Państwo, którego nie znajdziecie na mapie

Świąteczna akcja dla rodaków w Naddniestrzu

599

"Jesteśmy szczęśliwi i dumni, że możemy odradzać i chronić polską kulturę, tradycję i przekazywać te wartości naszym dzieciom" – podkreśla Natalia Siniawska-Krzyżanowska, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej w Naddniestrzu, które wraz z grupą reporterów Horizon Agency organizuje świąteczną pomoc dla naszych rodaków zamieszkujących ten najuboższy rejon w całej Europie.

Ma swoje granice i strukturę administracyjną, flagę i godło, policję i wojsko, a nawet stolicę i walutę, a mimo tego nie można go znaleźć na żadnej mapie, nie pokazuje go nawet system Google Maps. To wszystko dlatego, że Naddniestrze jest państwem nieuznawanym przez żaden inny kraj. W tym separatystycznym rejonie Mołdawii, izolowanym gospodarczo i ekonomicznie, żyje kilka tysięcy osób polskiego pochodzenia. Szacuje się – według różnych źródeł – że jest ich od 5 do 8 tysięcy.

Polskie dzieci z Naddniestrza podczas kolacji wigilijno-mikołajkowej / Foto: MARTA RYBICKA

NIEISTNIEJĄCE PAŃSTWO
Określenie to być może brzmi trochę dziwnie, ale w pełni oddaje sytuację, w jakiej po upadku Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich oraz późniejszej wojnie domowej w Mołdawii znalazł się rejon określany jako Naddniestrze. Obejmuje on tereny leżące na lewym brzegu Dniestru i położone pomiędzy Ukrainą a Rumunią. Stanowi go pas ziemi o długości około 200 km i średniej szerokości około 12-15 km.

Mimo że kraj ten stworzył swoją wewnętrzną strukturę, a nawet wytyczył granice, strzeżone przez odpowiednie służby mundurowe, to nie został uznany przez żadne inne państwo, prawo międzynarodowe czy też dyplomację. Oficjalnie uważa się go za autonomiczny rejon Mołdawii, stanowiący jej integralną część. Suwerenność Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej uznają tylko inne separatystyczne państwa, jak Abchazja i Osetia Południowa. Jednak w rzeczywistości dla osób, które tam się pojawią, czy też ludzi tam mieszkających państwo to istnieje i rządzi się swoimi prawami.

„Jeżeli pojedziemy do Naddniestrza, to na pewno natkniemy się na granicę, na której znajdują się szlabany i pogranicznicy, a jeżeli już wjedziemy do tego kraju, to spotkamy tam policję i armię naddniestrzańską. Państwo to poza tym ma swój parlament, flagę i godło, a nawet walutę, czyli posiada całkowitą strukturę państwowości jak każdy inny kraj” – wyjaśnia „Nowemu Dziennikowi” Tomasz Grzywaczewski, reporter i autor książki „Granice marzeń. O państwach nieuznawanych”, poświęconej m.in. Naddniestrzu.

Polacy z Naddniestrza w trakcie kolacji wigilijno-mikołajkowej / Foto: MARTA RYBICKA

Rejon ten, podobnie jak inne separatystyczne państwa świata od pełnoprawnych krajów odróżnia wiele czynników związanych z życiem mieszkańców, jak np. paszporty, które nie są nigdzie respektowane, czy też bardziej przyziemna sprawa, jaką jest waluta.

„W rejonie tym obowiązuje rubel naddniestrzański, który nie ma żadnej wartości na świecie. Nie znajdziemy go,oraz nie wymienimy w żadnym banku czy kantorze. Z rublem naddniestrzańskim, który nie ma nic wspólnego z rublem rosyjskim, jest trochę tak jak z pieniędzmi w grze Monopoly, ponieważ poza Nadniestrzem, gdzie możemy nim zapłacić za każdą usługę czy zakup, jest on tylko kawałkiem papieru lub nic niewartym żetonem” – tłumaczy nasz rozmówca. Jest to tym bardziej wymowne, że pieniądze te są zrobione z plastiku. Można je otrzymać w bankach znajdujących się w Naddniestrzu, które w zamian chętnie przyjmują obcą, tzw. twardą walutę. Świat mimo tej wewnętrznej struktury postrzega ten rejon jako część Mołdawii.

„Jest to trochę schizofreniczna sytuacja pewnej alternatywnej rzeczywistości. Swoista czarna dziura geopolityczna, której nie sięgają żadne międzynarodowe instytucje i dyplomacja innych państw” – podkreśla Tomasz Grzywaczewski.

W rzeczywistości sytuację tę wykorzystuje Rosja, która w pewnym stopniu utrzymuje ten rejon, dając mu wsparcie gospodarcze i militarne potrzebne do samodzielnego istnienia. Dlatego też należy on do jej strefy wpływu.

