Muzyczny świat Kingi Augustyn

42
Kinga Augustyn jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich skrzypaczek / Foto: ŁUKASZ WROŃSKI

"Repertuar na skrzypce solo jest nie tylko bardzo trudny do zagrania, ale również nietypowy. Wykonawca ma tylko smyczek i cztery struny, a musi na nich tak zagrać, żeby swoją interpretacją danego utworu zainteresować słuchacza" – mówi znana wielu przedstawicielom Polonii skrzypaczka Kinga Augustyn, z którą rozmawiamy na temat jej koncertów i najnowszych płyt.

Rozpoczęłaś ten rok od mocnego uderzenia, bowiem mimo że mamy dopiero początek lutego, to już pojawiły się twoje dwie nowe płyty „Turning in Time” oraz „La Pasión”. Ta druga światło dzienne ujrzała dosłownie kilka dni temu. Gratuluję, tym bardziej, że zbierasz dobre recenzje.
Dziękuję bardzo. Jednak to, że te płyty pojawiły się teraz wcale nie oznacza, że zostały nagrane w ostatnich miesiącach. To zawsze jest pewien proces, który trochę trwa. W związku z pandemią miałam czas na dokończenie pewnych projektów, które były już zaczęte wcześniej. Co prawda płyta „Turning in Time” mogła już być wydana kilka miesięcy temu, ale uznaliśmy z firmą wydawniczą, że  lepiej będzie, jak pojawi się na początku roku. Przy okazji serdecznie dziękuję wszystkim, dzięki którym ten album został nagrany i wydany, a w szczególności sponsorowi Polish American Arts Association oraz Polish & Slavic Federal Credit Union, jak również panu Tedowi Mireckiemu, który m.in. napisał notkę o utworach do książeczki płyty. Tak też się złożyło, że „La Pasión” pojawiła się po niej w bardzo krótkim odstępie czasu, ale jest to spowodowane tym, że cały czas nagrywam i w tym roku będą jeszcze kolejne albumy. Czas pandemii – w związku z brakiem występów na żywo – sprzyja nagraniom ponieważ muzycy muszą coś robić. Oczywiście są koncerty transmitowane online, których również dużo zagrałam, ale to nie jest to samo co występy z żywą publicznością.

Obie płyty wydała firma Centaur Records, która jest jedną z najstarszych i największych klasycznych, niezależnych wytwórni w Ameryce. W jaki sposób udało ci się nawiązać z nimi współpracę?
Faktycznie jest to bardzo prestiżowa firma. Nasza współpraca już trochę trwa, a wytwórnia ta wydała już wcześniej kilka moich płyt. Ja jestem z tej kooperacji zadowolona, a oni są zainteresowani moimi nagraniami więc kontynuujemy tę współpracę. A zaczęło się od tego, że dyrektor tej firmy usłyszał moje nagrania, później zobaczył moje koncerty i postanowił dołączyć mnie do grona artystów, których płyty wydaje.

Mimo młodego wieku nagrałaś już sporo płyt. Pamiętasz ile ich masz w swojej dyskografii?
Jest jedenaście płyt. Kilka z nich jest z repertuarem na skrzypce solo, natomiast na pozostałych gram z towarzyszeniem fortepianu czy też orkiestry, lub gram tylko jeden utwór stanowiący część jakiegoś większego projektu jak np. „Runaway Bunny” z narracją Catherine Zety-Jones.

Oczywiście najważniejsze dla ciebie na pewno są te albumy, na których – że tak powiem – „grasz pierwsze skrzypce”, czyli jesteś główną lub jedyną artystką. Nagranie takiej solowej płyty na pewno nie jest łatwe.
Repertuar na skrzypce solo jest nie tylko bardzo trudny do zagrania, ale również nietypowy. Wykonawca ma tylko smyczek i cztery struny, i musi na nich tak zagrać, żeby swoją interpretacją danego utworu zainteresować słuchacza. Dla mnie jako wykonawcy jest to także bardzo ciekawe wyzwanie ponieważ wiem, że mogę polegać tylko na sobie, nie muszę się nikomu podporządkowywać, ale też nikomu nic nie narzucam. I właśnie takimi płytami na pewno są te dwie, które wyszły w tym roku. Minusem w procesie odtwarzania czyli wykonywania takich utworów jest to, że z nikim nie współpracuję (poza utworami kompozytorów „żyjących”), a współpraca czyli wspólne granie z dobrymi muzykami to naprawdę wspaniała rzecz. Nie znam żadnego artysty, który nad tym brakiem nie ubolewał podczas pandemii.

