Niech prawda zwycięży

Ks. Mirosław Król: "To, co teraz przeżywam, to krzyż mojego kapłaństwa, który muszę godnie nieść"

2019
Foto: Mirosław Gladysz

Byli współpracownicy wysunęli przeciwko znanemu wśród Polonii kapłanowi poważne oskarżenia, m.in. o molestowanie seksualne. W internecie huczy od krytyki pod jego adresem. Ci, którzy od lat znają ks. Mirosława Króla, nie wierzą w zarzuty.

Osoba świecka i kapłan, którzy zostali przez ks. Króla zwolnieni z posad w wyższym seminarium duchownym św. św. Cyryla i Metodego w Orchard Lake, w Michigan, gdzie ks. Mirosław Król od 2017 r. jest kanclerzem, oskarżyli kapłana o wykorzystywanie swojego stanowiska, znajomości i wpływów do własnych korzyści, m.in. seksualnych. W pozwie sądowym, do którego dołączył się jeszcze jeden kapłan, złożonym w Michigan, zarzucają duchownemu m.in. nadużywanie alkoholu i zwerbowanie ich do seminarium dla własnych korzyści.

Po fali skandali na tle seksualnym, jakie wstrząsnęły Kościołem katolickim w ostatnich latach, opinia publiczna wyczulona jest na tego rodzaju doniesienia, tym bardziej, że wcześniej sytuacje o karygodnych nadużyciach m.in. wobec dzieci, były zatajane. Stąd prasa, zarówno amerykańska jak i polska, rzuciła się na informację o zarzutach przeciwko ks. Mirosławowi Królowi. Portale prześcigały się w przedrukowywaniu szczegółów dotyczących oskarżeń. Donosiły o problemach w wyższym seminarium duchownym w Orchard Lake i w całym Kościele. Z satysfakcją przypominały też o znajomości ks. Mirosława Króla z kardynałem Stanisławem Dziwiszem, sekretarzem św. Jana Pawla II, bo jemu jesienią zarzucono brak stanowczego działania wobec kapłanów oskarżanych o nadużycia seksualne. Ks. Króla natomiast kardynał Dziwisz w 2013 r. mianował na dyrektora działającej w Stanach Zjednoczonych fundacji wspomagającej Centrum św. Jana Pawła II „Nie lękajcie się” w Łagiewnikach pod Krakowem.

Przypomniano też, że ks. Król wyświęcony został przez arcybiskupa Theodore’a McCarricka, który za wykorzystywanie seksualne kleryków został wykluczony ze stanu duchownego, mimo że był jednym z najbardziej wpływowych kardynałów w Kościele katolickim w USA. Czy te fakty mają znaczenie w obliczu obecnych zarzutów przeciwko ks. Królowi? Pewnie nie. Arcybiskup McCarrick wyświęcił setki księży. Nie każdy miał okazję z nim zamienić kilka słów. To, że wobec kardynała Dziwisza istnieją zarzuty, nie oznacza, że każdy, kto go zna, ma udział w tym, o co jest posądzany.
„Wiele ludzi nie wie, co myśleć o tej sytuacji. Jednak takie wypowiedzi niepotrzebnie sieją w nich tylko dodatkowe wątpliwości. Umacniają złą opinię o Kościele” – uważa Jadwiga Kopala, działaczka polonijna, która zna ks. Mirosława Króla od 20 lat i modli się, żeby zwyciężyła prawda.
***
Krytyczna dyskusja na temat ks. Króla wywiązała się też w mediach społecznościowych, gdzie internauci snuli domysły i wyrażali swe oburzenie. „Ja do kościoła już nie pójdę. Pedofil i tyle. Dobrze niech wyjdzie wszystko, bo na pewno wyjdzie więcej brudu” – pisze jedna z internautek, przypisując kapłanowi przewinienia, za które nie jest oskarżany. „Dobry znajomy kardynała Dziwisza i polityków PiS dostał zadanie, aby odbudować prestiż ośrodka polonijnego Orchard Lake w Detroit. […] Jak to mówi Rydzyk: ‚pokusy się zdarzają’! W efekcie, Ksiądz Król nie tylko nie odbuduje prestiżu seminarium, ale pewnie zrujnuje je finansowo, kiedy przyjdzie płacić odszkodowania. Podobno biedak uciekł do Polski […]. Niestety wstyd pozostanie!” – pisze inny internauta, powtarzając nie zweryfikowane pomówienia i porzucając w zapomnienie – podobnie jak inni – obowiązującą w USA zasadę „innocent until proven guilty”, czyli „niewinny dopóki mu nie udowodnią winy”.

