Łamanie się opłatkiem jest dzieleniem się swoim sercem

311
Ojciec Wacław Sokołowski, proboszcz parafii św. Jana Kantego w Clifton w stanie New Jersey ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

"Moim pragnieniem jako proboszcza tutejszej parafii jest stworzenie mocnej i trwałej wspólnoty ludzi dobrych i szlachetnych, ludzi głębokiej wiary, których łączy miłość do Boga i Kościoła, miłość do każdego człowieka i całego stworzenia, tak jak uczył nas, swoich duchowych synów święty ojciec Franciszek z Asyżu" – mówi franciszkanin, ojciec Wacław Sokołowski, proboszcz parafii św. Jana Kantego w Clifton w stanie New Jersey.

Przed nami święta Bożego Narodzenia. Czekamy na nie już od początku grudnia. Przygotowujemy się do nich długo i intensywnie: robimy porządki w domu, czynimy zakupy, aby na stole niczego nie brakowało, a pod choinką na najbliższych czekały piękne prezenty. Bo to przecież szczególny czas dla nas, Polaków. Pragniemy, aby to były święta pełne ciepła, prawdziwie rodzinne. Bywa jednak, że my, emigranci, spędzamy je w USA często z dala od tych bliskich, ukochanych. Co – zdaniem ojca – powinniśmy zrobić, aby te święta przeżyć godnie, aby były właśnie rodzinne, pełne radości?
– Jako katolicy doskonale wiemy, że święta Bożego Narodzenia są poprzedzone okresem liturgicznym zwanym Adwentem. Adwent to czas przygotowywania się do świąt Narodzenia Pańskiego. W liturgii Kościoła jest on postrzegany jako czas pełen radości. Jednakże w polskiej tradycji Adwent często stawiano niemal na równi z okresem Wielkiego Postu. Wtedy to ustawały zabawy i tańce. Wyciszały się dźwięki muzyki, a przynajmniej nie była ona zbyt głośna. Wiele czasu poświęcano na post, modlitwę i refleksję. Ta piękna tradycja jednak coraz częściej zanika.
W kraju, w którym żyjemy, w Stanach Zjednoczonych, celebracja świąt Bożego Narodzenia rozpoczyna się bardzo wcześnie, często zaraz po Dniu Dziękczynienia. Robimy wszystko, abyśmy byli dobrze do nich przygotowani, aby były one przede wszystkim dostatnie. Ale, niestety, gubimy po drodze to, co najważniejsze – istotę tych świąt. Z przykrością muszę stwierdzić, że w świecie, w którym żyjemy, coraz częściej Boże Narodzenie obchodzimy… bez Jezusa! Zdominował nas komercjalizm. Obracamy się wokół tego, co tak naprawdę jest nieistotne.

