Nierówna walka o prawdę

300

Polska jako kraj najbardziej dotknięty niemieckim nazistowskim terrorem, 75 lat po zakończeniu II wojny światowej wciąż zmaga się z jej skutkami, będąc ofiarą kolejnej wojny – tym razem informacyjnej. Niestety i tym razem musimy się bronić sami, ale jest jeden problem. Jeszcze nie zorientowaliśmy się, skąd lecą najmocniejsze ciosy.

Niedawno minęło 75 lat od zakończenia II wojny światowej, w której niewątpliwie Polska poniosła największe straty zarówno osobowe, jak i materialne. Z perspektywy czasu widać jednak, że większość tego czasu my jako kraj, ale także my jako jego obywatele trwaliśmy w przekonaniu, że historii nie da się zafałszować i nie da się zmienić. Dopiero dziś wychodzi na to, jak bardzo się myliliśmy. Każdy rok z minionych 75 lat nasi zachodni sąsiedzi – Niemcy, przepracowali nad tym, by kolejne pokolenia utwierdzić w przekonaniu, że to nie Niemcy wyrządzili krzywdę światu, a naziści i wielu w istnienie tego wyimaginowanego narodu zaczęło wierzyć.
To pozwoliło Niemcom stać się najpotężniejszym gospodarczo krajem Europy, którego produkty „Made in Germany” są gwarancją jakości i solidności, o historii jednak nie wspominając. Przykład? Porsche to dla wielu osób dziś synonim luksusu i bogactwa, a jego posiadanie to powód do dumy i publikacji kolejnych zdjęć z autem w serwisach społecznościowych. Nikt już nie pamięta, że założyciel firmy Ferdinand Porsche na polecenie Hitlera stworzył samochód dla niemieckiego ludu – volkswagena garbusa, a w jego zakładach pracowało tysiące więźniów obozu Auschwitz-Birkenau.
Polska przez 75 lat nie tylko biernie przyglądała się, jak Niemcy krok po kroku oczyszczają swój naród z winy, ale także nie protestowała, gdy zabierano jej miano ofiary. To z kolei dzieło Izraela, który skutecznie polskich obywateli wyznania żydowskiego wraz z majątkiem z chęcią wpisuje na listę strat swojego państwa. To między innymi połączenie tych dwóch działań postawiło Polskę w trudnej sytuacji, w której musi udowadniać swoją rację i zmagać się z wieloma przekłamaniami historycznymi.
W dzisiejszym świecie jest o tyle trudniej, że przekazanie i zainteresowanie milionów ludzi kłamliwą informacją to kwestia kilku minut i niezbyt dużej ilości pieniędzy. Zasługę w tym ma internet oraz wiara ludzi w to, że to co w nim znajdą jest w pełni wiarygodne. Właściciele największych portali społecznościowych przez lata kłamstwa historyczne nazywali „wolnością słowa”. Czy wkrótce się to zmieni?

