Ostatnia prosta kampanii

265
. EPA-EFE/JUSTIN LANE

„To najważniejsze wybory w historii naszego kraju” – podkreślają kandydaci na prezydenta i przekonują, że głos na przeciwnika oznacza katastrofę dla USA. W tzw. wczesnych wyborach już zagłosowało kilkadziesiąt milionów osób, także imigrantów z Polski, mających amerykański paszport. Jak zdecydowała lub będzie decydować Polonia? „Ta starsza jest konserwatywna, a demokraci nie kojarzą im się dobrze, bo z socjalizmem i rozdawnictwem w najgorszym wydaniu” – ocenia Daniel Bociąga, komentator polityczny Polskiego Radia w Chicago, współautor wieczoru wyborczego nadawanego na żywo w polonijnej rozgłośni.

Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych mieszka ok. 10 milionów Polaków lub osób pochodzenia polskiego. Sporo z nich ma obywatelstwo, a więc i prawo do głosowania. Ilu rodaków skorzysta z tego prawa? Takich danych nie ma. Jak podaje Piast Institute w opracowaniu z 2014 r. „Polonia: Today’s Profile Tomorrow’s Promise”, około 92,5 procent Amerykanów polskiego pochodzenia to zarejestrowani wyborcy, ale autorzy tego raportu przyznają, że dane te mogą być nieco zawyżone, bo pochodzą z deklaracji samych zainteresowanych. Co więcej, nie wszyscy z grupy zarejestrowanych biorą czynny udział w głosowaniu. Główny powód to coś na kształt „niechciejstwa politycznego”, takiego samego, jakie często obserwujemy przy okazji polskich wyborów.
4 lata temu, kiedy Donald Trump walczył o fotel prezydenta z Hillary Clinton, to spośród 27 najbardziej polskich hrabstw w Stanach Zjednoczonych tylko w pięciu wygrała kandydatka demokratów; obecny prezydent zdobył większość w 22, uzyskując w sumie ponad 70 proc. głosów – podaje Piast Institute.

„Demokraci to socjaliści”

Poparcie dla Donalda Trumpa wyraźnie widać na przykład wśród starszej chicagowskiej Polonii. „To jest bardzo konserwatywna Polonia i ona od lat, jeszcze od czasów Reagana, bardzo mocno popiera republikanów, tak jest i teraz. To są osoby, które wyemigrowały jeszcze przed przemianami ustrojowymi albo w okresie końcówki dawnego systemu, bądź w okresie transformacji i jest to Polonia, która jest bardzo źle nastawiona do wszelkich przejawów socjalizmu. A demokraci kojarzą się im z kierunkiem bardziej lewicowym niż prawicowym, konserwatywnym, republikańskim” – mówi dla „Nowego Dziennika” Daniel Bociąga, dziennikarz Polskiego Radia Chicago. – „Donald Trump oczarował Polonię, kiedy był w Wietrznym Mieście 4 lata temu i spotkał się z Polonią amerykańską. Nawet wtedy nawoływał, by Amerykanie polskiego pochodzenia także w innych stanach poparli go. Z kolei zamiast Hillary Clinton przyjechała Madeleine Albright, co zostało raczej negatywnie odebrane, no bo Donald Trump był osobiście, a kandydatka demokratów nie. W tym roku ponoć był nawet pomysł, by zaprosić do siedziby Kongresu Polonii Amerykańskiej prezydenta, ale działo się to wszystko w momencie kiedy on się rozchorował, no i nic z tego nie wyszło. No a on teraz skupia się przede wszystkim na spotkaniach w stanach, które mogą zaważyć o jego ewentualnej reelekcji, więc nie ma takiej możliwości, by przyjechał do Chicago. Ale Polacy generalnie popierają republikanów, są przeciwni demokratom, boją się tego, że politycy tego ugrupowania wprowadzą socjalizm w USA, obawiają się, że podniosą podatki, choć Joe Biden twierdzi, że podatki wzrosną tylko tym najlepiej zarabiającym, powyżej 400 tys. dol. rocznie. Wielu uważa, że demokraci proponują zbyt duże rozdawnictwo. Wychodzą z założenia, że skoro im nikt w USA nie pomagał i od razu jakoś potrafili sobie poradzić, to każdy kto chce może mieć dobre życie w Stanach. Wielu uważa, że mniejszości są niesłusznie dofinansowywane. Jeśli chodzi o edukację, to też jeśli ktoś wywodzi się z mniejszości rasowej dostaje dodatkowe punkty na starcie, które pozwalają dostać się lepszej szkoły lub ukończyć ją z lepszym wynikiem. Polacy często się na to skarżą, uważają, że jest to niesprawiedliwe i stanowi rodzaj dyskryminacji. Reasumując, większość starszej Polonii uważa, że rządy demokratów to samo zło” – dodaje polonijny dziennikarz.