Słuchając twoich solowych płyt miałem jednak wrażenie, że brzmisz na nich jakbyś grała na kilku skrzypcach jednocześnie.
Rzeczywiście słychać tam wielogłosowość, a poza tym jest bardzo dużo wirtuozerii i wiele ciekawych elementów powodujących, że słuchacz ma wrażenie, że słyszy więcej niż jedne skrzypce.

Płyta „Turning in Time” Kingi Augustyn została wydana przez prestiżową firmę Centaur Records. Artystka obecnie gra na zabytkowych skrzypcach (na zdjęciu) z 1774 r. wykonanych przez Josepha Gagliano / Foto: ŁUKASZ WROŃSKI

Właśnie to zauważyła Rorianne Schrade, autorka ciekawej recenzji w New York Concert Review dotyczącej płyty „Turning in Time”. Zwróciła ona uwagę na twoją „naturalną muzykalność, bystry intelekt i wysoko rozwiniętą technikę”, a także wymieniła ją wśród 3 nowych albumów godnych polecenia. To duże wyróżnienie.
Bardzo się cieszę, że moja płyta na skrzypce solo została zauważona, tym bardziej, że są na niej nieco mniej znane utwory. Moim celem jest właśnie odnajdywanie takich mało znanych, ale za to dobrych kompozycji i pokazywanie ich światu, a także przekonanie ludzi do ich słuchania. Są dwa powody, dla których utwory są mniej znane – albo są niezbyt dobre, albo są bardzo trudne do zagrania i mało kto po nie sięga.

A czym się kierowałaś przy doborze utworów na te albumy?
Obie płyty, które wydałam w tym roku są od siebie bardzo różne, mimo że utwory które się na nich znalazły powstały mniej więcej w tym samym czasie – w drugiej połowie XX w. i początek XXI w. Na płycie „La Pasión” z etiudami Astora Piazzolli, to argentyńskie tango sprawia, że jest to lekka muzyka. Niestety nie można tego powiedzieć o utworach Elliotta Cartera, Luciano Berio, Isanga Yuna, Krzysztofa Pendereckiego, Grażyny Bacewicz czy Debry Kaye. Ich muzyka nie jest lekka, ale kompozycje te mają pewny łącznik. Jest nim Johann Sebastian Bach, który uważany jest za największego kompozytora. Dwa utwory były inspirowane najwspanialszą jego kompozycją na skrzypce solo jaką jest „Chaconne” z Partity nr 2 d-moll, uznawana za jedno z największych muzycznych osiągnięć ludzkości. Są to „Sequenza VIII” Luciano Berio oraz utwór „Turning in Time”, od którego pochodzi tytuł płyty, a który Debra Kaye napisała specjalne dla mnie. Ta kompozycja nawet kończy się fragmentem z początku „Chaconny”. Na samym jej końcu słyszymy kilka taktów tego słynnego dzieła Bacha. Wśród utworów, które znalazły się na mojej płycie są też inne łączniki np. jedna z kompozycji Elliotta Cartera została napisana na bazie dwóch dźwięków: „d” i „e”. Również „Sequenza VIII” Luciano Berio została napisana na bazie dwóch nut, ale zupełnie innych: „a” i „b”. Generalnie muzyka współczesna, która jest atonalna bardzo dobrze łączy się z kompozycjami Bacha czyli tzw. muzyką wczesną, która z założenia jest tonalna.

Myślę, że dwa utwory z płyty „Turning in Time” są dla ciebie szczególnie ważne. Chodzi mi o premierowe kompozycje. Jedną z nich jest „Capriccio” Krzysztofa Pendereckiego.
Tak, to jest dla mnie bardzo ważny utwór. Poznałam prof. Krzysztofa Pendereckiego w 2013 r. w dniu jego przyjęcia urodzinowego w Nowym Jorku. Wtedy też zagrałam mu ten utwór bo właśnie nad nim pracowałam. Miałam też do niego kilka pytań związanych z tą kompozycją, ale generalnie prof. Penderecki był zadowolony z mojej interpretacji, a nawet napisał mi na nutach „Brawo” i złożył swój autograf. Niestety nie usłyszał tej wersji studyjnej, która znalazła się na płycie ponieważ zmarł pod koniec ub.r., a ja trzykrotnie zmieniałam swoje nagranie. Tak to już jest z niektórymi projektami, że jedne tuż po nagraniu w studiu pojawiają się na płycie, a inne przechodzą pewien proces zmian i dojrzewania pomysłów zanim zostaną ostatecznie wydane lub zagrane na koncercie.

