Łącznik spod Monte Cassino

353
Wincenty Knapczyk obecnie posiada stopień majora i pełni funkcję komendanta naczelnego Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce FOTO: WOJTEK MAŚLANKA/ NOWY DZIENNIK
W tym roku mija 75 lat od czasu, gdy żołnierze 2. Korpusu Polskiego dowodzonego przez gen. Władysława Andersa zdobyli Monte Cassino. Walki o wzgórze z klasztorem zakończyły się 18 maja 1945 roku, po tygodniowym oblężeniu przez polskie wojsko. Wcześniej kilkakrotnie – bezskutecznie – miejsce to próbowały zdobyć wojska alianckie. W związku z wieloma ofiarami poniesionymi podczas walk oraz militarnym i symbolicznym znaczeniem tego wzgórza bitwa o Monte Cassino uznawana jest za jedną z najbardziej zaciętych w czasie drugiej wojny światowej.

Wśród polskich żołnierzy biorących udział w tej alianckiej operacji był m.in. Wincenty Knapczyk, obecnie posiadający stopień majora i pełniący funkcję komendanta naczelnego Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce.

Od 15 do 19 maja we włoskim mieście Cassino oraz w jego okolicy odbywały się uroczyste obchody związane z 75. rocznicą wyzwolenia Monte Cassino. Wzięło w nich udział wielu Polaków, począwszy od orkiestry i żołnierzy wojsk reprezentacyjnych, poprzez różnych gości i polityków, a na prezydencie RP Andrzeju Dudzie skończywszy. Nie brakowało także weteranów wojennych, a zwłaszcza tych, którzy walczyli o to słynne wzgórze i przelewali krew podczas starć z wojskami niemieckimi. Przez wiele lat w uroczystościach tych uczestniczył także Wincenty Knapczyk wraz z żoną Heleną. „18 maja odprawiana jest tam msza św. oraz organizowane są rocznicowe obchody, w których biorą udział żołnierze z różnych krajów, którzy walczyli o Monte Cassino. Zawsze jest tam dużo Polaków” – podkreśla w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Wincenty Knapczyk.

Polski weteran bardzo chciał wziąć udział także w tegorocznych obchodach, na które został zaproszony przez organizatorów, lecz niestety ze względu na zły stan zdrowia nie mógł sobie pozwolić na tak daleką podróż. Znalazł jednak czas i siły, by podzielić się wspomnieniami związanymi z jego udziałem w walkach o Monte Cassino, podczas których został ciężko ranny, a także szlakiem bojowym, jaki przeszli żołnierze 2. Korpusu Polskiego – od jego sformułowania na terenie Rosji aż do demilitaryzacji w Anglii.

Wincenty Knapczyk (trzeci z lewej) podczas obchodów 72. rocznicy bitwy pod Monte Cassino
FOTO: ARCHIWUM SWAP

WOJNA I ZSYŁKA NA SYBIR

Gdy wybuchła druga wojna światowa, Wincenty Knapczyk miał 16 lat. Mieszkał wówczas z rodzicami oraz sześciorgiem rodzeństwa w małej miejscowości Nowa Mysz, niedaleko Baranowicz, w obwodzie brzeskim (obecnie są to ziemie należące do Białorusi). Tam też 30 maja 1923 roku przyszedł na świat, a ziemia, na której znajdował się jego rodzinny dom, była podarunkiem dla jego ojca za służbę w Legionach Józefa Piłsudskiego. O niemieckiej agresji na Polskę Wincenty Knapczyk dowiedział się z radioodbiornika, który jego rodzina miała w domu. Pierwsze dni wojny przeżyli spokojnie, ponieważ wojska niemieckie tam nie dotarły, a jedyne, co budziło ich strach, to przelatujące samoloty. Ich gehenna rozpoczęła się dopiero 17 września 1939 roku, kiedy Polskę zaatakowały wojska rosyjskie. Trzy miesiące później, tuż przed Bożym Narodzeniem, został aresztowany jego ojciec.

Pan Wincenty, jako najstarszy syn, zaczął wówczas opiekować się domem i rodzeństwem oraz pomagać matce w utrzymaniu rodziny. 10 lutego 1940 r. wszyscy zostali wywiezieni na Sybir – do obozu w Archangielsku. Tam zmarło troje rodzeństwa pana Wincentego, który wówczas pracował przy wyrębie lasu. Gdy ukończył 18 lat, postanowił wykorzystać szansę na wyrwanie się z Syberii i dołączył do Polskich Sił Zbrojnych formowanych przez gen. Władysława Andersa w Buzułuku, znajdującym się w rosyjskim obwodzie orenburskim. „Możliwość wstąpienia do polskiego wojska oswobodziła wiele młodych osób przebywających na Syberii” – podkreśla Wincenty Knapczyk. W 1942 r. wraz z nowo powstałymi oddziałami polskiej armii z Buzułuka dotarł – przez Krasnowodsk i Morze Kaspijskie – do Pahlavi w Persji, skąd wraz z innymi żołnierzami został przewieziony ciężarówką do Iraku, później do Iranu, aż w końcu trafił do Palestyny, gdzie przeszedł szkolenie wojskowe. Wcześniej jednak spędził trzy tygodnie w szpitalu Bagdadzie ponieważ w trakcie transportu zachorował na tyfus. Następnie poprzez Egipt dotarł do Włoch, gdzie służył w 10. Pułku Artylerii Ciężkiej 2. Korpusu Polskiego. Pod koniec kwietnia 1944 r. wojska dowodzone przez gen. Andresa – w tym także 10. Pułku Artylerii Ciężkiej – rozpoczęły przygotowania do walk o Monte Cassino i wyswobodzenie wzgórza z rąk niemieckich.

