narodowego to zupełnie inna sprawa i jako organizacja pozostanie on w tym miejscu, co rzekomo było stwierdzone podczas marcowego zebrania zarządu z członkami korporacyjnymi. Dlatego też nie powinni blokować odnawiania członkostwa oraz przyjmowania nowych osób do klubu społecznego. Padły również riposty dotyczące tego, że to właśnie zarząd Polskiego Domu Narodowego i jego pracownicy odpychali Polonię od tego miejsca.

Stephanie Kwaśnicka (z lewej) była menedżerka i obecna członkini zarządu Polskiego Domu Narodowego, odpowiadała na pytania protestujących. Obok stoi Bogumiła Gładysz, organizatorka protestu / Foto: ANDRZEJ CIERKOSZ/FUNDACJA DOBRA POLSKA SZKOŁA

Teresa Wlaz, przedstawicielka ZHP z Hartford powiedziała, że organizacja którą reprezentuje wielokrotnie chciała zorganizować tam zabawę i nigdy nie otrzymała na nią zgody.

„Nikt nas nie wysłuchał, za każdym razem byliśmy odrzucani. Jest nam bardzo przykro i dlatego poszliśmy do New Britain” – stwierdziła pani Teresa, dodając, że odrzucona została nawet ich propozycja pomocy w sprzątaniu okolicy i budynku przez harcerzy.

Z kolei Piotr Krajewski, właściciel Unicorn Polish Bakery & Deli, który przez wiele lat dostarczał do Polskiego Domu Narodowego pieczywo, wspomniał w jaki sposób został pozbawiony współpracy.

„Przed chwilą usłyszałem, że Polonia nie przychodzi do tego miejsca. Tak nie jest, to ja zostałem od niego odsunięty” – podkreślał pan Piotr. Okazało się, że po tym jak wyjechał na dwutygodniowe wakacje, dyrekcja lokalu zerwała z nim umowę i znalazła sobie innego dostawcę.

Protestujący twierdzili, że to wszystko pokazuje, że zarząd Polskiego Domu Narodowego, który nie potrafił nim odpowiednio kierować, robił wszystko, by doprowadzić go do bankructwa i łatwo się go pozbyć. Namawiali również decydentów, by zrezygnowali ze sprzedaży budynku firmie Mahler Realty Advisors i zecydowali się rozważyć lepsze polonijne oferty.

„My nie możemy się wycofać z kontraktu i narażać Polskiego Domu Narodowego na proces” – stwierdziła Staphanie Kwaśnicka, mając na myśli możliwość zaskarżenia ich przez Keutha Mahlera. Tłum protestujących odpowiedział, że w takim razie obrońcy idą z tą sprawą do sądu.

„Dziękujemy wam za waszą pracę, ale w tej chwili uważamy, że umywacie ręce, bo oddaliście dom Mahlerowi. W takim razie my bierzemy sprawy w swoje ręce oraz pana Mahlera do sądu i zobaczymy co z tego wyjdzie” – stwierdziła Bogumiła Gładysz.

Okazuje się, że przyszły nabywca Polskiego Domu Narodowego – jak stwierdził John Gładysz, mąż pani Bogumiły – rzekomo ma już około 15 spraw sądowych z innymi osobami i kontrahentami, z którymi popadł w konflikt. Dlatego – jak zaznaczył – trzeba uważać, z kim się robi interesy.

„Polski Dom Narodowy budowały różne organizacje, ale akcję tę rozpoczął proboszcz z kościoła świętych Cyryla i Metodego. Trzynaście lat zbierali fundusze, w sumie 175 tys. dol., i wynajęli wspaniałego architekta, który wykończył ten budynek w stylu art deco. Dlatego nie możemy go oddać. On musi pozostać dla Polonii, bo naprawdę nie mamy tutaj drugiego takiego miejsca” – skwitowała na zakończenie protestu Bogumiła Gładysz.

Protestujący mieli wiele pytań i zarzutów do zarządu Polskiego Domu Narodowego / Foto: ANDRZEJ CIERKOSZ/FUNDACJA DOBRA POLSKA SZKOŁA

UDANY PROTEST

Osoby biorące udział w manifestacji zgodnie stwierdziły, że miała ona sens i była bardzo potrzebna.

„Uważam, że decyzja sprzedaży tego budynku była podjęta zbyt pochopnie, dlatego podpisaną umowę powinni obejrzeć prawnicy. My, jako społeczność polska, nie zgadzamy się na to, żeby Polski Dom Narodowy przeszedł w obce ręce. Jesteśmy zainteresowani, żeby dalej prowadził działalność dla Polonii i będziemy o to walczyć – podkreśliła jedna z protestujących, Hanna Mikulec. Dodała, że dobrze, iż ta manifestacja się odbyła, ponieważ pokazała, że Polonia potrafi się zjednoczyć w słusznej sprawie.

„Nadzieja umiera ostatnia, dlatego będziemy nadal kontynuować walkę. Myślę, że dołączą do nas inni, którzy dopiero teraz dowiedzieli się, co się tutaj dzieje. Do tej pory sprawa nie była odpowiednio nagłośniona przez dyrekcję. Cieszę się, że doszło dzisiaj do tego spotkania – podkreśliła Anna Kobylarz. Dodała, że teraz sprawa Polskiego Domu Narodowego nabrała dużego rozmiaru oraz że ma nadzieję, iż uda się go utrzymać w polonijnych rękach.

