Ocalić oazę kultury polskiej w Nowym Jorku

Słynny dom pani Wali może zostać wyburzony...

36
Dom Walentyny i Aleksandra Jantów-Połczyńskich został wybudowany w 1930 roku / Foto: TEOFIL LACHOWICZ

Gościło w nim wiele znanych osób ze świata kultury i polityki. Dyskutowano tam o ważnych dla Polonii i Polski sprawach. Dom Walentyny i Aleksandra Jantów-Połczyńskich w latach powojennych i drugiej połowie XX wieku stanowił ostoję polskości w Nowym Jorku. Obecnie grozi mu wyburzenie. Próby jego ocalenia podjęła się amerykańska organizacja Elmhurst History and Cemeteries Preservation Society. Pod petycją do władz miejskich podpisać się może każdy z nas, niezależnie od miejsca zamieszkania.

„Bez względu na nasze pochodzenie, wszyscy powinniśmy wspierać próbę ocalenia domu Walentyny i Aleksandra Jantów-Połczyńskich oraz ich historii, ponieważ reprezentują oni wszystkich ludzi, których losy, poświęcenie i zasługi nie są ogólnie znane, ale są bardzo ważne w tworzeniu naszego kraju” – powiedziała „Nowemu Dziennikowi” Jennifer Ochoa, lokalna aktywistka i zarazem jedna z założycielek Elmhurst History and Cemeteries Preservation Society. To właśnie ona jest inicjatorką akcji związanej z petycją mającą na celu wywarcie presji na NYC Landmarks Preservation Commission (Komisji Ochrony Zabytków Nowego Jorku) by nadać temu domowi status budynku historycznego, a tym samym zabezpieczyć go przed wyburzeniem, co rzekomo zamierza zrobić jego nowy właściciel.

Walentyna i Aleksander Jantowie-Połczyńscy / Foto: ARCHIWUM WALENTYNY JANTA-POŁCZYŃŚKIEJ

POWOJENNE CENTRUM POLSKIEJ KULTURY
Znajdujący się przy 88-28 43rd Avenue na Queensie dwupiętrowy dom został wybudowany w 1930 r. i przez kilkadziesiąt lat stanowił ostoję polskości, a także oazę dla ludzi świata kultury. Walentyna i Aleksander Janta-Połczyńscy zamieszkali w nim niedługo po tym jak w 1955 r. przeprowadzili się z Buffalo do Nowego Jorku. Od razu miejsce to stało się powojennym centrum polskości, co wiązało się przede wszystkim z ich działalnością kulturalną i polityczną.

Funkcjonował w nim także antykwariat słowiański, z bardzo cennymi zbiorami, rękopisami, dokumentami historycznymi, mapami i starodrukami. Prócz prowadzenia tej działalności Aleksander Janta-Połczyński był bardzo aktywnym dziennikarzem, poetą, prozaikiem, publicystą, tłumaczem, kolekcjonerem i bibliofilem.

Z kolei pani Walentyna pracowała dla irackiej misji przy ONZ, działała w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Ameryce, a także zajmowała się sprawą powrotu do Polski skarbów z Zamku Królewskiego na Wawelu, które były ewakuowane do Kanady na początku drugiej wojny światowej. W jej trakcie również oboje bardzo aktywnie działali. Aleksander był korespondentem wojennym i oficerem w różnych dywizjach, a także członkiem francuskiego ruchu oporu.

Pani Aleksandra początkowo była osobistą sekretarką gen. Władysława Sikorskiego, a po jego śmierci spikerką tajnej radiostacji Świt, która swoją siedzibę miała pod Londynem, a program nadawała na teren okupowanej Polski. Zajmowała się także spisywaniem i przygotowywaniem maszynopisów raportów Jana Karskiego, dotyczących eksterminacji ludności żydowskiej przez wojska niemieckie.

Ta działalność na trwałe ukształtowała ich patriotyczne postawy. Dlatego też po wojnie, gdy zostali małżeństwem i zamieszkali w Nowym Jorku, ich dom na Elmhurst szybko zamienił się w małą ambasadę polskości. Gościły w nim największe postaci literatury, kultury i sztuki.

„Przez ten dom przewinęła się cała plejada ludzi związanych z polską powojenną kulturą, a także znaczących osób tworzących w czasach PRL. W tym miejscu często mieli oni okazję spotkać się i porozmawiać. W dodatku byli to ludzie z różnych opcji politycznych” – mówi „Nowemu Dziennikowi” dr Teofil Lachowicz, ze Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce.

