O Sprawiedliwych – więcej i mądrze

69

„Jak mówić o Sprawiedliwych? Przede wszystkim mądrze i wielowątkowo. Tymczasem często oscylujemy między dwiema skrajnymi postawami – mitologizacją Sprawiedliwych albo umniejszaniem znaczenia ich czynów” – uważa dr Anna Stróż, dyrektor Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów. O właściwym upamiętnieniu osób ratujących Żydów dyskutowali w Markowej historycy i muzealnicy, m.in. z Polski, USA, Izraela, Węgier i Łotwy.

Uczestnicy czerwcowej konferencji w markowskim muzeum byli zgodni – o Sprawiedliwych należy mówić więcej. Ważne, by w odpowiedni sposób. Tak, by ich historie były wiarygodne, nawet dla najbardziej sceptycznie nastawionych odbiorców. „Nie tylko mamy prawo, ale i obowiązek zadać pytanie: jak mówić o Sprawiedliwych, by przekaz ten nie był kiczowaty i banalny, i by docierał do każdego” – podkreśla w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” dr Anna Stróż. – Nie można mówić o Sprawiedliwych, jeśli nie pokaże się postaw obojętnych, także negatywnych. Natomiast zawsze trzeba pamiętać o kontekście historyczno-politycznym na danym terenie. Tylko w Polsce za jakąkolwiek pomoc Żydom, nawet dostarczanie pożywienia do kryjówek, groziła śmierć i taką karę wykonywano. Natomiast generalizowanie zawsze szkodzi i dotyczy to zarówno powtarzania, że Polacy byli wyłącznie dobrzy lub wyłącznie źli” – dodaje dyrektor markowskiego muzeum.

Jeden z paneli konferencji nosił tytuł „Sprawiedliwi. Pomiędzy pamięcią a upamiętnieniem”. Biorąca w nim udział dr Lea Ganor, dyrektor Mashmaut Center w Izraelu, ośrodka zajmującego się prowadzeniem sympozjum, warsztatów i konferencji na temat m.in. dziedzictwa i pamięci Zagłady z udziałem mieszkających w Izraelu ocalałych, podkreślała, że należy być ostrożnym w wydawaniu ocen i sądów, także na podstawie doniesień medialnych. „Ostrożność jest w tym względzie niezbędna, gdyż wszystko zależy od tego, kto i dlaczego publikuje dany tekst lub fotografię. Rzeczywistość nie jest czarno-biała. Czy wiecie, jak trudno jest walczyć z ludźmi, którzy mówią, że Polacy kolaborowali z nazistami?” – mówiła dr Lea Ganor. Zwróciła uwagę, że postawy wobec Żydów podczas Holokaustu wahały się od obojętności do wrogości. Natomiast ci, którzy zdecydowali się na pomoc Żydom, musieli całkowicie poświęcić swoje życie. Ich codzienność zmieniała się na zawsze. Lea Ganor podczas konferencji przypomniała historię Geni Kopf. Niemcy zamordowali całą jej rodzinę – ona schronienie znalazła w gospodarstwie Antoniego Tetlaka w Turobinie na Lubelszczyźnie. „Antoni Tetlak uratował nie jedną, a 13 osób, bo życie zawdzięczają mu też dzieci i wnuki Geni. I to dopiero one opowiedziały jego historię. Tymczasem jest wiele przypadków ocalonych, którzy nigdy nie opowiedzieli o swoich doświadczeniach – zwraca uwagę dr Lea Ganor. – Po wojnie mierzyli się z traumą i zaczynali nowe życie. Często nie przykładali więc wagi do tego, żeby upamiętnić tych, którzy ryzykowali dla nich swoje życie oraz życie najbliższych” – dodaje. Historia Antoniego Tetlaka na odkrycie czekała wiele lat, dopiero w 2018 roku został on uhonorowany medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Ci, którzy zdecydowali się na pomoc Żydom, musieli całkowicie poświęcić swoje życie. Ich codzienność, zmieniała się na zawsze.

