Niepewna przyszłość Polskiego Klubu Żeglarskiego

398
Komandor Tomasz Skrobecki: "Aby utrzymać klub, potrzebna jest duża liczba członków, którzy będą dla tego klubu pracować" – Zdjęcia: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

"Na razie jesteśmy w Gateway Marina, ale nie wiadomo, jak to będzie w przyszłości, bo powoli zaczynają nas przerastać koszty utrzymania" – mówi Tomasz Skrobecki, komandor Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku

Wiatr już dmucha mocno w żagle klubowych i zaprzyjaźnionych jachtów. Już minął miesiąc od regat, które otworzyły sezon 2019 w waszym klubie – odbyły się w sobotę, 25 maja – ale takie wydarzenia pamięta się długo. A jak ty je zapamiętałeś?

– To było ważne wydarzenie. Na regaty stawiło się pięć łódek i sporo ludzi, chociaż oczywiście mogłoby być więcej. Liczyliśmy przede wszystkim na to, że będzie więcej załóg innych nacji, bo byli zaproszeni Rosjanie i Amerykanie, ale – jak się okazało – jedni i drudzy mieli jakieś inne regaty w planach, dlatego na naszych się nie stawili. Jakoś tak się składa, że w regatach rozpoczynających sezon z reguły startuje mniej załóg, aniżeli w tych następnych. Wynika to zazwyczaj z faktu, że wielu żeglarzy nie ma jeszcze przygotowanych łódek do pływania.

Ostatecznie do mety przypłynęło pięć łódek, bez żadnych złych przygód, przy naprawdę fantastycznej pogodzie. Trasa też była bardzo fajna, na początku pod wiatr, potem z wiatrem. Było wszystko to, co w regatach jest najlepsze.

Klub w przyszłym roku będzie obchodził 30. rocznicę powstania i nieprzerwanej działalności. Jego historia jest ciekawa i bogata – można się z nią zapoznać zarówno na waszej stronie internetowej, jak i sięgając po książki, które z okazji kolejnych rocznic wydaliście. Jaka jest aktualna sytuacja klubu: czy garną się do was ludzie zainteresowani żeglarstwem, czy radzicie sobie finansowo?

– Istniejemy w tej samej marinie od wielu lat, ale nie wiadomo, jak to będzie w przyszłości, bo powoli zaczynają nas przerastać koszty utrzymania. Co miesiąc, za nasz pobyt w Moonbean Gateway Marina, musimy właścicielom płacić coraz więcej. Jeszcze dwa lata temu było to 2100 dolarów, a obecnie – po objęciu mariny przez nowych właścicieli, którymi są rosyjscy biznesmeni – jest to już 3000 dol. miesięcznie. Już w 2018 roku chcieli od nas trzy tysiące, ale udało nam się zbić tę sumę do 2500 dol. Jest to dla nas duża kwota, bo trzeba te pieniądze zarobić.

Aby utrzymać klub, potrzebna jest duża liczba członków, którzy będą dla tego klubu pracować. Ta gonitwa powoli przestaje mieć sens. Dlatego zaczęliśmy się rozglądać za innym miejscem, do którego moglibyśmy przenieść naszą Barkę. Nie jest to łatwe. Barka to nie jest jacht, na którym podniesiesz żagiel i odpłyniesz. Aby można ją było dokądkolwiek przenieść, trzeba by zmobilizować duże siły, bo byłaby to wielka operacja. Ponadto właściciele różnych marin, z którymi rozmawialiśmy, nie chcą się zgodzić na wprowadzenie starej Barki. Próbujemy zdobyć miejsce od parków, gdzieś w podobnym miejscu nad wodą, ale to jest bardzo długa i trudna droga. Znaleźliśmy fajne miejsce po drugiej stronie lotniska Floyd Benett, które moglibyśmy zaadaptować. Byłoby tam sporo fajnej przestrzeni dla dzieci, bo jest spokojna woda, wszyscy nasi członkowie mogliby trzymać tam łódki. Bardzo chcielibyśmy, ale nie wiadomo, czy rzeczywiście uda nam się to miejsce pozyskać.

