Otwórzcie szeroko oczy, jesteście zdani na siebie

2041
W ciągu miesiąca cztery osoby zostały zepchnięte z peronu na torowisko / Foto: ALBA VIGARAY/EPA

Nowojorskie metro staje się coraz bardziej niebezpieczne. W ostatnim czasie pojawił się nowy trend... popychania ludzi z peronu na tory. Tylko w ciągu miesiąca miały miejsce cztery takie przypadki.

Mimo spadających statystyk związanych z ogólnymi przestępstwami dokonanymi w systemie nowojorskiego metra i sieci autobusów publicznych, pasażerowie nie mogą się czuć bezpiecznie. Wielu podróżnych obawia się ataku ze strony osób mających zaburzenia psychiczne, ludzi bezdomnych, często będących pod wpływem alkoholu, lub różnych przestępców. Najbardziej przeraża ich wizja zepchnięcia pod koła nadjeżdżającego pociągu przez jakąś niezrównoważoną psychicznie osobę. Ma na to wpływ gwałtowny wzrost tego typu przypadków w ostatnich tygodniach.

Okazuje się, że nowojorska policja jest w tej kwestii bezradna, i to nie z własnej winy, tylko ze względu na politykę i decyzje władz miasta. Dlatego też NYPD ostrzega pasażerów przed tym niebezpieczeństwem, zachęca do zachowania bezpiecznej odległości od torów, a zwłaszcza do zwiększonej czujności. Szef największego związku zawodowego policji mówi wręcz do podróżnych: „miejsce oczy szeroko otwarte”.

W ostatnim czasie nasiliły się przypadki popychania ludzi stojących na peronach metra pod nadjeżdżający pociąg / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

TEORIA „ROZBITYCH OKIEN”
„Politycy dali jasno do zrozumienia, że nie chcą, aby policjanci egzekwowali przepisy dotyczące systemu transportu publicznego w stosunku do bezdomnych oraz osób poważnie chorych psychicznie, ani nie robili niczego, co jest konieczne, by zapobiec pojawiającym się przypadkowym i strasznym atakom. To jest ich wybór, tylko kto zastąpi nas w tych rolach? W tej chwili nikt. Podczas gdy wybrani przez nas liderzy zamykają oczy i marzą by problem rozwiązał się sam, my zalecamy aby wszyscy nowojorczycy mieli oczy szeroko otwarte podczas przebywania w systemie metra” – oświadczył niedawno Patrick Lynch, prezes nowojorskiego oddziału Police Benevolent Association. Jego wypowiedź dotyczyła niedawnej serii wypadków związanych z zepchnięciem pasażerów z peronu na tory przez szalonych napastników.

Z kolei szef innego policyjnego związku zawodowego za taki stan rzeczy obwinił drogi i nieskuteczny program przeznaczony dla osób mających problemy psychiczne, który prowadzi Chirlane McCray, żona nowojorskiego burmistrza Billa de Blasio. Program ten był już wcześniej krytykowany za podejrzane wydatki i wątpliwe wyniki.

„ThriveNYC wydaje się być oszustwem i nie zrobił nic, by zająć się chorymi psychicznie” – powiedział Edward Mullins, prezes Sergeants Benevolent Association.

Jego zdaniem jedyną alternatywą i szansą na powstrzymanie przemocy są działania Kathleen O’Reilly, szefowej NYPD Transit Bureau czyli wydziału zajmującego się bezpieczeństwem w sieci transportu publicznego, która – jak stwierdził Mullins – naprawdę troszczy się o mieszkańców tego miasta, jej podwładnych i robieniem tego, co jest słuszne.

„NYPD powinien zapewnić jej nieograniczone środki, aby pomóc w przywróceniu bezpieczeństwa w systemie metra” – powiedział prezes SBA.

Niestety to co w ostatnich tygodniach dzieje się na stacjach oraz w pociągach MTA nie napawa optymizmem. Eric Loegel, wiceprezes Transport Workers Union Local 100 nazwał wzrost liczby ataków bardzo niepokojącym trendem i obwinił Billa de Blasio za to, że niewiele zrobił w sprawie bezdomnych i chorych psychicznie ludzi „mieszkających” w metrze.

„Ten burmistrz wydaje się być bardzo niezainteresowanym tym, co się dzieje w jego mieście” – powiedział szef związków zawodowych TWU Local 100 cytowany przez „New York Post”.

Jeszcze ostrzej na temat przyczyn pojawiających się przypadków popychania ludzi na torowisko, a także napastników atakujących w ten sposób podróżnych, wypowiedział się John Nolte, autor artykułu omawiającego ten problem na portalu Breitbart News.

„Za większość, jeśli nie za wszystkie ataki związane z popychaniem, obwinia się ludzi, którzy są chorzy psychicznie, ale także mają poczucie bezprawia, które ogarnęło miasto od czasu, gdy skrajnie lewicowy burmistrz Bill de Blasio uległ terrorystom z Black Lives Matter. Osoby, które nie powinny zostać zwolnione za kaucją, są zwalniane. Organy ścigania mają ignorować drobne przestępstwa, takie jak przeskakiwanie przez bramki metra i niepłacenie za przejazd, a miasto, zwłaszcza metro, opanowało poczucie bezprawia” – czytamy w artykule.

Jego autor przywołuje w tym kontekście kryminologiczną teorię „rozbitych okien”, która zakłada, że widoczne oznaki przestępczości, niepokoje i zachowania antyspołeczne – zwłaszcza bezkarne – tworzą warunki zachęcające do dalszego łamania prawa, w tym popełniania poważnych przestępstw.

