Moje życie dla polskiego papieża

216
Kanion Colca. Na ogromnym kamieniu umieszczona została tablica z napisem „Wodospady Jana Pawła II” oraz pięć tablic wotywnych ZDJĘCIA: ARCHIWUM J. MAJCHERCZYKA

Tak, tak, wiem, że jest to mocny tytuł, ale myślę, że jak państwo przeczytacie ten tekst, to zrozumiecie, że mogę go tak zatytułować. Gdy 16 października 1978 roku kardynał Karol Wojtyła został wybrany na papieża, miałem 26 lat, 5 miesięcy i 5 dni. 2 kwietnia 2005 r. Jan Paweł Wielki zmarł po 26 latach 5 miesiącach i 17 dniach pontyfikatu. Różnica tylko 13 dni.

Moja historia zaczyna się w Krakowie i ciągle trwa!

MARSZ STUDENTÓW

Trwają przygotowania do naszej kajakowej wyprawy do Ameryki. Do naszego pokoju w akademiku na miasteczku studenckim wpada ktoś i krzyczy: „Czy wiecie, że wybrali Polaka na papieża?!”. Początkowo niedowierzanie, ale już po chwili zaczyna narastać w nas ogromna radość, która zamienia się w wielkie zgromadzenie studentów i radosny pochód na krakowski Rynek. Tam szał radości, któremu towarzyszyło bicie Dzwonu Zygmunta – pamiętam to do dzisiaj! Pamiętam też swój udział w jednej z mszy świętych, w kościele w pobliżu miasteczka studenckiego, celebrowanej przez kard. Karola Wojtyłę raz w miesiącu dla nas, studentów, a także filozoficzne rozmowy po mszy z „naszym ukochanym kardynałem”.

PODARUNEK OD MATKI

Gdy 4 czerwca 1979 roku opuszczałem mój rodziny Siewierz, aby wyjechać na wyprawę kajakową do Ameryki, moja mama podarowała mi zdjęcie papieża z jakiejś gazety, na którym widniał napis „Papież z Polski”. Roniąc łzy, powiedziała wtedy słowa, które nie tylko zapamiętałem na zawsze, ale które spełniły się w całości: „Kochany synu, weź ze sobą to zdjęcie polskiego papieża, a będzie ciebie i twoich  kolegów ochraniać przed złem”.

Dwa dni później, kiedy wylatywaliśmy z Krakowa, z pierwszą wizytą przylatywał do tego miasta Jan Paweł II. Nie mieliśmy szczęścia, aby go spotkać. I to był pierwszy raz, kiedy się minęliśmy. Później było takich mijanek wiele w całej naszej podróży po Ameryce, aż po wielu latach przyszedł czas audiencji.

13 MAJA W PERU

W małej wiosce Chivay u wrót Kanionu Colca z radia usłyszeliśmy słowa, które zapamiętałem na zawsze: „Dzisiaj w godzinach rannych dokonano zamachu na życie papieża Jana Pawła II. Jest on ciężko ranny i walczy o życie w jednym z rzymskich szpitali”.

Wiadomość ta niczym igła przeszyła moje ciało i rozsadzała mi mózg. To niemożliwe! Chyba się przesłyszeliśmy. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, a głos zamierał w gardle. Ten świat oszalał! Któż mógł tego dokonać? Dlaczego? Nagle wszystko straciło sens… Nie byliśmy w stanie kontynuować naszych dalszych przygotowań do zdobycia kanionu.

Udało się nam nawet złapać radio Warszawa. Do Polaków przemawiał biskup Dąbrowski, sekretarz Episkopatu Polski. Wzywał wszystkich rodaków żyjących w kraju i za granicą do modlitwy o zdrowie za dwóch największych synów polskiego narodu: ciężko chorego kardynała Stefana Wyszyńskiego, prymasa Polski, i rannego Jana Pawła II. „W nim cała nadzieja dla Polski, w nim ostoja odnowy, która od sierpnia poprzedniego roku napełniła solidarnością serca wszystkich Polaków!” – wołał.

KANION DLA JANA PAWŁA II

Wiedziałem, że musimy coś zrobić, czegoś dokonać, najlepiej czegoś wielkiego, szalonego, co połączy nas w myślach, odczuciach, a może i w cierpieniu z Ojcem Świętym – naszym duchowym patronem wyprawy. Jego gazetowe zdjęcie, które woziliśmy przez blisko dwa lata na drzwiach naszego samochodu, chroniło nas przed nieszczęściami. Przemierzyliśmy z nim cały Meksyk i Amerykę Środkową, Ekwador, a teraz Peru. Nikt nas nigdy nie okradł, nie włamał się do samochodu, mimo że bardzo często zostawialiśmy go bez opieki na ulicach wielkich miast i małych wiosek. Nigdy też nie mieliśmy żadnego wypadku ani kolizji. Bardzo często oblicze Jana Pawła II torowało nam drogę przez zamknięte granice i niezliczone posterunki wojska i policji. Odsuwało lufy wymierzonych w nas karabinów. To zdjęcie było naszą ochronną tarczą. Postanowiliśmy, że ten nieznany Kanion Colca zdobędziemy dla polskiego papieża.