Barka – siedziba Polskiego Klubu Żeglarskiego w Gateway Marina w Nowym Jorku

Myśleliśmy też o tym, aby kupić kawałek ziemi gdzieś nad wodą. Nie jest to łatwe i przerażają nas koszty. Dlatego musimy się liczyć z tym, że to nasze nowe miejsce nie może być w żadnej residential area, czyli w pobliżu terenów zabudowanych i zamieszkanych przez ludzi, bo w takich miejscach od razu ceny idą w górę.

Gateway Marina powoli pustoszeje, coraz więcej ludzi stąd wyprowadza łódki, ze względu na coraz wyższe opłaty. Zapewne dlatego nowi jej właściciele zobowiązali się z nami współpracować, abyśmy mogli trochę tych pieniędzy odrobić, ale tak naprawdę w tym momencie jest to praca dla nich, a nie dla nas. Umawiałem się z nimi, że zaproszą ludzi na nasze regaty, ale… nie wyszło. Tłumaczyli to sytuacją mariny, która jest w trakcie restrukturyzacji. W zamian przysłali kucharza z grillem i zafundowali nam pieczone kurczaki. I chwała im za to!

Szukamy wyjścia z tej trudnej sytuacji. Potrzebujemy pomocy w znalezieniu lepszego i tańszego dla nas miejsca albo sponsorów, którzy ulżyliby nam w dźwiganiu ogromnych opłat.

Jaki jest aktualny stan klubu i jego siedziby, czyli – krótko mówiąc – ilu członków liczy klub, ilu macie sympatyków?

– Mamy blisko 50 członków, którzy regularnie płacą składki. Mamy też kilkudziesięciu sympatyków, którzy pojawiają się na naszych imprezach. Natomiast takich osób, które mają ochotę przyjść na Barkę i popracować w sobotę czy niedzielę, jest niewiele. Kiedyś w klubie było znacznie więcej ludzi, ale czas robi swoje: jedni odchodzą albo wyjeżdżają, a napływu nowych, młodych raczej nie widać. Mamy napływ nowych członków głównie poprzez organizowane kursy, czasami się pojawi ktoś polecony przez znajomych, niemniej nie jest to liczba, szczególnie ludzi gotowych do pracy dla innych, która byłaby w stanie utrzymać klub.

A na Barce jest teraz dużo do zrobienia, bo jest już leciwa, pojawiają się przecieki. Będziemy musieli zrobić uszczelnienia w komorze i założyć nowy holiding tank, aby mogła działać łazienka i cała kanalizacja. Wiąże się to z dużymi kosztami oraz pracą i poświęceniem wielu ludzi.

Ale, jak widać, mimo tych licznych problemów, nie poddajecie się. Rozumiem, że w nowym sezonie będziecie również prowadzić działalność szkoleniową, że będziecie chętnych oswajać z żaglami i oceanem.

– Planujemy zorganizować na naszej Barce trzy obozy letnie dla dzieci. Pierwszy rozpocznie się 7 lipca, a zakończy 13. Drugi obóz trwać będzie od 28 lipca do 3 sierpnia, natomiast trzeci – od 25 do 31 sierpnia. Na drugi obóz już nie ma miejsc. Aby zapisać dziecko na któryś z pozostałych obozów, wystarczy wysłać e-maila pod adresem [email protected] lub zadzwonić pod numer: 347-420-5219.

Prowadzimy też szkolenia dla dorosłych na naszej klubowej „Babie Jadze”. Aktualnie mamy kilku kursantów. Informacje są na naszej stronie internetowej: www.zeglarzeny.org. Nie ukrywam, że jest to ogrom pracy. Potrzeba też ludzi, którzy to wszystko wykonają.