Jeśli chodzi o młodych Amerykanów polskiego pochodzenia, to większość, jak ocenia Daniel Bociąga, głosuje inaczej niż rodzice. Tym razem na Joe Bidena. „Kiedy mówimy o młodych ludziach, to jest to moment, gdy następuje pokoleniowa zmiana poglądów, bo jednak wykształceni w USA Amerykanie polskiego pochodzenia, których rodzice wyemigrowali tu za chlebem, są jednak prodemokratyczni. Zresztą na amerykańskich uczelniach generalnie bardziej nastawia się prodemokratycznie studentów niż prorepublikańsko. Dlatego młodzi Polacy głosują tak jak młodzi Amerykanie, a widzimy, że w przedziale wiekowym 18-32 lata jest najmocniejszy elektorat demokratów” – dodaje Daniel Bociąga.
Komentator niedawno uczestniczył w wiecu Donalda Trumpa w Wisconsin: „Zwolennicy obecnego prezydenta są przekonani, iż tylko on może doprowadzić do tego, że Ameryka będzie wielka. Widzą w nim prawdziwego przywódce. Z kolei kandydata demokratów postrzegają jako oszusta” – stwierdza polonijny dziennikarz.

Podobnie jak 4 lata temu, tak i teraz, głosy uprawnionych do głosowania Polaków mogą mieć kluczowe znaczenie dla ostatecznego rozstrzygnięcia wyborów. Hillary Clinton je zignorowała, sięgnął po nie Donald Trump.
W efekcie Polonia w stanie na przykład Pensylwania wsparła jego kampanię wyborczą ponad podziałami, a na jej terenie republikanie wygrali po raz pierwszy od prawie 30 lat. Donald Trump wygrał też w Wisconsin i Michigan. Według różnych szacunków, obecny prezydent zdobył tam nawet około 70-75 proc. poparcia Polaków. Większość osób głosujących w Nowym Jorku, w lokalach na Greenpoincie, z którymi 4 lata temu rozmawiał „Nowy Dziennik” albo nie powiedziała na kogo głosowała, albo przyznała o poparciu Donalda Trumpa. Oto wybrane odpowiedzi: „A kogo innego? Hillary? Coś pani oszalała? Ona przecież jest tak fałszywa, tak zakłamana, że aż nóż się w kieszeni otwiera. Że też jeszcze jej nie zamknęli! To się w głowie nie mieści. W tym kraju musi się w końcu coś zmienić, bo jak nie, to za kilka lat w ogóle Ameryki nie poznamy”– mówił pan Kazimierz. „Z zasady bliżsi mi są republikanie. To jest number one. Uważam też, że jak jesteśmy w Ameryce, to przede wszystkim powinniśmy dbać o ten kraj, który daje nam chleb. Demokraci mają natomiast podejście ‚free America’ – wszystko się należy. Jeśli chodzi o kandydatów, to uważam, że Hillary jest osobą zakłamaną, obłudną, dużo czytałam na jej temat, wiem, że ma na sumieniu mnóstwo grzechów i gdyby nie układy i szemrane powiązania, to już dawno byłaby za kratami. Natomiast Trump jest inny, już jako młody człowiek bardzo daleko zaszedł i ma głowę na karku. Popieram go też jako właścicielka salonu – myślę, że właśnie dla szefów mniejszych firm jest to kandydat na pewno lepszy niż Clinton” – mówiła z kolei pani Anna, właścicielka salonu kosmetycznego na Greenpoincie.