Kinga Augustyn w 2013 r. miała okazję spotkać się i zagrać dla mistrza Krzysztofa Pendereckiego, którego kompozycja „Capriccio” znalazła się na jej płycie „Turning in Time” jako jeden z dwóch premierowych utworów / Foto: ANIA PERZANOWSKA

Drugim – myślę bardzo ważnym utworem – jest kompozycja tytułowa, bo prócz tego, że jest premierowa, to w dodatku została – jak już sama wspomniałaś – napisana specjalnie dla ciebie. Jak doszło do tego, że Debra Kaye zdecydowała się skomponować utwór z myślą o tobie? Takie rzeczy chyba nie zdarzają się zbyt często. W jaki sposób nawiązałyście współpracę?
Tak to prawda, chociaż mam już w repertuarze kilka utworów napisanych specjalnie dla mnie przez różnych kompozytorów, za co jestem im bardzo wdzięczna. Debrę Kaye poznałam na koncercie muzyki kameralnej, na który wybrałam się zupełnie przypadkowo. Pojawił się tam jeden utwór na skrzypce i altówkę, który niesamowicie mi się spodobał. Później okazało się, że jego kompozytorka obecna jest na sali więc podeszłam do niej i się z nią przywitałam. Później ona usłyszała mnie na moich koncertach i zapoznała się z moimi nagraniami. Ostatnim utworem, który usłyszała zanim doszło do tego, że zdecydowała się napisać dla mnie „Turning in Time” było „12 fantazji” na skrzypce solo Georga Philippa Telemanna, a więc muzyka barokowa. W tym moim wykonaniu ona usłyszała wiele rzeczy, które do niej przemówiły. I tak się zaczęła nasza współpraca. W związku z tym, że ja powróciłam do grania muzyki Bacha ona skomponowała dla mnie utwór inspirowany „Chaconną”, który jest – jak to określiła – „taką rozmową pomiędzy kiedyś a teraz”, czyli pomiędzy muzyką barokową a współczesną, stąd też jego tytuł „Turning in Time”. Mimo że brzmi on bardzo nowocześnie to jest również niesamowicie tonalny, są w nim fragmenty, które są zbliżone do muzyki chorałowej Bacha.

Muzyka współczesna nie jest łatwa ani w odbiorze, ani też do wykonywania. Ty jednak swoją grą, a przede wszystkim interpretacją, potrafisz nią zainteresować słuchacza. Jak to stwierdziła we wspomnianej już recenzji Rorianne Schrade, dla ciebie nawet najtrudniejsze kompozycje są dziecinnie łatwe do zagrania, przez co jesteś najodpowiedniejszą skrzypaczką do prezentacji muzyki współczesnej. A jak ty się czujesz wykonując takie utwory?
Muzyka współczesna faktycznie nie jest łatwa do zagrania. Przykładowo utwory Elliotta Cartera, które znalazły się na mojej płycie mają wiele dysonansów i tworzą swój muzyczny świat, który – jak po raz pierwszy grałam te utwory – był dla mnie bardzo obcy, ale zarazem niesamowicie ciekawy i pociągający. To spowodowało, że musiałam odkryć co to jest za świat, co takiego jest w tych kompozycjach, że mnie tak zainteresowały. Gdy sama to zrozumiałam to dopiero wówczas byłam w stanie odpowiednio przekazać te utwory innym. A to wcale nie jest łatwe zadanie. Są takie koncerty, określane jako interactive, podczas których przed zaprezentowaniem jakiegoś utworu wcześniej tłumaczę czego się po nim można spodziewać oraz na co należy zwrócić uwagę. Wtedy na pewno ludziom jest łatwiej go słuchać. Natomiast w przypadku nagrań z płyty słuchacz może wcześniej dowiedzieć się tylko tyle ile znajdzie w jej opisie, a poza tym zdany jest na swoją wiedzę i doświadczenie muzyczne. Natomiast wracając do przytoczonej przez ciebie opinii z recenzji muszę podkreślić, że zastanawiałam się nad tym określeniem „child’s play”, które zostało w niej użyte, i doszłam do wniosku, że jest ono bardzo dobre ponieważ tłumaczenie czegoś dzieciom jest zupełnie inne, a przede wszystkim bardziej jasne, niż osobom dorosłym. Mam z tym również do czynienia na co dzień ponieważ udzielam lekcji gry na skrzypcach zarówno dzieciom jak i dorosłym. Okazuje się, że te same rzeczy muszę inaczej tłumaczyć dzieciom, inaczej młodzieży, a inaczej dorosłym, i muszę to zrobić tak żeby każdy z nich mógł to zrozumieć. Tak też jest z graniem muzyki. Prócz jakości wykonania ważny jest także poziom interpretacji. Utwory współczesne muszą być zagrane przekonująco. Zanim je zaprezentuję, sama muszę wiedzieć co w nich chcę przekazać żeby w ogóle było to możliwe. Z drugiej strony jest także inne spojrzenie na tę kwestię ponieważ np. Carter kiedyś sam powiedział, że właściwie od słuchacza zależy, co on usłyszy w tych kompozycjach. Tak więc ja wchodzę w jego muzyczny świat i odtwarzam to co on stworzył ale dodaję do tego swoje doświadczenie życiowe i muzyczne, i dlatego różnie to może być odbierane przez słuchaczy, jednemu może się podobać, drugiemu nie.

