Kolorowa cegiełka w hołdzie polskim bohaterom

416
cof

"Gdy zaczynałem zajmować się koloryzacją, to nawet nie myślałem, że nabierze to takiego rozpędu, a tym bardziej że po niespełna czterech latach mój profil będzie obserwowało prawie 75 tysięcy ludzi. To jest coś zwykłego i jestem z tego bardzo zadowolony" – mówi "Nowemu Dziennikowi" Mikołaj Kaczmarek, koloryzator archiwalnych fotografii z historii Polski.

Jak doszło do tego, że zainteresował się pan koloryzacją archiwalnych zdjęć?
Nie byłem pierwszą osobą, która zaczęła to robić. Zanim się tym zainteresowałem, to na świecie, a także w Polsce, było już kilka innych osób, które się tym zajmowały. Zainspirował mnie pewien film dokumentalny dotyczący drugiej wojny światowej, który był podkoloryzowany. Oczywiście był on ubarwiony automatycznie, co nie wyglądało idealne, ale mimo wszystko sprawiało, że ta opowieść stawała się realniejsza i bliższa. Przez to doznałem pewnego szoku, który sprawił, że poważnie zacząłem się interesować historią, która wcześniej była mi obojętna. Po obejrzeniu tego filmu chciałem sprawdzić, jak wygląda sprawa koloryzowania zdjęć i w ramach zabawy ściągnąłem sobie odpowiedni program. Szybko stwierdziłem, że jest to coś niezwykłego. W ten sposób zabawa stała się moją pasją, a w ostatnich miesiącach zacząłem to już robić prawie zawodowo.

Czyli nie ma pan profesjonalnego przygotowania ani pod kątem graficzno-artystycznym, ani historycznym, jeżeli chodzi o koloryzację archiwalnych zdjęć.
Pod tym względem jestem samoukiem. Nikt mi niczego nie tłumaczył, do wszystkiego dochodziłem sam. Dodatkowo przez tę koloryzację chłonę coraz więcej wiadomości na temat przeszłości Polski i jej historii. I tak jak w moim przypadku – osoby, która w szkole miała bardzo słabe oceny z historii – wielu innych ludzi, dzięki publikowanym przeze mnie kolorowym zdjęciom oraz przekazywanym przy okazji wiadomościom, poznaje i interesuje się dziejami, a także losami naszych bohaterów. Czasami nawet dzięki temu wiadomości te trafiają do rodzin osób ze zdjęć, a nawet żyjących jeszcze powstańców, którzy później przesyłają mi podziękowania za to, co robię. To jest bardziej wartościowe niż jakiekolwiek pieniądze. To najbardziej mnie cieszy.

Skoro historia nie należała do pańskich ulubionych przedmiotów w szkole, to może większe zainteresowanie wzbudzało coś innego, np. plastyka?
Moja mama pracowała w Domu Kultury, więc jako dziecko chodziłem na różne kółka, m.in. plastyczne, i to akurat mnie interesowało. Dlatego też później poszedłem do gimnazjum o profilu plastycznym. Tak więc ten artyzm gdzieś we mnie siedział, ale w pewnym momencie wpadłem w okres młodzieńczego buntu, oraz niezbyt dobre towarzystwo. Po kilku latach ten artyzm powrócił do mnie i wyłonił się w postaci koloryzacji fotografii dotyczących historii Polski.

Gmach Towarzystwa Ubezpieczeń „Prudential” po uderzeniu 2-tonowym pociskiem z moździerza Karl Gerat „Thor” co miało miejsce 28 sierpnia 1945 r. / Foto: SYLWESTER BRAUN PS. „KRIS”/KOLOR-MIKOŁAJ KACZMAREK

Wspomniał pan, że pasja związana z koloryzacją archiwalnych, czarno-białych zdjęć powoli zamienia się w pracę zawodową. Czy to oznacza, że jakaś instytucja zaproponowała panu tego typu pracę?
Już od trzech lat współpracuję z warszawskim i wrocławskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Dla Polskiej Fundacji Narodowej robiłem koloryzację dwóch produkcji filmowych: „Piłsudski” oraz „Dywizjon 303”. Mam też zlecenia wykonania kolorowych zdjęć do podręczników szkolnych, tak więc tych propozycji pojawia się coraz więcej. Gdy zaczynałem zajmować się koloryzacją, to nawet nie myślałem, że nabierze to takiego rozpędu, a tym bardziej że po niespełna czterech latach mój profil będzie obserwowało prawie 75 tysięcy ludzi. To jest coś niezwykłego i jestem z tego bardzo zadowolony.

