Kto będzie się modlił w Notre Dame po odbudowie?

201
FOTO: EPA

Mówi się: spieszmy się kochać, ludzie tak szybko odchodzą. Teraz można sparafrazować: spieszmy się odwiedzać, jutro już tego pomnika kultury może nie być...

Bardzo dawno temu, jeszcze w czasach słusznie minionego ZSRR, odwiedziłam Litwę jako republikę radziecką i jej stolicę Wilno. Widziałam wileńską zrujnowaną starówkę i zacieranie polskich śladów na jej murach w czasie, jakże niemrawych, prac renowacyjnych. Widziałam pozamieniane na magazyny kościoły i cerkwie; domy kultury, ochronki, biura w niegdysiejszych pałacach polskich i litewskich możnych.

Dziwne się więc wydaje w tamtej sytuacji, że Ostra Brama nie została zniszczona i nie uległa laicyzacji, skoro budowany od roku 1839 przez 44 lata i za 15 mln rubli moskiewski Sobór Chrystusa Zbawiciela, na żądanie Stalina w roku 1931, wyleciał w powietrze w ciągu kilku godzin.

Za mojej bytności w Wilnie kaplica ostrobramska pełniła swoją religijną funkcję, choć może liczba nabożeństw została znacznie ograniczona. Pod nią przebiegała trakcja elektryczna i my, Polacy, byliśmy szalenie oburzeni, gdy w czasie niedzielnej mszy obraz Matki Boskiej dygotał od przejeżdżającego pod spodem trolejbusu. Wręcz zgroza nas ogarniała, gdy staruszki sprzedające pokątnie medaliki w sąsiednich bramach skarżyły się na naloty specjalnej grupy zwalczającej nielegalny handel i korupcję.

Może tym dokonującym konfiskaty taniutkich wisiorków również chodziło o niszczenie przedwojennej tradycji handlu dewocjonaliami? Jednak babcie mówiące po polsku z charakterystycznym wschodnim zaśpiewem, przywiązane do tego magicznego dla Polaków miejsca – jak przekupki do krakowskiego Kleparza – wracały z nowymi medalikami na stare miejsce oferować pamiątkę spod Ostrej Bramy.

Kiedy opuszczałam Wilno, towarzyszył mi wielki niepokój, czy ten sakralny przybytek przetrwa i jak długo. Tymczasem Brama i obraz zostały odnowione, trolejbus już nie zakłóca podniesienia, a pielgrzymi przybywają z bardzo daleka do tego popularnego miejsca i mogę tam znowu pojechać, aby zobaczyć zmiany, dojść do wniosku, że nawet komuna nie miała odwagi podnieść ręki na Matkę Boską Ostrobramską.

Czyżby tamten reżim miał jednak jakieś limity w postępowaniu, gdzieś się musiał zatrzymać, choć Stalin zburzył moskiewską cerkiew, aby mu nie psuła widoku z kremlowskich okien?

Nigdy natomiast nawet przez myśl mi nie przeszło, aby martwić się o położoną w centrum europejskiej demokracji katedrę Notre Dame. Wiedziałam, że ona tam jest, wystarczy jedynie wykupić wycieczkę, aby ponownie udać się na Ile de la Cite i po swojemu obfotografować świątynię. Kiedyś też odkładałam wycieczkę do Nowego Jorku…

Po pożarze w katedrze Notre Dame zaczęłam się nagle bardzo śpieszyć, choć nie wiem, od czego zaczynać, skoro katedra, mająca w sobie majestat bycia od zawsze i na zawsze, przestała istnieć jako święty przybytek, a jeden z najważniejszych dla muzułmanów meczetów, al-Aksa, zapłonął w tym samym czasie w Jerozolimie.

Trudno uwierzyć, aby tak zsynchronizowane podpalenia były przypadkowe. Współczesność już nas nauczyła, że podobne akty terroru – bo to jest terror – nie dzieją się przypadkowo, choć propaganda sukcesu multi-kulti próbuje ukrywać fakty i regulować nastroje obywateli – coraz bardziej nieskutecznie, bo statystyki są nieubłagane.

