Kapitan Mieczysław Madejski odszedł na wieczną wartę

453
Kpt. Mieczysław Madejski za wybitne osiągnięcia m.in. na polu obronności kraju oraz służby państwowej został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Zmarł uczestnik powstania warszawskiego, kpt. Mieczysław Madejski ps. Marek. Był dowódcą plutonu "Topolnicki" należącego do zgrupowania "Radosława" i włączonego do batalionu "Zośka". Do końca swoich dni pełnił funkcję prezesa Nowojorskiego Oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Pod koniec lutego otrzymał jedno najwyższych polskich odznaczeń państwowych – Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Przeżył 97 lat.

Kpt. Mieczysław Madejski zmarł nad ranem w środę, 16 grudnia, w swoim domu w Sea Cliff na Long Island. Jego odejście wywołało ogromne poruszenie w środowisku polonijnym metropolii nowojorskiej, gdzie był doskonale znany. To za sprawą jego ogromnej aktywności i wielu spotkań, w jakich brał udział, oraz organizowanych przez siebie, jak np. msza św. za żołnierzy AK, którą od około 50 lat zamawiał w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie przy okazji kolejnych rocznic wybuchu powstania warszawskiego.

Prawie do końca swoich dni – dopóki nie dopadła go choroba pod koniec ub. roku – chętnie odwiedzał polonijne szkoły, gdzie spotykał się z młodzieżą i przekazywał jej wiadomości na temat powstania warszawskiego, drugiej wojny światowej i zniewolenia komunistycznego, którego również doświadczył do czasu wyjazdu z Polski.

Szczególnie chętnie spotykał się z harcerzami, i to nie tylko z tego powodu, że sam w młodości działał w tym związku, ale dlatego, że uważał, iż jest to organizacja, która uczy dzieci życia i wpaja w nie najważniejsze wartości zawarte w haśle: „Bóg, honor, ojczyzna”. Sam był mu wierny do końca życia. Ono ukształtowało jego postawę i charakter, dlatego uważał, że niezależnie od wolności i układów politycznych należy o nią dbać i ją promować, co również starał się czynić mieszkając w Stanach Zjednoczonych.

Kpt. Mieczysław Madejski bardzo cenił sobie działalność ZHP i chętnie spotykał się z harcerkami i harcerzami / Foto: ZYGMUNT BIELSKI

Nie zraził się do Polski, mimo że jeszcze w drugiej połowie pierwszej dekady XXI wieku miał problemy z przywróceniem polskiego obywatelstwa; odzyskał je dopiero 27 czerwca 2008 r. dzięki interwencji Kancelarii Prezydenta RP za czasów urzędowania Lecha Kaczyńskiego.

Nawet będąc pozbawionym polskiego paszportu kochał Polskę ponad wszystko. Niestety, gdy już odzyskał obywatelstwo było za późno na jakikolwiek powrót do ukochanej ojczyzny, ponieważ nie miał tam już nikogo bliskiego, cała jego rodzina mieszkała w Stanach Zjednoczonych.

Oczywiście odwiedził stary kraj kilka razy, by wziąć udział w obchodach związanych z rocznicami wybuchu powstania warszawskiego. Podczas jednej z takich wizyt, gdy miał już pewność, że Polska jest wolna i niepodległa, wskazał miejsce w którym ukrył swoją broń powstańczą. Obecnie dwa jego pistolety – parabellum i tetetka – są wyeksponowane w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Na zakończenie spotkania w Instytucie Piłsudskiego na Greenpoincie, zorganizowanego z okazji 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, harcerze wręczyli kpt. Mieczysławowi Madejskiemu bukiet biało-czerwonych róż / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Zmarły powstaniec warszawski przykładał wielką wagę nie tylko do odpowiedniego wychowania dzieci i młodzieży, ale również do wykształcenia, sam ukończył studia i zdobył tytuł inżynierski. Był bardzo dumny, że jego jedyny syn Grzegorz urodzony w Polsce, gdzie przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych robiono mu bardzo duże problemy w szkole, ukończył Massachusetts Institute of Technology (MIT) gdzie dostał pełne stypendium, a także zrobił doktorat na Harvardzie, zaś obecnie posiada tytuł profesorski i wykłada astrofizykę na Stanford University, w dodatku przez jakiś czas pracował w ośrodku NASA w Centrum Lotów Kosmicznych. Wiele radości sprawiły mu dwie wnuczki – Irena i Zofia, które w ubiegłym roku zdecydowały się na studia techniczne na University of Chicago.