Lepiej późno niż wcale
Największy portal społecznościowy na świecie – Facebook.com – stał się czymś więcej niż tylko platformą do komunikowania się znajomych. To wielka machina informacyjna, z której miliony ludzi na całym świecie dowiadują się nie tylko co słychać u przyjaciół, ale także o tym co dzieje się za oknami. Przez wielu jest on wykorzystywany do manipulowania opinią społeczną. Służą do tego kłamliwe informacje, także te mówiące o holokauście i historii.
Z opublikowanego w sierpniu br. raportu Instytutu Dialogu Strategicznego (ISD), brytyjskiego think thanku, wynikało, że algorytmy Facebooka „aktywnie promują” treści negujące Holokaust. Jeśli użytkownik odwiedzał strony negacjonistyczne, Facebook rekomendował mu inne tego rodzaju treści. Firma zobowiązała się wówczas do usuwania m.in. treści antysemickich, jednak nie klasyfikowała negowania Holokaustu jako mowy nienawiści.
Dwa lata temu szef Facebooka Mark Zuckerberg powiedział w wywiadzie dla serwisu Recode, że jakkolwiek uznaje za „głęboko obraźliwe” zaprzeczanie Holokaustowi, nie uważa jednak, iż takie treści powinny być zakazane na Facebooku. Po dwóch latach Zuckerberg przejrzał jednak na oczy i zmienił swoją decyzję: „Zmagałem się z konfliktem między opowiadaniem się za wolnością słowa a szkodami spowodowanymi minimalizowaniem lub negowaniem horroru Holokaustu” – napisał Zuckerberg na Facebooku. „Moje myślenie zmieniło się, ponieważ widziałem dane pokazujące wzrost przemocy na tle antysemickim” – dodał.
Krok Zuckenberga pochwalił Światowy Kongres Żydów i Komitet Żydów Amerykańskich, który wydał z tego powodu specjalne oświadczenie: „Od kilku lat Światowy Kongres Żydów opowiada się za usuwaniem przez Facebook treści negujących Holokaust ze swojej platformy. Światowy Kongres Żydów docenia i jest wdzięczny za owocną współpracę prowadzącą do tego wyniku. Z niecierpliwością czekamy na wykorzystanie tego pozytywnego impulsu i kontynuowanie współpracy w celu wyeliminowania mowy nienawiści – skierowanej przeciwko Żydom i innym społecznościom mniejszościowym – z mediów społecznościowych. Wzywamy wszystkie firmy społecznościowe do podjęcia konkretnych działań przeciwko negowaniu Holokaustu, tak aby zwrot „Nigdy więcej” brzmiał jak prawdziwy” – napisano w oświadczeniu, a przewodniczący Światowego Kongresu Żydów Ronald S. Lauder dodał: „Podejmując decydujący krok w celu usunięcia treści negujących Holokaust, Facebook pokazuje, że uznaje negowanie Holokaustu za to, czym naprawdę jest – za formę antysemityzmu, a tym samym mowy nienawiści” – brzmią słowa Laudera.
Kilka dni później podobną decyzję podjęło szefostwo serwisu Twitter.com, które poinformowało, że zakaże publikowania treści zaprzeczających Zagładzie. Polityka serwisu co prawda nie określa wyraźnie, że podważanie brutalnych wydarzeń i ludobójstw jest sprzeczne z zasadami Twittera, rzeczniczka firmy potwierdziła jednak, że „próby negowania lub umniejszania” takich zdarzeń jak m.in. Holokaust będą usuwane i interpretowane jako mowa nienawiści. „Potępiamy antysemityzm i mowę nienawiści, nie ma dla nich miejsca w naszym serwisie. Podobnie jak nie ma miejsca na gloryfikowanie przemocy. Dlatego podejmiemy odpowiednie działania wobec treści pomniejszających lub wychwalających przypadki przemocy i ludobójstwa w historii, w tym dotyczących Holokaustu” – napisała w oświadczeniu rzeczniczka Twittera.