Jak ta praca wygląda od strony technicznej? Domyślam się, że wszystko wykonywane jest w specjalnym programie komputerowym.
Wykorzystuję do tego chyba najbardziej znany program, jakim jest Photoshop, za który opłacam miesięczny abonament. Jednak wszystko robię ręcznie, mimo że powoli zaczynają być stosowane sztuczne inteligencje, które niby robią to dobrze, jednak ostatecznie takie zdjęcie ma wiele niedokładności. Dlatego też ja robię to o wiele dłużej, bo praca ręczna jest czasochłonna, ale o wiele bardziej precyzyjna. Po kilku latach, gdy nabierze się doświadczenia i wprawy, koloryzuje się o wiele szybciej niż na początku, ale mimo wszystko trzeba to robić ze spokojem, ponieważ czasem zdjęcia mają bardzo dużo różnych detali, na które należy zwrócić uwagę.

Ile czasu zajmuje panu taka koloryzacja? Myślę tu o tej typowo technicznej obróbce zdjęcia, bo podejrzewam, że przystępując do niej ma pan już jakąś koncepcję efektu końcowego. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że na ten czas na pewno wpływ ma także zawartość danej fotografii.
Najszybciej udało mi się pokolorować zdjęcie w 10 minut, a najdłużej pracowałem ok. 10 godzin.

Jak widać, rozpiętość czasowa jest duża, ale nie spodziewałem się, że w 10 minut można pokolorować starą fotografię.
Wszystko zależy od wielkości i rozdzielczości zdjęcia. Im jest ono większe, tym bardziej trzeba go przybliżać i robić wszystko dokładniej. Fotografie gorszej jakości mają mniej szczegółów i automatycznie wymagają mniej pracy. Poza tym najszybciej koloryzuje się portrety, chyba że jest to jakiś generał, który ma kilkanaście odznaczeń. W takim przypadku pracy jest bardzo dużo. Najważniejsze jest to, by tak pokolorować zdjęcie, żeby wyglądało ono naturalnie. Wtedy można mówić o sztuce, kiedy fotografia nie wygląda jak koloryzowana, gdy ktoś popatrzy na nią i nie zauważy, że jest to koloryzacja, lecz myśli, że to oryginał. O tym świadczą też komentarze pod zdjęciami zamieszczonymi na Facebooku – które oczywiście mnie bardzo cieszą – a zwłaszcza te, w których ktoś stwierdza, że myślał, iż zdjęcie pochodzi z jakiejś rekonstrukcji wydarzeń historycznych, a nie zostało zrobione bardzo dawno temu. Wtedy wiem, że wykonałem dobrą robotę.

Grupa powstańców z kompanii „Koszta” przy bocznym wejściu do gmachu Filharmonii przy ul. Jasnej 5. Od lewej: Zofia Domańska ps. „Zocha”, Roman Rozmiłowski ps. „Zawada”, ppor. Stanisław Kuśpit ps. „Kruk”, Antoni Tuleja ps. „Niedźwiedź” / Foto: EUGENIUSZ LOKAJSKI PS. „BROK”/KOLOR-MIKOŁAJ KACZMAREK

