Koronawirus zmienił nasz świat

584
Chociaż większość rozmówców "Nowego Dziennika" zgodnie twierdzi, że epidemia koronawirusa zaskoczyła ich, to starają się żyć normalnie i przestrzegać zaleceń władz, jak chociażby pozostawanie z rodziną w domu FOTO: PEXELS.COM

Koronawirus rozprzestrzenia się w Stanach Zjednoczonych, w Polsce i w innych krajach na świecie. Rośnie liczba zakażonych i przypadków śmiertelnych. Władze podejmują różne decyzje, czasami bardzo drastyczne, aby stworzyć warunki, które sprawią, że możliwość zakażenia będzie ograniczona do minimum.

Nasza redakcja dokonała krótkiej analizy sytuacji związanej z koronawirusem. Zadzwoniliśmy do naszych Czytelników, zadając im kilka pytań: czy epidemia koronawirusa zaskoczyła pana/panią? Co pan/pani robi, aby zabezpieczyć się przed zarażeniem się koronawirusem? Czy sklepy w miejscu zamieszkania działają normalnie i może pan/pani robić zakupy? Czy ktoś z pana/pani znajomych został dotknięty wirusem? Czy pracuje pan/pani normalnie, a jeśli nie, to jak pan/pani spędza teraz czas?

• Tak jak chyba wszystkich, tak i mnie ta epidemia zaskoczyła – powiedziała pani Grażyna z Wallington, NJ. – Oczywiście nie chciałabym zarazić się koronawirusem, dlatego dostosowuję się do wszystkich zaleceń władz. Nie ma żadnej szczepionki czy innego leku na tę chorobę, dlatego jedyne, co może nas uchronić, to samodyscyplina i unikanie miejsc, w których z tym wirusem można się zetknąć. Bardziej niż zwykle dbam też o higienę osobistą. Często myję ręce. Zawsze też mam ze sobą gumowe rękawiczki i maskę ochraniającą twarz. Musimy tę sytuację traktować poważnie i z odpowiedzialnością.

Sklepy działają normalnie, ale staram się rzadko do nich zaglądać. Jeśli już, to zakupów dokonuję w polskich sklepach. Zawsze zakładam rękawiczki i maskę na twarz. Zaskoczyło mnie to, że ludzie stojąc w kolejce trzymają dystans od siebie. Pracownicy sklepów bardzo dbają o higienę. Zaopatrzenie jest bardzo dobre, niczego nie brakuje. Zadziwia mnie i to, że niektórzy robią ogromne zapasy. Podobno jeden pan ma zapas papieru toaletowego na 5 lat. Ale jeśli, co nie daj Boże, koronawirus go dopadnie, to może – mimo tego zapasu – umrzeć.

Z moich znajomych do tej pory nikt nie zachorował i mam nadzieję, że tak zostanie. Kontaktujemy się telefonicznie albo na Facebooku. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. Dużo otuchy dają nam władze federalne i stanowe, bo robią – tak mi się wydaje – wszystko, co w danym momencie powinno być robione. Pracuję jeszcze normalnie, a to dzięki temu, że mam bardzo wyrozumiałych amerykańskich pracodawców. Jeśli ktokolwiek miałby oznaki zakażenia, to na pewno następnego dnia już do pracy nie pójdę. Powinniśmy bowiem myśleć o swoim bezpieczeństwie, ale także o bezpieczeństwie innych.

• Epidemia koronawirusa zaskoczyła mnie kompletnie, nie spodziewałem się, że rozprzestrzeni się praktycznie po całym świecie – powiedział pan Marcin z Garfield, NJ. – Aby się zabezpieczyć, staram się dostosować do wszelkich zaleceń władz, które są przekazywane za pośrednictwem telewizji, no i dbam o higienę oraz staram się unikać bezpośrednich kontaktów z ludźmi. W supermarketach typu ShopRite czy Walmart są tłumy i brakuje towarów, bo ludzie wszystko wykupują. W poniedziałek byłem w Aldi i już z zaopatrzeniem jest lepiej. Polskie sklepy są świetnie zaopatrzone. Byłem w sobotę w Krakusie i nie miałem problemu z zakupem jakichkolwiek produktów spożywczych. Nic mi nie wiadomo, aby ktoś z moich znajomych został dotknięty przez koronawirusa. Na szczęście! Pracuję normalnie. Mamy sporo środków dezynfekujących i ostre wytyczne, jak się zachowywać w pracy. Jeśli wsiadamy do samochodu, to używamy chusteczek dezynfekujących. Do magazynu nie wpuszczamy osób z zewnątrz.

W Chinach spada liczba zachorowań, natomiast w Stanach – według mnie – problem z koronawirusem będzie jeszcze co najmniej miesiąc. Czytałem, że wirus do nas, w New Jersey, został przywieziony z Bostonu przez osobę, która uczestniczyła tam w konferencji naukowej. W przyszłym tygodniu miałem jechać z żoną na narty do Montany i… chyba sobie ten wyjazd darujemy.