Oczywiście to dobrze, że w tym pięknym okresie możemy zaspokoić oczekiwania najbliższych czy przyjaciół i sprawić im dodatkową radość. Pamiętam czasy, kiedy w Polsce trudno było cokolwiek kupić na stół czy pod choinkę – w sklepach była bowiem pustka. Ale przecież były to święta pełne radości, bo byliśmy blisko siebie, wreszcie razem. Dzisiaj – mam takie wrażenie (nie tylko ja zresztą, słyszę bowiem podobne opinie od wielu znajomych), no i ojciec o tym wspomniał – te święta stają się coraz bardziej komercyjne. Liczy się tylko to, co i ile kupimy, czy stół jest pełen, czy jest wystarczająco dużo prezentów pod choinką… Co zatem powinniśmy uczynić, aby powrócić do tej głębokiej, pięknej tradycji właściwego przygotowania się do Bożego Narodzenia?
– Myślę, że zbyt często zapominamy o duchowym aspekcie w naszym przygotowaniu się do świąt Bożego Narodzenia. Zwykle jest tak: dom przygotowany, jest choinka, dekoracje, prezenty kupione – one są niewątpliwie wyrazem naszej życzliwości i miłości do naszych najbliższych i przyjaciół, ale gdzieś ucieka nam element duchowy. Jest to ogromny błąd. Myślę, że właśnie w tym tkwi tajemnica braku radości ze świąt Bożego Narodzenia.
Ja też pamiętam, że w Polsce kiedyś było bardzo trudno cokolwiek kupić, ludziom żyło się biednie i niemalże wszystkiego brakowało, ale w okresie świąt zawsze było bardzo wiele radości. Dzisiaj, podczas świąt przy obficie zastawionych stołach, bo przecież wiedzie nam się o wiele lepiej, okazuje się, że często nie odczuwamy żadnej radości, a czasami wręcz smutek. Dlaczego? Bo gdzieś zagubiliśmy to, co jest najistotniejsze – zapomnieliśmy o małym Dzieciątku, którego narodziny właśnie obchodzimy.
My, jako parafia św. Jana Kantego, przygotowujemy się do świąt Bożego Narodzenia na wiele różnych sposobów. Bardzo mocno podkreślamy znaczenie Adwentu. Celebrujemy Dzień Świętego Mikołaja, który przypada podczas Adwentu. Zapraszamy na spotkanie z Mikołajem wszystkie dzieci. W tym roku przybyło do sali pod kościołem ponad 120 dzieci i wszystkie otrzymały piękne prezenty, przygotowane przez nasze siostry zakonne i rodziców.
Mamy również msze święte – tak zwane roraty – które organizujemy z myślą o naszych dzieciach. W trakcie mszy św. roratnich przedstawiamy dzieciom postaci związane z Adwentem, no i oczywiście z Bożym Narodzeniem. Rozpoczęliśmy od proroka Izajasza, którego liturgia Kościoła nazywa prorokiem adwentowym. Pokazaliśmy kapłana Zachariasza i jego żonę Elżbietę. Oboje bezdzietni, byli już w podeszłym wieku, ale prosili Boga o potomstwo i Bóg zesłał im syna św. Jana Chrzciciela, który obwieścił Izraelitom, że Mesjasz już jest pośród swojego ludu. Następnie pokazaliśmy Najświętszą Marię Pannę, a na końcu ukazaliśmy samego Jezusa.
Przygotowujemy też Wigilię dla ludzi samotnych i starszych. Zapraszamy między innymi matki samotnie wychowujące dzieci. Chodzi nam o to, aby ludzie ci poczuli się potrzebni i zauważeni przez innych.
Przygotowujemy prezenty dla ludzi potrzebujących. Na choince, która stoi w kościele, znajdują się informacje o przedmiotach, które chcielibyśmy otrzymać od naszych parafian, aby potem podzielić się nimi z ludźmi w potrzebie. Chodzi nam przede wszystkim o ludzi biednych i samotnych. I na szczęście darczyńców nie brakuje.
Oczywiście przygotowujemy się do świąt poprzez modlitwę i różnego rodzaju nabożeństwa. Bardzo mocno podkreślamy znaczenie spowiedzi świętej i innych sakramentów. Przypominamy, aby w tym codziennym zapędzeniu nie zapomnieć o sobie. Bo często okazuje się, że wszystko jest gotowe na święta oprócz… mnie. Można się wyspowiadać każdego dnia, po wcześniejszym umówieniu się z kapłanem lub przed i podczas mszy świętych w ciągu tygodnia lub w niedzielę. Mamy jeden dzień, kiedy to zapraszamy kapłanów z innych parafii, aby pomogli nam w wyspowiadaniu wiernych. Cieszy fakt, że kolejki są bardzo długie.