Kpt. Mieczysław Madejski bardzo sobie cenił właściwe wykształcenie, ponieważ doskonale wiedział z autopsji, że wiedza oraz znajomość języków obcych zawsze się przydaje. Sam doświadczył tego podczas wojny oraz w późniejszym życiu, również mieszkając już w Stanach Zjednoczonych. Dzięki bardzo dobrej znajomości języka niemieckiego mógł bez problemów przeprowadzić wiele ważnych akcji podczas okupacji oraz powstania warszawskiego.

Pamiątkowa fotografia kpt. Mieczysława Madejskiego i uczestników podniesienia powstańczej flagi przed siedzibą PSFCU na Greenpoincie w 2019 r. / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

DZIAŁALNOŚĆ WOJENNA
Już pierwszego września, tuż po napadzie Niemiec na Polskę, jako 16-letni wówczas chłopak i zarazem harcerz, zamiast do szkoły zgłosił się do prac przy obronie przeciwlotniczej. Zajmował się różnymi robotami wspierającymi obronę, jak np. gaszenie pożarów, kopanie rowów, czy dowożenie wody.

W czasie okupacji kontynuował naukę, jednocześnie zajmował się sabotażem. Początkowo uczył się w technikum samochodowym przy ul. Boboli, po jego ukończeniu w 1942 r. został przyjęty na wydział mechaniczny Wyższej Szkoły Technicznej (Höhere Technische Fachschule).

W styczniu 1940 r. wraz z kolegami z harcerstwa przyłączył się do Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), gdzie po zaprzysiężeniu przyjął pseudonim „Marek”. Później został przyjęty do tajnej podchorążówki, w której zaczął specjalizować się w pracy sapera. Równocześnie brał udział w akcjach sabotażowych, związanych z podpalaniem zakładów produkujących na potrzeby wojska oraz garaży żandarmerii przy ul. Podchorążych. Poza tym brał udział w akcjach wysadzania pociągów przewożących niemieckie zaopatrzenie na wschód, oraz pociągów jadących na zachód z niemieckimi żołnierzami i obywatelami udającymi się na urlop do Rzeszy. Na kilka dni przed wybuchem powstania warszawskiego dostał rozkaz koncentracji broni w opuszczonym budynku przy Ogrodzie Saskim.

Kpt. Mieczysław Madejski od około 50 lat przy okazji kolejnych rocznic wybuchu powstania warszawskiego organizował w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie mszę św. za żołnierzy AK / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

1 sierpnia 1944 r. pluton „Topolnicki – którego był dowódcą – dostał rozkaz uwolnienia innego oddziału przy ul. Dzielnej, którym, jak się później okazało, było dowództwo powstania.

Następnie jego pluton brał udział w uwolnieniu ok. 350 Żydów z obozu „Gęsiówka”. Uczestniczył również w wielu innych akcjach powstańczych, a podczas starcia z Niemcami w trakcie rozpoznania okolic Cmentarza Powązkowskiego został dwukrotnie ranny w nogę, co zmusiło go do chwilowego wycofania się z walk i przekazania dowództwa plutonu. Później dwukrotnie przeżył bombardowanie, podczas którego odniósł kolejne rany, ale przeżył.

Poza zakończeniu powstania trafił do obozu w Pruszkowie, a stamtąd do szpitala, z którego ostatecznie wyjechał do Podkowy Leśnej pod Warszawą gdzie zamieszkał u swojego kolegi. Tam też przeżył resztę wojny i mieszkał przez jakiś czas.

Po wojnie próbował rozpocząć nowe życie, założył rodzinę, pracował w wielu miejscach oraz imał się różnych rzeczy. Odbył nawet służbę wojskową w LWP. Niestety w związku z ciągłymi szykanami i próbą zwerbowania go do współpracy z komunistami podjął decyzję o wyjeździe z Polski. W 1969 r. trafił do Nowego Jorku i osiadł w Sea Cliff na Long Island, gdzie mieszkał do końca swoich dni.

Jako dziennikarz, miałem okazję wielokrotnie spotkać się z kpt. Mieczysławem Madejskim i przeprowadzić z nim kilka wywiadów. Ostatni raz pod koniec lutego br. kiedy to odbyłem długą rozmowę, tzw. wywiad-rzekę (prawie trzygodzinny, z przerwami na odpoczynek), podczas którego bohater powstania warszawskiego opowiedział o całym swoim życiu. Obszerne jego fragmenty można znaleźć na profilu „Świadkowie historii: Kpt. Mieczysław Madejski – Życie i działalność powstańcza” zamieszczonym na kanale YouTube. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać wspomniany tytuł by odnaleźć i wysłuchać tej szczegółowej opowieści.

