Na wojnę idą mężczyźni i kobiety

2
Ewa Bukowska swój film "53 wojny" oparła częściowo na motywach książki "Miłość z kamienia" Grażyny Jagielskiej, żony znanego korespondenta wojennego Wojciecha JagielskiegoFOTO: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

"Nastąpiło przewartościowanie odczuwania cierpienia. Uodpornienie. Ale to za jakiś czas znowu się przewartościuje. Nadmiar jest zawsze szkodliwy" – mówi "Nowemu Dziennikowi" Ewa Bukowska, reżyserka filmu "53 wojny"

Wojna, niezależnie od miejsca wystąpienia oraz skali, wywołuje nie tylko zniszczenia materialne, ale także powoduje traumę jej uczestników. Wyrządza również potężne szkody psychiczne wśród osób pośrednio w niej uczestniczących, mających związek emocjonalny z tymi, którzy biorą w niej udział. Dotyczy to nie tylko żołnierzy czy ofiar cywilnych, ale także dziennikarzy wojennych, którzy często z narażeniem życia relacjonują przebieg konfliktu zbrojnego. Tzw. zespół stresu pourazowego pokazuje – na przykładzie jednego z najbardziej znanych polskich korespondentów wojennych Wojciecha Jagielskiego i jego żony Grażyny – Ewa Bukowska w swoim filmie pt. „53 wojny”. Nie robi tego bezpośrednio, ale poprzez adaptację ich losów w dzieje filmowych postaci Anki i Witka.

Film „53 wojny” oparty jest na motywach z książki „Miłość z kamienia” Grażyny Jagielskiej. Co panią zainspirowało do jej wykorzystania oraz w jaki sposób udało się uzyskać zgodę autorki na sfilmowane historii przez nią spisanych?
Bezpośrednim powodem była kontynuacja tematu, mojego pierwszego krótkometrażowego filmu pt. „Powrót”. Historii żołnierza, który wraca z Afganistanu. Do jej napisania zainspirował mnie incydent w Nangar Chel. Książka Grażyny Jagielskiej wydała mi się ciągiem dalszym współczesnych historii wojennych. Dzięki mojemu pierwszemu filmowi udało mi się uzyskać prawa do jej książki.

Skąd u pani zainteresowane tym tematem?
Interesują mnie różne przyczyny cierpienia. Jedni potrafią bawić i rozśmieszać ludzi, inni z kolei świetnie się czują w poszukiwaniach przyczyn odczuwania głębokiego wewnętrznego bólu. Obie formy sztuki mają terapeutyczne zadania.

Prócz problemów i rozterek głównej bohaterki film pokazuje również, jaki wpływ wywierają na nią przekazy telewizyjne. Czy nie uważa pani, że czasem media zbyt drastycznie relacjonują pewnie sprawy, że za dużo zwracają uwagi na różne dramaty, co z jednej strony przykuwa uwagę ludzi, a z drugiej niszczy ich psychikę?
Media to współcześnie część życia. Niewielu udaje się od tego uciec i żyć w błogiej niewiedzy, co się dzieje na świecie. Rola korespondenta wojennego jeszcze do niedawna była znacząca w spisywaniu bieżącej historii świata. Zresztą, moim zdaniem, nadal pozostaje. Zakłócona jest tylko tanimi informacjami, które bez szerszego kontekstu, zdobywane w łatwy sposób, są natychmiast eksponowane w mediach. Nastąpiło przewartościowanie odczuwania cierpienia. Uodpornienie. Ale to za jakiś czas znowu się przewartościuje. Nadmiar jest zawsze szkodliwy.