• Żaden wirus do tej pory tak nie atakował, jak ten, więc to jest dla mnie i dla wielu totalnym zaskoczeniem – powiedziała pani Zofia z Clifton, NJ. – Aby się zabezpieczyć przed koronawirusem, ściśle przestrzegam higieny. Kiedy wychodzę z domu, zakładam maseczkę na twarz i rękawiczki. Rodzinnym obowiązkiem stało się, że bierzemy regularnie witaminę C. Staramy się jeść więcej artykułów, w których jest witamina C i inne witaminy, na przykład E, dlatego kupujemy mango, kiwi, brokuły, brukselkę i orzechy. Lekarze zalecają, aby jeść produkty zawierające cynk, więc kupujemy również dynię i specjalne czipsy. Powinniśmy też jeść żywność zawierającą suplement omega-3. Jeśli tylko mogę, to staram się te rzeczy kupować i stawiać potem na stół w domu. Często robię zakupy w supermarkecie Corrado’s, ale tam teraz jest o połowę mniej klientów i towarów. Nie było szans, abym kupiła jakąś kaszę czy fasolę albo mrożone mięso, a nawet chleb. Byłam też w Price Rite i… półki są wyczyszczone. Nie było mowy, aby kupić wodę czy papier toaletowy. Natomiast polskie sklepy są świetnie zaopatrzone. Byłam w Biedronce, gdzie kupiłam różne kasze i fasole, a w Krakusie kupiłam mięso, jakie chciałam, wędliny i wodę.

Nie znam nikogo, kto zostałby dotknięty koronawirusem. Oczywiście pracuję, ale troszkę mniej, niż to było w „normalnym” okresie. Nie jestem jeszcze na etapie, abym siedziała w areszcie domowym.

• Pojawienie się koronawirusa w Stanach Zjednoczonych nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem. Oglądałem wcześniej informacje w telewizji i czytałem wiele o tym, co się działo w Chinach, więc byłem przekonany, że to jest tylko kwestia czasu, że wirus zawita do nas – powiedział pan Andrzej z Maspeth, NY. – Ostatnio nic specjalnego nie robiłem, aby się zabezpieczyć przed koronawirusem, bo… przez trzy tygodnie byłem chory i większość czasu spędziłem w łóżku. Dopadła mnie normalna grypa. Dzisiaj, w poniedziałek, po raz pierwszy od trzech tygodni wyszedłem z domu, by zrobić zakupy, no bo coś jeść muszę. Sklepy są zapełnione różnymi towarami, można kupić, co tylko się chce. W sklepach sprzedających alkohol jest bardzo dużo polskiego spirytusu. Kupiłem 5 butelek, bo spirytus jest świetnym środkiem odkażającym i dezynfekującym.

Nikt z moich znajomych czy z rodziny, ani w USA, ani w Polsce, nie został dotknięty koronawirusem, z czego się bardzo cieszę. Teraz wracam do pracy. Nie wiem, jak to będzie z robotą, bo wszystko zależy od sytuacji i od decyzji władz. Może się zdarzyć, że moja firma i wiele innych zostanie zamkniętych.

• Tak, koronawirus totalnie mnie zaskoczył. Co robię, aby się przed nim zabezpieczyć? Przede wszystkim często myję ręce i nie dotykam twarzy oraz unikam bezpośrednich kontaktów z ludźmi – powiedział pan Michał z Passaic, NJ. – Staram się żyć w miarę normalnie. Nie robię żadnych zapasów. Idę do polskiego sklepu, gdzie wszystko jest, robię niezbędne zakupy i wracam do domu. Niewiele się zmieniło, no, może ludzie są bardziej ostrożni i trzymają się od siebie na odległość. Nie jest mi wiadomo, aby ktokolwiek z moich znajomych został dotknięty wirusem. Pracują normalnie i ja też. Codziennie, wcześnie rano, gonię do roboty – zajmuję się budową nowych i remontami starych domów. Nie mamy specjalnych środków zabezpieczających. Zawsze używam gumowych rękawiczek, bez względu na koronawirusa. Po skończeniu pracy po prostu je wyrzucam. Myślę, że za dwa tygodnie sytuacja z koronawirusem w Stanach uspokoi się i zaczniemy wracać do normalności.

• Oczywiście, że pojawienie się koronawirusa w Stanach Zjednoczonych mnie zaskoczyło. Wprawdzie oglądałam w telewizji to, co działo się w Chinach, we Włoszech i w innych krajach, ale jest w nas coś takiego, że bronimy się przed złymi myślami, no bo to jest daleko, nas to nie dotyczy – powiedziała pani Danuta z Maspeth, NY. – No a teraz musimy walczyć z tym, co jest. Myję ręce znacznie częściej niż zwykle i staram się unikać bezpośrednich kontaktów z nieznajomymi w subwayu, którym jeżdżę do pracy. Zdecydowanie rzadziej wychodzę z domu. Od czasu do czasu muszę oczywiście zrobić zakupy, no bo jeść muszę. W sklepach nie brakuje towarów, tylko jest więcej ludzi, a więc trudniej dopchać się do półek. Nie jest mi wiadomo, aby ktokolwiek z moich znajomych został dotknięty koronawirusem. I chciałabym, aby tak pozostało.

Pracuję normalnie, ale coraz częściej myślę o tym, że będę musiała zrobić sobie przerwę, zresztą moi pracodawcy myślą podobnie i już ograniczają czas pracy. Mam więcej czasu niż kiedyś i siedzę w domu. Świadomość tego, że lepiej nie wychodzić z domu, nie spotykać się z ludźmi i nie narażać się na ewentualne zakażenie wirusem sprawia, że czasami czuję się jak w więzieniu.

OPRACOWAŁ JANUSZ M. SZLECHTA