Pandemia strachu

475
epa08552842 Miriam Lopez has her temperature checked before she gets tested for Covid-19 at the St. John's Well Child and Family Center mobile COVID-19 clinic set up outside 118th Street Elementary School amid the coronavirus pandemic in Los Angeles, California, USA, 17 July 2020. The St. John's Well Child and Family Center is organizing COVID-19 in a mobile testing units in the area, most of the residents they are currently testing in their South L.A. clinics are Latinos and Afro-Americans. The California Department of Health reported that Latinos are currently 2.9 times more likely than white people to test positive for the coronavirus. EPA-EFE/ETIENNE LAURENT

Minęło dziewięć miesięcy, odkąd życie ludzi na całym świecie do góry nogami przewrócił koronawirus. Tej zakaźnej chorobie prócz skutków medycznych towarzyszy strach, którego dawno na kuli ziemskiej nie było. Po czasie histerii przychodzi jednak moment opamiętania i pytanie o zasadność reakcji na tę wyjątkową pandemię strachu.

Co roku na całym świecie przybywa nowych wirusów. Rozprzestrzeniają się one wprost proporcjonalnie do ruchu ludzi na świecie. W czasach setek tysięcy podróży lotniczych dziennie droga wirusa z jednego na drugi koniec świata trwa tyle co rejs samolotem. Dlazcego więc akurat koronawirus stał się przyczynkiem do gwałtownych obostrzeń i wręcz przemodelowania naszego codziennego życia, które ma miejsce wszędzie – bez względu na to, gdzie żyjemy? To pytanie zaczyna zadawać coraz więcej zwykłych ludzi, a starają się na nie odpowiedzieć naukowcy. Jak w każdej społeczności, także i tej naukowej, zdania są różne. Każdy jednak sam może spróbować na nie odpowiedzieć.