Po każdym spotkaniu z młodzieżą szkolną bohater powstania warszawskiego otrzymywał pamiątkowe plakaty i podziękowania / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

NIE DO ZAPOMNIENIA
Po wiadomości o śmierci kpt. Mieczysława Madejskiego, która dla wielu osób była szokiem, w mediach społecznościowych pojawiło się bardzo dużo ciepłych słów na jego temat. Praktycznie nikt nie mógł uwierzyć, że nie spotka się już z panem Madejskim, tym bardziej, że przecież chyba każdy, kto bierze aktywny udział w życiu polonijnym miał okazję go poznać lub przynajmniej usłyszeć coś na jego temat.

Kpt. Mieczysław Madejski był wszędzie i każdemu wydawało się, że tak będzie zawsze. Niestety życie pisze własny scen scenariusz, w dodatku niejednokrotnie odmienny od naszych życzeń i oczekiwań przez co niejednokrotnie niemiłosiernie nas zaskakuje. I tak właśnie było w środę, 16 grudnia, kiedy to wiadomość o śmierci jednego z ostatnich powstańców warszawskich żyjących w metropolii nowojorskiej szybko obiegła media społecznościowe.

„Jest mi strasznie przykro z tego powodu, ponieważ jeszcze w tym tygodniu przez myśl przeszło mi, żeby się skontaktować z panem Madejskim, ale wir codzienności i obowiązków porwał mnie, i nie miałem chwili żeby przedzwonić. A dzisiaj wiadomość o jego śmierci była dla mnie jak grom z jasnego nieba. Jest mi niezmiernie przykro. Chciałbym złożyć najbardziej szczere i z serca płynące kondolencje wszystkim bliskim pana Mieczysława i wszystkim ludziom, którzy go ogromnie szanowali, a właściwie tacy byli wszyscy, których spotkałem na swoje drodze” – powiedział „Nowemu Dziennikowi” konsul Mateusz Gmura.

W uroczystości wręczenia Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski kpt. Mieczysławowi Madejskiemu, oprócz konsula Kamila Henne (pierwszy z prawej) i konsula Mateusza Gmury (w środku), uczestniczył jego syn Grzegorz Madejski / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Dyplomata zajmujący się sprawami Polonii odwiedzał bohatera powstania warszawskiego cykliczne. Jak stwierdził, widział, że choroba, na którą cierpiał od pewnego czasu doskwierała mu coraz bardziej. Właśnie konsul Mateusz Gmura wraz z konsulem Kamilem Henne w imieniu prezydenta RP Andrzeja Dudy, 26 lutego br., wręczyli kpt. Mieczysławowi Madejskiemu Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Powstańczy dowódca był z tego odznaczenia bardzo dumny, a podczas jego przyjmowania towarzyszyło mu wielkie wzruszenie. Nie była to jednak ostatnia wizyta konsula Gmury w domu powstańczego bohatera w Sea Cliff na Long Island. Mimo tego bardzo żałuje, że nie udało mu się chociaż porozmawiać z panem Mieczysławem w ostatnich dniach.

„Na zawsze pozostanie pewne niedopowiedzenie i żal, że nie było okazji pożegnać się z tą osobą, bo ostatni raz widzieliśmy się podczas jego urodzin w czerwcu. Był zadowolony z każdej naszej wizyty. A ja ogromnie sobie cenię każde spotkanie z nim. I zawsze podkreślam na każdym kroku, że czasem trzeba wyjechać z Polski żeby ją bardziej docenić i się dowiedzieć więcej na jej temat” – stwierdził Mateusz Gmura.

Polski konsul dodał, że każda rozmowa, każda publiczna wypowiedź podczas różnych uroczystości, w których brał udział kpt. Madejski przesiąknięta była patriotyzmem.

„Każde spotkanie z nim, to była lekcja dumy z bycia Polakiem, a on się z tym nigdy nie krył i nigdy nie zwątpił w Polskę. Był bardzo dumny z tego, że po latach zniewolenia komunistycznego wróciliśmy do grupy wolnych krajów. Podkreślał też, na każdym kroku, że tę wolność trzeba pilnować cały czas, bo łatwo można ją utracić” – opowiadał Mateusz Gmura, dodając, że na pewno nie jest to tylko jego spostrzeżenie.

„Myślę, że każde spotkanie z nim, dla każdego kto miał taką okazję, dla mnie również, było i jest dużym doświadczeniem, i będę go naprawdę długo wspominał. A teraz pomodlę się za jego duszę, bo to był naprawdę bardzo dobry człowiek” – podkreślił konsul Gmura.