Wincenty Knapczyk służył jako łącznik w 10. Pułku Artylerii Ciężkiej 2. Korpusu Polskiego. Zdjęcie zrobione podczas walk o Monte Cassino

MONTE CASSINO

„Bitwa o Monte Cassino trwała bardzo długo, a jej początek był niezwykle trudny. Brało w niej udział wiele różnych jednostek i dywizji wojskowych różnych narodowości – wspomina Wincenty Knapczyk. – Mój udział w walce o Monte Cassino związany jest okresem poprzedzającym zwycięski atak polskiego wojska, z czasem, kiedy to wzgórze próbowały zdobyć inne jednostki. Ja w tym czasie pełniłem funkcję łącznika i zwiadowcy. Przekazywałem rozkazy związane z przygotowaniami 2. Korpusu Polskiego do udziału w walce o Monte Cassino. Pewnego dnia dostałem od dowódcy pismo, które miałem dostarczyć do konkretnej osoby. Wsiadłem na motocykl i wcześnie rano, pod osłoną gęstej mgły, pojechałem krętymi drogami pod wskazane miejsce, by zawieźć list z ważnymi decyzjami” – wspomina pan Wincenty, który dojechał tam bez problemów i dostarczył list od dowódcy. W kłopoty wpadł dopiero w drodze powrotnej, bowiem okazało się, że poranne mgły opadły i pojawiło się piękne słońce, które spowodowało, że widoczność była bardzo dobra. W takich warunkach wojska niemieckie nie mogły nie zauważyć jadącego na motorze polskiego żołnierza, co dla Wincentego Knapczyka zakończyło się tragicznie.

„Zostałem wówczas ostrzelany przez niemiecką artylerię. Jeden z pocisków padł koło mnie, co spowodowało, że raniony jego odłamkami spadłem z motocykla, który został całkowicie zniszczony. Przez jakiś czas leżałem nieprzytomny. Uratowali mnie żołnierze kanadyjscy, którzy szybko mnie stamtąd zabrali i przetransportowali do polskiego szpitala, gdzie spędziłem trzy miesiące” – opowiada pan Wincenty. W tym czasie Monte Cassino zostało zdobyte przez wojsko polskie, po czym oddziały 2. Korpusu zostały przeniesione nad Adriatyk, gdzie nasi żołnierze wzięli udział w wyzwoleniu Ankony, największego włoskiego portowego miasta. Po całkowitym wyleczeniu Wincenty Knapczyk dołączył do swojego pułku, z którym wziął udział m.in. w walkach o Loreto oraz Bolonię. „Tam zginęło wielu polskich żołnierzy, ponieważ przez pomyłkę Amerykanie zbombardowali nasze jednostki” – wspomina pan Wincenty. Miało to miejsce w kwietniu 1945 r., miesiąc przed końcem wojny.

DEMOBILIZACJA

„Po zakończeniu wojny wojsko polskie pozostało przez jakiś czas pod dowództwem brytyjskim” – wspomina Wincenty Knapczyk. Wówczas żołnierze zostali rozlokowani w różnych małych miasteczkach położonych nad Adriatykiem. Tam gen. Władysław Anders zorganizował dla nich naukę, żeby mogli się kształcić. Wincenty Knapczyk, który przed wybuchem wojny był w siódmej klasie – we Włoszech dokończył edukację gimnazjalną. W 1946 r., już po rozbrojeniu armii, wraz z innymi polskimi żołnierzami został przeniesiony do Anglii, gdzie ukończył liceum. Tam podjął pracę, ożenił się oraz mieszkał do 1959 r.