Tymczasem zarzuty przeciwko ks. Królowi dopiero trafiły do sądu. Nie było jeszcze rozprawy, strona oskarżająca nie przedstawiła jeszcze żadnych dowodów. Ks. Mirosław Król nie został uznany winnym. Czas pokaże, jak sprawa się potoczy i czy oskarżenia okażą się uzasadnione.

Sam kapłan zaprzecza zarzutom i gotowy jest do walki o swoje dobre imię. – Jestem niewinny, padłem ofiarą pomówień – mówi ks. Król, dodając, że przeżywa niezwykle trudne chwile, ale wdzięczny jest za wsparcie rodziny i wielu ludzi, którzy okazują mu życzliwość. – Są całym sercem ze mną. Odzywają się do mnie nawet osoby, które poznałem dawno temu. To mnie podtrzymuje na duchu. Wierzę, że przyjdzie czas na dobro i prawdę. Spokojnie czekam, zgodnie z zaleceniem mojego adwokata – stwierdził w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” duchowny, który rzeczywiście przebywa w Polsce, ale nie jako uciekinier, lecz na urlopie. Jest w Polsce, by być bliżej ojca, który przeszedł niedawno udar. Stamtąd współpracuje z prawnikami. Dodaje, że ze względu na to, iż sprawa jest w toku, nie może rozmawiać o szczegółach.
***
Krytyczne słowa wobec ks. Króla słychać głównie ze strony tych, dla których jego nazwisko to tylko kolejne z listy kapłanów oskarżonych o nadużycia. Łatwo im na fali krytyki Kościoła dorzucić swoje trzy grosze i przykleić łatkę.

Ci, którzy ks. Mirosława Króla znają, bo z nim pracowali, albo działali w polonijnym środowisku, stają w jego obronie. Publicznie na ten temat wypowiedział się ks. Adrian Frąckowiak, wychowanek ks. Mirosława Króla z Orchard Lake, a obecnie wikary w diecezji Manchester w New Hampshire. Zarzuty wobec ks. Króla nazywa bezpodstawnymi. „Określenia, które pojawiły się w prasie i w sądowym pozwie są krzywdzące i nieprawdziwe. Uderzają nie tylko w dobre imię ks. Króla, ale także imię szkoły i seminarium, którego absolwentem zostałem w 2019 roku” – mówi w wywiadzie dla Agencji Informacyjnej Katolickiej ks. Frąckowiak, który w Orchard Lake był klerykiem w latach 2017-2019.

Ks. Mirosław Król, który wcześniej (2006-2011) był wicerektorem i dziekanem Orchard Lake, w 2017 r. objął tam stanowisko kanclerza. Jego misją było postawienie na nogi i przywrócenie świetności temu jedynemu w Stanach Zjednoczonych polonijnemu seminarium duchownemu, które działa tam od 135 lat. Gdy w 2017 r. wrócił do Orchard Lake, kształciło się tam zaledwie 6 kleryków. Obecnie do posługi kapłańskiej przygotowuje się 21 młodych mężczyzn. „Objął seminarium w bardzo trudnych okolicznościach – było ono przygotowane do zamknięcia. Zbiory polonijne – obrazy i drogocenne pamiątki po Polakach, którzy opuszczali kraj i przybywali do USA, były rozkradane i nikt nie przejmował się losem kleryków w Orchard Lake. […] Ks. Król był pełnym energii i dobrego ducha kapłanem, przepełnionym miłością do liturgii i Pana Boga. Szybko ja i inni klerycy zorientowaliśmy się, że chce odbudować i przywrócić do świetności nasze seminarium” – mówi ks. Frąckowiak, dodając, że ks. Król promował polską kulturę, organizował sympozja i wydarzenia kulturalne na kampusie, wyremontował pokoje akademickie.

