Loty LOT-em według rozkładu

749
LOT

Polskie Linie Lotnicze LOT – jak wielu przewoźników na świecie – zawiesiły użytkowanie samolotów Boeing 737 Max 8 ze względu na toczące się śledztwo w sprawie przyczyn niedawnych katastrof tych maszyn: należących do indonezyjskiego Lion Air oraz Ethopian Airlines. Jak twierdzi biuro prasowe polskiego przewoźnika, uziemienie samolotów nie ma wpływu na siatkę jego połączeń.

Zwróciliśmy się o wyjaśnienia do LOT-u w imieniu czytelników „Nowego Dziennika”, którzy są zaniepokojeni, czy uziemienie samolotów będzie miało wpływ na ich podróże do Polski lub też dalsze planowane trasy LOT-em po Europie. Biuro prasowe LOT-u w przesłanych odpowiedziach uspokaja i informuje, że “wszystkie planowane operacje lotnicze są zabezpieczone”.

UZIEMIENIE BOEINGÓW
Boeing 737 to jedna z najpopularniejszych wąskokadłubowych maszyn firmy Boeing. Uważany za bardzo bezpieczny, wykorzystywany jest od wielu lat przez wiele linii lotniczych na świecie. Jego nowa, zmodernizowana i unowocześniona wersja 737 Max weszła do eksploatacji w maju 2017 roku. Początkiem zdarzeń, które miały wpływ na uziemienie samolotów tego typu, była katastrofa w Indonezji w październiku 2018 r. Maszyna linii Lion Air rozbiła się tuż po starcie. Zginęło 189 osób. Wnioski opublikowane we wstępnym raporcie wskazywały, że boeing 737 max 8 o rejestracji PK-LQP prawdopodobnie co najmniej podczas dwóch ostatnich lotów przed katastrofą nie był w stanie pełnej zdatności do wykonywania operacji lotniczych. Wśród zgłoszonych usterek były rozbieżności we wskazaniach wysokościomierza, prędkościomierza i wskaźnika kąta natarcia pomiędzy stanowiskami kapitana i pierwszego oficera. Już wtedy najwięcej wątpliwości wysuwano wobec oprogramowania, odpowiedzialnego za kontrolę stabilizacji lotu. Podobny, tragiczny przebieg miał lot w marcu tego roku w Etiopii – samolot rozbił się także tuż po starcie. Zginęło wówczas 157 osób, w tym dwóch obywateli Polski. Nikt nie przeżył katastrofy. Za jej przyczynę wstępnie podano awarię oprogramowania.
W następstwie tych dwóch katastrof decyzje o zawieszeniu lotów boeingami 737 max 8 podjęły takie kraje, jak: Wielka Brytania, Austria, Irlandia, Francja, Norwegia i Niemcy, a także Oman, Australia, Argentyna, Malezja, Singapur, Etiopia i Chiny. Krótko później decyzję uziemiającą swoje samoloty tego typu podjął LOT, a Urząd Lotnictwa Cywilnego zakazał lotów takimi maszynami nad Polską dla przewoźników z całego świata. Rzecznik prasowy LOT-u Adrian Kubicki powiedział wówczas, że na trasach, które obsługiwały boeingi, będą wykorzystane inne samoloty. Część z nich zostanie wynajęta. „Można się spodziewać niewielkich utrudnień, jeśli chodzi o wykonywane połączenia” – zapowiadał rzecznik polskich linii.
Obecnie boeingi stoją na płycie postojowej lotniska im. Fryderyka Chopina w Warszawie i nie wykonują żadnych operacji.
Po zawieszeniu lotów maszyn w wielu krajach sytuacja stała się problemem narodowym w USA, a prezes Boeinga Dennis Muilenburg odbył rozmowę z amerykańskim prezydentem, w której zapewniał go o niezawodności modelu. Rozmowa odbyła się kilka godzin po krytycznym komentarzu na Twitterze Donalda Trumpa na temat sytuacji w lotnictwie, w którym skrytykował on postęp technologiczny w tej branży. Stwierdził, że „samoloty stają się zbyt skomplikowane” i robi się niebezpiecznie, gdy zamiast pilotów coraz większą rolę odgrywają systemy informatyczne. Według niego, lepsze były starsze i prostsze rozwiązania.
W tym samym dniu prezydent Trump zapowiedział plan zawieszenia lotów wszystkich boeingów 737 max. „Będziemy wydawać nadzwyczajne polecenie dotyczące zakazu lotów wszystkich samolotów 737 max 8 i 737 max 9” – powiedział Trump reporterom w Białym Domu, a w reakcji na słowa prezydenta Amerykańska Federalna Agencja Lotnicza w trybie pilnym wstrzymała loty boeingów 737 max w przestrzeni powietrznej Stanów Zjednoczonych.

