Julian Kulski jak Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski

Ostatni wywiad z profesorem...

299
Płk Julian Kulski dwa lata temu został członkiem Society of the Cincinnati, elitarnego wojskowego stowarzyszenia założonego w 1783 roku przez weteranów rewolucji amerykańskiej / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

"Poza gen. Tadeuszem Kościuszką do tej organizacji dostał się gen. Kazimierz Pułaski i kilku oficerów z jego kawalerii. Od tego czasu nikt z Polaków nie został do niej włączony" – podkreślił płk Julian Kulski, mówiąc o swoim honorowym członkostwie w Society of the Cincinnati, elitarnym wojskowym stowarzyszeniu założonym w 1783 roku przez weteranów rewolucji amerykańskiej. Został do niej wprowadzony dwa lata temu i był z tego powodu bardzo dumny. Do tej pory, poza jego rodziną, mało kto wiedział o tym fakcie. Opowiedział o nim podczas wywiadu, którego udzielił "Nowemu Dziennikowi" dokładnie tydzień przed swoją śmiercią. Prócz wiadomości na temat organizacji i przynależności do Society of the Cincinnati zupełnie niespodziewanie zdradził, że jest pogodzony ze swoim odejściem i przygotowany na śmierć, a nawet opowiedział o szczegółach swojego pogrzebu, który dokładnie zaplanował... Prof. Julian Kulski zmarł 12 sierpnia w wieku 92 lat.

Jest pan jedną z nielicznych osób spoza Ameryki, a już na pewno spośród Polaków, które miały zaszczyt wstąpić do Society of the Cincinnati (Towarzystwa Cyncynatów), elitarnego wojskowego stowarzyszenia założonego w 1783 roku przez weteranów rewolucji amerykańskiej. Może pan powiedzieć coś więcej na jego temat? Jak doszło do tego, że stał się pan członkiem tej organizacji?
Zostałem zaproszony w jej szeregi za to, że dużo zrobiłem dla zbliżenia Polski i Stanów Zjednoczonych. Organizacja ta została założona z inicjatywy Jerzego Waszyngtona. Dokument założycielski, pod którym, podpisał się m.in. gen. Tadeusz Kościuszko, zakłada że do tego stowarzyszenia mogą należeć tylko oficerowie Waszyngtona, a także ich najstarsi synowie. Natomiast ja zostałem honorowym członkiem Society of the Cincinnati. Jeśli chodzi o Polaków to czytając dokumenty w jej bibliotece dowiedziałem się, że poza gen. Tadeuszem Kościuszką do tej organizacji dostał się gen. Kazimierz Pułaski i kilku oficerów z jego kawalerii. Od tego czasu nikt z Polaków nie został do niej włączony. Jednak gdy jej przedstawiciele przeczytali moją książkę („The Color of Courage” – przyp. W.M.) to stwierdzili, że powinni mnie do niej zaprosić. Tak więc zostałem honorowym członkiem. W tym przypadku różnica polega na tym, że tylko ja mogę być w tej organizacji, a mój syn już do niej nie może wstąpić. Jest to najbardziej elitarna instytucja wojskowa w Ameryce. Ma piękny budynek na Massachusetts Avenue w Waszyngtonie naprzeciwko Cosmos Club.

Kiedy pan został zaproszony do wstąpienia w szeregi Society of the Cincinnati?
Dwa lata temu.

Podczas okupacji i powstania warszawskiego Julian Kulski używał dwóch pseudonimów – „Chojnacki” i „Goliat” / Foto: WWW.1944.PL; Koloryzacja: MIKOŁAJ KACZMAREK

Co pan czuł w chwili otrzymania tej propozycji, w dodatku mając świadomość, że wstępuje pan do organizacji, do której należał gen. Tadeusz Kościuszko i gen. Kazimierz Pułaski?
Jako człowiekowi, który chciał jak najbardziej zbliżyć ze sobą Polskę i Amerykę, bardzo mi zależało na tym wyróżnieniu, ponieważ w tej organizacji jest bardzo mało honorowych członków. Większość z nich pochodzi na zasadzie dziedziczenia członkostwa z ojca na syna. Tak więc ja byłem bardzo wzruszony i uradowany tym, że jeszcze coś dla Polski mogę zrobić. Mam nadzieję, że to pomoże w dotarciu do informacji o bohaterstwie naszych generałów ponieważ tych wiadomości na ich temat jest bardzo mało.

Czyli członkiem tej organizacji – prócz dziedziczenia przynależności – można zostać dopiero po otrzymaniu zaproszenia. A czy można samemu zgłosić swoją kandydaturę do rozpatrzenia przez jakąś komisję lub kapitułę?
Nie ma mowy o samodzielnym zgłoszeniu. W dodatku trzeba mieć poparcie wszystkich członków tej organizacji. Ja dostałem wszystkie głosy „za”, dlatego otrzymałem honorowe członkostwo przez głosowanie. Natomiast jeśli chodzi o tych, którzy przynależą do Society of the Cincinnati na zasadzie rodzinnej, to wszystko jest analizowane na podstawie listów i danych pochodzących od oficerów Waszyngtona.