Płyta „La Pasión” Kingi Augustyn ujrzała światło dzienne na początku lutego br. / Foto: ŁUKASZ WROŃSKI

A jaką muzykę – prócz tej współczesnej – najbardziej lubisz wykonywać?
Muzyka barokowa, a zwłaszcza utwory Bacha, od zawsze są częścią mojego życia. Myślę, że tak też jest w przypadku każdego innego muzyka. Jeden z moich projektów, który realizuję od dłuższego czasu jest właśnie związany z Bachem. W ciągu ostatnich dziesięciu lat grałam bardzo dużo muzyki współczesnej, a także komponowanej przez kobiety. To dlatego, że od czasu nawiązania znajomości z Debrą Kaye dużo współpracowałam z różnymi kompozytorkami. W dodatku mój kolejny projekt związany będzie m.in. z Grażyną Bacewicz. Teraz również chętnie wracam do repertuaru standardowego, romantycznego. Chętnie gram koncerty skrzypcowe Czajkowskiego, Wieniawskiego, Mendelssohna czy też Brucha, a nawet Beethovena reprezentującego przełom klasycyzmu i romantyzmu. To chyba jest to, co mi sprawia największą przyjemność i jest najbliższe mojemu sercu. Takie koncerty miałam zagrać prawie rok temu, lecz niestety ze względu na pandemię zostały one przesunięte na nieznaną jeszcze przyszłość. Chętnie sięgam też po muzykę neoromantyczną i pochodzącą z początku XX w. Jak mam okazję grać taki repertuar to czuję się najszczęśliwsza. Jak widać – co zauważyło już wiele osób – jestem skrzypaczką, która ma bardzo zróżnicowany repertuar.

Myślę, że tej radości daje ci również fakt, że masz okazję grać na wyjątkowym instrumencie – na skrzypcach z 1774 r. wykonanych przez Josepha Gagliano.
Jestem bardzo wdzięczna, że od roku mogę na stałe grać na tych skrzypcach. Jest to pierwszy bardzo dobry instrument w moim życiu. Wcześniejsze również były dobre, ale nie aż tak jak mój „Józio”, którego brzmienie jest idealne. Prócz tego, że są to bardzo stare skrzypce, to mają dużo różnych możliwości pod względem kolorystycznym i dźwiękowym. Są wystarczająco głośne, żeby się przebić przez grę orkiestry. W dodatku cały czas odnajduję w nich nowe możliwości i potencjał, tym bardziej, że przez 100 lat nikt nie grał na tym instrumencie. Jednak muszę podkreślić, że płyta „Turning in Time” nie była nagrywana na tych skrzypcach ponieważ te utwory były zarejestrowane w latach 2017-2019. Natomiast album „La Pasión” częściowo nagrałam już na „Józiu”.