CHŁODNE SPOJRZENIE NA LICZBY
Kluczowe mogą być podpowiedzi ukryte w liczbach. Najnowsze dane na temat koronawirusa mówią o 782 tysiącach ofiar śmiertelnych oraz 22 milionach 200 tysiącach zakażonych osób na całym świecie. Podają je naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, którzy zajmują się monitorowaniem sytuacji na świecie. To dużo czy niedużo? Dla osób bliskich tych, którzy zmarli, nawet jedna ofiara śmiertelna może być dotkliwa, a strata nie do odżałowania. W szerszej perspektywie widać już jednak inny obraz. Biorąc pod uwagę 7,6 miliarda ludzi na świecie liczba zmarłych na COVID-19 to 0.0095% całej ludności. Daleko więc choćby do jednej dziesiątej procenta populacji. Zestawiając te liczby do zachorowań na grypę możemy dojść do zaskakujących wniosków. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), w ciągu roku rejestruje się ok. 3-5 mln ostrych przypadków grypy i między 250 a 500 tysięcy zgonów z tego powodu. Koronawirus daje więc jak dotąd 3,5 proc. umieralności z dotychczasowych 22 milionów przypadków. Z kolei grypa co roku notuje nawet 10-procentowy wynik zgonów. Jeszcze ciekawiej wygląda porównanie liczby osób zmarłych w pierwszym półroczu tego roku choćby w Polsce. Przez pierwsze sześć miesięcy “śmiertelnej” pandemii zmarły 208 573 osoby. Rok wcześniej liczba zgonów wyniosła 210 683 osoby, a dwa lata wcześniej, w 2018 roku – 213 775 osób. Znów na tak zwany w Polsce chłopski rozum coś tu więc nie pasuje. Pod znakiem zapytania stoi także kontrola liczby przypadków koronawirusa, którą można regulować jak za dotknięciem przycisku na kalkulatorze. Im więcej zbadamy osób, tym więcej wykryjemy przypadków – to zależność, którą poszczególne rządy mogą wykorzystywać do swoich celów, wykrywając mniej bądź więcej chorych na koronawirusa. Tak było choćby w Polsce i gdy trzeba było przeprowadzić wybory prezydenckie odsetek chorych utrzymywał się na niebudzącym strachu poziomie – około 300 przypadków. Tymczasem dziś, gdy liczba testów rośnie, liczba zakażonych osób wykrywanych dziennie nawet się potroiła. To też ważny i ciekawy argument w dyskusji o pandemii.
Z liczbami nieodłącznie związane są pieniądze. Te także wskazują, że pandemia stała się dla wielu niezłą okazją do łatwego i szybkiego zarobku. Poczynając od wielu mediów, w tym głównie telewizji i portali internetowych, które z trudem szukają sposobów na przekazywanie wiadomości przykuwających uwagę. W Polsce, tak jak i w USA, stacje telewizyjne prześcigają się w mnożeniu pasków z informacjami o kolejnych zmarłych, nie podając przy tym skali, w której byłoby widać, jak dużo osób dziennie umiera na inne choroby. To właśnie koronawirus ma dziś swoje pięć minut i jest jak gwiazda na czerwonym dywanie. Nikogo już nie interesuje, ile osób zmarło na zawał serca czy nowotwory – te choroby stały się przygasłymi gwiazdami drugiego albo nawet i trzeciego planu. Przyciągające jednak kolorowymi paskami kanały informacyjne inkasują ochoczo wpłaty od reklamodawców, którzy pomiędzy podawaniem wiadomości o kolejnych ofiarach COVID-19 z chęcią umieszczają swoje reklamy. Tutaj także warto pokusić się o liczby podając przykłady. W tym momencie warto usiąść, bo gdy przeciętny Kowalski dziś może mieć problemy ze związaniem końca z końcem, to jest spora grupa osób, które szykują się do zgromadzenia jeszcze większych majątków. W tym gronie mamy więc Jeffa Bezosa, szefa Amazona, najbogatszego człowieka na świecie, którego fortuna na fali koronawirusa od początku stycznia urosła o 63,6 mld USD. Z kolei fortuna Marka Zuckerberga, szefa Facebooka, w tym roku powiększyła się o 9,1 miliarda dolarów i niebawem może on dołączyć do elitarnego grona bogaczy, których majątek przekracza 100 mld dolarów. W dyskusji o pieniądzach nie można zapomnieć jednak o firmach, które jeszcze nie zarobiły, ale już liczą zyski, które niedługą będą inkasować. Są to oczywiście koncerny farmaceutyczne, które pracują nad lekiem bądź szczepionką na koronawirusa. Ile? Rząd Stanów Zjednoczonych zamówił u dwóch firm farmaceutycznych 100 milionów dawek szczepionki na koronawirusa. Wartość kontraktu, podpisanego jeszcze przed zakończeniem testów skuteczności i skutków ubocznych szczepionki, opiewa na prawie 2 mld dolarów. Firmy Pfizer i BioNTech mają zagwarantowaną sumę miliarda 950 milionów dolarów za 100 milionów dawek. Oznacza to, że cena jednej dawki wyniesie 19 dolarów i 50 centów. Pacjenci mają ją otrzymywać za darmo. Kontrakt przewiduje możliwość zamówienia dodatkowych 500 milionów dawek. Wcześniej rząd USA zawarł podobne kontrakty z firmami Novavax (na 1,6 miliarda dolarów) oraz AstraZeneca (1,2 miliarda), która ma produkować szczepionkę opracowaną przez Uniwersytet Oxfordzki. Podobne targi i zakupy “kota w worku” odbywają się w Europie, a poszczególne kraje już rezerwują szczepionki dla swoich mieszkańców za grube miliardy euro.
Ale liczby, to tylko liczby, może więc warto poszukać naukowych podpowiedzi?