„Jest to taka rosyjska forpoczta w regionie, podobnie jak inne nieuznawane państwa w obszarze postsowieckim, czyli np. Abchazja, Osetia Południowa, czy twory powstałe w ostatnich latach w Donbasie, jak Doniecka i Ługańska Republika Ludowa. Są to obszary, w których Rosja realizuje swoje imperialne interesy, oraz dzięki którym może destabilizować i szachować region, a w przypadku Naddniestrza wpływać także na Mołdawię” – podkreśla nasz rozmówca.

Jasełka przygotowane przez polskie dzieci z Naddniestrza / Foto: MARTA RYBICKA

ŻYCIE W NIBY-PAŃSTWIE
Codzienność w Naddniestrzu nie jest łatwa i ociera się o ubóstwo, tym bardziej że według statystyk nie tylko ten rejon, ale również sama Mołdawia jest najbiedniejszym krajem w Europie. Jest to w dużym stopniu efekt izolacji gospodarczej i ekonomicznej, która powoduje nieustanną i pogłębiającą się pauperyzację społeczeństwa.

„W Naddniestrzu panuje bieda, a gospodarka jest w dużej mierze oparta na strukturach paramafijnych, ponieważ państwo jest zawłaszczone przez jedną firmę o nazwie Sheriff. Jest ona właścicielem m.in.: supermarketów, stacji paliw, sieci telefonii komórkowej, zakładów przemysłowych, stacji telewizyjnej, a nawet klubu sportowego” – wylicza Tomasz Grzywaczewski.

Najłatwiej żyje się w Tyraspolu, stolicy Naddniestrza, oraz w Rybnicy, drugim co do wielkości mieście tego separatystycznego regionu. Istnieje tam huta, zaliczana do największych tego typu zakładów w Europie.

„Dlatego też w Rybnicy ludzie mają pracę, podobne jak w Tyraspolu. Jednak poza tymi miastami na terenie Naddniestrza panuje nędza. Tym, którzy nie mają jakiegoś własnego ogródka lub niewielkiego gospodarstwa rolnego, bardzo ciężko jest funkcjonować. W dodatku rejon przeżył kryzys w związku z tym, że Ukraina uszczelniła granice, znacznie ograniczając możliwości przemytu, a przez to także szarej strefy i czarnego rynku w Naddniestrzu. Dlatego też ludzie ci obecnie balansują na krawędzi przeżycia, żyją z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień” – stwierdza autor książki „Granice marzeń. O państwach nieuznawanych”.

Jeden z domów w Słobodzie Raszkowo/ Foto: MARTA RYBICKA

NADDNIESTRZAŃSKA POLONIA
Naddniestrze to rejon, który w drugiej połowie XVI wieku znalazł się w granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Od tego czasu, aż do dzisiaj, mieszkają tam Polacy, zwłaszcza w północnej części. Nasi rodacy skupieni są wokół Słobody Raszkowo i Raszkowa – miasteczka znanego z książki Henryka Sienkiewicza pt. „Pan Wołodyjowski”.

„Mieszkają tam rdzenni Polacy, chociaż wielu z nich nie mówi już po polsku, ponieważ przez wiele lat nie mieli kontaktu z naszym językiem. Obecnie powoli znów wraca tam polska mowa, mimo że jednak językiem obowiązującym jest język rosyjski” – wyjaśnia Tomasz Grzywaczewski.

Okazuje się, że nasi rodacy od dawna musieli walczyć o swoje prawa i przywileje, dlatego są uodpornieni na różne niewygody i przeciwności losu. To pozwala im także utrzymywać polską kulturę, tradycję i wiarę. Mimo biedy i różnych restrykcji udało im się przed laty własnym sumptem, w dodatku nielegalnie, wybudować kościół w Słobodzie Raszkowo.

„Władza sowiecka nie dała zgody na wybudowanie kościoła, więc wierni zaczęli go tworzyć wewnątrz domu. Najpierw wyburzyli wewnętrzne ściany i w środku stworzyli duże pomieszczenie. Później po cichu do tego domu dobudowali wieżę. Tak powstał kościół katolicki, który do dzisiaj jest ostoją polskości” – opowiada nasz rozmówca dodając, że działają w nim polscy misjonarze, księża sercanie, podobnie jak w kościołach znajdujących się w Tyraspolu i Raszkowie. W tym drugim mieście otwarto także Dom Polski „Wołodyjowski”, który stanowi lokalne Centrum Kultury Polskiej i jest dostępny na turystów i przybyszów, w szczególności z Polski.

„Każdy Polak może tam za darmo przenocować oraz zostać ugoszczony przez lokalną polonijną społeczność. W ten sposób ci ludzie chcą utrzymywać kontakt z Polską, i mimo że są bardzo biedni starają się pokazać z jak najlepszej strony oraz dać gościom wszystko, co mają” – podkreśla Grzywaczewski, który sam doświadczył tej gościnności.

Niedaleko Raszkowa znajduje się również polski cmentarz, na którym są groby z XIX wieku. Częściowo został on wyremontowany przez studentów z Uniwersytetu Warszawskiego.

