Kryzys może potrwać wiele miesięcy

1491
EPA-EFE/JUSTIN LANE

Mimo kolejnych obostrzeń wprowadzanych przez burmistrza, jak i gubernatora, Nowy Jork jest największym ogniskiem epidemii w USA. Codziennie notuje się nawet kilka tysięcy zachorowań. Z danych przedstawionych przez biuro gubernatora wynika, że stan Nowy Jork ma ok. 5 proc. potwierdzonych przypadków koronawirusa na świecie. Wśród zakażonych są między innymi pracownicy służb medycznych, nauczyciele czy policjanci. 

Dane dotyczące zachorowań na koronawirusa codziennie się zmieniają, a liczby za każdym razem są większe. O pierwszym przypadku zachorowania, w stanie Nowy Jork poinformowano 1 marca. To 39-letnia kobieta, która wróciła z Iranu. Trzy tygodnie później (22 marca) liczba chorych w stanie wyniosła prawie 17 tys. Z tego w mieście Nowy Jork – 11 tys. Zanotowano też 150 zgonów. 13 proc. chorych wymaga leczenia w szpitalach, pozostałe osoby są poddawane ścisłej izolacji domowej. Ponad połowę przypadków stanowią osoby między 18. a 49. rokiem życia. W mieście mają powstać cztery tymczasowe szpitale z tysiącem łóżek. Jeden z nich w centrum wystawienniczym Jacob K. Javits Convention na Manhattanie. Znanym z organizacji na przykład wystawy samochodów.

Do pomocy w walce z epidemią skierowano Gwardię Narodową. Gubernator Andrew Cuomo ostrzega, że wirus może zaatakować nawet 80 proc. mieszkańców. Od poniedziałku, 23 marca, pracownicy firm, które nie są kluczowe dla funkcjonowania stanu, muszą pozostać w domach. W mieście zamknięte są szkoły, bary, restauracje i inne obiekty publiczne. Gubernator Andrew Cuomo przestrzegł, że kryzys może potrwać wiele miesięcy. „Od 40 do 80 proc. populacji ostatecznie zostanie zarażonych. To co staramy się zrobić to spowolnić ten proces. Ale wirus będzie się rozprzestrzeniał bo jest bardzo zaraźliwy” – ostrzegał Cuomo. Gubernator wezwał prezydenta Trumpa by skorzystał z nadzwyczajnych uprawnień i przejął nadzór nad produkcją podstawowego wyposażenia szpitali – masek, strojów ochronnych i respiratorów.