W połowie października br. ugrupowanie polonijne z Pensylwanii „PA Polish Americans for Trump” wzięło udział w rajdzie – manifestacji dla poparcia reelekcji Donalda Trumpa. Przybyli z biało-czerwonymi flagami umocowanymi na samochodach i motocyklach. Polonijna organizacja przyłączyła się do wydarzenia przygotowanego przez działacza republikańskiego z Pensylwanii Jima Worthingtona. Jest on założycielem organizacji „People 4 Trump”. Amerykańscy organizatorzy szacują, że przejazd przyciągnął ponad dwa tysiące pojazdów i łącznie sześć do ośmiu tysięcy osób. „Wy, Polacy, lepiej rozumiecie nasze problemy dzisiaj niż my, Amerykanie” – akcentował Worthington w rozmowie z polskimi uczestnikami wydarzenia, dziękując im za przybycie. Jak podaje PolskieRadio24.pl, Polonia była jedyną zorganizowaną, liczącą ok. 100 osób grupą etniczną, która wzięła udział w paradzie pojazdów dla wsparcia Trumpa. A zdaniem Williama Cioska, współprzewodniczącego „Polish-Americans for Trump”, jednego zkilkudziesięciu ugrupowań koalicji tworzącej oficjalną kampanię wyborczą Donalda Trumpa, Polonia amerykańska może odegrać ważną rolę w trakcie tegorocznych wyborów prezydenckich.

Działacz przekonuje, że jeżeli Trump podtrzyma poparcie Polaków na poziomie ok. 70 proc. to bez przeszkód zwycięży w trzech kluczowych stanach, które zazwyczaj padały łupem demokratów. Polonijny elektorat może okazać się kluczowy również w New Jersey, Connecticut, Illinois i Nowym Jorku. Polonia amerykańska odpowiada za 7 proc. całej populacji w tych stanach. Ważne mogą być także głosy Polaków na Florydzie, gdzie stanowią 4 proc. wszystkich mieszkańców. Identyczny odsetek Polonii amerykańskiej zamieszkuje Minnesotę, Arizonę, Nowy Meksyk, Kolorado i Nevadę. Gdyby to Polacy w Polsce wybierali amerykańskiego prezydenta, to jak wynika z sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej, wygrałby Donald Trump. Jak czytamy w opracowaniu badania – 41 proc. Polaków, mieszkających nad Wisłą uważa, że lepszym prezydentem byłby obecny przywódca USA. Jego konkurenta wskazało 15 proc. badanych. 29 proc. respondentów nie ma w tej kwestii sprecyzowanej opinii, a 15 proc. nie preferuje żadnego z kandydatów.

Preferencje dotyczące rezultatu amerykańskich wyborów zależą w głównej mierze od orientacji politycznej i, szerzej, światopoglądowej. Badani identyfikujący się z prawicą mają w tej sprawie skrystalizowane poglądy – 70 proc. z nich uważa, że z punktu widzenia Polski lepszym prezydentem USA byłby Donald Trump. Respondenci deklarujący lewicowe poglądy polityczne są mniej jednoznaczni w opiniach – 38 proc. sądzi, że lepszym prezydentem byłby Joe Biden, a 21 proc. wybiera urzędującego prezydenta.
Ponadto Donald Trump ma ponadprzeciętnie dużo zwolenników wśród osób religijnych: praktykujących co najmniej raz w tygodniu (53 proc.) lub częściej (56 proc.), natomiast Joe Biden – wśród niepraktykujących w ogóle (34 proc.).