„Nigdy, gdy przebywałem z nim sam na sam w samochodzie, nie proponował niczego niestosowanego ani werbalnie, ani żadnym gestem. I nigdy też tego nie robił w stosunku do innych kleryków, z którymi się przyjaźnię. Wszyscy moi znajomi, w tym wielu kapłanów, są zaskoczeni i oburzeni tymi oszczerstwami” – mówi ks. Frąckowiak w wywiadzie dla KAI. Jego zdaniem, oskarżenia mają na celu „zniszczenie bardzo dobrej opinii ks. kanclerza i zaprzeczenie jego całkowitemu oddaniu dla Polonii i dla seminarium w Orchard Lake”.
Zdaniem ks. Frąckowiaka, osobom oskarżającym mogło się nie spodobać to, że ks. Król był bardzo wymagający i zwalniał pracowników, którzy nie wykonali swojej pracy rzetelnie. Twierdzi też, że ks. Król nie tolerował skłonności homoseksualnych pracowników i podopiecznych seminarium.

***
„Do tej pory nie mogę pogodzić się z tym, jakim trzeba być osobnikiem, żeby porządnego, powtarzam porządnego człowieka tak upodlić” – piszą w liście do „Nowego Dziennika” Barbara i Sławomir Kujawa. Pan Sławomir zna ks. Króla od 27 lat. Poznali się w parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Linden, NJ, gdzie pan Sławomir pracowalł przy utrzymaniu plebanii i kościoła, a ks. Król – jako wikary, a potem proboszcz. „Był bardzo lubianym, szanowanym księdzem. Ja przez te lata nigdy, przenigdy nie zauważyłem z jego strony żadnego nietaktownego zachowania” – pisze Kujawa. „Gdy po kilku latach wrócił do św. Teresy jako proboszcz, zmienił parafię na lepsze. Przybyło nowych parafian, potrafił dotrzeć do każdego człowieka. Jest bardzo taktownym człowiekiem i dobrym przełożonym, choć wymagającym” – pisze pan Sławomir.

Rok po tym, jak ks. Król objął stanowisko kanclerza w Orchard Lake, państwo Kujawa przyjęli propozycję pracy na kampusie seminarium i z New Jersey przeprowadzili się do Michigan. „Miałem nieprzyjemność poznać tych, którzy wylewają (te pomyje) na niewinnego człowieka” – pisze pan Sławomir, im przypisując to, o co oni oskarżają ks. Króla. List do redakcji kończą zapewnieniem, że „ks. kanonik kanclerz Mirosław Król jest osobą zupełnie niewinną. Jest bardzo dobrym kapłanem, wspaniałym człowiekiem i świetnym zarządzającym. To dzięki jego determinacji to seminarium jeszcze istnieje. Jest on tu bardzo potrzebny, jak również całej Polonii i kościołowi katolickiemu”.

Foto: Archiwum OL

***
Z wielką sympatią i wsparciem wypowiadają się też o kapłanie parafianie z Linden, którzy ks. Mirka znali przez kilka lat jego posługi kapłańskiej, najpierw jako wikarego, potem jako proboszcza. Nie wierzą w oskarżenia. Przekonani są, że zostanie z nich oczyszczony, bo poznali go z zupełnie innej, pozytywnej strony. Cieszą się, że mogą wypowiedzieć się w obronie kapłana.