Natalia Siniawska-Krzyżanowska, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej „Jasna Góra” w Naddniestrzu opowiada o osiągnięciach kierowanej przez nią organizacji / Foto: MARTA RYBICKA

Poza tym od 2004 roku w Naddniestrzu działa Towarzystwo Kultury Polskiej „Jasna Góra”, które organizuje życie tamtejszej społeczności oraz dąży do zachowania kultury, tradycji i mowy polskiej. Jego siedziba znajduje się w Tyraspolu i nosi nazwę Polonijne Centrum „Jasna Góra”, a oddziały istnieją także w Raszkowie i Słobodzie Raszkowo. Towarzystwo Kultury Polskiej realizuje także badania lekarskie, dokarmianie dzieci i zajęcia resocjalizacyjne oraz prowadzi nauczanie języka polskiego i zajęcia kulturalno-artystyczne. Tak więc działalność tych ośrodków kultury jest kolejnym przyczółkiem polskości w Naddniestrzu.

„Jest to rzecz wyjątkowa jak na tak trudne warunki życia, ponieważ tam ciągle jako policja bezpieczeństwa działa KGB z całym oznakowaniem i anturażem komunistycznym. Dlatego Polonia w Naddniestrzu jest po prostu niezwykła” – podkreśla autor książki „Granice marzeń. O państwach nieuznawanych”.

Obecnie w Tyraspolu, prócz rdzennej Polonii, można także spotkać Polaków, którzy przyjechali tam do pracy, jak np. Natalia Siniawska-Krzyżanowska, prezes wspomnianego Towarzystwa Kultury Polskiej „Jasna Góra” w Naddniestrzu. Również lokalna młodzież stara się wyjeżdżać w inne rejony, m.in. do Polski, na stypendia oraz w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie.

„Jedną z osób – nawet miałem przyjemność jej pomagać – jest dziewczyna, która w ubiegłym roku skończyła studia historyczne na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Była w Polsce dzięki wsparciu polskiego rządu” – podkreśla Tomasz Grzywaczewski. Towarzystwa Kultury Polskiej „Jasna Góra” organizuje także kolonie letnie dla dzieci i młodzieży, by mogli zobaczyć, jak wygląda Polska.

Katolicki Kościół Najświętszej Maryi Panny i Świętego Kajetana w Raszkowie / Foto: MARTA RYBICKA

WSPARCIE DLA POLONII
Aktualnie Towarzystwo Kultury Polskiej „Jasna Góra” wraz z Horizon Agency, niezależną grupą reporterów oraz osób związanych z działalnością charytatywną, organizuje mikołajkowo-wigilijną pomoc dla Polonii zamieszkującej Naddniestrze. W ten sposób możemy się im odwdzięczyć za podtrzymywanie polskości.

„Są to Polacy mieszkający w miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi. Żyją w rejonie będącym niełatwym do przetrwania, a mimo to starają się pielęgnować polskość, przechowywać ją w swojej kulturze, historii oraz znów coraz bardziej w języku i mowie. Tak więc skoro oni przez wiele dekad, mimo rosyjskiej dominacji, nie zapomnieli o Polsce, to Polska nie może zapomnieć o nich – podkreśla Tomasz Grzywaczewski, zachęcając wszystkich do wsparcia akcji charytatywnej. Dodaje jednak, że w związku z tym, iż Naddniestrze jest państwem nieuznawanym i niepodlegającym normom prawa międzynarodowego, to możliwości oficjalnego działania są tam bardzo ograniczone. Z tego też powodu akcja pomocy ograniczona jest jedynie do wpłat pieniężnych. Można je dokonać na konto Towarzystwa Kultury Polskiej.

Towarzystwo Kultury Polskiej
Nr rachunku: 07 1020 4274 0000 1102 0056 3643
BANK PKO BP SA O/1 w PRZEMYŚLU
(konto wyłącznie złotówkowe)
Tytuł przelewu: Mikołajki w Naddniestrzu

Polacy z Naddniestrza wraz z wolontariuszami zaangażowanymi w mikołajkową akcję charytatywną. Na zdjęciu jest m.in. Tomasz Grzywaczewski (siedzi, trzeci z lewej) / Foto: MARTA RYBICKA

Prócz organizacji Wigilii i świąt Bożego Narodzenia dla rodaków z Naddniestrza zebrane środki posłużą na zakup artykułów pierwszej potrzeby, środków czystości, ubrań oraz leków dla dzieci z polskich rodzin w Naddniestrzu, a także na dalsze wyposażanie i rozbudowę Domu Polskiego „Wołodyjowski” w Raszkowie – ostoi polskości w tym mieście.

„Polonia w Naddniestrzu sama bardzo dużo robi, by się rozwijać, mimo że nie jest zbyt liczna. W porównaniu z Polakami mieszkającymi na Litwie, Białorusi czy Ukrainie są oni jak mała kropelka, ale kropelka, która własnymi siłami trzyma się polskości i tworzy malutką Rzeczpospolitą Naddniestrzańską” – dodaje na zakończenie Tomasz Grzywaczewski.

Ruiny cerkwi prawosławnej, w której Tymofiej Chmielnicki, syn Bohdana Chmielnickiego, miał brać ślub z księżniczką Roksaną / Foto: MARTA RYBICKA