Pamiętam spojrzenie papieża…

172
Elżbieta Jastrzębska otrzymuje od Jana Pawła II błogosławieństwo i różaniec – na prywatnej audiencji w Sali Klementyńskiej, po porannej mszy świętej w kaplicy papieskiej, dzień przed proklamacją Roku Maryjnego, czerwiec 1987 ZDJĘCIA: ARCHIWUM E. JASTRZĘBSKIEJ

Po raz pierwszy spotkałam Jana Pawła II w listopadzie 1983 roku. Jaka to była radość zobaczyć Stolicę Piotrową z naszym papieżem! Punktem kulminacyjnym była audiencja generalna dla Polaków w Sali Klementyńskiej Pałacu Apostolskiego, podczas której mogliśmy porozmawiać z Ojcem Świętym i uścisnąć jego dłoń.

Wkrótce po zakończeniu stanu wojennego w Polsce mogłam wziąć udział w pielgrzymce do Rzymu – w Jubileuszowym Roku Odkupienia – zorganizowanej przez księdza prałata Konstantego Kusyka. Wówczas nawet nie śniłam, że pięć lat później w Stolicy Piotrowej dane mi będzie przeżyć półtora roku. 31 stycznia 1988 roku wylądowałam ponownie na lotnisku rzymskim Fiumicino i niespełna godzinę później zobaczyłam Bazylikę św. Piotra, olbrzymią choinkę i szopkę pod obeliskiem na placu.

Były to piękne czasy, kiedy można było swobodnie, bez żadnych kontroli, zwiedzać, modlić się czy też brać udział w nabożeństwach. Aby uczestniczyć w liturgii z udziałem Ojca Świętego, potrzebne były karty wstępu. Nie wiem jak i kiedy stałam się dzieckiem szczęścia i zdobyłam te wejściówki. I tak niespełna miesiąc po przyjeździe uczestniczyłam w audiencji generalnej w Auli Pawła VI, zaś dwa miesiące później, w Wielką Sobotę, w audiencji prywatnej w Sali Klementyńskiej. Doświadczyłam wówczas prawdziwej obecności Jana Pawła II. Dostrzegłam szczere współczucie w jego gestach i spojrzeniu. Modlitwa z papieżem dostarczyła mi energii życiowej, której mi bardzo brakowało w obcym kraju, tym bardziej że nie znałam języka włoskiego.

W czasie mego pobytu w Rzymie miałam możliwość przeżyć tu dwukrotnie Wielkanoc i raz Boże Narodzenie. W tym czasie papież proklamował Rok Maryjny, w którym to powierzył ludzkość opiece Matki Bożej. Odprawiane były liczne nabożeństwa ku czci Matki Bożej w maryjnych bazylikach Rzymu o odmiennych obrządkach religijnych, głównie w święta maryjne. Nie sposób opisać bogactwa tych liturgii, muzyki, organów, śpiewów chóralnych, wnętrz bazylik, masy pielgrzymów z różnych zakątków świata, godzinami oczekujących na wejście, wiwatujących na cześć Jana Pawła II, radości, gdy się pojawił.

Bardzo szybko mijały dni, tygodnie, miesiące. Zwiedzałam Wieczne Miasto. W niedziele udawałam się na mszę świętą w polskim kościele na via delle Botteghe Oscure. Bywałam też na prywatnych audiencjach generalnych w Auli Pawła II albo w letniej rezydencji w Castel Gandolfo oraz na mszach świętych w prywatnej kaplicy Ojca Świętego. Każde spotkanie z Janem Pawłem II było dla mnie wielkim przeżyciem, wywołującym ogromną radość, uczucie szczęścia i lekkości.

Nowożeńcy, Elżbieta Jastrzębska i jej mąż Chris Perfect, podczas audiencji generalnej otrzymują specjalne błogosławieństwo od papieża Jana Pawła II, styczeń 1994

Z prywatnym błogosławieństwem papieskim latem 1988 roku przyleciałam do Nowego Jorku. Gdy po kilku latach wyszłam tu za mąż, już na drugi dzień po ślubie, polecieliśmy do Rzymu, aby otrzymać papieskie błogosławieństwo dla nowożeńców. W ślubnych ubraniach przybyliśmy na środową audiencję. Po jej zakończeniu Ojciec Święty w sześciu językach tradycyjnie pobłogosławił chorych i dzieci. Widziałam mnóstwo wyciągniętych rąk w jego stronę.