Pamięta pan, która fotografia wymagała największego nakładu pracy lub sprawiała najwięcej problemów?
Trudno mi to dokładnie określić, ale jeżeli na zdjęciu jest wiele osób, a w dodatku fotografia jest w dużej rozdzielczości, to praca jest bardzo trudna i należy ją robić etapowo. Wówczas najpierw należy pokolorować twarze, a jak wiadomo, na skórę przychodzi kilka warstw, ponieważ nie jest ona jednolita. To wszystko trzeba umiejętnie wymieszać, aby wyglądało naturalnie. Kiedyś miałem do pokolorowania zdjęcie z okresu drugiej wojny światowej, przedstawiające z lotu ptaka rynek jakiegoś miasta. W dodatku było tam ok. 2 tys. osób. Pracując nad tą fotografią momentami dostawałem szału i nawet chciałem zrezygnować z dalszej pracy. To chyba było najtrudniejsze wyzwanie.

A jak wygląda dobór kolorów do danego zdjęcia? Czy to czasem nie jest tak, że patrząc na odcień czerni i bieli lub sepii, od razu pan wie, jakiej barwie on odpowiada? Czy może jednak dobór koloru zależy od pańskiej wyobraźni?
Robię koloryzację na wyczucie, tak więc nigdy wszystko nie będzie się w pełni zgadzało z tym, jak to było w rzeczywistości. Zawsze podkreślam, że kolory mogą odpowiadać około 80-85 proc. ówczesnych barw. Najważniejsze są detale, takie jak mundur, medale, flagi itp., i wiadomo, że to musi w pełni odwzorowywać rzeczywistość. Inaczej też wygląda np. zieleń wiosną, a inaczej jesienią, wtedy trzeba zastosować inne odcienie, itp. Należy też zwrócić uwagę, że nawet gdybyśmy cofnęli się w czasie mając do dyspozycji współczesne cyfrówki, to barwy, jakie by one uchwyciły na fotografii, na pewno różniłyby się od tych, jakie robiły ówczesne aparaty, a jak wiadomo, podczas drugiej wojny światowej były już robione kolorowe zdjęcia.

A czy pamięta fotografię, którą jako pierwszą poddał pan koloryzacji?
To była dziewczynka, która podczas powstania warszawskiego klęczała przy grobie swojej siostry. To taka perełka wśród zdjęć, które jednak poprawiałem już kilka razy. Bo to nie jest tak, że pokoloruję jakąś fotografię i odkładam ją na bok. Jeżeli po raz kolejny wkładam takie zdjęcie na swoją stronę, to zawsze wchodzę do programu i coś zmieniam, ponieważ od razu widzę, co należy poprawić. Jest to związane z pewnym progresem i moim doświadczeniem. Czasem, gdy widzę swoje pierwsze koloryzacje, to łapię się za głowę i zastanawiam, jak mogłem to opublikować. To oczywiście ma związek z krytycyzmem, którzy przychodzi z czasem i doświadczeniem. Myślę, że wtedy podchodziłem do tego na zasadzie kolorowania fotografii, obecnie staram się jak najlepiej przywrócić im naturalną barwę.

Pierwsze zdjęcie pokolorowane przez Mikołaja Kaczmarka: Dziewczynka klęcząca przy grobie swojej siostry, która zginęła podczas powstania warszawskiego / Foto: SYLWESTER BRAUN PS. „KRIS”/ KOLOR-MIKOŁAJ KACZMAREK

Czym się pan kieruje dobierając zdjęcia do koloryzacji i w jaki sposób zdobywa je pan w dobrej jakości nadającej się do obróbki?
Kieruję się głównie rocznicami i emocjonującymi historiami, ale lubię także sięgać po popularnych bohaterów, jak i zupełnie nieznane osoby. Ciekawym doświadczeniem jest pokolorowanie kogoś prawie anonimowego, wrzucenie go na profil i napisanie o nim kilku zdań. Tego typu fotografie też wzbudzają duże zainteresowanie. Szukam również czegoś, czym mogę zaskoczyć, a nawet zaszokować obserwujących. Czasami uda mi się taki zabieg, a jeżeli do tego dodam ciekawy opis, to odbiór zdjęcia ma bardzo duży zasięg. Jeżeli chodzi o wyszukiwanie fotografii, to najszybciej można to zrobić poprzez internet. Kiedyś kupowałem zdjęcia z Muzeum Powstania Warszawskiego, ale chyba tam wykupiłem już wszystkie najlepsze. Dostaję także ciekawe fotografie do koloryzacji z Instytutu Pamięci Narodowej.