Trump kontra Biden

Jeśli chodzi o Polonię nowojorską, to podobnie jak chicagowska raczej popiera Donalda Trumpa. Raczej, bo oficjalnych danych nie ma. Podobnie jak 4 lata temu. – „Widzi pani, jak wygląda Nowy Jork pod rządami demokratów? Tak samo wyglądałaby Ameryka i będzie wyglądać jak poprzemy socjalistów. Coraz większy bałagan i coraz większy chaos. Burmistrz Nowego Jorku kompletnie nie radzi sobie z rosnącą przestępczością, pobłaża przestępcom, szykanuje policję, człowiek boi się wyjść na zewnątrz wieczorem, zresztą już nie tylko wieczorem. Trump to gość z charakterem, dlatego nie każdemu pasuje” – uważa 65-letni Henryk z Brooklynu. Twierdzi też, że wszyscy jego znajomi popierają urzędującego prezydenta. Na Donalda Trumpa planuje również oddać głos 40-letnia Ewelina. – „Jest kilka powodów: szemrane interesy Bidena i jego syna, większe podatki i pobłażliwość dla bandytów. No tak to trzeba nazwać. Mój mąż jest nowojorskim policjantem. Pracuje w dzielnicach, gdzie są bloki socjalne. Szkoda, że nikt z dziennikarzy lewicowych mediów nie ma odwagi, by tam się udać i zrobić rzetelny reportaż z jednego dnia pracy funkcjonariusza w takim miejscu. Pewnie, że są normalnie żyjący ludzie, którym się po prostu w życiu nie ułożyło, ale jest też masa, szczególnie nastolatków i dwudziestoparolatków, którzy za nic mają prawo. Na nogach markowe buty za kilkaset dolarów, a legitymują się ‚foodstampami’. Niejednokrotnie są agresywni i nie wiem, ile razy mi mąż opowiadał, że już nawet funkcjonariusze nie zwracają na takie zachowanie uwagi, bo by musieli kilka razy dziennie te same osoby do więzienia wsadzać. A gdy kiedyś zapytał takiego młodzieńca, co robi na ławce w dzień, dlaczego nie jest w pracy czy w szkole? To mu odpowiedział wulgarnym słowem. Nie pracują, bo nie muszą, bo ich przyzwyczaił system, że mogą za darmo wszystko mieć, a płacimy za to my z naszych podatków. Joe Biden jest w polityce prawie 50 lat i co w tym czasie zrobił? To pytanie stawiam każdemu zwolennikowi kandydata demokratów” – mówi pani Ewelina.
Kobieta sądzi też, że nieprzypadkowo za czasów prezydentury Donalda Trumpa Polska dołączyła do ruchu bezwizowego. Wtóruje jej 55-letnia Bożena, w USA od 20 lat. – „Ja pamiętam, że zanim jeszcze Donlad Trump stał się prezydentem, to wszyscy go uwielbiali. Występował w programach telewizyjnych, w filmach, miał dobre układy z wieloma społecznościami. Nagle, gdy stał się prezydentem, zaczęli nazywać go rasistą i rozpoczął się na niego zmasowany atak. Dlaczego? Bo zaczął robić to, co obiecał, czyli czyścić waszyngtońskie bagno. Walczy z korupcją, tworzy miejsca pracy, ekonomia za jego czasów zaczęła mieć się coraz lepiej, stawia przede wszystkim na Amerykę, czyli dba o jej mieszkańców. Mnie to przekonuje i ponownie go poprę” – deklaruje Polka mieszkająca na Queensie.
Ale nie brakuje też osób wśród Polonii, które obecnemu prezydentowi wystawiają mierną ocenę. – „Jest nieprzewidywalny, uważam że nie powinien dłużej rządzić, bo Ameryka więcej traci niż zyskuje. Polacy chwalą go za wizy, ale nie zapominajmy o tym, że to Donald Trump podpisał ustawę 447, dotyczącą mienia bezspadkowego. Nie podoba mi się też bardzo podejście prezydenta do pandemii. Odnoszę wrażenie, że bagatelizuje zagrożenie. Tydzień po wyjściu ze szpitala organizuje wiece, na których setki osób nie tylko nie zachowują dystansu, ale nawet nie mają masek, a on proponuje każdemu ‚wielkiego, soczystego buziaka’. No ludzie! Taka postawa pokazuje innym, że wirusa można bagatelizować” – uważa 35-letnia Anna z Brooklynu, która już zagłosowała we wcześniejszych wyborach.

Takiego prawa nie ma Katarzyna, od sześciu lat nieleganie w USA, ale gdyby mogła, poparłaby Joe Bidena. – „Co mogę powiedzieć o Donaldzie Trumpie? Wariat. Nie ma pojęcia o życiu zwykłych ludzi, milionów imigrantów, dzięki którym ten kraj tak dobrze sobie radzi. Zresztą, kto go budował? Imigranci z całego świata! Straszenie deportacją, budowa muru, utrudnienia w prawie imigracyjnym dotyczące tego, kto może być sponsorem. I tak dalej, i tak dalej. Ja, nielegalna imigrantka, też płace podatki, a więc ewentualne wsparcie dla imigrantów czy innych potrzebujących też pochodzi z moich pieniędzy, ale mi to nie przeszkadza. Większość moich znajomych, czyli ludzie plus-minus 30-letni, głosują na Bidena. Trump jawi nam się jako osoba, która może i nadaje się na kierownika budowy, ale nie na prezydenta USA” – uważa Katarzyna.