„Będę bronić ks. Mirka. Nie uznaję ataków na kapłanów. Nie kupuje żadnych oskarżeń przeciwko niemu. Tu chodzi o odszkodowania” – mówi Dorota Kowalczyk, parafianka od wielu lat związana z kościołem św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Jej zdaniem, oskarżenia wysunięte przeciwko kapłanowi to „atak na księży i atak na Orchard Lake, żeby go zlikwidować”.
„Te oskarżenia to jedno wielkie kłamstwo i oszczerstwa – mówi także Aneta Argasiński, która do parafii w Linden należy od 8 lat i wraz z rodziną bierze czynny udział w życiu parafii. – Nasze zaangażowanie rozpoczęło się, kiedy proboszczem był ks. Mirek, który swoją osobowością i otwartością zawsze potrafił zachęcić do działania. Wszyscy, którzy mięli okazję bliżej go poznać, wiedzą, że jest oddanym kapłanem wypełniającym wiernie swoje powołanie. Otaczamy ks. Mirka modlitwą i głęboko wierzymy, że zostanie oczyszczony z zarzutów i że prawda zwycięży!”.

„Ks. Król postawił parafię w Linden na nogi, rozbudził tu Polonię. To bardzo uczciwy człowiek i hojny. Za swoje pieniądze kupował różne rzeczy w Polsce i przywoził do kościoła. Jak ktoś przyszedł z prośbą o pieniądze, to dawał z własnej kieszeni” – mówi Tadeusz Osiński, trustee i członek komisji finansowej w radzie parafialnej. Opowiada, że gdy ks. Król objął parafię w Linden jako proboszcz, była w złej kondycji finansowej, groziło jej zamknięcie. „Miał dwa wyjścia: skoncentrować się na spłacaniu długów albo rozkręcić parafię” – opowiada Osiński. Ks. Król wybrał to drugie. Wymienił posadzkę w kościele, ławki, główny ołtarz i dwa boczne, wyrównał parking, odnowił toalety i plebanię. Przede wszystkim zaś mocno skupił się na rozbudowaniu wspólnoty parafialnej. Ponadto w 2013 r. powstało tam archidiecezjalne sanktuarium im. Św. Jana Pawła II, które zaczęło przyciągać wiernych oraz dostojników kościelnych. Potem założona została Polska Szkoła Dokształcająca im. Karola Wojtyły, działająca do dziś w budynku po szkole katolickiej.

„Nie wierzę w oskarżenia przeciwko niemu. Zawsze był przeciwko LGBT i oficjalnie o tym mówił. Nie lubił nagonki na Kościół. Nigdy go nie widziałem pijanego, a bywałem z nim na prywatnych spotkaniach i na oficjalnych uroczystościach. Ta nagonka na niego jest niesłuszna. Mam nadzieję, że wybroni się z tych oskarżeń. Niestety, reputację łatwo zniszczyć w tym kraju” – mówi Osiński.
***
„Mówił: potrzebna pomoc, a ludzie przychodzili i pomagali. W ten sposób bardzo dużo dobrych rzeczy w parafii zostało zrobionych za czasów ks. Króla” – mówi Tadeusz Halat, parafianin ze św. Teresy od Dzieciątka Jezus, który brał udział w różnych projektach przy kościele. – „Nigdy nie słyszałem, żeby coś było nie tak. A o takich rzeczach słyszy się, bo ludzie od razu gadają. Mój syn był ministrantem i nigdy do nas nie doszła zła opinia o ks. Królu”. Dodaje, że w pozwie sądowym wiele rzeczy mu się nie zgadza. „Z tego co wiem, to ks. Król miał poważne problemy z sercem. Nie myślę, że mógł nadużywać alkoholu” – mówi parafianin i wierzy, że kapłan zostanie oczyszczony z zarzutów: – „Mam nadzieję, że sprawa pójdzie w dobrą, prawdziwą stronę. To co się dzieje, nie mieści się w głowie”.