„Niemalże codziennie napływają do nas historie dotyczące ratowania Żydów. One wszystkie wymagają pochylenia się nad nimi i weryfikacji, a jeśli na to zasługują – upamiętnienia. Jak się okazuje, nie jest to doświadczenie tylko naszej jednostki, ale wszystkich placówek, których przedstawiciele brali udział w konferencji w Markowej” – zauważa dyrektor Anna Stróż. Przed budynkiem muzeum w Markowej, na ścianie pamięci, jest ponad 1100 nazwisk osób, które ratowały Żydów podczas II wojny światowej. Regularnie odsłaniane są kolejne nazwiska. Tak było na przykład w marcu, w Dniu Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką, kiedy jedna z tabliczek poświęcona została Józefowi i Jadwidze Pacułom ze wsi Ostrów na Podkarpaciu. W czasie II wojny światowej schronienie u nich nich znalazł kilkunastoletni żydowski chłopiec Bernard. „Nasza babcia była bardzo skromną, cichą osobą. Zrobiła to z wielkiej mocy miłości, tak uważam. Bardzo kochała Bernarda. Nazywała go Jankiem i traktowała jak syna” – mówi Urszula Stanek, wnuczka państwa Pacułów. – Czy razem z dziadkiem czuli się bohaterami? Nie sądzę. Zresztą nie za bardzo chcieli opowiadać o tamtej rzeczywistości, bo ona dla nikogo nie była łatwa” – zwraca uwagę pani Urszula. Bo Sprawiedliwi mimo heroicznych postaw byli przede wszystkim zwykłymi ludźmi. Opowiadając o nich nie można o tym zapominać. „W muzeach czy filmach opowiadających o tragicznym okresie II wojny światowej w Europie Wschodniej prezentujemy historie ludzi, którzy znaleźli siłę, by zapewnić schronienie prześladowanym, ale wielu daleko jest do świętych” – mówi Lolita Tomsone z Zanis Lipke Memorial na Łotwie, jedna z uczestniczek czerwcowej konferencji. „Zanis Lipke pracował w porcie. W latach 30. był zamieszany w przemyt, ale później uratował ponad 50 Żydów przed śmiercią. Z pomocą rodziny i sąsiadów organizował im różne rodzaje kryjówek. Dostarczał jedzenie. Razem z żoną został uhonorowany tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Film zatytułowany „The Mover” w reżyserii Davisa Simanisa nie kanonizował go, ale uczynił z niego bohatera, o którym warto dyskutować” – dodaje Lolita Tomsone.

Ważna jest edukacja. Najlepiej w wymiarze międzynarodowym. Przykładem, o czym mówiono także w czasie konferencji, może być wystawa prezentowana przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa „Żegota. Ukryta pomoc”, poświęcona ludziom zaangażowanym w działalność Rady Pomocy Żydom, którzy na rozmaite sposoby pomagali Żydom zamkniętym w gettach i obozach koncentracyjnych na terenie Generalnego Gubernatorstwa, a także ukrywającym się na tzw. aryjskich papierach. Wystawa była prezentowana do lipca 2018 r. i stała się też okazją do stawiania przez odwiedzających pytań o zachowanie człowieka i jego naturę w obliczu tak ekstremalnej rzeczywistości, jaką była II wojna światowa. Konferencji w Markowej towarzyszyła też wystawa „Między życiem a śmiercią”, pokazująca, jakie było codziennie doświadczenie Żydów ukrywających się przed niemiecką machiną zagłady, a jakie osób, które często z narażeniem życia niosły im pomoc. Na treść ekspozycji składały się indywidualne historie zarówno ocalałych z Zagłady, jak i ratujących, pochodzące z 10 różnych krajów Europy, m.in. Polski, Słowacji, Węgier, Francji czy Holandii. Jedną z nich jest historia ocalenia Elżbiety Ficowskiej, która jako niemowlę została wywieziona z getta warszawskiego na tzw. aryjską stronę w drewnianej skrzynce, ukrytej w stosie cegieł. Premiera wystawy miała miejsce w styczniu 2018 r. w siedzibie Komisji Europejskiej w Brukseli. Następnie ekspozycja prezentowana była m.in. w Amsterdamie, Bratysławie i Wilnie oraz w Markowej. Została zrealizowana z inicjatywy Europejskiej Sieci „Pamięć i Solidarność” we współpracy z Muzeum Historii Żydów Polskich Polin oraz Silent Heroes Memorial Center w Berlinie.

Z kolei w marcu ruszył projekt „Zawołani po imieniu”, realizowany przez Instytut Pileckiego. Honoruje osoby, które niosły pomoc żydowskim sąsiadom i często obcym osobom. A w miejscach, gdzie zapłaciły za to najwyższą cenę, montowane są tablice z informacją w języku polskim i angielskim o tragicznych wydarzeniach. Jako pierwszych upamiętniono w ten sposób rodzinę Lubkiewiczów ze wsi Sadowne (obecnie woj. mazowieckie). Była to rodzina piekarzy, zamordowanych za to, że dostarczali chleb ludności żydowskiej ukrywającej się w okolicznych lasach.
Mówiąc o Sprawiedliwych zawsze warto podkreślać, że to właśnie obywatele polscy są najczęściej nagradzani tym tytułem oraz że wiele historii jeszcze nie zostało opowiedzianych, a część z nich już nigdy nie zostanie odkryta.