Kłótnia w NATO-wskiej rodzinie

206
EPA

Członkowie NATO z niepokojem przyglądają się od lat zbliżeniu jednego ze swoich największych sojuszników – Turcji – do jednego z największych wrogów – Rosji. Milczenie zakończył Donald Trump, który w wyraźny sposób skomentował postępowanie tureckiego prezydenta i zakup przez jego kraj rosyjskiego systemu antyrakietowego. W tym konflikcie na krótką metę zyska Polska, ale czy nie straci przez to świat?

Turcja dołączyła do NATO w 1952 roku i nie marnowała czasu, by stać się największym po USA pod względem sił zbrojnych członkiem sojuszu. Aby zdać sobie sprawę z jej wielkości, warto przytoczyć kilka liczb. Turecka armia liczy ponad pół miliona żołnierzy, którzy dysponują ponad trzema tysiącami czołgów, ponad tysiącem maszyn latających, w tym 400 myśliwcami, a także prawie 200 jednostkami pływającymi, w tym 12 łodziami podwodnymi. W rankingu państw o największej sile na świecie “Global Firepower” Turcja zajmuje ósme miejsce. Liczb te tłumaczą zainteresowanie członków NATO krnąbrnym sojusznikiem, który ma chęć na zbliżenie z Rosją.

ZŁY SEN KOSZMAREM NA JAWIE
Pomysł zakupienia rosyjskiego systemu antyrakietowego S-400 ma związek z problemami z dostarczeniem Turcji rakiet Patriot przez USA, co miało miejsce w przeszłości. Amerykański system znajdował się w tym kraju w latach 2013-2015. Usunięto go, gdyż jak tłumaczono, był bardziej potrzebny w innym miejscu. Ankara twierdzi także, że NATO nie wykazało się odpowiednią pomocą w czasie zwiększonego zagrożenia zewnętrznego. Dlatego miała zwrócić się w stronę Moskwy. Pod koniec 2017 roku przedstawiciele Turcji i Rosji podpisali porozumienie w sprawie dostaw rosyjskich pocisków kierowanych ziemia-powietrze S-400. Szef państwowego rosyjskiego koncernu Rostiech (Rostec) Siergiej Czemiezow powiedział wówczas dziennikowi „Kommiersant”, że Turcja otrzyma cztery baterie S-400, a pierwsze dostawy rozpoczną się w marcu 2020 roku. Jak zaznaczał, Turcja jest pierwszym krajem NATO, który kupuje zaawansowany system rakietowy S-400. Zaraz po tej informacji podniosły się głosy członków NATO, że działanie Turcji jest niezgodne z zasadami współpracy sojuszniczej, a merytorycznym tego dowodem był brak kompatybilności rosyjskiego systemu rakietowego z systemami obronnymi NATO. Prezydent Turcji na te słowa odpowiadał z czystym matematycznym wyrachowaniem, że Sojusz Północnoatlantycki nie przedstawił korzystnej cenowo alternatywy dla rosyjskich rakiet. Prezydent Turcji Tayyip Erdogan obiecał swemu parlamentowi, że transakcja zostanie sfinalizowana, niezależnie od zdania sojuszników z NATO. Jak stwierdził, „Turcja nie potrzebuje pozwolenia i nie ugina się pod obcą presją”, a zakup S-400 „jest bezpośrednio związany ze wzmacnianiem suwerenności” kraju.
Od czasu ogłoszenia porozumienia trwało jednak niedowierzanie, że jego zapowiedź może się spełnić i Turcja rosyjski system zainstaluje na swoim terytorium. Po 1,5 roku od podpisania umowy pierwsze dostawy rosyjskiego systemu rakietowego S-400 dotarły właśnie do Turcji. Informację o tym, że sprzęt wojskowy jest już w bazie niedaleko Ankary, podało kilkanaście dni temu tureckie ministerstwo obrony. Tureckie władze poinformowały, że pierwsze części rosyjskiego systemu dotarły do bazy Murted, a w najbliższych dniach dostawy będą kontynuowane. Media pokazały rosyjski samolot transportowy Antonow-124, który lądował w bazie wojskowej. Siergiej Czemiezow poinformował, że Rosja zacznie dostarczać systemy S-400 do Turcji mniej więcej na przełomie lipca i sierpnia. Wiadomość potwierdził doradca Kremla ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow.
S-400 to zaawansowany rosyjski przeciwlotniczy system rakietowy. Rosjanie twierdzą, że jest zdolny do zwalczania wszystkich rodzajów ataku powietrznego z wyjątkiem międzykontynentalnych pocisków balistycznych. Według ekspertów zachodnich jeden kompleks takich rakiet może śledzić i zniszczyć jednocześnie do sześciu celów, odległych o 400 kilometrów.

