Kto zbuduje silne fundamenty nowoczesnej polityki Polonii amerykańskiej?

298
FOTO: Polskie Radio

Temat ten rozpocząłem jakiś czas temu artykułem "Okiem niepoprawnego optymisty, czyli jak uzdrowić Kongres Polonii Amerykańskiej?”. Artykuł ten ukazał się pod koniec grudnia 2012 w „Gwieździe Polarnej” i zyskał swoją popularność poprzez liczne przedruki w prasie polonijnej.

Był on nieco naiwny w swojej treści, ale miał moc powiewu świeżości w nieco zatęchłym polonijnym powietrzu. Co najważniejsze, czytając go nawet dzisiaj, niektóre pomysły można realizować ze stuprocentową gwarancją sukcesu.

Istotą dzisiejszej sytuacji, 2019 roku, jest ciągle to samo pytanie: czy wyłoni się nowy lider Polonii, aby wziąć na siebie odpowiedzialność i kontynuować dzieło polsko-amerykańskich ochotników Błękitnej Armii i ich charyzmatycznych potomków – liderów historycznych organizacji Polonii amerykańskiej? Drugie pytanie dotyczy kwestii, jak ma wyglądać nowoczesna polityka polonijna. Czy ma to być polityka stopniowej asymilacji i wygaszania Polonii, sterowana z Departamentu Stanu? Czy ma być to polityka profesjonalnej niemocy i głuchego milczenia, oferowana nam od 1989 r. przez kolejne salony warszawskie?

Największym błędem Polonii po 1989 roku była ślepa i naiwna wiara w słowa płynące z Warszawy, że Polonia amerykańska już nie musi się zajmować polityką, bo rząd premiera Mazowieckiego będzie reprezentował w pełni suwerenną III RP. Polska jednak nie była w pełni suwerenna. Była tworem wynegocjowanym przy okrągłym stole, a ważnym elementem tych negocjacji było odsunięcie od udziału w życiu politycznym środowisk niepodległościowych, w tym Polonii. Doskonałą ilustracją procesu odsunięcia i marginalizacji Polonii (emigracji) od wpływu na rozwój Polski była pewna dyplomatyczna podróż. Na początku 1990 roku ówczesny – pierwszy, jak to podkreślano, po 1945 roku – „niekomunistyczny” premier Tadeusz Mazowiecki, podczas wizyty Londynie nie spotkał się z prezydentem RP na uchodźstwie Ryszardem Kaczorowskim, bo uznał, że spotkanie byłoby „poniżające wobec prezydenta Jaruzelskiego, swojego rządu i państwa”.

Efektem tamtego kardynalnego błędu Polonii amerykańskiej jest dziś całkowity brak reprezentantów naszej diaspory w życiu społecznym i politycznym Ameryki. W chwili obecnej, oprócz kongresmanki Marcy Kaptur, nie mamy praktycznie żadnego reprezentanta ani w Kongresie, ani w Senacie Stanów Zjednoczonych. Polacy w Chicago, które jest niekoronowaną stolicą Polonii amerykańskiej, nie mają absolutnie żadnego wpływu na ciągle rosnące podatki, a sporo z nich wyprowadza się do Wisconsin, gdzie podatki i koszty życia są zdecydowanie niższe. Podobna sytuacja dotyczy Nowego Jorku.

Co więc powinno być fundamentem nowoczesnej polityki Polonii amerykańskiej? Konkluzja nasuwa się sama. Nie potrzeba robić żadnych badań, aby gołym okiem zobaczyć naszą polityczną słabość. Polonia amerykańska musi znów wprowadzić swoich reprezentantów do Kongresu i Senatu Stanów Zjednoczonych. Musi mieć swoich gubernatorów, prezydentów miast i innych ważnych reprezentantów w amerykańskich agencjach rządowych. Zresztą, gdyby się dobrze przyjrzeć to amerykańscy Polacy pracują na niższych szczeblach amerykańskiej administracji, ale by awansowali, nie mają żadnej politycznej trampoliny, która mogłaby ich promować. Główna organizacja polityczna po śmierci prezesa Moskala wytraciła siłę działania, wpadając w sidła Partii Demokratycznej, będącej w zdecydowanej opozycji do dawnej misji organizacji z czasów prezesów Rozmarka, Mazewskiego i Moskala. Aby to zmienić, potrzeba zmiany pokoleniowej i nowej wizji Polonii, która będzie działać ponad podziałami, i dotyczy obu partii amerykańskiego establishmentu: republikanów i demokratów.

Co jest więc podstawą fundamentu nowej polityki Polonii amerykańskiej? Najważniejszą kwestią jest przetrwanie tożsamości Polonii i zdecydowane działania, które ma na celu promocję nowej postawy wobec Polonii. Istotą funkcjonowania Polonii na świecie nie może być jej asymilacja w danym kraju zamieszkania (czyli wynarodowienie), ale jej akulturacja, czyli umiejętność funkcjonowania w danym kraju, posługiwanie się językiem danego kraju, znajomość historii i kultury danego kraju, przy zachowaniu własnego języka, historii i kultury. (Większość polonijnych organizacji tutaj, w Stanach Zjednoczonych, likwiduje język polski, wpisując się w politykę asymilacji polskiej grupy etnicznej, co prowadzi do wynarodowienia Polonii).

Promocja dwujęzyczności jest podstawowym narzędziem dla zachowania polskiej tożsamości. Zasada akulturacji powinna polegać na pielęgnowaniu i ochronie polskości, tak jak to miało miejsce w czasach świetności ruchu polonijnego. Kolejnym krokiem jest dynamiczna polityka kadrowa. Aktywizacja, zachęcanie Amerykanów polskiego pochodzenia do aktywnego włączania się w życie społeczno-polityczne Stanów Zjednoczonych. Promowanie ludzi z dorobkiem i osiągnięciami na tym polu oraz zachęcanie młodego pokolenia, poprzez system stypendiów i szkoleń.

Istotą odbudowywania dawnego znaczenia Polonii amerykańskiej jest amerykański sposób działania w grupie, którego pozbawił nas okres komunizmu, zmuszając Polaków do konspiracji, i co spowodowało spadek zaufania do nas samych. Musimy znów nauczyć się działać w grupie, odrzucić warcholstwo i pieniactwo i wykorzystywać profesjonalną wiedzę o budowaniu w sposób biznesowy polskiego networkingu na świecie. Jeśli chcemy przetrwać jako grupa etniczna na świecie, musimy nauczyć się sobie pomagać i wspierać, opierając nasze działania na elementach pracy organicznej, których teoretyczne i praktyczne sposoby działania możemy odnaleźć w okresie zaborów. Przestańmy się wzajemnie zwalczać i pluć jadem na kogo popadnie, bo korzystają na tym tylko nasi wrogowie.

Dziś znaczenie Polonii na świecie nie może mieć tylko lokalnego charakteru. Budujmy lokalne struktury, ale pozostańmy częścią globalnej Polonii, która interesuje się tym, co się dzieje w Los Angeles, Chicago, Miami i Toronto i innych krajach zamieszkania Polonii. Doskonałym przykładem zagubienia i bezwiednego podążania za modelem mediów amerykańskich są polonijne media, które przez swoje lokalne widzenie rzeczywistości tracą istotę widzenia świata Polonii. Czas więc, wobec profesjonalnego milczenia Warszawy, rozpocząć otwartą debatę na temat przyszłości Polonii. Nikt lepiej nie zatroszczy się o przyszłość naszych dzieci na obczyźnie niż my sami. n