DZIAŁANIA BOEINGA
Firma Boeing już kilka dni po drugiej katastrofie zapowiedziała aktualizację oprogramowanie systemu kontroli lotu w samolotach 737 Max. Chodzi o wprowadzenie istotnej aktualizacji oprogramowania systemu zapobiegającego utracie sterowności samolotu. Amerykański koncern ujawnił szczegóły dotyczące modyfikacji. Zmiana sprowadza się do powiązania tego systemu z większą liczbą danych dotyczących lotu, zamiast z jednym czujnikiem. Nowe oprogramowanie było przygotowywane jeszcze przed katastrofą etiopskiego samolotu. Federalna Administracja Lotnicza USA zobowiązała Boeinga do wprowadzenia zmian do końca kwietnia. Kolejne działania amerykański producent zapowiedział po ogłoszeniu wstępnych wyników śledztwa dotyczącego katastrofy boeinga 737 max w Etiopii. Etiopscy śledczy ustalili, że piloci przed katastrofą wielokrotnie powtórzyli procedury zalecane przez producenta samolotu. Zrobili wszystko, co nakazywały wytyczne, ale nie byli w stanie odzyskać kontroli nad maszyną. „Dokładnie przeanalizujemy wstępne sprawozdanie i podejmiemy wszelkie dodatkowe kroki, niezbędne do zwiększenia bezpieczeństwa naszych samolotów” – oświadczył w odpowiedzi Kevin McAllister, szef działu samolotów komercyjnych Boeinga.
Ustalenia etiopskich śledczych mogłyby przemawiać za najbardziej prawdopodobną w tej chwili tezą o wadliwym automatycznym systemie Boeinga MCAS, montowanym w nowej wersji maszyny 737, nazywanej Max. System zapobiega utracie siły nośnej samolotu i automatycznie kieruje dziób maszyny w dół. Eksperci podejrzewają, że MCAS mógł skierować maszynę w dół, gdyż otrzymał błędne informacje z zamontowanych na zewnątrz maszyny czujników.

LOT SOBIE PORADZIŁ
„Nowy Dziennik” zapytał biuro prasowe polskiego narodowego przewoźnika m.in. o to, czy obecna sytuacja związana z uziemieniem samolotów Boeing 737 Max 8, będących w posiadaniu LOT-u, ma jakikolwiek wpływ na siatkę jego połączeń, w tym także lotów na krótkich dystansach, nie międzykontynentalnych.
“Po tymczasowym wyłączeniu pięciu samolotów B737 Max 8 z floty LOT podjął decyzję o leasingu czterech maszyn. Pozwoliło to na zabezpieczenie realizacji zaplanowanych operacji – wyjaśnia biuro prasowe LOT-u. – Obecnie siatkę połączeń obsługują: boeing 737-400 od linii GetJet, dwa boeingi 737-800 od Go2Sky oraz CRJ900 od Regional Jet” – uściśla wyjaśnienia LOT i dodaje, że na pokładach samolotów obsługują pasażerów pracownicy firm, od których LOT wypożyczył maszyny, jednak w każdym locie towarzyszy im co najmniej jeden pracownik pokładowy polskiego przewoźnika, który kontroluje jakość obsługi.
Pasażerowie latający z USA do Polski liniami LOT mogą także odbyć podróż maszynami zastępczymi. Ma to związek z awariami większego brata uziemionych boeingów – samolotu typu 787 Dreamliner. “Z uwagi na problemy z silnikami Rolls Royce’a, Trent 1000, które mają charakter globalny, uziemione są dwa z 12 dreamlinerów LOT-u – informuje nas przewoźnik. – Ich powrót do regularnych operacji przewidziany jest na przełomie maja i czerwca br. Aby uzupełnić planowaną siatkę połączeń, LOT wyleasingował do 4 maja dodatkowy samolot szerokokadłubowy Airbus A340-300 od linii Air Belgium. Samolot na pokład zabiera 257 pasażerów: 45 w klasie biznes oraz 212 w klasie ekonomicznej. Do końca 2019 r. LOT pozyska jeszcze trzy boeingi 787-9 z czterech zamówionych (pierwszy dołączył do floty w lutym br.) – w sumie z końcem roku flota będzie liczyła aż 15 dreamlinerów” – tłumaczy biuro prasowe LOT.
Rozwój parku samolotowego narodowego przewoźnika idzie w parze z rozwojem siatki połączeń, także tej dotyczącej lotów do USA. “W porównaniu do ubiegłego sezonu letniego LOT zwiększył w bieżącym częstotliwości na rejsach transatlantyckich o blisko 25 proc., w tym z Krakowa do Chicago (z 2 do 3 rejsów/tyg.), z Warszawy do Newarku (z 4 do 5 rejsów/tyg.), z Warszawy do Los Angeles (z 6 do 7 rejsów/tyg.), z Warszawy do Chicago (z 10 do 11 rejsów/tyg.) i z Warszawy do Toronto (z 9 do 12 rejsów/ tyg.). Poleci także 1 czerwca w nowym kierunku – do Miami. Oprócz tego w tym roku LOT uruchomi kolejne dwa połączenia dalekodystansowe – pasażerowie będą latać do Delhi od 17 września, a także na Sri Lankę od 3 listopada” – uzupełnia swoją informację LOT.