Watykan. 29 listopada 2000 r. Podczas prywatnej audiencji Jerzy Majcherczyk wręczył papieżowi kasetę wideo, na której nagrał film pokazujący wodospady noszące nazwę „Cascadas de Juan Pablo II”. Jan Paweł II wysłuchał opowieści. Synowi Jerzego – Pawłowi (z lewej) wręczył 5 różańców. Starczyło dla całej rodziny Majcherczyków

WODOSPADY CIERPIENIA I NADZIEI

Gdy 18 maja 1981 roku rozpoczęliśmy spływ Rio Colca, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że był to właśnie dzień urodzin Karola Wojtyły. Nie przypuszczaliśmy również, że następnych jedenaście dni będzie najtrudniejszych w naszym młodym życiu, że wielokrotnie będziemy stawać na krawędzi życia i śmierci, pokonując każdy metr dziewiczej, dzikiej, nieujarzmionej rzeki, odcięci zupełnie od cywilizacji. Przez cały czas myśleliśmy też o tym, co dzieje się z naszym polskim papieżem. Czy żyje?

11. dnia, kompletnie wyczerpani fizycznie i psychicznie, głodni do nieprzytomności, natrafiliśmy na ogromne wodospady. Nadludzkim wysiłkiem ominęliśmy je, przenosząc na plecach cały nasz sprzęt. Wtedy też, w huku spadającej wody, odczytaliśmy radosną wiadomość, że nasz wielki rodak żyje. Natychmiast zrodził się pomysł, aby wodospadom nadać nazwę „Cascadas de Juan Pablo II”. I te najwyższe wodospady w całym kanionie noszą tę nazwę od 28 maja 1981 roku. Było to wyrazem przywiązania i wdzięczności nas, uczestników Polskiej Akademickiej Wyprawy Kajakowej Canoandes’79, za duchowy patronat Ojca Świętego nad wyprawą. A objawiał się on poprzez „tarczę opatrznościową”, jaką było zdjęcie „papieża z Polski” wożone na samochodzie wyprawy. Jest to do dzisiaj jedyna nazwa geograficzna nosząca imię wielkiego Polaka.

TABLICA PRZY WODOSPADACH

W maju 2006 roku, w 25. rocznicę odkrycia przez Polaków Kanionu Colca, odsłoniliśmy tablicę pamiątkową na ogromnym głazie w pobliżu wodospadów. W jej centrum znajduje się specjalny kamień z Medjugorie, osobiście poświęcony przez Jana Pawła II w czasie obchodów 25-lecia jego pontyfikatu. Na kamieniu widnieje napis: „BENDITA POR EL PAPA – VATICANO 16.10.2003”. Nad kamieniem jest płaskorzeźba Jana Pawła II.

Historia kamienia z Medjugorie jest niewiarygodna. Będąc z grupą polonijnych pielgrzymów w Medjugorie na szczycie Wzgórza Objawień, zacząłem dość niespodziewanie myśleć o tym, że za trzy dni będę w Watykanie na uroczystości 25-lecia pontyfikatu Jana Pawła II, zaś dwa i pół roku później przypadnie 25. rocznica odkrycia Kanionu Colca. Zastanawiałem się, w jaki sposób połączyć obie te uroczystości. Spojrzałem na swoje buty i zobaczyłem, że czubkami dotykam brązowo-żółtego kamienia. Wydał mi się bardzo dziwny, gdyż miał kształt podobny do konturów Peru. Podniosłem go i już wiedziałem, że zabiorę do Watykanu, chociaż jeszcze nie wiedziałem, co z nim dalej zrobię.

Wszystko działo się w jakiś dziwny, jakby wyreżyserowany sposób. 16 października 2003 roku rano, przed wyjściem z hotelu, „wypożyczyłem” z restauracji koszyczek na chleb. Wyłożyłem go małą, polską flagą i włożyłem do środka ów kamień. Przykleiłem do niego posrebrzany breloczek z popiersiem papieża. Wszystko to zapakowałem do plecaka i razem z grupą dotarliśmy przed plac św. Piotra.

Z KAMIENIEM DO PAPIEŻA

Nagle uczestnicy pielgrzymki zaczęli dawać mi znaki, że aby wejść na plac św. Piotra, trzeba cały swój bagaż dać do prześwietlenia, a samemu przejść przez specjalną bramkę. Ot, rutynowa kontrola, jak na lotnisku przed wejściem do samolotu.

Stałem w kolejce i widziałem, jak podręczne torby, torebki i plecaki ułożone na taśmie znikają w gardzieli czarnej skrzynki. Niektóre z nich otwierano i dokładnie przeglądano. Obok zaś stali mundurowi policjanci – zwani tutaj carabinieri – w pełnym ekwipunku. Przez mózg przeleciała mi dramatyczna wizja, że zostanę zakuty w kajdanki i posądzony o to, że zamierzałem rzucić w papieża kamieniem. Kto mi uwierzy, że miałem inne zamiary? Nie straciłem jednak zimnej krwi. Zbliżając się do kontroli, jak gdyby nigdy nic, zdjąłem z ramion plecak i położyłem go na taśmie. Zacząłem się żarliwie modlić: „Zdrowaś Mario, łaskiś pełna…”. Mój plecak zniknął w czeluści czarnej skrzynki. W tym czasie policjant, który nieprzerwanie obserwował ekran, odwrócił się do wołającego go kolegi, a mój plecak wyjechał z drugiej strony skrzynki. Ze spokojem zabrałem go i odszedłem do czekających na mnie uczestników pielgrzymki. Patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem, starając się zrozumieć, co się stało!