Zadowolenia nie kryła organizatorka manifestacji Bogumiła Gładysz, która bardzo pozytywnie oceniała niedzielną akcję, zwłaszcza, że protestującym udało się spotkać z przedstawicielami zarządu Polskiego Domu Narodowego.

„Tłumaczyli się, że robili wszystko co mogli i co było w ich mocy, oraz że z bólem w sercu podpisywali umowę sprzedaży. Stwierdzili, że na stan obecny jest już za późno, żeby cokolwiek zmienić. Kontrakt podpisali 8 września z firmą Mahler Realty Advisors i dostali 50 tys. depozytu, a obecnie robią ostatnie ustalenia dotyczące wynajmu pomieszczeń na działalność Polskiego Domu Narodowego” – wyjaśniła polonijna działaczka. Podkreśliła jednak, że Polonia nie zgadza się na sprzedaż budynku i oddanie go w obce ręce.

„Jeżeli będziemy musieli iść do sądu, to tak zrobimy. Jesteśmy zdeterminowani, by walczyć do końca i jeżeli zajdzie potrzeba, by wnieść sprawę do prokuratury generalnej, by powstrzymać tę sprzedaż, to też się tego podejmiemy. Wiemy, że będzie to trudne i skomplikowane, ale na szczęście są osoby, które popierają tę akcję. Nie możemy dopuścić do sfinalizowania (tzw. closingu) umowy” – podkreśliła polonijna działaczka. Dodała, że według Johna Majdana, który jest prezesem, a który na każdym głosowaniu był przeciwko sprzedaży budynku, jest jeszcze szansa na przekonanie nowego nabywcy, żeby odstąpił od tego zakupu i pozostawił Polski Dom Narodowy w polonijnych rękach. Uważa, że jest już kilka polskich firm i organizacji zainteresowanych zainwestowaniem w Polski Dom Narodowy.

Polski Dom Narodowy w Hartford działa od 12 października 1930 roku / Foto: ANDRZEJ CIERKOSZ/FUNDACJA DOBRA POLSKA SZKOŁA

„Grupa weteranów z komendantem Waldemarem Ogorzałkiem, szefem 4 okręgu SWAP, powiedziała, że organizacja ta jest chętna zapłacić taką sumę, jaką zarząd Polskiego Domu Narodowego sobie życzy. Wyremontują też budynek, w którym chcieliby zorganizować siedzibę dla weteranów, harcerzy i wszystkich polonijnych organizacji” – podkreśliła pani Bogumiła, dodając, że to byłoby najlepsze wyjście z obecnej sytuacji.

„Poza tym nowojorski biznesmen, który wystosował ofertę na 520 tys. dol. jest zainteresowany tym, żeby tutaj istniała organizacja Polish American Women’s Association, której jestem wiceprezesem” – podkreśliła polonijna działaczka.

„Chcemy tutaj być, chcemy urządzać imprezy i spotykać się z Polonią w Polskim Domu Narodowym oraz by łączył nas na wieki” – dodała na zakończenie. Powtórzyła również, że obrońcy Polskiego Domu Narodowego są już po wstępnych rozmowach z dwoma prawnikami.

„Jeden z adwokatów powiedział nam, że jest jeszcze czas i możliwość, żeby powstrzymać sprzedaż” – ujawniła „Nowemu Dziennikowi” Bogumiła Gładysz. Dodała, że mają także drugą opcję, związaną ze zgłoszeniem sprawy do prokuratury generalnej o podejrzenie popełnienia przestępstwa. Uważamy, że 49 osób, a właściwie 42, które były za podpisaniem umowy z Mahler Realty Advisors, nie miały prawa przegłosować sprzedaży budynku Polskiego Domu Narodowego, tym bardziej, że jeszcze niedawno było 350 członków i nagle, po zablokowaniu możliwości odnowienia członkostwa ich liczba spadła do 170″ – podkreśliła pani Bogumiła, dodając, że w lipcu, na tydzień przed wysłaniem listu powiadamiającego o głosowaniu, ponad 110 osób straciło członkostwo, którego decyzją zarządu nie mogło odnowić. Natomiast zebranie specjalne dotyczące decyzji o podpisaniu kontraktu z Keithem Mahlerem odbyło się 22 sierpnia.

„Czy to nie wygląda na zaplanowane działanie? – zapytywała retorycznie Bogumiła Gładysz. – Poza tym jakim prawem odbyło się zebranie specjalne w czasie pandemii, kiedy to nie wolno się spotykać (w pomieszczeniu – przyp. WM) grupie większej niż 25 osób, a oni podają, że było na nim 49 członków?”. Takich pytań, na które odpowiedź będzie musiał znaleźć prawnik, jest o wiele więcej.

Polski Dom Narodowy w Hartford wybudowany w stylu art deco w 1930 r. ma status zabytku w amerykańskim rejestrze budynków historycznych / Foto: ANDRZEJ CIERKOSZ/FUNDACJA DOBRA POLSKA SZKOŁA