Jesteśmy zespołem działającym jak duża, dobra maszyna

2
Konsul Kamil Henne jest obecnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych przez Polonię pracowników Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/ NOWY DZIENNIK

Rozmowa z konsulem Kamilem Henne, zastępcą kierownika placówki w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku, pełniącym także funkcję szefa referatu ds. współpracy z Polonią i dyplomacji publicznej.

Za nami wybory parlamentarne, które w nowojorskim okręgu konsularnym cieszyły się dużym zainteresowaniem i pod względem frekwencyjnym odnotowały duży sukces. Gratuluję świetnej organizacji komisji wyborczych, które pojawiły się nawet w bardzo odległych miejscach zamieszkanych przez Polonię.

Wybory są przede wszystkim świętem i sukcesem demokracji, ale, faktycznie, także pracy konsulów i ludzi z nami współpracujących, członków komisji wyborczych oraz wszystkich osób zachęcających do głosowania. Podczas tegorocznych wyborów do Sejmu i Senatu RP udało nam się utworzyć aż 16 komisji wyborczych, co jest absolutnym rekordem w stosunku do lat poprzednich. W ostatnich wyborach mieliśmy, dla przykładu, 9 komisji. Zostały one także zasilone dużą grupą osób w nich pracujących, w sumie 117 członków komisji. Jest to duży wyczyn i poświęcenie tych ludzi – musieli spędzić w komisjach cały dzień, czuwać nad przebiegiem głosowania, a później liczyć głosy i przesłać do nas wyniki. Frekwencję mieliśmy bardzo dużą i – jak stwierdził po wyborach konsul generalny RP Maciej Golubiewski – pod tym względem pobiliśmy nawet chicagowski okręg konsularny. Ważnych głosów oddano ponad 12 tys., co jest bardzo dobrym wynikiem. Z chwilą wysłania oficjalnych wyników do Polski zaczęliśmy już jednak myśleć o zbliżających się wyborach na prezydenta RP, które są wstępnie zapowiadane na maj przyszłego roku. Wybory parlamentarne, a wcześniej także wybory do Parlamentu Europejskiego, były dla naszego zespołu konsularnego dużym sprawdzianem, pozwalającym nabrać doświadczenia przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

A te związane z wyborem prezydenta z reguły są dla Polonii jeszcze ważniejsze i zdecydowanie popularniejsze niż parlamentarne.
Tak jest szczególnie wśród Polonii w Stanach Zjednoczonych, w kraju, w którym wybory prezydenckie, te amerykańskie, są niezwykle ważne. My zdajemy sobie sprawę z tego, że w przyszłym roku podczas wyborów prezydenckich frekwencja może być jeszcze wyższa, natomiast pewnym ułatwieniem dla nas będzie fakt, że wówczas nie będzie tak dużej liczby kandydatów, jak to ma miejsce w wyborach parlamentarnych. Tak więc liczba i wielkość kart do głosowania będzie mniejsza, zatem, z punktu widzenia technicznego, wybory będą łatwiejsze zarówno dla komisji, jak i dla głosujących.

Czy szykują się jakieś zmiany, jeżeli chodzi np. o liczbę punktów wyborczych oraz ich lokalizację? Czy wszystkie komisje spełniły wasze oczekiwania pod względem zainteresowania wyborami?
Jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Oczywiście przeanalizowaliśmy pod względem organizacyjnym wszystkie lokalizacje punktów wyborczych, sprawdziliśmy, gdzie były one bardzo potrzebne, oraz w których miejscach nakład środków był zbyt duży w stosunku do liczby oddanych głosów. Decyzje tego typu nie są podejmowane tylko przez nas, ale na zasadzie współpracy z Departamentem Konsularnym w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i jego zespołem odpowiedzialnym za wybory, a także z Państwową Komisją Wyborczą. Końcowe decyzje ciągle przed nami, ale mamy na to jeszcze pół roku, więc na pewno wyciągniemy odpowiednie wnioski i postaramy się wykorzystać to wszystko, co się sprawdziło, oraz usprawnić to, co można zrobić lepiej.