W roku 2018 dokonano 1063 aktów wandalizmu na obiektach sakralnych, chrześcijańskich, na terenie Francji, i było to o 17 procent więcej niż rok wcześniej. Niszczone są krzyże, posągi, tabernakula. 17 lutego płonął znany kościół paryski St. Sulpice. Media uprzejmie poinformowały, że to był zaledwie nieduży ogieniek, ale fotografie pokazują zwęglone wrota wejściowe. Sprofanowane zostały przedmioty kultu w wielu katolickich kościołach. Między innymi w St. Nicholas w Houilles i katedrze Saint-Alain.

W Lavaur Notre-Came des Enfants wandale wysmarowali ekskrementami krzyż. Nie mogę uwolnić się od spostrzeżenia, że profesjonalnego złodzieja dzieł sztuki sakralnej postrzegam jak arystokratę w stosunku do profanów, którzy zjechali na ludzkie dno, i proszę bardzo krzyczeć na mnie, że nienawidzę, skoro nie widać, jak bardzo oni (mahometanie) nienawidzą nas (chrześcijan).

Podaję za „The Tablet”: „W samym tylko miesiącu lutym zanotowano 47 udokumentowanych ataków na kościoły i inne miejsca modlitewne”.
Huraoptymizm interkulturowy nie dotyczy wszystkich we Francji i ogłaszane są wyniki badań statystycznych o radosnym wtapianiu się przybyszów z krajów muzułmańskich w kulturę frankońską.

I tak w roku 2015 nie było znowu tak źle, bo ekstremiści islamscy napadli na francuskich tubylców 273 razy, a w rok później, rozochoceni bezkarnością, już 376 razy, czyli o 38 proc. więcej. Napastnicy szczególnie lubują się w atakowaniu Francuzów w okresie świąt Bożego Narodzenia i nie tylko na ulicach, ale wdzierają się do kościołów i kaplic.

W roku 2016 trzy zradykalizowane koleżanki (cokolwiek to znaczy) chciały wysadzić w powietrze katedrę Notre Dame. Powinnam była wziąć sobie do serca takie ostrzeżenie i w te pędy tam polecieć, aby zwiedzić jeszcze raz i przypomnieć sobie wnętrze tego najbardziej uczęszczanego na świecie zabytku (12 mln turystów rocznie).

W Niemczech jest nie lepiej. Lokalna gazeta z miasta Dulmen donosi, że profanacja obiektów sakralnych wzrosła niepomiernie od momentu przybycia do Niemiec około miliona emigrantów wyznających Allaha. Nie ma dnia bez wandalizmu.

A prezydent Macron obiecuje odbudowę katedry. Powstaje podstawowe pytanie: kto się tym zajmie? Czy ci sami arabscy architekci, którzy kończą Sagrada Familia? Czy do katedry Notre Dame powrócą katolicy? Czy papież Franciszek postanowi, że to jest niekonieczne?

Chyba sporządzę listę i ja, niedowiarek, zacznę wielką pielgrzymkę do obiektów sakralnych zachodniej Europy. Bo kto to wie, w ilu wspaniałych katedrach nagle dojdzie do elektrycznego spięcia, podobnie jak w Notre Dame, o czym poinformowały nas, gawiedź, poprawne politycznie media.
Muzułmanie kochają numery i oczywistym tego dowodem jest data 9/11.

Podpalenie Notre Dame nastąpiło w okrągłą, szóstą rocznicę Maratonu Bostońskiego, co, przyznam, mogę uznać za przypadek. Natomiast data pożogi, czyli 15.04.2019, po odpowiednim spreparowaniu (15 + 4 = 19) oraz obecny rok mają magiczne dla mahometan znaczenie. Mówią o tym liczne filmy publikowane na YouTube, i w dodatku od wielu lat.

19 – ten rok jeszcze może nam przynieść wiele tragicznych niespodzianek.