Wśród osób, które pojawiły się, a czasem nawet zatrzymywały na jakiś czas w tym domu byli m.in.: Jan Karski, Czesław Miłosz, Zbigniew Herbert, Marek Hłasko, Jerzy Giedroyć, Kazimierz Wierzyński, Antoni Słonimski ze swoją żoną Janiną Konarską, Tymon Terlecki, Jerzy Sito, Jerzy Wittlin, Wacław Iwaniuk, Wojciech Siemon, prof. Włodzimierz Olszewski, inż. Wacław Gąsiorowski, a nawet dowódca AK gen. Tadeusz „Bór” Komorowski.

„Częstym gościem był także prof. Wacław Jędrzejewicz, który w pobliżu miał swój dom i przychodził na pogawędki” – dodał dr Teofil Lachowicz, który przez blisko 20 lat również tam mieszkał.

„Dzięki temu, że przez ten dom przewijały się osoby z Polski, a także stypendyści różnych instytucji, pisarze, filmowcy, naukowcy i ludzie kultury, to miałem okazję poznać naprawdę wiele ciekawych ludzi – dodał nasz rozmówca. – Tam gościła również cała elita powojennego życia na emigracji, i nie tylko, ponieważ Aleksander Janta-Połczyński otwarty był na ludzi z Polski. Uważał, że nie można się odcinać od polskich twórców również z czasów PRL, przez co niektóre osoby bardzo go krytykowały” – podkreśla pan Teofil.

Noblista Czesław Miłosz podczas wizyty w domu Walentyny i Aleksandra Jantów-Połczyńskich /Foto: ARCHIWUM TEOFILA LACHOWICZA

Mimo czasem nieprzychylnych opinii, rodzina Jantów-Połczyńskich pomagała każdemu, kto według nich zasługiwał na wsparcie. Właśnie to podejście ponad podziałami do innych ludzi zostało zauważone i jest obecnie doceniane przez osoby zabiegające o ocalenie ich domu.

„Ich historia jest teraz bardzo aktualna. Jest przykładem bezinteresowności i człowieczeństwa ludzi, którzy robili to, co było słuszne wobec tak wielu zawirowań, ryzykując nawet własnym życiem. Ich wkład był na światowym poziomie, począwszy od walk podczas drugiej wojny światowej, przez ochronę historii i kultury, aż po sponsorowanie stypendiów każdemu, kto chciał się szkolić, a później przekazywać wiedzę innym – podkreśla Jennifer Ochoa z Elmhurst History and Cemeteries Preservation Society. – Państwo Jantowie-Połczyńscy mają również doświadczenie amerykańskich imigrantów, którzy przybyli do tego kraju i rozpoczęli w nim nowe życie, zachowując przy tym swoje dziedzictwo kulturowe. Niestety, obecnie wielu imigrantów próbując zrealizować swój amerykański sen doświadcza negatywnej reakcji. Oni nie tylko stworzyli tutaj warunki do życia dla siebie, ale pomagali innym odnaleźć się w realizacji ich własnych celów” – dodaje aktywistka.

Nasza rozmówczyni zauważyła także osiągnięcia pani Walentyny.

„W końcu zaczęto docenić, oraz zwracać uwagę na działalność i wkład kobiet, dlatego też do podręczników historii należy dodać zasługi pani Walentyny” – podkreśla Jennifer Ochoa, dodając, że obecnie więcej wiadomości jest na temat osiągnięć jej męża, co nie oznacza, że jej losy i aktywność ma ulec zapomnieniu. Zaznacza również, że Aleksander Janta-Połczyński miał nie tylko odwagę mówić, pisać i robić to co uważał za słuszne, ale także miał otwarty umysł na nowe idee i potrafił patrzeć nieco dalej niż wszyscy inni.

„Odwaga, by iść naprzód i wyrażać swoje przekonania, oraz utrzymywanie pełnego szacunku i grzeczności w stosunku do tych, którzy go krytykowali, powinno być dzisiaj wzorem dla wszystkich” – dodała członkini Elmhurst History and Cemeteries Preservation Society.

Walentyna i Aleksander Jantowie-Połczyńscy nie tylko swoją działalnością wspierali polską kulturę oraz osoby ją tworzące, ale także materialne przyczynili się do jej rozwoju i podtrzymania naszego dziedzictwa narodowego. Po śmierci męża pani Walentyna przekazała jego archiwalne zbiory, a także zasoby prowadzonego przez nich antykwariatu do Biblioteki Narodowej w Warszawie.

