Mówić o Polsce, ważne, aby prawdę

0
131
Spośród ponad 26 tysięcy odznaczonych medalami Sprawiedliwy wśród Narodów Świata ponad 6600 to Polacy. A przecież nie wszystkie przypadki heroizmu są znane

W niedzielę, 24 marca, po raz drugi obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Mimo że od dramatycznych wydarzeń II wojny światowej minęło ponad 70 lat, o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata tak głośno i tak wiele mówi się dopiero od niedawna. Oni sami często powtarzają, że nie zrobili nic nadzwyczajnego, bo zachowali się tak, jak powinien zachować się człowiek. A ponieważ były to czasy nieludzkie, tym bardziej należy im się pamięć, bo Sprawiedliwi ratowali nie tylko Żydów, ale i honor Polaków.

Data 24 marca wybrana jest nieprzypadkowo. W tym dniu w 1944 roku Niemcy zamordowali rodzinę Ulmów z Markowej – rodziców i szóstkę ich dzieci. Byli winni tego, że proszeni przez żydowskich sąsiadów o pomoc i schronienie, nie powiedzieli „nie”. Takich osób, w całej Europie, najwięcej było właśnie w Polsce. A świadczy o tym choćby liczba przyznanych medali Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Spośród ponad 26 tysięcy ponad 6600 odznaczonych to Polacy. A przecież nie o wszystkich przypadkach heroizmu wiemy, bo razem z Żydami mordowanymi przez Niemców ginęli ci, którzy chcieli pomóc im przetrwać. I tylko w Polsce za taką pomoc karano śmiercią.

O Sprawiedliwych trzeba pamiętać, bo im się to po prostu należy. Są im to winni Żydzi, bo ratowali ich rodziców czy dziadków. I są im to winni Polacy, bo Sprawiedliwi ratowali nasz honor.

Wojna wyzwala najgorsze instynkty, także w zwykłych ludziach i byli tacy, którzy nie byli na to odporni. Pisał o tym niedawno ambasador RP w Waszyngtonie Piotr Wilczek, w komentarzu dla amerykańskiego dwumiesięcznika „The National Interest”. Podkreślił też, że Polska uznaje tę „bolesną prawdę”. Ale właśnie dlatego jesteśmy zobowiązani, by mówić o faktach, a one są takie, że w tym morzu potwornych zbrodni byli oni, Sprawiedliwi, którzy temu złu nie dali się pokonać.

Wreszcie przypominanie ich historii, przez lata tak skrzętnie ukrywanych, to sposób na walkę z jednym z najboleśniejszych oszczerstw historycznych – określeniem „polskie obozy śmierci”. Niedawno Reduta Dobrego Imienia przedstawiła raport za rok 2018. Okazało się, że czterokrotnie wzrosła liczba interwencji w sprawie „polskich obozów śmierci” i rzekomego współudziału Polaków w Holokauście. Reduta wysłała 262 wezwania do sprostowania.

Prezes Reduty Maciej Świrski, komentując liczby, stwierdził, że „możemy mówić o skoordynowanym ataku propagandowym na nasz kraj”, a większość tego typu określeń pojawiło się w mediach amerykańskich i hiszpańskich. Publicyści powoływali się na – ich zdaniem – autorytety w dziedzinie badania Holokaustu, takie jak Jan Tomasz Gross czy Jan Grabowski. W przypadku tego ostatniego w mediach zachodnich pojawiła się całkowicie nieprawdziwa, rozpowszechniana przez Grabowskiego teza dotycząca odpowiedzialności Polaków za śmierć 200 tys. Żydów.

Co do Jana Grossa, skutki jego propagandy możemy co jakiś czas obserwować w Stanach Zjednoczonych. Wystarczy wspomnieć protest uczniów żydowskiej szkoły średniej przed polskim konsulatem na Manhattanie w maju 2016 r. Krzyczeli, że „Polacy zamordowali więcej Żydów niż Niemcy”, powtarzali też – za izraelskimi politykami – że „antysemityzm Polacy wysysają z mlekiem matki”. Młodzież pytana o Sprawiedliwych nie miała pojęcia, że ktoś taki w ogóle istniał. Zgodnie z ich wiedzą historyczną II wojna światowa zaczęła się w momencie przystąpienia do konfliktu zbrojnego Stanów Zjednoczonych, a głównymi ofiarami byli Żydzi, którzy ginęli masowo rąk Niemców, jak i Polaków.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja, ale też zdecydowany sprzeciw wobec kłamstwa historycznego. Każdy z nas jest ambasadorem Polski i każdy z nas może o tej Polsce mówić. Ważne, by prawdę.