A jak wyglądają twoje najbliższe plany?
Niestety, w związku z pandemią trudno mi cokolwiek powiedzieć na temat planów. W tym miesiącu miałam zagrać z Sinfonią Iuventus i maestrem Antonim Witem. Był to koncert, który miał być moim debiutem z orkiestrą w Warszawie, i na który bardzo czekałam, lecz niestety został odwołany. Mam też przełożony z roku ubiegłego koncert w Kijowie oraz wiele innych występów, ale to wszystko nadal nie jest nic pewnego. Ze względu na pandemię pozostają nam tylko koncerty online. Poza tym przez najbliższe miesiące będę kończyła rozpoczęte już projekty nagraniowe.

Tytułowy utwór z płyty „Turning in Time” Kingi Augustyn skomponowała Debra Kaye (z lewej strony) / Foto: ARCHIWUM KINGI AUGUSTYN

*********

Debra Kaye, kompozytorka utworu „Turning in Time” również odpowiedziała na nasze pytania dotyczące współpracy z polską skrzypaczką.

Jak to się stało, że napisała pani utwór dla Kingi Augustyn?
To wszystko działo się naturalnie, jedna rzecz prowadziła do drugiej. Kinga i ja poznaliśmy się na koncercie, na którym ona usłyszała mój duet na skrzypce i altówkę „Ikarus – Duo for Binya”. Już po pierwszym spotkaniu zaczęłam poznawać jej muzykę. Utrzymywałyśmy kontakt i szukałyśmy możliwości do współpracy. Potem, na szczęście, nadarzyła się okazja i napisałem utwór dla Kingi przez Composers Concordance, organizację prezentującą nową muzykę w Nowym Jorku. Na okrągło słuchałam płyty Kingi z „12 fantazjami” Telemanna, która właśnie wtedy została wydana. Byłam zafascynowana nimi nagraniami przez wiele dni, a zarazem podekscytowana! A teraz zatoczymy pełne koło – z przyjemnością informuję, że Kinga będzie nagrywać „Ikarus – Duo for Binya” na moją następną płytę.

Czym kierowała się pani podczas komponowania „Turning in Time”?
To interesujące pytanie, zwłaszcza w odniesieniu do tego utworu. Moja intuicja jest zawsze moim przewodnikiem, oczywiście w dialogu z moim umysłem. Jednak Kinga poprosiła, aby ten utwór nawiązywał w jakiś sposób do „Chaconne” d-moll Johanna Sebastiana Bacha. Tak więc Bach też był przewodnikiem. I tu może pojawić się pytanie: w jaki sposób? Zacząłem od przestudiowania partytury, aby spróbować odkryć dlaczego jest to tak wspaniały utwór. Znalazłem odpowiedź: w dużej mierze to zasługa powolnego, wzorzystego oraz elastycznego rozwijania i rozwoju muzyki. Bach ustanawia wzorzec i pozostaje mu wierny, aż do pewnego momentu, w którym przestaje to robić. Wprowadza małą zmianę, rozwija ją, i za pomocą muzyki prowadzi słuchacza przez spektakularną ewolucję – ośmielę się powiedzieć – duszy. I właśnie to jest to czemu najbardziej chciałam hołdować oraz naśladować. Te obserwacje stały się moim środkiem do osiągnięcia celu. Zdecydowałem się nie używać formy chaconny z jej powtarzającą się harmoniczną progresją, a zamiast tego naśladowałem pewne aspekty „Chaconny”, używając ich na swój własny sposób. Przykładowo u Bacha jest podział na grupy fraz po 2, a w „Turning in Time” na grupy fraz po 3. Podobnie jak u Bacha motywy powracają w nowych odmianach. Uwzględniłam również niektóre z technik smyczkowych, których on używa, szczególnie dwudźwięków i jeté, technikę gry unoszenia smyczka nad struną, która pojawia się w arpeggiowym, wirtuozowskim pasażu tuż przed końcem utworu. „Turning in Time” jest zapisany jako dialog. Rapsodyczne solówki XXI w. przeplatają się z partiami chorałowymi, zestawiając przeszłość i teraźniejszość, zastanawiając się nad tym, co się zmieniło i tym, co pozostaje niezmienne, kończąc początkiem „Chaconny”, w rozmowie między „wtedy” a „teraz”.