Jeśli wierzyć sondażom, to większe szanse na wygraną ma kandydat demokratów. Od jakiegoś czasu jego przewaga na Donaldem Trumpem wynosi od 5 do nawet 12 proc. – „W 2016 r. były straszne wahania, te linie zbliżały się i odchylały. Faktycznie, w niektórych momentach Hillary Clinton miała po 15 proc. przewagi, ale później to się zbliżało i w dniu wyborów ostatni sondaż, zrobił go zresztą Fox News, dawał Clinton przewagę 3 proc. i Clinton faktycznie dostała o 2,5 proc. głosów więcej w skali kraju. Przegrała, bo otrzymała mniejsze poparcie w tych najważniejszych stanach. Najbardziej dostała po głowie po konferencji FBI, kiedy zapowiedziano wznowienie śledztwa. Wtedy jej poparcie znacznie spadło” – mówi polonijny dziennikarz Daniel Bociąga. – „W przypadku Joe Bidena i Donalda Trumpa ta różnica poparcia od jakiegoś czasu jest stabilna i zdecyduje znowu kilka stanów, moim zdaniem Pensylwania i Floryda. I bardzo realne, że to właśnie urzędujący prezydent zgarnie tamtejsze głosy elektorskie. Jest to możliwe. Bo to idzie takimi falami – jak wygra Florydę, to pewnie wygra Ohio i tak dalej” – uważa publicysta.

Zdecyduje kilka stanów

Także amerykańscy obserwatorzy zwracają uwagę, że między innymi Pensylwania może okazać się najważniejszym stanem tych wyborów, bo 20 głosów elektorskich jest ekstremalnie potrzebnych zarówno Bidenowi, jak i Trumpowi. Jest wśród tzw. wahających się stanów (ang. swing states). Rok 2016 był dla republikanów w Pensylwanii wyjątkowy. Donald Trump został pierwszym republikańskim kandydatem na prezydenta, który wygrał w tym stanie od 1988 r. Joe Biden wygrywa w prawie każdym sondażu przeprowadzonym w Pensylwanii w tym roku. Mimo to nikt nie ma pojęcia, kto zostanie ostatecznym zwycięzcą, a demokraci wcale nie są pewni wygranej. Wszyscy spodziewają się kolejnego zaciętego pojedynku, tak jak w 2016 r., gdy Donald Trump wygrał o mniej niż jeden punkt procentowy.
Jedno jest pewne, by zwyciężyć kandydat musi dostać co najmniej 270 tzw. głosów elektorskich. Amerykańskie wybory są oparte na ponad 200-letnim systemie głosowania właśnie przez Kolegium Elektorskie. Co cztery lata Kolegium w imieniu obywateli oddaje głosy na przyszłego prezydenta. (najprościej mówiąc, jeśli większość mieszkańców poparła kandydata X, to wszystkie głosy elektorskie powinny być oddane na kandydata X). Ciało to składa się z 538 tzw. elektorów, co równe jest sumie liczbie członków Kongresu oraz 3 dodatkowym głosom dla Dystryktu Kolumbii, czyli Waszyngtonu.

Liczba głosów elektorskich przypadających na każdy stan jest proporcjonalna do jego populacji i, co ważne, płynna – w zależności od wzrostu, bądź ubytku ludności stany zyskują albo tracą głosy. Najwyższą w kraju liczbę głosów elektorskich ma Kalifornia – 55, na kolejnych miejscach są: Teksas – 38, Nowy Jork i Floryda – po 29, Pensylwania i Illinois – po 20. A na przykład New Jersey – 14. Dlatego jest tak ważne, jak zagłosują mieszkańcy poszczególnych stanów, a nie całej Ameryki. Warto przypomnieć ostatnie głosowanie (były to piąte wybory w historii Stanów Zjednoczonych, w których zwycięzca uzyskał mniej głosów, ale wygrał w głosowaniu elektorskim).