TRUMP STRASZY, KONGRES CHCE SANKCJI
Relacje Turcji i Stanów Zjednoczonych od wielu miesięcy znajdują się w impasie. Jeszcze za czasów poprzedniego amerykańskiego prezydenta, Baracka Obamy, Waszyngton odmówił ekstradycji do Turcji Fetullaha Gullena, głównego wroga tureckiego prezydenta. Za czasów Donalda Trumpa pojawiły się kolejne spory – między innymi wokół więzionego w Turcji amerykańskiego pastora. Kiedy okazało się, że dostawa rosyjskiego systemu do Turcji jest bliżej, niż można było przypuszczać, Amerykanie ostro na nią zareagowali. Oficjalnie Turcję poinformował o swoim stanowisku p.o. szefa resortu obrony USA Patrick Shanahan, który napisał w liście, że jeśli zakupi ona rosyjski system antyrakietowy S-400, Stany Zjednoczone anulują 31 lipca umowę sprzedaży Turcji samolotów wojskowych F-35. Na dowód swoich zamiarów Amerykanie podjęli decyzję o wstrzymaniu szkoleń tureckich pilotów na tych samolotach. Minister obrony Turcji Hulusi Akar odpowiadając na list stwierdziła, że usunięcie Turcji z programu dotyczącego myśliwców F-35 jest „niezgodne z duchem NATO”.
Sytuacja nie jest prosta, ponieważ Turcja jest częścią programu budowy amerykańskich myśliwców F-35. Turcy produkują 937 części tego samolotu, w tym 400 takich, których jest wyłącznym producentem. Po wyłączeniu Ankary z programu USA będą musiały znaleźć innego dostawcę. Według Pentagonu wykluczenie Turcji z łańcucha dostaw dla F-35 będzie kosztowało od 500 do 600 mln dolarów. To jednak niewysoka cena w porównaniu z tym, co mogłoby czekać amerykańską armię po tym, gdy samoloty F-35 trafiłyby do Turków. Amerykańscy eksperci uważają, że radary zainstalowane w rosyjskiej broni „nauczą się” śledzić myśliwce F-35, przez co ich niewykrywalność stanęłaby pod znakiem zapytania. Mówiła o tym ambasador USA przy NATO Kay Bailey, która poinformowała, że obecność w jednej armii F-35 i rosyjskiego systemu rakietowego może wpłynąć negatywnie na wykorzystanie nowoczesnych myśliwców.
W ciągu kilku dni z poziomu straszenia Stany Zjednoczone przeszły do wykonywania kary, a Biały Dom wstrzymał sprzedaż Turcji myśliwców F-35. Poinformowała o tym rzeczniczka prasowa Białego Domu Stephanie Grisham. „Z przykrością informujemy, że z powodu zakupu przez Turcję systemu rakiet S-400, wstrzymujemy sprzedaż naszych myśliwców F-35 do tego kraju” – powiedziała i dodała, że Stany Zjednoczone nie przerywają „intensywnej współpracy” z Turcją, jednak podejmując dalsze kroki będą miały na uwadze zakup rosyjskich rakiet przez Ankarę.
Amerykańscy kongresmani z obu partii idą dalej i zachęcają prezydenta Trumpa do nałożenia na Turcję sankcji. Republikańscy senatorzy Rick Scott i Todd Young przedstawili projekt rezolucji dotyczącej tej sprawy. Według agencji Reutersa przyjęcie przez Kongres rezolucji wymusiłoby „pełne wdrożenie sankcji na mocy ustawy o przeciwstawianiu się przeciwnikom USA (CAATSA) z 2017 roku”, zgodnie z którą zakup przez Turcję systemu S-400 byłby „bezpośrednim zagrożeniem” dla bezpieczeństwa USA. Według demokratycznego senatora Boba Menendeza, jednego z członków senackiej komisji stosunków zagranicznych, wstrzymanie programu wprowadzania myśliwców F-35 na uzbrojenie Turcji to zbyt mało. „Nasze prawo wyraźnie przewiduje kary za znaczące transakcje z sektorem obrony i wywiadu Federacji Rosyjskiej. To zdecydowanie dotyczy zakupu przez Turcję systemu S-400” – napisał Menendez w oświadczeniu przesłanym pocztą elektroniczną do Trumpa.