Jednak ten półroczny okres to także czas, który poświęcacie na inne ważne wydarzenia. Ciągle obchodzone jest stulecie nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi. Konsulat Generalny na pewno bierze udział w tego typu wydarzeniach.
Przy każdym wydarzeniu, w którym uczestniczy Polonia, Amerykanie lub Amerykanie mający polskie pochodzenie, podkreślamy, że ten rok jest wyjątkowy, ponieważ mamy setną rocznicę nawiązania dyplomatycznych relacji pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi. Kulminacja wydarzeń związanych ze stuleciem stosunków pomiędzy obu państwami miała miejsce w październiku oraz podczas niedawnych obchodów Święta Niepodległości, 11 listopada, które zorganizowaliśmy w naszym konsulacie. Przy każdej takiej okazji staramy się podkreślać wkład Polaków w budowane Ameryki i wzajemną współpracę, a nie tylko mówić o obecnych relacjach, które są bardzo dobre. Przy tej okazji należy wspomnieć zniesienie wiz dla Polaków, co jest niezwykle ważnym osiągnięciem i efektem długiej pracy zarówno po stronie amerykańskiej, jak i naszych dyplomatów, rządu i polityków. A jeżeli chodzi o zasłużonych Polaków, na których zwracamy uwagę, to są to m.in.: gen. Kazimierz Pułaski, gen. Tadeusz Kościuszko, Maria Skłodowska-Curie, a także Henryk Sienkiewicz czy Ignacy Paderewski, który patronował tegorocznej Paradzie Pułaskiego.

Czy Amerykanie również zwracają uwagę na tę rocznicę, czy to raczej polscy dyplomaci i działacze informują ich o stuletnich wspólnych relacjach?
Oczywiście, że zwracają uwagę, co było widoczne chociażby w postaci wydarzeń organizowanych przez naszą ambasadę i współpracujące z nią organizacje w Waszyngtonie. Było to także zauważalne w Nowym Jorku, gdzie odbyły się spotkania w trzech dzielnicach miasta, poświęcone polskiemu dziedzictwu. W dodatku w City Hall na Manhattanie takie wydarzenie miało miejsce po raz pierwszy w jego w historii i na pewno stulecie polsko-amerykańskich relacji dyplomatycznych miało na to duży wpływ. Poza tym ponowiliśmy Polish Heritage Day w Queens Borough Hall, gdzie dzięki współpracy pomiędzy prezydent Queensu Melindą Katz i Konsulatem Generalnym RP odbyło się duże spotkanie z Polonią. Powróciło również podobne wydarzenie do Borough Hall na Brooklynie, wypracowane przez Polonię brooklyńską wraz z lokalnymi władzami, które było trzecią tego typu ważną imprezą w ciągu jednego miesiąca. Wszystkie te wydarzenia były dla nas wszystkich dużym sukcesem pokazującym, że Amerykanie patrzą na nas jak na istotną grupę społeczną, żyjącą w Nowym Jorku, ale również w całych Stanach Zjednoczonych.

Październik, jako Miesiąc Dziedzictwa Polskiego w USA, obfitował także w wiele innych wydarzeń polonijnych, w których brali udział przedstawiciele konsulatu.
Było ich bardzo dużo, oczywiście największą była Parada Pułaskiego na 5th Avenue na Manhattanie. Poza tym, prócz polsko-amerykańskich uroczystości, o których już wspominałem, było także dużo mniejszych wydarzeń, w których Konsulat Generalny był współorganizatorem, partnerem, albo uczestniczył w nich jako gość. Również współfinansowaliśmy różnego rodzaju projekty. Warto przy okazji wspomnieć, że wspieraliśmy specjalne wydanie „Nowego Dziennika”, które było rozdawane podczas Parady Pułaskiego.