Kpt. Mieczysław Madejski wraz z hm. Marią Bielską i jej mężem hm. Zygmuntem Bielskim / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Podobne spostrzeżenia pozostały w pamięci hm. Marii Bielskiej, druhny z działającego na Greenpoincie Hufca Harcerek Podhale. Właśnie nowojorskie jednostki harcerskie czynnie i bardzo blisko współpracowały z kpt. Mieczysławem Madejskim, który również był druhem i zawsze podkreślał, że wywodzi się z harcerstwa, które ukształtowało jego patriotyzm i postawę życiową.

„Kilkanaście lat temu, gdy zobaczył nas w mundurach – mnie i druhnę hm. Jolę Nowacką, naszą hufcową, w kościele w Hempstead na Akademii z okazji Dnia Niepodległości to głośno do nas krzyknął i powiedział ‚Ja też jestem harcerzem! Czuwaj!’ Natomiast po oficjalnej części, usiadł z nami i długo wspominał młode harcerskie lata oraz powstanie warszawskie. Bardzo nas chwalił za utrzymanie pamięci o ważnych dla Polski datach historycznych” – opowiadała druhna Bielska.

Nasza rozmówczyni wspomniała również o organizowanych przez kpt. Madejskiego mszach św. przy okazji kolejnych rocznic wybuchu powstania warszawskiego w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie. Podkreśliła, że prezes Nowojorskiego Oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej zawsze wcześniej dzwonił do hufcowego hm. Zygmunta Bielskiego by przypomnieć o tym nabożeństwie.

„Martwił  się kto będzie wnosił pamiątkowe plakaty, podobnie jak zawsze martwił się kto będzie pomagał weteranom na Paradzie Pułaskiego. A harcerze i harcerki nigdy go nie zawiodły. W ostatnich latach trwały kontakt z druhem Mieczysławem utrzymywała phm. Luiza Niespor, nasza kronikarka, która nawet odwiedzała go w domu, zwłaszcza wtedy gdy już chorował. Dzielił się z nią obszernie wspomnieniami i pamiątkami. Prosił, by przekazała harcerstwu ważne książki” – wspominała hm. Maria Bielska.

Greenpoicka druhna podkreśliła, że na pamiątkę pozostały im wspólne fotografie, na których widać jego radość z obcowaniem z gronem instruktorskim.

„Chętnie pozował do zdjęć. Szczególnie cieszył się widząc młode pokolenie w mundurach. Nawet kiedyś zwierzył  mi się osobiście mówiąc: ‚Podziwiam Was. Dobra robota. Utrzymaliście ruch harcerski na obczyźnie. To wielka zasługa” – podkreśliła nasza rozmówczymi.

„Cześć jego pamięci” – dodała na zakończenie hm. Maria Bielska.

Kpt. Mieczysław Madejski podczas podniesienia powstańczej flagi przed siedzibą PSFCU na Greenpoincie w 2019 r. wygłosił patriotyczne przemówienie / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

ODZNACZENIA I WYRÓŻNIENIA
Kpt. Mieczysław Madejski za swoją działalność powstańczą oraz podziemną podczas okupacji, a także za promocję historii Polski w Stanach Zjednoczonych otrzymał wiele nagród, wyróżnień, medali i odznaczeń. Ostatnim był wspomniany wcześniej Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Poza tym otrzymał m.in.: Krzyż Walecznych (dwukrotnie), Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Warszawski Krzyż Powstańczy, Krzyż Armii Krajowej, Medal za Udział w Wojnie Obronnej 1939, Medal Wojska, Medal Pro Memoria, Medal Pro Patria, Odznakę Honorową Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Złotą Odznakę Honorową Stowarzyszenia Polskich Kombatantów oraz Medal Pamiątkowy z okazji 70. rocznicy powstania warszawskiego.

Kpt. Mieczysław Madejski wraz ze swoim synem Grzegorzem tuż po otrzymaniu Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

*********

Pogrzeb kpt. Mieczysława Madejskiego odbył się w poniedziałek, 21 grudnia. Msza św. za jego duszę została odprawiona w St. Hyacinth Catholic Church w Glen Head, NY. Trumna z jego ciałem spoczęła na Holy Rood Cemetery w Westbury na Long Island. Ze względu na pandemię Covid-19 uroczystości pogrzebowe zostały ograniczone do rodzinnego grona. Zgodnie z zapowiedzią Grzegorza Madejskiego – syna zmarłego weterana – oficjalna uroczystość pogrzebowa, tzw. memorial service, odbędzie się po zakończeniu pandemii w drugiej połowie 2021 roku.

Msza św. za duszę kpt. Mieczysława Madejskiego została odprawiona w St. Hyacinth Catholic Church w Glen Head na Long Island, NY / Foto: ZYGMUNT BIELSKI