Nikomu na złość, tylko na lepszą przyszłość

103
EPA-EFE/BART MAAT
Zagłosujmy. Nie tylko dlatego, że możemy, ale także i po to, by udowodnić, że Polonia w USA ma znaczący głos. Chodzi nie tylko o zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego, ale w ogóle o wybory. Także te amerykańskie. Politycy powinni zabiegać o głosy Polonii, bo jak się szacuje, mieszka nas w USA kilka milionów. To wystarczy, by nas zauważono. Ale to zależy w sporej części od nas. Czy nam – Polonii – będzie się po prostu chciało.

Niby angażujemy się w politykę, słychać to chociażby w poczekalniach u polonijnych lekarzy czy w instytucjach. Dyskutujemy, czasem kłócimy i przekonujemy, że nasz wybór to ten właściwy dla Polski. Później nadchodzą wybory. A tuż po nich liczona jest frekwencja. Zazwyczaj niezbyt imponująca. W ostatnich wyborach do polskiego parlamentu zarejestrowało się w USA mniej niż 30 tys. osób. Choć uprawnionych było tysiące więcej. Coś jednak się ruszyło, bo wtedy utworzono rekordową liczbę (32) komisji wyborczych. Najwięcej (to już jak zwykle) w Chicago i Nowym Jorku.

W najbliższych wyborach – do Parlamentu Europejskiego – głos będziemy mogli oddać w USA, w jednej z 16 obwodowych komisji wyborczych. Dla wielu osób (i wcale się im nie dziwię) będzie za daleko. Dlatego warto już teraz, przed jesiennymi wyborami do polskiego Sejmu i Senatu, tworzyć dodatkowe komisje. Aby mogły powstać, wystarczy, aby na terenie danego obwodu przebywało co najmniej 15 wyborców obywateli polskich. Wniosek o utworzenie komisji należy zgłosić do konsulatu. I tyle. Już jest za późno, by takie miejsca powstały przed najbliższym głosowaniem do Parlamentu Europejskiego.

To ważne wybory, bo ważna jest przyszłość Unii Europejskiej. Trochę pokiereszowanej, ale bez niej nie przetrwamy. A w podobnym tonie wypowiadają się, szczególnie ostatnio, politycy wszystkich startujących w wyborach partii. WSZYSTKICH. Nawet tych, którzy tę Unię kochają mniej lub tylko udają, że kochają. Mija 15 lat od wstąpienia naszego kraju w szeregi wspólnoty. Odwiedzamy Polskę i chyba każdy z nas przyzna, że bardzo się zmieniła. Nie chodzi tylko o słynne drogi, które były dziurawe, a już nie są, czy obwodnice, których nie było, a już są. Saldo rozliczeń pomiędzy Polską a Unią Europejską wynosi 110 mld euro. Całkiem sporo. Podróżując przez Polskę trudno tych pieniędzy nie zobaczyć. Są w przedszkolach, szkołach, bibliotekach, Zakładach Aktywności Zawodowych, które pozwalają osobom często wykluczonym, niepełnosprawnym, poczuć się człowiekiem, w nowoczesnych fabrykach czy na placach zabaw. Można nie przepadać za Unią, ale nie można nie doceniać europejskich funduszy.

Wspólnocie potrzebny jest lifting. Z tym się zgadzam. Zrobiła się trochę za mało demokratyczna, po części nawet skorumpowana, oparta na jakichś starych układach, które należy zniszczyć. Część polskich polityków twierdzi nawet, że Unia jest w kryzysie, i to wszelakim: gospodarczym, zadłużeniowym, politycznym, migracyjnym czy wartości. No w jakimś jest na pewno. Dlatego tak ważne są te wybory i głos Polonii oby był jak najliczniejszy.

Uważam też, że bardzo krzywdząca jest opinia, że nam za granicą odzywać się w polskich sprawach nie wolno. Z jakiego powodu? Ignorancja polityczna może przytrafić się każdemu. Szerokość geograficzna nie ma tu znaczenia. Także nad Wisłą zdarzają się wyborcy, którzy głosują, bo „komuś dobrze z oczu patrzy”, albo „zawsze ma wyprasowaną koszulę”. Nie powiem, na kogo będę głosować. Na pewno zgodnie z sumieniem i przekonaniem, że taki wybór dla Polski będzie najlepszy. Nikomu na złość, tylko na lepszą przyszłość. Do zobaczenia przy urnach!