Konsulat Generalny również aktywnie działa i wspiera dwujęzyczne, polsko-angielskie programy w amerykańskich szkołach publicznych w Nowym Jorku. Ostatnio podkreśliła to nawet jedna z dyrektorek, Carmen Asselta, podczas spotkania, jakie w szkole przez nią kierowanej – PS 34 na Greenpoincie – zorganizowane było przez National Association for Bilingual Education i United Federation of Teachers.
Jako Konsulat Generalny RP staramy się budować dobry grunt wokół tych programów, ponieważ chcemy, by się one rozszerzały i pojawiały także w innych szkołach. Właśnie jesteśmy w trakcie realizacji projektu, w ramach którego decydenci z kuratorium i Departamentu Edukacji oraz przedstawiciele szkół, które są lub potencjalne mogą być zainteresowane programami dwujęzycznymi, zostali zabrani na wizytę do Polski. Chcemy, żeby mogli zobaczyć nasz kraj, spotkać się z ich odpowiednikami w polskich instytucjach, a także by poznali naszą kulturę. Myślimy, że dzięki temu zobaczą, że Polska jest pięknym i ciekawym miejscem oraz stwierdzą, że warto inwestować w język polski.

Konsul Kamil Henne uczestniczył i przemawiał podczas wszystkich spotkań związanych z Miesiącem Dziedzictwa Polskiego w USA, które odbyły się w ratuszach nowojorskich dzielnic. Uroczystość ta w City Hall na Manhattanie (skąd pochodzi zdjęcie) miało miejsce po raz pierwszy w jego w historii / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/ NOWY DZIENNIK

A czego jeszcze możemy się spodziewać z waszej strony do końca roku?
Cały czas pracujemy nad wydarzeniami polonijnymi, jak i tych z obszaru dyplomacji publicznej. Do końca listopada na pewno będziemy brać udział w kilku wydarzeniach, z których wspomnieć należy m.in. o Międzynarodowym Festiwalu Chopin i Przyjaciele, z galą finałową w Carnegie Hall, a także o wydarzeniu poświęconemu Rubinsteinowi i Chopinowi. W grudniu wchodzimy w okres przedświąteczny związany z Bożym Narodzeniem i kolędami. Wówczas odbędą się imprezy, w których dominuje większa relacja międzyludzka, mniej związana z polityką i dyplomacją.