Wspominał pan o podziękowaniach od rodzin osób znajdujących się na pokolorowanych zdjęciach, a czasem nawet ludzi będących świadkami wydarzeń na nich uchwyconych. Na facebookowym profilu „Mikołaj Kaczmarek – Kolor Historii” aż kipi od bardzo dobrych opinii obserwatorów śledzących pańskie prace. A jak reagują na nie bohaterowie, którzy znajdują się na tych fotografiach? Pytam o to, ponieważ wiem, że miał pan okazję spotkać się m.in. z prof. Witoldem Kieżunem czy też sanitariuszką Wandą Zalewską-Zdun ps. „Rawicz”, których podobizny również pan kolorował.
Oczywiście reakcja ludzi komentujących moje prace jest niesamowita. Jestem bardzo pozytywnie zaskakiwany tymi opiniami. Obecnie codziennie pojawiają się nowe komentarze na profilu. Jeżeli chodzi o powstańców, to na pewno bardzo się cieszą, że jest ktoś taki jak ja, kto popularyzuje historię w taki sposób. Jak widzą na kolorowych fotografiach siebie lub wydarzenia, w których uczestniczyli, to kręci im się łezka w oku. A ja nie spodziewałem się, że realizując swoją pasję spowoduję takie reakcje, że dotrą one do tak wielu ludzi, a nawet do osób biorących udział w tych historycznych wydarzeniach.

Najsłynniejszy ślub powstańczy Alicji Treutler ps. „Jarmuż” i Bolesława Biegi ps. „Pałąk” / Foto: EUGENIUSZ LOKAJSKI PS. „BROK”/KOLOR-MIKOŁAJ KACZMAREK

Pańska praca została także dostrzeżona i doceniona w inny sposób. Otrzymał pan dwie prestiżowe nagrody – srebrnego i złotego BohaterONa.
Właśnie w roku ubiegłym otrzymałem nominację do konkursu, w którym laureaci otrzymują statuetki z podobizną powstańca warszawskiego. Zostałem zaproszony na galę do Teatru Narodowego i pojechałem tam z myślą, że pewnie otrzymam jakiś dyplom. Okazało się, że wręczono mi złotą statuetkę BohaterONa, przyznaną przez publiczność (internautów) oraz srebrnego BohaterONa w kategorii pasjonat, w której o nagrodzie decydowała kapituła konkursu. Poza tym w uroczystości tej uczestniczyło ponad 60 powstańców warszawskich, którym złożyłem podziękowania za ich poświęcenie, a oni nagrodzili mnie brawami za moją pracę.

Jak pan zareagował na te nagrody?
Byłem przede wszystkim bardzo zaskoczony, bo nawet nie marzyłem o żadnej statuetce, a otrzymałem dwie. W reakcji na tę wiadomość, odbierając BohaterONy, zupełnie zapomniałem, co chciałem powiedzieć w ramach podziękowań. Dlatego też miałam bardzo spontaniczne wystąpienie. Nie jestem człowiekiem, który zbyt często pojawia się w mediach, więc nie jestem przyzwyczajony do przemówień, aż tu nagle staję się na dużej scenie, odbieram tak piękne nagrody, z przodu flesze, kamery telewizyjne, dziennikarze, powstańcy warszawscy i wiele znanych osób. To był dla mnie prawdziwy szok, ale jakoś go przeżyłem. To była najważniejsza zapłata za to, co zrobiłem przez ostatnie prawie cztery lata, od kiedy zajmuję się koloryzowaniem archiwalnych, historycznych zdjęć.