Miliony osób już wybrały

Data wyborów została wyznaczona na 3 listopada, ale w większości stanów trwa już głosowanie korespondencyjne i tzw. wcześniejsze głosowanie – w Nowym Jorku to ostatnie od soboty, 24 października do niedzieli, 1 listopada. Po raz pierwszy mieszkańcy stanu mogą brać udział we wcześniejszych wyborach. Tylko w ciągu dwóch dni głos oddało ponad 422 tys. osób, czyli ok. 3,3 proc. z prawie 13 mln zarejestrowanych wyborców w całym stanie. Wysoka frekwencja sprawiła, że w gęściej zaludnionych rejonach stanu, w tym w mieście Nowy Jork, tworzyły się gigantyczne kolejki, w których wyborcy musieli stać nawet kilka godzin.
Z ogólnej liczby oddanych głosów w całym stanie przez weekend, 46 proc. – czyli prawie 200 tys. – zostało oddanych w Nowym Jorku. Zgodnie z zatwierdzonym w 2019 r. prawem stanowym, każde hrabstwo Nowego Jorku musi mieć co najmniej jedno do siedmiu miejsc wcześniejszego głosowania, w zależności od liczby zarejestrowanych wyborców. Kilka większych hrabstw ma więcej niż wymagane minimum, w tym hrabstwo Erie z 37 miejscami wczesnego głosowania i Nowy Jork z ponad 80.
W większości hrabstw wyborcy mogą oddać głos w dowolnym lokalu przeznaczonym do wcześniejszego głosowania. Tak nie jest w Nowym Jorku, gdzie wyborcy są przypisywani do konkretnego miejsca, zgodnie ze swoim adresem. Można to sprawdzić na stronie internetowej Board of Elections in the City of New York, w zakładce „find your poll site”, gdzie należy wpisać swój adres.

Wcześniejsze wybory trwają też w New Jersey. Każda zarejestrowana osoba otrzymała drogą pocztową kartę do głosowania, którą może dostarczyć w dowolnym czasie – najpóźniej 3 listopada. Z takiego prawa, jak podaje gubernator New Jersey, skorzystało do minionej niedzieli (25 października) ponad 2 mln osób. Liderem jest hrabstwo Hunterdon z 49,5 proc. zarejestrowanych wyborców, którzy odesłali swoje głosy. Hrabstwa Cape May, Monmouth i Ocean osiągnęły 40 proc. Jeśli chodzi o preferencje polityczne, to w całym stanie do 25 października głosy oddało w sumie 43,5 proc. zarejestrowanych demokratów i 38,3 proc. republikanów. Mieszkańcy New Jersey mogą odesłać karty pocztą, ostateczna data stempla to 3 listopada, a karty muszą trafić do okręgowej komisji wyborczej do 10 listopada. Można też wrzucić kartę do specjalnej skrzynki do głosowania w swoim hrabstwie, najpóźniej do godz. 8 wiecz. 3 listopada. Ten sam termin obowiązuje w przypadku przekazania karty do Biura Komisji Wyborczej swojego okręgu. I wreszcie, można przynieść otrzymaną pocztą kartę do głosowania do lokalu wyborczego w dniu wyborów, czyli 3 listopada. Należy pamiętać, że każdy może dostarczyć w ten ostatni sposób tylko swoją kartę.

Lokale wyborcze w New Jersey będą otwarte od godz. 6 rano, do godz. 8 wiecz. Tak samo w Connecticut. Godzinę dłużej w Nowym Jorku. W Connecticut nie ma tak zwanego wczesnego głosowania, ale zarejestrowani wyborcy mogą aplikować o kartę do głosowania, która zostanie wysłana drogą pocztową. Każdy zarejestrowany wyborca otrzymał taką aplikację, należy ją wypełnić i wrzucić do specjalnej skrzynki znajdującej się przed najbliższym ratuszem. Na skrzynce jest napisane „official ballot drop box”. Można też wysłać aplikacje do swojego urzędu miasta. Wtedy otrzyma się właściwą kartę do głosowania. Należy ją dostarczyć najpóźniej do dnia wyborów. Do piątku, 23 października, z prawie 660 tys. rozesłanych kart do głosowania, odesłano lub dostarczono ponad 455 tys. Oznacza to, że do wtorku, 3 listopada, należy jeszcze zwrócić ponad 204 tys. kart do głosowania. W sumie w całych USA, na mniej niż dwa tygodnie przed datą wyborów, zagłosowało już ponad 56 mln osób. Szacuje się też, że będą to rekordowe pod względem frekwencji wybory. Według najnowszych danych ponad 257 mln osób w Stanach ma co najmniej 18 lat, a prawie 240 mln obywateli może w tym roku głosować. Szacuje się, że jeszcze przed 3 listopada z tego prawa skorzysta ok. 85 mln wyborców, a w sumie 150 mln. Oznaczałoby to, że frekwencja wyborcza przekroczy 62 proc.