Na razie działamy. Martwię się jednak, co będzie dalej. Kursy, szkolenia, regaty i klubowe imprezy powoli przyciągają nowych członków i sympatyków. Jeśli jednak znowu wzrosną nam opłaty, to może zabić klub. Tylko utrzymanie Barki i jachtu „Baba Jaga“ kosztuje nas 40 tysięcy dolarów rocznie. Do tego dochodzą inne opłaty, w tym także za prąd – w skali roku kosztuje nas to wszystko ponad 50 tysięcy dolarów.

Podczas regat i innych imprez spotykam niemal zawsze te same osoby, które pracują za barem, przy wydawaniu jedzenia, przygotowują Barkę do imprezy, sprzątają. A więc są tacy, którym się chce tu być, pracować dla klubu.

– Nie ma, niestety, wielu takich osób. Są to świetni wolontariusze, całym sercem oddani klubowi i żeglarstwu. Zawsze jest z nami Ela Ziółkowska, która – wraz ze swoim partnerem Mietkiem Paszkowskim – potrafi wszystko ogarnąć. Bardzo się udziela Mirek Popławski. Jest skarbnikiem w naszym zarządzie, ale zajmuje się wszystkim, co tylko się pojawia – dzięki niemu bycie komandorem jest o wiele łatwiejsze. Bardzo pracowici są moi dwaj wicekomandorzy: Radek Kurek i Adam Orzechowski. Adam jest bardzo zaangażowany w remont Barki. Ja też poświęcam mnóstwo czasu i energii dla klubu, kradnę ten czas mojej rodzinie. Wolontariat ma jednak swoje granice.

Klub wiele razy organizował festiwale piosenki szantowej. Niestety, od pewnego czasu ich nie ma. Czy jest szansa na to, że w najbliższej przyszłości pośpiewamy sobie jeszcze przy gitarze, siedząc na Barce, bujanej przez fale?

– W przeszłości to było tak, że przyjeżdżał z Polski jakiś szantymen i organizowało się festiwal. Główną postacią naszych festiwali był Jurek Porębski. W sobotę, 23 lutego, podczas 38. Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Żeglarskiej Shanties 2019 „Oceany Marzeń“ w Krakowie, w kinie Kijów, odbył się specjalny koncert „Za zdrowie Poręby“ z okazji jego 80. urodzin. Niestety, Jurek nie mógł w nim uczestniczyć ze względu na zły stan zdrowia – był wtedy w szpitalu. Nasz klub ufundował dla niego specjalną nagrodę z podziękowaniami za jego twórczość i za to, że był i jest z nami. Jeśli Jurek odzyska siły i przyleci do nas, jeśli przylecą również inni artyści – to na pewno festiwal piosenki szantowej zorganizujemy.

Niestety, to wszystko wiąże się z pieniędzmi. Jeśli my musimy liczyć każdego dolara, aby przetrwać, to po prostu nie stać nas na sprowadzenie z Polski artysty, opłacenie mu biletów za przelot i pobytu w Nowym Jorku. Nie mamy przy tym gwarancji, że to się zwróci, że nie wtopimy kolejnych kilku tysięcy. W przeszłości mieliśmy już taki przypadek. Wtedy poradziliśmy sobie, bo odzyskaliśmy stracone pieniądze na innych imprezach, ale teraz byłoby to raczej niemożliwe. Niemniej jednak nie oznacza to, że nie będzie u nas koncertów. W zeszłym roku wystąpił u nas zespół Chupacabra oraz instrumentalista Paweł Stępień, znany z polskiej edycji „Mam Talent“. W tym roku na pewno też coś przygotujemy.

ROZMAWIAŁ JANUSZ M. SZLECHTA

Polish Sailing Club of New York – Polski Klub Żeglarski

Moonbean Gateway Marina

3260 Flatbush Avenue

Brooklyn, NY 11234

tel. 917-655-3372

www.zeglarzeny.org