Ołtarz w kościele św. Jana Kantego w okresie Adwentu

Łamanie się opłatkiem, uściskanie najbliższych i przekazanie im dobrych życzeń jest – w moim przekonaniu – najważniejszym i najpiękniejszym momentem podczas Wigilii. Czego powinniśmy sobie życzyć przede wszystkim?
– Łamanie się opłatkiem jest bardzo starą polską tradycją. Opłatek jest to symbol chleba, który nas bardzo łączy. W naszym rozumieniu łamanie się opłatkiem jest także dzieleniem się swoim sercem. Tym, co mamy najcenniejsze: dobrocią, życzliwością, uśmiechem, modlitwą i przebaczeniem.
Łamiąc się opłatkiem życzymy sobie przede wszystkim zdrowia, bo w ogólnym przekonaniu jest ono najważniejsze. Zdrowie jest niewątpliwie bardzo ważne, ale tak naprawdę najważniejsze są: czystość sumienia, pokój serca, wewnętrzna duchowa radość, umiejętność przebaczania i przechodzenia ponad podziałami. Można bowiem być człowiekiem zdrowym, ale niekoniecznie dobrym. Można też być człowiekiem słabym fizycznie, ale za to być dobrym i szlachetnym, współczującym i wyrozumiałym, żyć w przyjaźni z Bogiem i ludźmi. A zatem chciałbym, abyśmy sobie życzyli przede wszystkim wewnętrznego pokoju i radości. Odnoszę wrażenie, że dzisiaj nasze serca są zimne i często obojętne. Święta przychodzą i odchodzą i tak naprawdę nie przynoszą nam radości. Wciąż jesteśmy w tym samym miejscu i nic się nie zmienia w naszym życiu. Jest po prostu smutno. Chciałbym więc, abyśmy przy łamaniu się opłatkiem znowu, być może po wielu już latach, mogli doświadczyć radości płynącej z Bożego Narodzenia.

Czy dostrzega ojciec istotne różnice w obchodzeniu świąt Bożego Narodzenia w Polsce i w Stanach Zjednoczonych?
– Oczywiście. W Polsce wciąż mocno podkreślany jest okres Adwentu. Jestem na emigracji już ponad 30 lat, ale wciąż pamiętam, że w Polsce czas Adwentu był czasem pokuty, zadumy i refleksji. Choinki ubierano w dzień wigilijny. Prezenty były przygotowywane dyskretnie nieco wcześniej i pojawiały się w same święta. Czekano na pierwszą gwiazdkę na niebie i dopiero wtedy zasiadano do kolacji wigilijnej. Potem była modlitwa, łamanie się opłatkiem i pierwsza wspólnie zaśpiewana kolęda. Było też sianko pod obrusem i myślę, że wciąż jest ono bardzo ważne. Nawiązuje ono do tego, co się wydarzyło w stajence betlejemskiej. Wiem, że dzisiaj wszechogarniający świat komercjalizm sprawia, iż wielu ludzi zapomina o tradycjach, o tym, co jest dla nas naprawdę ważne. Ale mimo to w wielu rodzinach tradycja jest wciąż przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Natomiast w Stanach Zjednoczonych okres Adwentu ginie, jakby w ogóle nie istniał. Tutaj praktycznie wchodzi się w okres Bożego Narodzenia zaraz po Dniu Dziękczynienia, albo i przed. Kiedy przybyłem do USA po raz pierwszy, zadziwiały mnie, organizowane w okresie Adwentu, tak zwane Christmas Parties. Pięknie ubrane choinki, wystrojone świątecznie sale, śpiewane podczas tych spotkań kolędy – to wszystko było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. W dalszym ciągu zdumiewa mnie fakt, że Boże Narodzenie celebruje się w okresie Adwentu, a tymczasem już w drugi dzień świąt wyrzuca się choinki na śmietnik. A więc wówczas, kiedy tak naprawdę okres Bożego Narodzenie się rozpoczyna – wiele rodzin już kończy świętowanie. Jest to – w moim przekonaniu – niezrozumienie istoty liturgii Kościoła.
Ponadto, co jest bardzo niepokojące, dochodzi do zmiany nazwy samych świąt. Coraz rzadziej słyszy się określenie Merry Christmas, bo zastępowane jest określeniem Happy Holidays. Dlatego, kiedy ktoś mi życzy Happy Holidays, zawsze pytam: a o jakich świętach mówisz? Cóż, jak widać daje się we znaki poprawność polityczna. Znam wiele osób, które mówiły mi, że w pracy (pracują w amerykańskich firmach) pracodawcy uprzedzali ich, że składając życzenia świąteczne mają mówić Happy Holidays, a nie Merry Christmas, bo to może urazić inaczej wierzących. Jest to co najmniej niezrozumiałe. Święta stają się więc coraz bardziej zewnętrznym przeżyciem, a coraz mniej duchowym. Obawiam się, że w Polsce powoli zmierzamy w tym samym kierunku…