„Były one tak obszerne, że historycy opracowywali je przez kilkanaście lat” – podkreślił dr Teofil Lachowicz.

Nestor polskiej literatury emigracyjnej, krytyk literacki i teatralny oraz eseista Tymon Terlecki również gościł w domu Walentyny i Aleksandra Jantów-Połczyńskich / Foto: ARCHIWUM TEOFILA LACHOWICZA

SKROMNA SĄSIADKA
Okazuje się, że Jennifer Ochoa z Elmhurst History and Cemeteries Preservation Society znała Walentynę Janta-Połczyńską bowiem wychowała się w jej sąsiedztwie. Dlatego też bardzo zależy jej na zachowaniu pamięci o sekretarce gen. Władysława Sikorskiego. Niestety do niedawna nie zdawała sobie sprawy z faktu, że jest ona tak zasłużoną osobą. To świadczy tylko o tym, jak bardzo skromna była pani Wala – bo tak nazywana była w polonijnym środowisku – oraz że nigdy nie zabiegała o sławę i splendor.

Amerykańska aktywistka nie miała okazji zbytnio poznać jej męża, ponieważ Aleksander Janta-Połczyński zmarł w 1974 r. gdy była małą dziewczynką. Natomiast doskonale kojarzyła właścicielkę domu przy 88-28 43rd Avenue.

„Przez całe swoje dzieciństwo, aż do dorosłości, zakładałam, że moją sąsiadką jest córka pani Janty-Połczyńskiej. Nie mogłam uwierzyć, że to ta sama osoba. Wszyscy ludzie z tego pokolenia (urodzonego w czasie I wojny światowej) odeszli i uznawałam, że tak samo było z panią Walentyną. Nie jesteś w stanie zrozumieć, jak bardzo byłam szczęśliwa, gdy dowiedziałam się, że to ona. Była łącznikiem z moim dzieciństwem, moimi dziadkami i wszystkimi, którzy mieli na mnie wpływ, gdy dorastałam. Była uroczą kobietą, miłą i zawsze miała uśmiech na twarzy. Zachowała zwyczaj (z naszych starych krajów) witania się z sąsiadem lub przechodzącą starszą osobą. Z wiekiem zapomniała angielskiego, ale mogliśmy porozumiewać się za pośrednictwem jej opiekunek. Wszystkie były bardzo miłymi i opiekuńczymi kobietami” – wspomina Jennifer Ochoa.

Walentyna Janta-Połczyńska nie miała dzieci, ale za to bardzo kochała domowe zwierzęta i ptaki.

„Miała kota o imieniu Toto. Pani Walentyna uwielbiała siedzieć na werandzie lub na podwórku i podziwiać drzewa, kwiaty i przyrodę. Na specjalne okazje jeździliśmy z rodziną na Maspeth i kupowaliśmy dla niej polskie wypieki. Szczególnie uwielbiała ciasto, które nazywaliśmy polskim sernikiem wiejskim oraz tartę z różnymi świeżymi owocami. Niesamowite, że nigdy nie rozmawialiśmy o historii ani o polityce, ponieważ ona nie opowiadała o sobie w takim aspekcie. Postacią historyczną był dla niej pan Aleksander, a ona była bardzo skromną osobą” – opowiada sąsiadka pani Wali.

– Jerzy Wittlin, polski pisarz i satyryk podczas pobytu w domu Walentyny i Aleksandra Jantów-Połczyńskich / Foto: ARCHIWUM TEOFILA LACHOWICZA

OSTOJA POLSKOŚCI
Dom państwa Walentyny i Aleksandara Jantów-Połczyńskich znajduje się w jednej z najstarszych nowojorskich dzielnic – Elmhurst na Queensie. Zlokalizowany jest naprzeciw niewielkiego parku Veterans Grove. Ma 90 lat. Od września 2015 r. budynek ma nowego właściciela. Jest nim chiński deweloper, którego reprezentuje prawnik Fuqiang Zhang.

„Dom został sprzedany za życia pani Walentyny. Ona sama o tym zdecydowała, a zdobyte w ten sposób środki rozdysponowała po różnych instytucjach” – wyjaśnia dr Teofil Lachowicz. Pani Wala, zgodnie z umową, mogła w nim mieszkać do końca swoich dni. Zmarła 2 kwietnia br. w wieku 107 lat. Wraz z jej śmiercią pełną kontrolę nad budynkiem przejął jego nabywca.