Czyli dzieci wcześniejszych członków będących potomkami oficerów mogą wstąpić do tej organizacji, jeżeli tylko wyrażą taką ochotę.
Tylko synowie i to najstarsi. Nie muszą wstępować, ale oczywiście sami o to walczą ponieważ uważają to za wielki honor. Do organizacji może należeć tylko jeden, i tak jak powiedziałem wcześniej najstarszy syn. Jeżeli on umrze to wtedy na jego miejsce może wstąpić drugi, ale również najstarszy, jeżeli jest ich kilku w danej rodzinie.

Czy honorowi członkowie, czyli tacy jak pan, mają te same prawa w organizacji co potomkowie amerykańskich oficerów, czy też czymś się one różnią?
Nie ma żadnej różnicy poza tym, że wszyscy członkowie składają donacje w zależności od swoich możliwości. Pieniądze te są przeznaczone na tzw. misję dla Waszyngtona.

Wszyscy członkowie Society of the Cincinnati otrzymują specjalny dyplom zaprojektowany przez Pierre’a Charlesa L’Enfanta / Foto: WWW.SOCIETYOFTHECINCINNATI.ORG

Jaki cel przyświeca tej organizacji?
Główną ideą Society of the Cincinnati jest edukacja amerykańskiej młodzieży na temat tego kim był i czym się zajmował Jerzy Waszyngton. Ma to duże znaczenie ponieważ te wiadomości są coraz bardziej zapominane. My mamy swoje muzea i różne domy, ale wydajemy także wiele książek dla dzieci i młodzieży. Chodzi nam głównie o to, żeby Jerzy Waszyngton był szanowany, a jak wiadomo w ostatnim czasie to nie wyglądało zbyt ładnie.

Czy poza Waszyngtonem istnieją jeszcze jakieś oddziały Society of the Cincinnati?
W sumie organizacja ta działa w trzynastu stanach. A poza nimi jest tylko jeden kraj, w którym funkcjonuje. To jest Francja, gdzie Society of the Cincinnati na swój klub. Jego członkowie są bardzo szanowani gdy przyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych i podobnie jest z nami, gdy pojawiamy się w Paryżu. Ma to miejsce tylko okazyjnie, przy najważniejszych wydarzeniach.

Jak ta organizacja funkcjonuje? Czy jej działalność opiera się na jakiś cyklicznych spotkaniach, obradach lub konferencjach? Czy też są one zwoływane okazjonalnie?
Mamy wiele spotkań, które odbywają się na zasadzie międzystanowej jak i w obrębie poszczególnych stanów. Natomiast co dwa lata organizowany jest wielki bankiet, na który przyjeżdżają również członkowie z Francji.

Czy kapituła tej organizacji jest stała, czy też rotacyjna, tzn. czy funkcjonuje na zasadzie wyborów odbywających się co jakiś czas, czy też jej członkowie zasiadają w niej aż do śmierci?
Jej członkowie przechodzą z rodu na ród, z pokolenia na pokolenie, lub są do niej wybierani ze względu na specjalne wyróżnienia. Ten system się sprawdza od wielu lat i nikomu nie przeszkadza.

Wiem, że to towarzystwo ma także swoje specjalne odznaczenie, które pan również otrzymał. Nosił je także na swojej piersi gen. Tadeusz Kościuszko. To bardzo duże wyróżnienie.
Mamy różne odznaczenia, ale jest jedno, które otrzymuje każdy – Society of the Cincinnati Eagle. Poza tym mamy specjalny dyplom, którym jest piękny dokument oryginalnie narysowany przez Pierre Charlesa L’Enfanta. Dostaje go każdy członek Society of the Cincinnati, żeby podnieść znaczenie tej przynależności. Dla mnie ważne jest również coś innego. Mam nadzieję, że uda mi się za parę miesięcy wystawić w sali Society of the Cincinnati katolicki pogrzeb, na który pana zapraszam.

Society of the Cincinnati Eagle – order, który otrzymał prof. Julian Kulski znajduje się w specjalnej gablocie na ścianie w jego domu / Foto: GRZEGORZ FRYC

Panie Julianie, ja mam nadzieję, że pan pokona chorobę i będzie jeszcze długo żył, czego panu serdecznie życzę.
Walczyłem przez cały rok, dopóki była szansa. Brałem każda chemię, a ona mnie wykańczała. W końcu rak przeskoczył i lekarz mi powiedział, że teraz mam tylko parę dni życia… nie miesięcy, nie tygodni, tylko kilka dni. Wiec jestem do tego przygotowany. Będę pochowany wraz z żoną, pół na pół, pół w kościele przed Białym Domem (St. John’s Episcopal Church – przyp W.M.), a pół w kraju, gdzie mam piękny pomnik, który dawno wystawiłem mojemu ojcu. A skoro o nim wspomniałem to przy okazji powiem, że przez ostatnie lata walczyłem o to żeby mój ojciec (Julian Spitosław Kulski – przyp. W.M.) został jednym z  największych bohaterów drugiej wojny światowej. To jest historia sama w sobie.