Potem zbliżył się do par młodych. To spotkanie dla męża i dla mnie było czymś wyjątkowym, niepowtarzalnym. Papież spojrzał na nas przejmującym, czułym wzrokiem. Nie zapomnę tego, z jaką serdecznością i otwartością rozmawiał z nami i błogosławił nam.

W 1999 roku, w czasie świąt wielkanocnych, cała nasza rodzina znów uczestniczyła w prywatnej papieskiej audiencji: ja, mąż, 17-miesięczna córka i 3-letni syn. Papież pobłogosławił, a nawet pocałował maluchy.

Nie było to proste uczestniczyć w długich liturgiach Triduum Paschalnego. Mieliśmy bilety wstępu, z konkretnymi miejscami do siedzenia, ale obsługa watykańska często zmieniała nam miejsca – na ogół bliżej ołtarza. „Papież kocha dzieci” – mówili pracownicy i dodawali, że dlatego przesuwają nas do przodu. Wyjątkowym dla mnie zaszczytem było otrzymanie komunii świętej z rąk papieża w niedzielę wielkanocną.

Niedziela wielkanocna na placu św. Piotra.Elżbieta Jastrzębska otrzymuje komunię świętą z rąk polskiego papieża. Na rękach ma córkę Patrycję, obok stoi syn Marek (widoczna jest tylko jego głowa), kwiecień 1999

Dwa lata później, również w Wielkanoc, ponownie byliśmy w Rzymie. W Niedzielę Palmową uczestniczyliśmy w pięknej procesji. Mieliśmy wspaniały widok, bo z tarasu kolumnady. Triduum Paschalne jest długie i piękne. Wraz z małymi dziećmi uczestniczyliśmy w każdym nabożeństwie: w Wielki Czwartek – w Bazylice Świętego Piotra, w święto Męki Pańskiej – w Bazylice Świętego Piotra, w uroczystej Drodze Krzyżowej – w Koloseum o godzinie 9 wieczorem. Wróciliśmy późno do naszego hotelu, a musieliśmy wstać o 5 rano, bo zostaliśmy zaproszeni na mszę świętą o 7 rano w prywatnej kaplicy Ojca Świętego. Dojechaliśmy na czas. Przeszliśmy kontrolę przy Bramie Spiżowej i zaczęliśmy wchodzić po schodach. A tu dramat – dzieci nie chciały wchodzić. Gwardziści zaczęli nas popędzać. Zdążyliśmy. Usiedliśmy w ostatnim, trzecim rzędzie. Papież klęczał na swoim klęczniku i w skupieniu modlił się przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Totus Tuus.

Po chwili rozpoczęła się msza poranna. Po jej zakończeniu poszliśmy na spotkanie z Ojcem Świętym. Podchodziliśmy kolejno i otrzymywaliśmy błogosławieństwo Ojca Świętego i różaniec. Nasz syn odmówił podejścia. Wtedy podszedł do niego kardynał Dziwisz i powiedział: „Idź, chłopcze, papież da ci różaniec”. O dziwo, posłuchał. Z mężem wzięliśmy dzieci na ręce i dotyk papieża sprawił, że się uspokoiły.

W Wielką Sobotę, w Wigilię Paschalną, udaliśmy się do Bazyliki Świętego Piotra. W Niedzielę Rezurekcyjną uczestniczyliśmy całą rodziną w mszy świętej na placu Świętego Piotra. Ołtarz był pięknie przystrojony kwiatami. Dopisała nam wspaniała pogoda. Plac był zapełniony tysiącami pielgrzymów.

Kilka lat później pojechaliśmy do Rzymu na Boże Narodzenie. Zatrzymaliśmy się u sióstr sercanek. Czekaliśmy cierpliwie na telefon zawiadamiający nas o prywatnej audiencji. Musieliśmy być blisko, ponieważ powiadomienie mogliśmy otrzymać w ostatniej chwili. Wigilia i Boże Narodzenie tuż-tuż, a wieści o audiencji ciągle nie było. Byliśmy smutni, tym bardziej że zbliżał się termin naszego powrotu do Nowego Jorku. I oto wyczekiwana wiadomość: jest audiencja, 30 grudnia!

Papież podczas spotkania z dziećmi w Auli Pawła VI

Nasze dzieci już podrosły, więc powitały z uśmiechem papieża, patrzyły mu z radością w oczy, pocałowały pierścień papieski i otrzymały błogosławieństwo. To była ogromna radość dla nas wszystkich. Wyszliśmy z audiencji wzbogaceni i silniejsi duchowo. Mam wrażenie, że Ojciec Święty wciąż jest z nami, że patrzy na nas i błogosławi nam i dzieciom w naszych poczynaniach.