„W Linden ks. Król był bardzo lubianym i cenionym kapłanem. Bardzo aktywny i zaangażowany” – mówi Ryszard Smykowski, który do parafii św. Teresy należy od 20 lat, jest katechetą i jednym z najbardziej aktywnych parafian. Wraz z kilkunastoma osobami założył Koło Rycerzy Kolumba, w czym ks. Król im aktywnie pomagał. „Przychodził na spotkania i był naszym przewodnikiem duchowym – mówi Smykowski, wspominając jak ks. Król uczestniczył w organizacji wyjazdów na Światowe Dni Młodzieży i wspierał wiele innych inicjatyw podejmowanych przez wspólnotę parafialną. – Gdy zaproponowano mu pozycję w Orchard Lake, nastał w parafii smutek. Martwiliśmy się, kogo dostaniemy jako proboszcza. Skończyło się dobrze, bo przyszedł ks. Ireneusz, też wspaniały i oddany kapłan. Z drugiej strony wiedzieliśmy, że ks. Mirek będzie dobry do misji, jaką miał do spełnienia w Orchard Lake, bo jest dobrym organizatorem i ma kontakty w Polsce”.

Ks. Mirosław Król w swoim biurze w parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Linden, gdzie był proboszczem w latach 2011-17. Foto: Aleksandra Słabisz

Dodaje, że ani on, ani grono parafian, z którymi współpracował, nigdy nie miało żadnych zastrzeżeń w stosunku do ks. Mirka. „Zawsze cieszył się bardzo dobrą opinią jako administrator i duszpasterz. Nigdy bym go nie podejrzewał o te rzeczy, o które jest oskarżany. Jestem zaszokowany zarzutami. Modlę się za niego i mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni” – mówi Smykowski, który podobnie jak wiele innych parafian kontynuował znajomość z ks. Królem, gdy ten wyjechał do Michigan. „Przyjeżdżał do Linden. My byliśmy na jego rocznicy święceń” – wspomina.
***
Dobre wrażenie po sobie ks. Mirosław Król zostawił też w innych parafiach, gdzie służył jako wikary. „Bardzo serdeczny, otwarty na ludzi. Był kapłanem bardzo lubianym – mówi Wojciech Kozłowski, parafianin z kościoła św. Elżbiety w Wyckoff, którego rodzina z ks. Królem od 20 lat utrzymuje przyjaźń. – W jego obecności można było być dumnym, że jest się Polakiem. Jest patriotą. Często mówił o Polsce podczas kazań. Chciał pomagać Polonii, Kościołowi” – opowiada parafianin.

Zdaniem pana Kozłowskiego, oskarżenia wysunięte wobec kapłana to nagonka na niego. „Bywał u nas na obiedzie, uczestniczył w spotkaniach z innymi rodzinami. Nikt nie zauważył, żeby się zachowywał niewłaściwie. Ci ludzie, którzy go oskarżają, chcą wykorzystać sytuację dla korzyści finansowych. To bardzo dobry ksiądz. Kościół był dla niego świętością. Jesteśmy w 100 procentach za nim i w 100 procentach pewni, że te wszystkie oszczerstwa i pomówienia okażą się nieprawdą” – stwierdza nasz rozmówca i wraz z rodziną trzyma kciuki za szybkie oddalenie zarzutów: – „Syn pyta, kiedy się ta sprawa skończy, bo żeni się w czerwcu i chce, by ks. Mirek udzielił mu ślubu, tak jak kiedyś jego siostrze”.
***
Niestety, sądy nie działają szybko. Sprawa ta może ciągnąć się miesiącami, trzymając w napięciu ks. Mirosława Króla i jego sympatyków. – „Dość często wracam do homilii, które klerykom głosiłem w seminarium. Mówiłem, że nie ma kapłaństwa bez krzyża. Nigdy nie przypuszczałem, że będę musiał sobie to powtarzać. To, co teraz przeżywam, to krzyż mojego kapłaństwa, który muszę godnie nieść” – mówi oskarżony kapłan.