Dzisiaj często trudno jest oderwać, zwłaszcza młodych ludzi, od internetu czy smartfona. Czy właśnie podczas Wigilii i świąt Bożego Narodzenia nie powinniśmy poczynić starań, aby te cuda techniki zastąpić jednak patrzeniem sobie w oczy i bezpośrednią rozmową?
– Absolutnie tak! Każda rozsądna rodzina powinna podjąć wspólną decyzję, że w te dni nie posługujemy się tzw. gadżetami. Powinny być odłożone na bok. Myślę, że trzeba sobie uświadomić, iż technika sprawia, że coraz częściej nie żyjemy w świecie realnym, ale w wirtualnym. Coraz częściej ludzie siedzą przy stole czy na ławce i komunikują się za pośrednictwem tzw. smartfona, nawet na siebie nie patrząc. Technika ma to do siebie, że przynosi wiele wspaniałych rozwiązań, ułatwia nam życie i pracę. Ale też może nas totalnie pochłonąć. Jeżeli stracimy kontrolę nad korzystaniem z cudów techniki, to stracimy coś bezcennego – normalne, ludzkie relacje. Będziemy żyć w świecie bezdusznym, w którym nie ma patrzenia sobie w oczy, nie ma miejsca na dialog, życzliwość i przyjaźń.
Będę apelował do moich parafian, aby wigilijną kolację przeżywali raczej bez techniki, czyli zwyczajnie, po ludzku, wspólnie się modląc, śpiewając kolędy i prowadząc rozmowy. Będę przypominał, abyśmy przebaczyli sobie wzajemne urazy, aby zaciśnięta pięść wreszcie się otworzyła. Tego będę życzył nie tylko moim parafianom, ale też całej Polonii i wszystkim ludziom dobrej woli.

Przed laty w Polsce okres świąteczny to był czas kolędowania. Pamiętam grupy pięknie ubranych kolędników, z gwiazdą betlejemską, często też z instrumentami, które wędrowały od domu do domu i śpiewały kolędy. Sam zresztą w takich grupach śpiewałem. Czy spotkał się ojciec z takimi grupami w swojej parafii? Czy w ogóle takie zjawisko istnieje w Stanach Zjednoczonych?
– Jest to bardzo polska tradycja, związana ściśle ze świętami Bożego Narodzenia. Tutaj, w USA, takich tradycji, niestety, nie ma. Myślę, że błogosławieństwem dla naszej parafii jest obecność sióstr zakonnych – są to siostry ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej, które rozwinęły szeroką działalność wśród dzieci. Dzięki nim nasza parafia na pewno jest ewenementem w tej okolicy. Siostry organizują grupy kolędnicze dzieci, przebierają je za aniołki, królów i pasterzy i chodzą z nimi od domu do domu. Oczywiście te odwiedzane rodziny są wcześniej uprzedzane. Podczas wizyty w danym domu dzieci deklamują wiersze i wspólnie z siostrami śpiewają kolędy. Okazuje się, że zarówno dla wykonawców, jak i dla odwiedzanych osób jest to piękne, głębokie przeżycie. To im przypomina tradycyjne, polskie kolędowanie, które pamiętają jeszcze z Polski.

A jak ojciec spędza święta? Czy ma ojciec czas na to, aby zasiąść z przyjaciółmi do stołu, porozmawiać, zaśpiewać wspólnie kolędy?
– Jesteśmy wspólnotą braci franciszkanów. Obok naszego kościoła jest klasztor Sióstr Misjonarek. Każdą Wigilię spędzamy razem. Na ten szczególny wieczór zapraszamy również ludzi samotnych: osoby starsze, ale też samotne matki z dziećmi – a jest ich naprawdę sporo. Siostry przygotowują typowe polskie dania. Przygotowujemy również skromne upominki dla każdego. Dzielimy się opłatkiem i śpiewamy wspólnie kolędy. Jest to spotkanie bardzo ważne dla nas i cieszymy się, że możemy dawać radość innym. Dzięki tym spotkaniom wszyscy mamy poczucie bliskości, niczym w rodzinie. Bo w sensie duchowym, chrześcijańskim, jesteśmy przecież jedną rodziną Bożą. A więc jest to wyjątkowe wydarzenie.