PAPIESKIE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO

Tuż po uroczystościach 25-lecia pontyfikatu udało mi się z kilkoma osobami z naszej pielgrzymki dostać do kolejki do tronu papieskiego. Niestety, tuż przy samym tronie z kolejki wypchnęła nas duża, zwarta grupa górali. Przez chwilę wyglądało na to, że nie dostaniemy się przed oblicze Jana Pawła II. Ale zauważył mnie arcybiskup Stanisław Dziwisz i powiedział: „Poczekaj tutaj z boku i jak tylko przejdą górale, to podejdziemy do naszego papieża jako ostatni”.

I tak też się stało. Gdy tylko znalazłem się przed moim ukochanym papieżem, padłem na kolana i gromkim głosem powiedziałem: „Ojcze Święty, czy pamiętasz Kanion Colca?”. Papież nic nie odpowiedział, gdyż już miał problemy z mówieniem, ale za to uśmiechnął się do mnie serdecznie. Powiedziałem wtedy: „Ojcze Święty, pobłogosław, proszę, ten kamień, który mam ze sobą, a który będzie kamieniem węgielnym pod tablicę przy wodospadach twojego imienia, znajdujących się na dnie najgłębszego na Ziemi kanionu”.

Watykan. 16 października 2003 r. Jerzy Majcherczyk z kamieniem z Medjugorie przed polskim papieżem w 25-lecie Jego pontyfikatu 

Papież uczynił dwa razy znak krzyża. Zrozumiałem, że ten drugi przeznaczony był dla mnie. Niestety, gdy odsłanialiśmy tablicę przy wodospadach, nasz papież już nie żył. Zmarł 13 miesięcy wcześniej.

2 KWIETNIA 2004 ROKU W PERU

Jego śmierć zastała mnie w Peru, podobnie jak śmierć moich najbliższych. Zacząłem zadawać sobie pytanie, dlaczego tak się działo, że tak było z moją ukochaną mamą, najstarszym bratem i teraz z papieżem. Przyrzekłem sobie, że przy następnej okazji związanej z Janem Pawłem II pojadę do Watykanu. I moje marzenia się spełniły. Byłem w Watykanie i 1 maja 2011 na jego beatyfikacji i 27 kwietnia 2014 roku na jego kanonizacji.

PAMIĄTKI NA CZEŚĆ PAPIEŻA

Obok głównej tablicy z nazwami wodospadu, po polsku i hiszpańsku, zamocowanych jest jeszcze pięć tablic. Jednak największym pomnikiem, który pozostał ku pamięci Jana Pawła II, jest szkoła podstawowa w małej wiosce Huambo, leżącej na krawędzi Kanionu Colca. To tutaj od 2006 roku już całe pokolenie dzieci dowiaduje się, kim był nasz wielki rodak i jakiego narodu był synem. Szkoła ta jest wspierana finansowo przez uczestników wycieczek organizowanych do Peru przez agencję Classic Travel.

Ksiądz proboszcz Jacek Woźny (drugi z prawej) z grupą pielgrzymów z parafii św. Stanisława Kostki na Staten Island, NY, przed szkołą noszącą imię Jana Pawła II w wiosce Huambo nad Kanionem Colca; pierwszy z prawej – Jerzy Majcherczyk

AUDIENCJE U JANA PAWŁA II

Należę do tych szczęśliwców, którzy mogli być przed obliczem naszego największego rodaka, a zarazem namiestnika świętego Piotra na Ziemi – Jana Pawła Wielkiego – kilka razy. Pierwszy raz byłem z grupą agentów podróży SPATA w 1993 r. Pamiętam, kiedy stojąc obok papieża zamieniłem się w słup soli, nie mogąc wydobyć z siebie słowa – a miałem wręczyć Ojcu Świętemu moją pierwszą książkę. Uczyniła to za mnie moja żona Małgosia.

Watykan. Wrzesień 1993 roku. Audiencja polonijnych agentów biur podróży w USA u Jana Pawła II. Na pierwszym planie Małgorzata Majcherczyk i Jerzy Majcherczyk

Na następnych audiencjach było już znacznie lepiej, mówiłem do papieża, a towarzyszyli mi też moi synowie. Wszystkie te momenty niosę głęboko w swoim sercu i dziękuję Bogu, że żyłem w czasie tego, jakże historycznego i polskiego, pontyfikatu. Do dzisiaj szukam odpowiedzi na pytanie: „Jakie znaczenie ma czas trwania jego pontyfikatu z okresem od mojego urodzenia do jego wyboru na Stolicę Piotrową!”.