Polska na łopatkach
Choć oświadczenia, zarówno serwisu Twitter jak i Facebook, należy uznać za dobry znak, to warto zwrócić uwagę na komentarze pochwalne płynące tylko z jednej strony. Brakuje tu odniesienia się choćby polskich władz czy polskich stowarzyszeń, dbających o dobre imię Polski, którym powinno zależeć na historycznej prawdzie i wiarygodnym przekazie na temat roli ofiary, jaką Polska niestety miała w II wojnie światowej. Braki w tego typu komunikacji widać choćby przeglądając największe portale społecznościowe. Na portalu Facebook.com z łatwością można znaleźć profile, które szkodzą prawdzie i działają na niekorzyść naszego kraju.
Od marca 2018 roku działa m.in. profil „Polish Death Camps – we want truth”, na którym możemy znaleźć linki do szkalujących Polskę materiałów na stronie timesofisrael.com. Innym przykładem jest działalność profilu „Poland and Holocaust”, ewidentnie sugerującego nie tylko udział Polaków w Holokauście, ale także próbę wybielania historii przez Polaków. Profil funkcjonuje od lutego 2018 roku, polubiły go dotąd 284 osoby, a 291 obserwuje publikowane na nim informacje.
Z kolei od stycznia tego roku na Facebooku funkcjonuje profil o tej samej nazwie, ale działający w kategorii „konsultantów edukacyjnych”. W informacjach możemy znaleźć adres strony internetowej, która nie zawiera żadnych informacji, tylko same pytania w języku angielskim – „Gdzie są polskie obozy śmierci? Czy Polska jest odpowiedzialna za Holokaust? Dlaczego Polska przegłosowała ustawę o Holokauście?”… Autor strony zachęca osoby, które zadają sobie tego typu pytania, do pozostawienia adresu email, na który będą przesyłane podcasty w owych tematach.
Z trudnych do ustalenia przyczyn na Facebooku funkcjonuje także zespół muzyczny, który najprawdopodobniej realnie nie istnieje, ale ktoś uznał, że nazwa „Polish Death Camp” bardzo do niego pasuje. Sytuacja ma się jeszcze gorzej na portalu, którego właścicielem jest Facebook i który jest coraz bardziej popularny wśród młodych ludzi – chodzi o portal i aplikację Instagram. Możemy na nim znaleźć ponad sto wpisów z hashtagiem #PolishDeathCamp. Jeden z wpisów na grafice ma wizerunek Hitlera i sugeruje, że był Polakiem. Inna przedstawia historię uratowanego z obozu Żyda, nie omieszkując dodania kłamliwego hashtagu. Na Twitterze ten sam hashtag #PolishDeathCamps także nie jest zabroniony, a setki ukrytych pod pseudonimami osób wypisując go promują nieprawdę i powielają historyczne kłamstwo, uderzając w nasz kraj.
Opisane powyżej przypadki to tylko przykład z użyciem najbardziej kłamliwego i niesprawiedliwego stwierdzenia, wiążącego nasz kraj z nazistowskimi niemieckimi obozami, które Hitler kazał rozmieścić w Polsce. Polskie instytucje i rząd walczą z nimi za każdym razem, gdy użyją go niedouczeni dziennikarze czy nawet politycy, ale w przypadku mediów społecznościowych w walce tej na razie leżymy na łopatkach.


Wszyscy w Polsce walczymy o historyczną prawdę, ale obawiam się, że wielu z walecznych nie zdołało się zorientować, iż przeciwnik zmienił ring. Czekając na kolejne przekłamanie w międzynarodowej gazecie bądź telewizji, albo na bzdurną wypowiedź polityka, w mediach społecznościowych wyrastają kolejni, którzy kłamią czasem dla zabawy. Zabawa ta jest jednak dużo groźniejsza niż nam się wydaje. Powód jest oczywisty. Nowe pokolenie nie ogląda CNN-u i nie czyta „New York Post”, a siedzi z nosami w swoich komputerach i smartfonach przez wiele godzin dziennie. Większość z nich bezgranicznie wierzy w to, co zobaczy na ekranie, nie sprawdzając przy tym wiarygodności informacji. Dodatkowo kłamstwa w internecie nigdy nie giną, tak jak wszystko to co w nim opublikujemy. Każda z firm technologicznych jest jednak na tyle zaawansowana, by móc jednym kliknięciem ustawić słowo czy słowa pełne kłamstw, jakie nie powinny być nigdy opublikowane. Na dobry początek Facebook i Twitter powinni ustanowić hashtag #PolishDeathCamps jako zabroniony. Zarówno polskie fundacje, rząd, jak też ambasada Polski w USA powinny zaapelować o automatyczne usuwanie postów z owym hashtagiem. To podstawowe kłamstwo, od którego eliminacji powinniśmy zacząć.