FAŁSZYWA PANDEMIA
“Fałszywa pandemia” to nie tytuł hollywoodzkiego filmu, a książki, w której autor postanowił porozmawiać z kilkoma wybitnymi naukowcami. Co warte zaznaczenia, rozmówcami nie były osoby wyrzucone ze swoich Alma Mater, a szanowani i wybitni badacze, które poświęcili całe swoje życie pracy naukowej. Mamy więc wśród nich mikrobiologa i epidemiologa Instytutu Mikrobiologii Medycznej w Moguncji, prof. Sucharita Bhakdiego, prof. Johna Ioannidisa – epidemiologa ze Stanford University w USA czy prof. Klausa Püschela, eksperta w dziedzinie medycyny sądowej, dyrektora Instytutu Medycyny Sądowej kliniki uniwersyteckiej w Hamburgu. Ten ostatni w książce odpowiada na pytanie, czy widzi jakieś różnice w ciałach zmarłych, w których stwierdzono obecność koronawirusa, w porównaniu do innych chorób zakaźnych, i mówi szczere “nie”. “Obraz jest podobny do innych infekcji wirusowych dróg oddechowych i płuc. Myślę, że z czasem ustalimy coś specyficznie związanego z COVID-19, ale zasadniczo przebieg i obraz organów wewnętrznych jest taki sam” – wyjaśnia niemiecki profesor. Z kolei prof. John Ioannidis, epidemiolog i biostatystyk, w wywiadzie mówi, że wirus wpływa w znacznie wyolbrzymiony sposób na nasze życie. “To jest zupełnie nieproporcjonalne do rzeczywistego zagrożenia, które pochodzi od koronawirusa. Astronomiczne gospodarcze szkody, które teraz powstają, nie są adekwatne do zagrożenia tym wirusem. Jestem przekonany, że umieralność z powodu koronawirusa nie będzie widoczna w umieralności rocznej nawet w postaci piku (wzrost zgonów odbiegający od średniej) – przekonuje prof. Ioannidis i dodaje: – Koronawirus tylko na zasadzie wyjątku jest śmiertelny, a w większości wypadków jest w znacznej mierze nieszkodliwą infekcją wirusową”. Współautor książki, dr Mariusz Błochowiak – fizyk, który pracował naukowo w Instytucie Maxa Plancka w Niemczech oraz instytucie badawczym SINTEF w Norwegii – we wstępie do książki stwierdza, że epidemii koronawirusa nie ma. “Nie ma epidemii ani pandemii koronawirusa. Ani w Polsce, ani w żadnym innym kraju. Chociaż niektóre rejony świata mają większe problemy niż inne, nie wynika to jednak z większej śmiertelności koronawirusa jako takiego, ale z dodatkowych czynników, ‚podłoża’, na które natrafia wirus, jak np. duża ilość zakażeń szpitalnych, zły stan służby zdrowia, panika, struktura wiekowa społeczeństwa, stan zdrowia populacji itp. Myślę, że stanie się to jasne po lekturze tej książki. Zdaję sobie sprawę, że teza o braku pandemii może brzmieć dla niektórych zupełnie niewiarygodnie i rodzić dysonans poznawczy, ale każdy z Czytelników powinien zadać sobie pytanie, czy wierzy niezależnym i odważnym naukowcom, pomiędzy którymi są również światowej klasy specjaliści, i przedstawianym przez nich danym naukowym, czy rządowi, politykom i ich anonimowym ‚ekspertom'” – pisze we wstępie współautor książki “Fałszywa pandemia”. Książka wciąż zyskuje na popularności, a najbliższa dostępność w internetowych sklepach to druga połowa września.


Wirus istnieje i nie należy w to powątpiewać. Tak samo jak w to, że nie jest jedyny, a innych wirusów jest wokół nas setki, jak nie tysiące. Na opis sytuacji związanej z koronawirusem w świecie przychodzi mi na myśl angielskie słowo “overreacting”. Teraz jednak czas na polskie “otrzeźwienie”. Z tym może być jednak trudniej, bo jak mówił Mark Twain: “Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich, że zostali oszukani”.