Kończy ojciec odprawiać mszę. Stoi ojciec przy ołtarzu w świątecznie udekorowanym kościele. Za chwilę wszyscy rozejdą się do swoich domów, aby świętować Boże Narodzenie. Czego ojciec życzy wtedy wiernym?
– Kiedy jako proboszcz parafii składam życzenia swoim wiernym – w imieniu swoich współbraci, sióstr zakonnych i Rady Parafialnej – życzę im przede wszystkim odwagi. Przypominam wówczas pewną legendę, która mówi, że do stajenki betlejemskiej przybywało wielu ludzi, którzy przynosili dary dla Jezusa. Wielu z nich było głęboko wzruszonych ubóstwem Dzieciątka. Ale po pewnym czasie wszyscy powrócili do swoich domów. I, jak mówi tradycja, tylko jedna rodzina postanowiła zaprosić Jezusa, Jego Matkę i św. Józefa do swojego domu. To był akt wielkiej miłości, ale i niezwykłej odwagi. Bo nie wystarczy tylko przyjść, wzruszyć się, a nawet złożyć jakiś większy dar. Nie wystarczy coś zaśpiewać. Nie wystarczy uronić łzę i zapłakać, a potem po prostu odejść i wrócić do swojego domu i do swojego starego stylu życia. Zaprosić Jezusa do siebie oznacza wziąć za niego odpowiedzialność i żyć tak, jak oczekuje tego od nas Pan Bóg. I to jest akt wielkiej odwagi.
Życzę więc moim parafianom, aby mieli odwagę zaprosić Pana Boga do swojego domu. Zapewniam, że jeżeli to uczynią, na pewno odczują wielką radość płynącą z tych świąt. Życzę też wszystkim, aby spędzili święta w gronie rodzinnym; aby przebaczyli sobie wzajemne urazy i krzywdy i aby znowu byli kochającą się rodziną. Żeby uświadomili sobie, że Boże Narodzenie to jest nie tylko stara piękna tradycja, ale to przypomina nam, że Jezus naprawdę się narodził i zamieszkał pośród nas. Życzę im również, aby pielęgnowali więzy rodzinne, często się spotykali, uśmiechali się do siebie i umieli przebaczać wzajemne urazy.

Kościół św. Jana Kantego w Clifton, NJ

A czego chciałby ojciec doświadczyć w nowym, 2020 roku. Co powinno się zdarzyć, aby przyszła radość i wrócił uśmiech?
– Byłoby wspaniale, aby nowy rok zaczął się dobrze, a jeszcze lepiej, gdyby się dobrze zakończył dla nas wszystkich. Pragnąłbym, aby był to rok pokoju na świecie, aby moi parafianie mogli tworzyć jedną rodzinę, aby mogli pogłębiać swoją wiarę i aby brali odpowiedzialność za siebie, swoich bliskich, ale także za naszą wspólnotę parafialną. Aby chcieli ją z nami tworzyć. Moim pragnieniem jest, abym pomógł moim wiernym stworzyć wspólnotę ludzi dobrych, którzy żyją swoją wiarą każdego dnia. Tym, co nas łączy, jest nasza wiara. Wiara w to, że Bóg stał się człowiekiem i narodził się dla nas w stajence betlejemskiej. I właśnie to wielkie wydarzenie obchodzimy po raz kolejny w naszym życiu. Oby te święta przyniosły nam wszystkim radość, której być może nie odczuwaliśmy już od wielu lat. Szczęść Boże na to wielkie świętowanie.

ROZMAWIAŁ JANUSZ M. SZLECHTA

Parafia Świętego Jana Kantego została erygowana 6 października 1935 roku, a jej pierwszym proboszczem był franciszkanin, ojciec Teodor Kaczmarek. Wówczas należały do niej 243 polskie rodziny. Do dziś prowadzona jest przez Zgromadzenie Ojców Franciszkanów Konwentualnych. Jej adres: 49 Speer Ave., Clifton, NJ 07013; www.saintjohnkanty.org.