Słowo „wojna” w tytule tego filmu jest bardzo wymowne i symboliczne. Konflikty zbrojne, w których uczestniczył Wojciech Jagielski, czyli filmowy Witek, to tylko jego jedno oblicze. Wojnę można zauważyć także w wielu innych kwestiach. Toczy się ona w psychice Anki, głównej bohaterki, i dotyczy nie tylko sprawy jej uczuć do Witka, ale również relacji z otoczeniem. To także wojna z jej niemocą, z chęcią pisania, które niestety jej nie wychodzi tak, jak by tego chciała. Czy te dodatkowe wewnętrzne „wojny”, których można się dopatrzyć podczas oglądania filmu, były pokazane celowo czy wyszło to przypadkowo?
Przypadkowo? Dobre filmy nie powstają przypadkowo, a to bardzo dobry film. Film to duża sprawa, odpowiedzialność, gigantyczna machina, pieniądze. Do filmu trzeba się przygotować. Poza tym nie uda się osiągnąć prawdy w opowiadaniu, jeśli niewiele się wie na temat, o którym się opowiada.

Mimo że w filmie postrzegamy główną bohaterkę jako osobę przeżywającą różne kryzysy i problemy, to całościowo „53 wojny” ukazują jej siłę, która – wydaje mi się – ma pokazać moc drzemiącą w kobietach. W dodatku zderzenie jej losów z wojną jeszcze bardziej to podkreśla. Czy decydując się na zrobienie tego filmu chciała pani pokazać, że kobiety, zarówno w kinematografii, jak i w życiu, nie są doceniane? Pytam o to także w kontekście pani jako reżyserki, w dodatku poruszającej w swojej produkcji trudny, wręcz męski temat, jakim jest wojna.
Ludzi postrzegam po prostu jak ludzi. Nie dzielę ich na kobiety i mężczyzn. Świat to robi za mnie i wtedy przypominam sobie: no tak, jestem kobietą, więc muszę wykonać dziesięć razy więcej pracy niż mężczyzna. Dzieli nas biologia i zadania z nią związane, ale to tyle. O jakości człowieka świadczy tylko i wyłącznie jego kręgosłup moralny i umiejętność współodczuwania. W sprawach walki płci widzę to tak – mężczyźni robią straszne rzeczy kobietom, ale i kobiety robią straszne rzeczy mężczyznom. Jeśli chodzi o męski temat – wojny… Proszę pana, na wojnę idą mężczyźni i kobiety. Również te, które zostają w domu. O tym właśnie jest ten film. Współczesna wojna przekracza granice i włazi do mieszkań czekających w pozornie spokojnych miastach i dzielnicach tych miast.

Co spowodowało, że porzuciła pani aktorstwo i zainteresowała się reżyserią?
Kolej rzeczy. Rozwój. Reżyseria i pisanie bardziej mnie interesowały.

Jak na ten długometrażowy debiut filmowy zareagowali pani koledzy i koleżanki? Jak „53 wojny” zostały odebrane przez środowisko filmowe?
Aktorzy wspaniale. Natomiast hermetyczne środowisko filmowe jeszcze potrzebuje trochę czasu, żeby się przyzwyczaić.

A jak na „53 wojny” zareagowali Grażyna i Wojciech Jagielscy?
Entuzjastycznie.

Film ten został nie tylko świetnie zrealizowany od strony reżyserskiej, ale także pod względem technicznym, a dodatkowo udało się pani dobrać rewelacyjną obsadę. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj rola Anki, czyli grająca ją Magdalena Popławska. Czym się pani kierowała przy doborze aktorów? Jak wyglądała praca na planie filmowym?
Kierowałam się umiejętnością przekazania prawdy o bohaterze, w którego ma się wcielić aktor. Praca z Magdą Popławską była wspaniałą wyprawą w tę historię. Plan „53 wojen” był planem, na którym pracowało się jak w transie. Zatem to co sztuka, również sztuka filmowa, lubi najbardziej.

Na zakończenie proszę powiedzieć, jakie są pani dalsze plany? Czy będą związane z reżyserią, czy może zamierza pani także wrócić do aktorstwa?
Jestem w preprodukcji nowego filmu pt. „4:44”. Zdjęcia zaczynam jeszcze tej jesieni. Jeśli chodzi o aktorstwo, to jest to temat zamknięty.