„Udało mi się dowiedzieć, że skupuje on nieruchomości, w celu ich przebudowy lub wyburzenia, by w ich miejscu wybudować apartamentowce bez względu na historię tych budynków lub ich znaczenie dla społeczeństwa” – stwierdziła Jennifer Ochoa.

Aktywistka dodała, że należy zrobić wszystko by zabezpieczyć ten dom przed całkowitym zniszczeniem, dlatego też apeluje o wsparcie akcji, mającej nadać mu status budynku historycznego. To że ma nowego właściciela nie oznacza, że musi zostać wyburzony, a to że tak może się stać wynika z opinii mieszkańców i działaczy walczących o ocalenie ważnych dla lokalnej kultury i historii obiektów. Ze względu na jego przeszłość związaną z działalnością i życiem jego poprzednich właścicieli – Walentyny i Aleksandra Jantów-Połczyńskich ma on ogromne znaczenie zarówno dla społeczności zamieszkującej Elmhurst jak i nowojorskiej Polonii, a nawet Polski.

Lokalni działacze związani z akcją jego ochrony wierzą, że uda się go ocalić.

„Jestem bardzo optymistycznie nastawiona do tej nieruchomości. W przeszłości nasza grupa Elmhurst History and Cemeteries Preservation Society miała niezbyt fortunne rezultaty, i wiele z naszych historycznych i architektonicznych piękności zostało zniszczonych. Ze względu na przemiany historyczne, jakich doświadcza nasze miasto, czuję, że dom Jantów-Połczyńskich ma duże szanse na ocalenie. Jego historia jest ważna na wielu płaszczyznach i reprezentuje nas wszystkich” – podkreśla Jennifer Ochoa.

„Jeżeli władze miejskie uznają ten budynek za zabytek godny uwagi, a podobno jest na to szansa, to być może uda się go uratować” – twierdzi z kolei dr Teofil Lachowicz.

Gościem Walentyny i Aleksandra Jantów-Połczyńskich był również Wojciech Siemion, znany i lubiany aktor teatralny i filmowy / Foto: ARCHIWUM TEOFILA LACHOWICZA

W celu ochrony budynku została stworzona specjalna petycja skierowana do Komisji Ochrony Zabytków Nowego Jorku z prośbą o nadanie mu statusu historycznego. Można ją podpisać i wysłać ze strony internetowej: https://act.myngp.com/Forms/-4923775589534135296. Można ją także znaleźć wpisując w wyszukiwarkę hasło: „Landmark the Janta Polczynski House„. Odpowiednie materiały i linki zamieszczone są także na facebookowych profilach: „Elmhurst History & Cemeteries Preservation Society„, „Newtown Civic Association„, „Inside Elmhurst” oraz „Historic District Council„.

Jennifer Ochoa zachęca również do wysyłana listów z prośbą o poparcie petycji do NYC Landmarks Preservation Commission. Adresatem może być przewodnicząca Sarah Carroll lub dyrektorka ds. badań Kate Lemos McHale. Listy należy wysłać na adres:

NYC Landmarks Preservation Commission
One Centre Street, 9th Floor
New York, NY 10007

Czy uda się uratować powojenną oazę kultury polskiej w Nowym Jorku przed wyburzeniem czy też przebudową? Czy ocalimy budynek mający historyczne znaczenie dla jednej z najstarszych dzielnic Nowego Jorku? To wszystko zależy od nas i naszego wsparcia dla akcji zainicjowanej przez amerykańskie towarzystwo – Elmhurst History & Cemeteries Preservation Society.

Niestety do chwili oddania gazety do druku, przedstawiciel chińskiego dewelopera, który nabył ten budynek, nie udzielił nam żadnej odpowiedzi dotyczącej jego planów związanych z tą nieruchomością. Dlatego – niezależnie od tego, co zamierza on zrobić – należy wspierać działania, które zapoczątkowała Jennifer Ochoa i reprezentowana przez nią organizacja.

„Elmhurst stracił większość swoich historycznych budynków, nie mamy żadnych instytucji kulturalnych ani edukacyjnych, takich jak muzeum czy nawet YMCA. Dlatego należy rozpowszechniać informacje i prosić ludzi o podpisywanie petycji lub pisanie listów” – zaznacza aktywistka z Elmhurst History and Cemeteries Preservation Society.