Może pan powiedzieć parę słów na jego temat i przybliżyć jego postać?
Był on wielkim przyjacielem Stefana Starzyńskiego. Walczyli razem w Legionach Polskich, walczyli z Rosją, a podczas drugiej wojny światowej bronili Warszawy. Stefan Starzyński jako prezydent, a mój ojciec jako szef obrony przeciwlotniczej. Niemcy zaraz po wejściu do Warszawy rozstrzelali Starzyńskiego i chcieli żeby mój ojciec, jako jego zastępca, został burmistrzem Warszawy ponieważ jej prezydentem miał być Niemiec. Ojciec się wtedy skontaktował z rządem na uchodźstwie w Londynie oraz z władzami Polskiego Państwa Podziemnego i dostał rozkaz, że musi przyjąć tę propozycję ponieważ ta funkcja jest bardzo ważna dla konspiracji. I tak postąpił, a w ratuszu, w którym pracowało 30 tys. Polaków zrobił siedzibę Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego. Prawie każdy minister i członek Armii Krajowej pracował dla niego. Jeśli chodziło o bezpieczeństwo to był on pilnowany przez trzech oficerów Państwa Podziemnego. Natomiast Niemcy cały czas podejrzewali, że nie jest on prostolinijny w stosunku do nich i czterokrotnie go aresztowali, ale na szczęście za każdym razem go wypuszczali. Koledzy, którzy wiedzieli o jego konspiracyjnej działalności, nazywali go jeńcem ratusza. Ojciec uratował tysiące żyć, bo jak Niemcy weszli do Warszawy to wprowadzili przepisy, że każdy powinien mieć swój tzw. ausweis, czyli paszport. Gdy zapytali go czy te dokumenty są w ratuszu, to on stwierdził, że niestety nie ma ponieważ zostały zniszczone podczas bombardowania. Wtedy Niemcy oni wydali rozkaz by wydrukował nowe. Dzięki temu mógł on wszystkim Żydom pracującym w ratuszu – a było ich ok. 4 tys. – wydać fałszywe dokumenty, w których była informacja, że są katolikami. Nadał im także inne nazwiska i dzięki temu każdy z nich przeżył wojnę. Jego i Stefana Starzyńskiego wspólny pomnik niebawem (na przełomie września i października – przyp. W.M.) stanie w Warszawie przed Ogrodem Saskim koło Wisły. Przedstawia on dwóch przyjaciół, prezydentów Warszawy, którzy nadzorowali budowę bulwarów nad Wisłą. Jest to bardzo ładny pomnik, którego makietę można zobaczyć na stronie Fundacji Kulskich, którą założyłem.

Projekt pomnika dwóch prezydentów Warszawy – Stefana Starzyńskiego (z prawej) i Juliana Spitosława Kulskiego niebawem stanie przed Ogrodem Saskim / Foto: FACEBOOK/FUNDACJA KULSKICH

Jak widać zasługi pańskiego ojca zarówno dla działalności Polskiego Państwa Podziemnego jak i ratowania Żydów były bardzo duże, tak więc ten pomnik na pewno będzie pięknym ukoronowaniem jego poświęcenia. Panie Julianie pańska działalność powstańcza, a także późniejsza, związana z promocją Polski w Stanach Zjednoczonych również zapisała się złotymi zgłoskami na kartach naszej historii. Za to zaangażowanie – prócz wspomnianego już orderu Society of the Cincinnati Eagle – otrzymał Pan kilka polskich odznaczeń. Może pan powiedzieć co to były za medale i który z nich ma dla pana największe znaczenie?
Otrzymałem kilka, m.in.: Krzyż Walecznych, który był moim pierwszym odznaczeniem. Wyróżniono mnie także Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi RP oraz Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski – Polonia Restituta, który spośród polskich odznaczeń ma dla mnie największe znaczenie. Poza tym jestem obecnie honorowym pułkownikiem GROM-u. Wszystkie odznaczenia jakie otrzymałem wiszą na mojej ścianie i chcę by po śmierci trafiły do Fundacji Kulskich w Warszawie, żeby podtrzymać historię.

Panie Julianie dziękuję bardzo za tę rozmowę i życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
Dziękuję bardzo i jeżeli będzie miał pan jeszcze jakieś pytania, to proszę zadzwonić w przyszłym tygodniu…

Płk Julian Kulski zmarł 12 sierpnia w wieku 92 lat / Foto: FACEBOOK/FUNDACJA KULSKICH