CO DALEJ?
Jakie są perspektywy rozwoju tego konfliktu, mówi ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) Karol Wasilewski. “Obecnie działania USA są nastawione na skłonienie tureckich decydentów do rezygnacji z zakupu S-400. Wskazują na to choćby zapowiedzi Shanahana, że decyzje dotyczące F-35 są odwracalne i uwarunkowane dalszymi krokami Turków. Jednocześnie sygnały wysyłane przez administrację USA świadczą o tym, że postrzega ona kwestię S-400 jako przełomową w relacjach z Turcją. Stany Zjednoczone coraz poważniej myślą o swojej bliskowschodniej strategii, nie uwzględniając w niej Turcji jako kluczowego sojusznika – prognozuje ekspert PISM, dodając jednak, że rezygnacja Turcji z zakupu rosyjskiego systemu jest mało prawdopodobna. – Wiodąca rola prezydenta Erdogana w procesie decyzyjnym, skomplikowane uwarunkowania wokół transakcji i rozpoczęcie przez tureckich żołnierzy szkolenia w Rosji powodują, że rezygnacja z zakupu jest mało prawdopodobna. W najbliższym czasie Turcy mogą jednak sugerować opóźnienia w dostawie systemu. Według ministra obrony narodowej nastąpi to w październiku, aby odroczyć reakcję USA. Będą też zabiegać o przychylność Donalda Trumpa, co miałoby skutkować wyłączeniem z sankcji. Turcy będą także starali się przenieść spór z USA na forum NATO, proponując utworzenie komisji, w ramach której omówiono by problem jednoczesnej obecności w Turcji S-400 i F-35” – wyjaśnia Karol Wasilewski. Jak dodaje, “napięcia turecko-amerykańskie doprowadzą do wzmożenia współpracy wojskowej Turcji z Rosją, tym intensywniejszej, im dalej USA posuną się w ograniczeniu kooperacji militarnej. To będzie zwiększało nieufność wobec Turcji w NATO. Ostrzejsza reakcja USA może też nasilić spory wewnątrz sojuszu w związku ze sprzeciwem części państw, np. Niemiec, wobec nadmiernej presji na Turcję – tłumaczy Wasilewski. – Pogłębiający się kryzys w relacjach z USA może też doprowadzić do spadku znaczenia Turcji na flance południowo-wschodniej, tworząc szansę dla sojuszników z Europy Środkowej na uzupełnienie jej potencjału, np. w zakresie odstraszania Rosji. Z kolei wyrugowanie Turcji z programu rozwoju F-35 stwarza szansę na wzmocnienie więzi z USA przez udział we flagowym projekcie współpracy zbrojeniowej z ich najbliższymi sojusznikami. Stany Zjednoczone wskazują, że firmy tureckie zostaną zastąpione przez amerykańskie, ale w dłuższej perspektywie są otwarte na innych partnerów” – podkreśla ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.