Pańskie prace nie tylko wpływają na popularyzację historii, ale również powodują, że stare fotografie nabierają nowego znaczenia, a nawet życia. Gdy widzi się płonącą Warszawę na kolorowych fotografiach, które wcześniej były czarno-białe, to efekt jest zupełnie inny, nie tylko bardziej przerażający, ale także wywołujący wrażenie, że to się dzieje teraz lub miało miejsce zupełnie niedawno.
Koloryzowane zdjęcia przybliżają historyczne wydarzenia, tamci ludzie stają się bardziej realni, przez co przekaz z tych fotografii bardziej trafia do ludzi. Poza tym oglądającym towarzyszą większe emocje. Sam, patrząc na te prace, doszedłem do wniosku, że tak naprawdę to wszystko działo się niedawno, bo przecież 76 lat od wybuchu powstania warszawskiego to nie jest zbyt odległy czas. Natomiast oglądając czarno-białe zdjęcia odnosi się jednak inne wrażenie, że to było bardzo dawno temu. Oczywiście jest także jakiś znikomy procent ludzi, którym to się nie podoba, którzy uważają, że nie powinno się ubarwiać archiwalnych fotografii, ponieważ jest to profanacja historii. Jednak nie przejmuję się takimi opiniami i robię swoje. Niestety, niektórzy zapominają, że świat był zawsze kolorowy, nawet gdy czasy były czarno-białe.

8-letnia sanitariuszka Różyczka Goździewska / Foto: EUGENIUSZ LOKAJSKI PS. „BROK”/KOLOR-MIKOŁAJ KACZMAREK

Jakie ma pan plany na najbliższy czas?
Jeżeli koloryzuję jakieś zdjęcie, które chcę zamieścić na profilu, robię to spontanicznie. Obecnie pracuję nad fotografiami dla Instytutu Pamięci Narodowej z Warszawy na wystawę związaną z bitwą o Anglię. Z kolei dla wrocławskiego oddziału IPN będę koloryzował 20 zdjęć żołnierzy wyklętych do przygotowywanego przez niego kalendarza. Natomiast dla IPN w Poznaniu będę zajmował się fotografiami z powstania wielkopolskiego. Tak więc myślę, że do końca roku mam się co robić. Muszę stwierdzić, że najbardziej cieszy mnie praca nad zdjęciami, które mnie z jakiegoś powodu zainteresują i chcę je zamieścić na swoim profilu, to prawdziwa pasja. Koloryzację fotografii na zlecenie traktuję jednak bardziej jako pracę zawodową niż hobby.

Ile zdjęć już pan obrobił?
Pokolorowałem już ponad 1000 fotografii. Z samego powstania warszawskiego jest około 400 prac. Jest ich najwięcej, ponieważ zacząłem koloryzowanie od zdjęć z tego zrywu. Stąd też powstanie warszawskie jest dla mnie tematem numer jeden i najbardziej mnie inspiruje.

Prowadzi pan jakiś katalog swoich prac, czy też są one tylko archiwizowanie na profilu facebookowym? A może dobrze byłoby wydać jakiś album z najciekawszymi fotografiami zarówno w wersji kolorowej, jak i czarno-białej?
Chciałbym w przyszłości wydać taki album, ale to wiąże się z dużym nakładem finansowym, tym bardziej że nie mam praw autorskich dla wielu oryginalnych zdjęć. Przy takim projekcie musiałbym mieć pomoc ze strony jakiegoś wydawcy lub instytucji.

Włodzimierz Radajewski ps. „Rataj”. Zginął w walce o wolność mając tylko 20 lat. / Foto: EUGENIUSZ LOKAJSKI PS. „BROK”/KOLOR-MIKOŁAJ KACZMAREK

Myślę, że np. Muzeum Powstania Warszawskiego mogłoby być zainteresowane czymś takim.
Chyba jednak niekoniecznie. Zadziwia mnie to, że jestem jedynym człowiekiem na świecie, który pokolorował tyle fotografii z powstania warszawskiego, a Muzeum Powstania Warszawskiego jeszcze do tej pory się do mnie nie odezwało i nie podjęło żadnej współpracy, mimo że doskonale wiedzą o moim istnieniu i o tym, co robię.