Doktryna ta sugeruje, że interwencje policyjne ukierunkowane na drobne przestępstwa, takie jak: wandalizm, wyrzucanie śmieci i picie alkoholu w miejscach publicznych, przechodzenie przez jezdnię w nieoznaczonych miejscach, czy też „jazda na gapę”, pomagają stworzyć atmosferę porządku i egzekwowania prawa, zapobiegając w ten sposób poważniejszym przestępstwom. Teoria „rozbitych okien” opracowana w 1982 roku przez socjologów Jamesa Wilsona i George’a Kellinga została spopularyzowana i wykorzystana w latach 90. ub.w. przez ówczesnego nowojorskiego komisarza policji Williama Brattona i burmistrza Rudy’ego Giulianiego, dzięki czemu udało im się opanować chaos i narastającą przemoc w mieście.

W tym kontekście wypowiedział się również Andrew Albert, członek zarządu MTA, który zasugerował by surowo karać przestępców. Jego zdaniem takie postępowanie na pewno miałoby pozytywny wpływ na innych i wywołało poczucie odpowiedzialności za swoje czyny.

Nowojorskie władze miejskie odrzucają oskarżenia kierowane w ich stronę i uważają, że robią wszystko by zapewnić bezpieczeństwo w metrze. Avery Cohen, rzeczniczka burmistrza Billa de Blasio wręcz stwierdziła, że wypowiedź Patricka Lyncha dotycząca narastającej fali przestępstw w metrze, obraża nie tylko ich, ale również ludzi, których on rzekomo reprezentuje. Podkreśliła również, że nie powinno się poważnie traktować słów prezesa nowojorskiego oddziału Police Benevolent Association.

Jedną z osób popychających ludzi z peronu na tory okazał się notowany wcześniej przez policję 23-letni Justin Pena / Foto: NYPD

BRUTALNE ATAKI
Tylko w odstępie miesiąca – pomiędzy 23 października, a 22 listopada – miały miejsce aż cztery przypadki zepchnięcia przypadkowych pasażerów z peronu na torowisko lub wręcz pod nadjeżdżający pociąg. Najczęściej ofiary nie są świadome takiego zagrożenia i są całkowicie bezbronne ponieważ ataki robione są z tyłu, przez napastników stojących za ich placami.

Niebezpieczeństwo w przypadku takich incydentów związane jest nie tylko z możliwością wpadnięcia pod nadjeżdżający pociąg, ale również z samym upadkiem z peronu na torowisko. Wysokość pomiędzy ich poziomami wynosi 4 stopy (prawie 1,22 m), w związku z czym w najlepszym przypadku ofiary mogą doznać jakiś złamań lub potłuczeń, a w najgorszym giną pod kołami pociągu, który nie jest w stanie wyhamować w ciągu kilku sekund.

Tak było 19 listopada w przypadku 40-letniej Liliany Sagbaiceli, która została zepchnięta z peronu wprost pod nadjeżdżający pociąg. Do zdarzenia doszło na stacji 14th Street-Union Square. Kobietę stojącą na platformie popchnął 24-letni napastnik. Był nim Aditya Vemulapati, niezrównoważony emocjonalnie bezdomny mężczyzna, który wcześniej długo włóczył się po peronie. Postawiono mu zarzut usiłowania zabójstwa, napaść i stworzenie lekkomyślnego zagrożenia. Liliana Sagbaicela miała dużo szczęścia bowiem wpadła do rowu pomiędzy szynami. Zanim maszynista zdążył wyhamować pociąg, przejechały nad nią dwa jego składy. Ofiara straciła przytomność i doznała drobnych obrażeń. W związku z urazem głowy w szpitalu założono jej osiem szwów.

Z kolei 18 listopada na stacji 42nd Street-Bryant Park na tory został zepchnięty 36-letni pracownik UPS. Doszło do tego po tym, jak odmówił przekazania pieniędzy żebrakowi. Poszkodowany zdołał skryć się w bezpieczne miejsce lecz doznał urazów głowy, twarzy, kolan i rąk. Napastnikiem okazał się 23-letni Justin Pena, któremu postawiono zarzut usiłowania zabójstwa i stworzenia lekkomyślnego zagrożenia. Okazało się jednak, że nie było to jego pierwsze przestępstwo dokonane w metrze. 16 stycznia był on aresztowany za rzekome uderzenie pięścią 62-letniego pasażera jadącego pociągiem linii F. Justin Pena był również oskarżony o uderzenie w twarz strażnika więziennego, co miało miejsce 23 lipca 2015 r. na Rikers Island.

Z kolei 23 października na stacji Times Square-42nd Street z peronu została zepchnięta 28-letnia kobieta, która na szczęście doznała tylko lekkich obrażeń nadgarstka. Napastnikiem był 40-50 letni bezdomny.

Ostatni, jak dotąd, tego typu atak miał miejsce 22 listopada na stacji Atlantic Avenue-Barclays Center. 29-letni mężczyzna został zepchnięty na tory przez około 20-letniego napastnika, któremu udało się uciec. Poszkodowany odniósł lekkie obrażenia i zdołał sam wydostać się na platformę.

Opisane niebezpieczne zdarzenia świadczą o tym, że podróżni nie mogą czuć się bezpiecznie w nowojorskim metrze, mimo że z danych statystycznych NYPD – CompStat – wynika, że od początku roku do 22 listopada liczba przestępstw popełnianych w środkach transportu spadła o 27 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Najprawdopodobniej ma to tylko związek z pandemią i mniejszym ruchem pasażerskim w metrze.