SPOKOJNE ŻYCIE

W Anglii Wincenty Knapczyk poznał młodą Polkę – Helenę Kubowicz, swoją przyszłą małżonkę, która również przeżyła zesłanie na Syberię, w rejon rzeki Jenisiej, a po amnestii trafiła do obozu dla polskich uchodźców w Tangeru w Afryce. Właśnie tam pani Helena spotkała rodzinę Wincentego Knapczyka, która – gdy jego ojciec opuścił więzienie – została wysłana do tego samego obozu. „W 1948 r., gdy okazało się, że nie możemy wrócić do Polski, zarówno ja, jak i rodzina mojego męża, postanowiliśmy pojechać do Anglii. Ja miałam tam siostrę, z którą chciałam się spotkać, a która podczas wojny służyła w lotnictwie. Płynęliśmy tym samym okrętem, przez co później wszyscy spotkaliśmy się w Anglii, i właśnie wtedy poznałam mojego późniejszego męża” – wspomina pani Helena.

Wincenty Knapczyk poślubił swoją wybrankę w Nottingham 26 grudnia 1948 r. 11 lat później razem wyemigrowali do Ameryki, gdzie już wcześniej zamieszkały dwie siostry pani Heleny. Knapczykowie początkowo osiedlili się Bridgeport w stanie Connecticut, skąd po sześciu latach przenieśli się do Trumbull, gdzie mieszkają do dzisiaj. Właśnie tam, jak stwierdziła pani Helena, „zaczęli sobie budować drugą Polskę”, za którą bardzo tęsknili. Od chwili, kiedy mogli już ją odwiedzać, odbyli do ukochanej ojczyzny 12 długich podróży. Po raz pierwszy od momentu zesłania na Sybir – co miało miejsce 10 lutego 1940 r. – polecieli do Polski w 1992 r.

Wincenty Knapczyk wraz z żoną Heleną w grudniu ub.r. obchodzili jubileusz 70-lecia małżeństwa
FOTO: WOJTEK MAŚLANKA/ NOWY DZIENNIK

Wincenty Knapczyk od samego początku pobytu w Stanach Zjednoczonych, czyli od 21 kwietnia 1959 r., aktywnie działał w różnych polonijnych organizacjach, a zwłaszcza w Stowarzyszeniu Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, w którym od 2009 r. pełni funkcję komendanta naczelnego. Z kolei pani Helena od 1962 r. należy do Korpusu Pomocniczego Pań, a od 1991 jest jego naczelną prezeską na Stany Zjednoczone i Kanadę; wcześniej przez 3 lata pełniła funkcję wiceprezeski. Poza tym prowadziła także zespół taneczny „Orlęta”. Państwo Knapczykowie w grudniu ub.r. świętowali 70-lecie pożycia małżeńskiego. W dodatku oboje są dla siebie pierwszą miłością. Okazuje się – według badań, zrobionych dwa lata temu na zlecenie królowej Elżbiety II, kiedy to para królewska świętowała kamienną rocznicę ślubu – że jubileusz 70-lecia obchodzi na całym świecie tylko jedno na milion małżeństw. „Po wojnie nie było nam łatwo, ale mimo różnych trudności przeżyliśmy wiele pięknych chwil i nie możemy narzekać. Udało nam się zrobić dużo dobrego w naszym życiu, mamy cudowną rodzinę i dziękujemy Bogu za to, co nas spotkało, mimo braku spokojnej młodości” – podkreśliła z dumą pani Helena.

ODZNACZENIA

Za udział w drugiej wojnie światowej oraz długoletnią działalność w organizacjach polonijnych Wincenty Knapczyk otrzymał wiele medali i wyróżnień. W sumie dostał ponad 20 różnych odznaczeń przyznanych zarówno przez władze wojskowe, jak i państwowe, a także organizacje, w których działał. Wśród nich są m.in.: Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino (nr 34366), Krzyż Zasługi (nadany przez Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie 3 maja 1981 r.), Odznaka Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny (nadana przez sekretarza stanu RP w 1995 r.), Krzyż Czynu Bojowego Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (nadany przez prezydenta Lecha Wałęsę 25 kwietnia 1995 r.), Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej (nadany przez prezydenta Lecha Wałęsę 10 listopada 1995 r.), Odznaka Honorowa Związku Sybiraków (nadana 14 maja 2004 r.), Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (nadany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego 28 sierpnia 2009 r.), Krzyż Zesłańców Sybiru (nadany przez prezydenta Bronisława Komorowskiego 16 czerwca 2010 r.), Krzyż Pamiątkowy dla Uczestnika Wojny Obronnej 1939 r. (nadany przez Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Krakowie), Krzyż Narodowego Czynu Zbrojnego, Medal Pro Memoria, Medal Pro Partia, Medal Polska Swemu Obrońcy oraz Krzyż Weterani Zawsze Wierni.

Poza tym Wincenty Knapczyk otrzymał wiele odznaczeń Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce: Miecze Hallerowskie, Medal SWAP 1921-1996, Medal 50-lecia SWAP, Medal 75-lecia SWAP, Medal Ignacego Paderewskiego. Również władze Wielkiej Brytanii odznaczyły polskiego weterana. Wśród tych medali są: 1939-45 Star, Italy Star, Defence Medal oraz The War Medal 1939-45.