No to zaskoczył mnie pan tą informacją. W końcu nie tylko publikacje w mediach czy na portalach świadczą o tym, że koloryzacja, której się pan podjął, jest dobrze postrzegana przez ludzi. Również te dwa BohaterONy, które pan otrzymał, udowadniają, że jest pan jedną z najważniejszych osób promujących historię powstania warszawskiego.
Ten brak zainteresowania moją pracą ze strony Muzeum Powstania Warszawskiego jest dla wszystkich zaskoczeniem. Nie liczę na jakąś wielką współpracę, ale przecież mogliby mi udostępnić swoją fototekę, żebym mógł swobodnie działać. Jedyny raz, kiedy jakiś pracownik tego muzeum napisał do mnie, był związany z tym, że zapomniałem pod zdjęciem podać informację, że pochodzi ono z ich archiwum.

Powstańcy z Kompanii „Anna” należącej do Batalionu „Gustaw”. Od lewej: kpr. Jerzy Sikorski ps. „Sixton”, kpr. Kazimierz Dąb ps. „Kazik”, sanitariuszka Henryka Wieczorek ps. „Heniuta”, ppor. Henryk Ożarek ps. „Henio”, kpr. Tadeusz Przybyłowski ps. „Roma”, kpr. pchor. Antoni Dobraczyński ps. „Hel”. Zdjęcie zrobione na placu Dąbrowskiego, w tle najwyższy drapacz chmur w przedwojennej Polsce – „Prudential” / Foto: WIESŁAW CHRZANOWSKI/KOLOR-MIKOŁAJ KACZMAREK

Mam nadzieję, że w końcu Muzeum Powstania Warszawskiego zauważy potencjał, jaki drzemie w pańskiej pracy i koloryzowanych fotografiach, i jednak w jakiś sposób nawiąże współpracę.
Być może jest tam właśnie ktoś, komu nie podobają się barwne zdjęcia i nie chce, by to było robione. Niezależnie od tego cieszy mnie fakt, że wiele osób namawia mnie do wydania takiego albumu. Pojawiają się także prośby ze szkół, żebym im podesłał kolorowe fotografie na różne wystawy, ponieważ przez to dzieci bardziej interesują się historią. Fajnie jest wiedzieć, że ma się taki wpływa na innych. To jest taka mała cegiełka, którą oddaję hołd wszystkim polskim bohaterom.

Na zakończenie proszę powiedzieć, czy nie myślał pan o tym, żeby w przyszłości zająć się koloryzacją starych filmów? Pytam o to, ponieważ wspomniał pan wcześniej o ubarwianiu krótkich produkcji filmowych dla Polskiej Fundacji Narodowej.
Oczywiście myślałem o tym, ale to wiąże się z bardzo dużym nakładem pracy. Prawie wszystkie stare filmy są koloryzowane automatycznie. Natomiast przy tych robionych ręcznie pracuje wiele osób, ponieważ to się robi klatka po klatce. Mimo tego chciałbym kiedyś zacząć to robić, np. zacząć od jakiś krótkich filmików, którym także dodawałbym dźwięk. To jest bardzo ciekawe i interesujące wyzwanie. Bardzo chciałbym zrobić taki film z bombardowania i ataku na Warszawę w 1939 r. Myślę, że kiedyś się tego podejmę. Mam też nadzieję, że jednak wcześniej technika i sztuczna inteligencja nie pójdą aż tak do przodu, że „wygryzą” z rynku wszystkich koloryzatorów. Na szczęście, chociaż ręka ludzka dłużej to wszystko robi, ale jednak jest dokładniejsza, precyzyjniejsza i lepiej oddaje rzeczywistość.

Pogrzeb podczas powstania warszawskiego / Foto: EUGENIUSZ LOKAJSKI PS. „BROK”/KOLOR-MIKOŁAJ KACZMAREK

**********

Wszystkie oryginalne zdjęcia podchodzą z archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego. Zostały poddane koloryzacji przez Mikołaja Kaczmarka.