Praca konsulatu i osób w nim zatrudnionych to nie tylko funkcja reprezentacyjna, z którą wielu ludzi was kojarzy. To także nie tylko kilku pracowników w tzw. okienkach biura paszportowo-prawnego, które od czasu do czasu każdy odwiedza. Konsulat Generalny RP w Nowym Jorku to potężna instytucja, obejmująca swoim zasięgiem 11 stanów północno-wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Może pan powiedzieć, jak to wygląda od wewnątrz?
Faktycznie, na co dzień ludzie spotykają się z pracownikami konsulatu, gdy przychodzą załatwić sprawy paszportowe czy prawne – zwłaszcza z zakresu stanu cywilnego – lub podczas różnych wydarzeń, w których uczestniczymy lub które organizujemy w naszej siedzibie. Te pierwsze działania zaliczane są do czynności związanych z ruchem osobowym i pomocą konsularną, a te drugie dotyczą wydarzeń polonijnych, a także promocji Polski wśród Amerykanów, co w pewnym uproszczeniu nazywa się właśnie dyplomacją publiczną. Poza tym mamy dyżury telefoniczne, przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Każdy, kto czuje jakieś zagrożenie lub znalazł się w sytuacji wymagającej natychmiastowego działania konsula, może zadzwonić pod numer alarmowy (917) 520-0032. Pragnę podkreślić, że numer ten służy tylko i wyłącznie sytuacjom nadzwyczajnym i awaryjnym. Przyjmujemy kilkanaście wizyt państwowych wysokiego szczebla, włączając w to tę najważniejszą – prezydenta RP. Jeżeli chodzi o pracę, to na zewnątrz widoczna jest tylko część naszych działań, ale jest to zasługa całego sztabu ludzi. W naszym konsulacie pracuje blisko 30 osób, kiedyś ten stan kadrowy był nawet większy. Mimo mniejszej liczby pracowników oraz dużo większego zakresu obowiązków staramy się wykonywać wszystkie czynności konsularne jak najlepiej i jak najszybciej. Żeby efekty naszej pracy były bardziej widoczne na zewnątrz, chcielibyśmy od przyszłego roku pokazywać je w liczbach w naszych mediach internetowych. Wtedy na pewno będzie lepiej widać ogrom, często „mrówczej pracy” naszego personelu, co do tej pory nie jest być może aż tak zauważalne. Poza pracą stacjonarną w biurze organizujemy dyżury konsularne. W tym roku mieliśmy ich już osiem. Dzięki temu ułatwiamy ludziom mieszkającym daleko od Nowego Jorku załatwienie spraw paszportowych i osobowych. Dyżury te również okupione są intensywną pracą całego sztabu ludzi, którzy podczas takiego spotkania obsługują od 150 do 250 osób. W dodatku te wszystkie formalności przyjmowane i załatwiane poza Nowym Jorkiem muszą później zostać dopracowane na miejscu, w konsulacie. Tak więc charakteryzujemy się pracą zespołową. Na zewnątrz widać tylko kilka „twarzy” konsulatu, pojawiających się na różnych imprezach, jak konsul generalny i konsulowie polonijni, ale za nimi stoi sztab ludzi – pracownicy poszczególnych działów merytorycznych, sekretariat, kierowcy i inne jeszcze osoby. Tak więc jesteśmy zespołem działającym jak duża, dobra maszyna, i mam nadzieję, że konsulat jest tak postrzegany.

Właśnie pan jest jedną z tych „twarzy” konsulatu, w dodatku bardzo dobrze znaną i kojarzoną przez Polonię. Minęło już prawie półtora roku od pańskiego przyjazdu na nowojorską placówkę. Jak pan postrzega Polonię i Nowy Jork po tym czasie?
Pamiętam, jak rozmawialiśmy zaraz po moim przyjeździe i na podobne pytanie obiecałem dać odpowiedź przy okazji kolejnej rozmowy, za jakiś czas. Po mojej blisko półtorarocznej obecności tutaj mogę powiedzieć, że – od strony zawodowej – poznałem już wiele osób i organizacji polonijnych, wiele się dowiedziałem i nauczyłem, ale też wiele jest jeszcze przede mną. Są chociażby osoby i organizacje, które działają w bardziej oddalonych od Nowego Jorku stanach, więc mam nadzieję, że również tam kiedyś się pojawię. Podczas naszej pierwszej rozmowy powiedziałem, że stawiam na współpracę, i myślę, że osoby, z którymi miałem do czynienia – zarówno liderzy, jak i członkowie różnych organizacji polonijnych i miejscowych – nie mogą temu zaprzeczyć. Z każdym staram się rozmawiać i znaleźć wspólny język. I nadal będę to robił. Chciałbym podkreślić, że moje nastawienie na współpracę dotyczy tak relacji na zewnątrz konsulatu, jak i całego naszego zespołu.

A jak prywatnie, pan i pańska rodzina, patrzycie teraz na życie w Nowym Jorku?
Na początku oczywiście był zachwyt i fascynacja Ameryką. Później przyszedł trudny okres adaptacji i przyzwyczajania się do nowych warunków, tym bardziej że Nowy Jork jest bardzo specyficznym miastem do mieszkania. Podziwiam wszystkich ludzi, którzy zdecydowali się przyjechać tutaj i zacząć swój nowy rozdział w Stanach Zjednoczonych, ponieważ ten kraj nie jest łatwy do życia. Być może nieco inaczej było przed 1989 rokiem, gdy Polska nie była wolnym państwem. Tutaj naprawdę trzeba się bardzo dużo napracować, żeby coś osiągnąć, i patrząc na Polonię to bardzo dobrze widać. Nasi rodacy mają duże osiągnięcia, ale są to wyniki ich ciężkiej pracy. To jest moje główne spostrzeżenie po prawie półtorarocznym pobycie w Stanach Zjednoczonych, dzięki któremu bardzo doceniam te osoby, jak również mam do nich wielki szacunek. Natomiast jeżeli chodzi o sprawy rodzinne, to myślę, że pierwszy rok był dla nas takim „wpisownym” za możliwość bycia tutaj. Po tym trudnym okresie zaczęliśmy korzystać z tego, co to miasto i kraj ten oferuje. Oswoiliśmy się już z nim, znamy okolicę, w której mieszkamy, i wiele różnych miejsc, wiemy, gdzie iść, a gdzie raczej nie należy chodzić. Zdajemy sobie także sprawę z tego, co jeszcze jest przed nami i możemy powiedzieć, że żyjemy teraz spokojniej, że panujemy nad tym, co się dzieje. Przed nami jeszcze co najmniej dwa lata i na pewno w tym czasie będziemy chcieli wykorzystać dotychczasową naukę, by osiągnąć jak najlepszy efekt, zarówno zawodowy, jak i rodzinny.

Powrócę jeszcze do pańskiej zawodowej działalności w Polsce. Prócz pracy w MSZ jest pan również wykładowcą na jednym z warszawskich uniwersytetów. Czy teraz, po półtorarocznym rozstaniu z uczelnią, nie brakuje panu tej pracy?
Zaczynam już do niej tęsknić. Początkowo, przyjeżdżając na placówkę konsularną do Nowego Jorku, był to dla mnie pewien oddech. Działalność naukową łączyłem z pracą w MSZ, a jako że miałem dużo wykładów czasami było to dla mnie bardzo męczące. Jednak teraz zaczyna mi już brakować tej naukowej działalności i studentów. Dlatego też myślę bardzo ciepło o uczelni, w której zamierzam kontynuować pracę po powrocie ze Stanów Zjednoczonych do Polski. Oczywiście oprócz mojej podstawowej pracy w dyplomacji. Pojawię się tam z nowymi doświadczeniami, które będą możliwe do wykorzystania zarówno w przekazywaniu wiedzy studentom, jak i w projektach naukowych i badawczych.

Na zakończenie może jeszcze jedno pytanie dotyczące życia rodzinnego. Wraz ze swoimi bliskimi miał pan okazję przeżyć – chyba po raz pierwszy – ubiegłoroczne Święto Dziękczynienia. Jak wam się podoba ten typowo amerykański zwyczaj spędzania czasu z rodziną? W jaki sposób zamierzacie obchodzić to święto w tym roku?
Podczas pierwszego naszego Thanksgiving w Stanach Zjednoczonych, w ubiegłym roku, faktycznie czuliśmy się nieco zagubieni, praktycznie nie świętowaliśmy tego dnia. Święto to jest w Polsce mało znane (no może poza scenami z filmów amerykańskich) i nie jest obchodzone, mimo że jest przecież odpowiednikiem polskich dożynek. Zupełnie inaczej niż Halloween, które zyskuje coraz większą popularność w Polsce i na świecie. A to ciekawe, gdyż idea Święta Dziękczynienia jest przecież bardzo rodzinna i egalitarna. W tym roku zamierzamy więc podążyć za miejscowym obyczajem i spędzić ten dzień z przyjaciółmi i znajomymi.
Korzystając z okazji pozwolę sobie złożyć życzenia wszystkim czytelnikom „Nowego Dziennika” i całej Polonii z nowojorskiego okręgu konsularnego – radosnego Święta Dziękczynienia!