Polityka na wirusie

424

Koronawirus namieszał w życiu każdego z nas bez względu na to, gdzie mieszkamy. Dokonał tego w każdej dziedzinie życia, także i w polityce. Czas jednak nie stanął w miejscu, a mijające dni zbliżają nas do wyborów prezydenckich zarówno w Polsce, jak i w USA. O tym, komu politycznie sprzyja wirus, i czy obecni prezydenci wywiązują się ze swoich ról, mówi “Nowemu Dziennikowi” lekarz, wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Bez względu na to, gdzie mieszkamy, dziś wszyscy na kuli ziemskiej myślimy o zagrożeniu, które niesie epidemia koronawirusa. Choć wiele dziedzin życia na moment przestało funkcjonować, to są takie, które funkcjonować będą zawsze – jest nią między innymi polityka. Ta ma w dzisiejszej sytuacji szczególne znaczenie, bo to od poczynań rządzących w naszych krajach zależy nasz los – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Za pasem są wybory prezydenckie w Polsce i w USA i jest bardziej niż pewne, że epidemia wpłynie na ich wyniki… o ile w ogóle się odbędą.

KOMU POLITYCZNIE SPRZYJA WIRUS?

Znane powiedzenie mówi, że “nie zmienia się koni podczas przeprawy przez rzekę”. W tym przypadku przez rwącą rzekę prowadzą nas w Polsce i w USA odpowiednio Andrzej Duda i Donald Trump. Ta sytuacja dla obu prezydentów jest szansą na pokazanie swojego sprawnego działania. Polskiemu prezydentowi sprzyja także i to, że spotkania kampanijne zawiesili jego konkurenci, a on sam w ramach sprawowania swojego mandatu przedstawia pomysły na walkę z epidemią i do tego uzyskuje dla nich poparcie przez sprzyjający mu rząd. Na linii frontu w walce z koronawirusem w Polsce Andrzeja Dudę z zakasanymi rękawami widzieliśmy w dwóch szpitalach, a także na linii produkcyjnej środków dezynfekcyjnych państwowej firmy Orlen. To także z ust prezydenta padł pomysł, by w tym trudnym czasie małe firmy zwolnić z obowiązku płacenia składek na ZUS, a rolników ze składek na KRUS.
W tym czasie opozycyjni kandydaci próbowali się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a widząc przewagę w działaniu obecnego prezydenta zaczęli sugerować przesunięcie wyborów (o czym szerzej w dalszej części tekstu).
To, że działanie prezydenta Dudy w tym trudnym czasie przekłada się na realne poparcie społeczeństwa, widać wyraźnie w ostatnim sondażu CBOS. Na pytanie, na kogo najchętniej oddałby(a)by Pan(i) głos w wyborach prezydenckich, 50 proc. badanych wskazało ubiegającego się o reelekcję prezydenta Dudę; 15 proc. (o 5 proc. mniej niż w lutym) wskazało kandydatkę KO Małgorzatę Kidawę-Błońską; 9 proc. badanych (o 4 proc. więcej niż w lutym) – kandydata PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza; 6 proc. (o 1 proc. więcej niż w lutym) – niezależnego kandydata Szymona Hołownię; 5 proc. (o 1 proc. więcej niż w lutym) poparło kandydata Lewicy Roberta Biedronia; 3 proc. badanych (o 2 proc. więcej niż w lutym) – kandydata Konfederacji Krzysztofa Bosaka. Niewykluczone więc, że Andrzej Duda mógłby 10 maja cieszyć się ze zwycięstwa w pierwszej turze. Wiele zależy jednak od tego, jak będzie rozwijać się sytuacja z koronawirusem w Polsce i o ile nie dojdzie nad Wisłą do scenariusza włoskiego czy hiszpańskiego, to Andrzej Duda politycznie na epidemii koronawirusa zyskałby najwięcej.
Chociaż wybory prezydenckie w USA odbędą się dopiero w listopadzie, to widać także, że Donald Trump również zdecydował się pokazać sprawność swojego przywództwa w trudnych dla Amerykanów czasach. Scenariusz był podobny jak w Polsce – Donald Trump zdecydował się na radykalne kroki, jak choćby te związane ze wstrzymaniem ruchu lotniczego spoza USA. Był za to krytykowany, jednak dopiero teraz, z perspektywy czasu i zwiększającego się zagrożenia, widać, że ta decyzja miała sens. W kategoriach zysku politycznego można także potraktować szereg elementów wspierających obywateli Ameryki i działalność firm, które zamierza wprowadzić amerykański prezydent. Pośród nich jest propozycja, by w ramach pomocy Amerykanom dotkniętym kryzysem wywołanym przez koronawirusa wysłać czeki na 1000 dolarów. Na bezpośrednie wypłaty dla Amerykanów ma zostać przeznaczone 250 miliardów dolarów. Na razie nie wiadomo, jaki będzie pułap dochodów. Sekretarz skarbu Steven Mnuchin nie wykluczył także drugiej transzy wypłat. Proponowany przez rząd Donalda Trump pakiet obejmuje także między innymi 500 mld dol. na pomoc małym firmom oraz 50 mld dla linii lotniczych, które zostały najbardziej dotknięte przez kryzys. Steven Mnuchin poinformował również, iż decyzją prezydenta Trumpa osoby prywatne i firmy będą mogły odroczyć do 90 dni płatności podatków. Te decyzje nie tylko pomogą przetrwać Amerykanom ten trudny czas, ale także przekonają wielu do poparcia Trumpa przy urnach w listopadzie. Potęguje to także blokada tego projektu przez demokratów w Kongresie, co już jest wykorzystywane w retoryce politycznej przez republikanów. „Niech demokraci z Senatu powiedzą pracownikom, którzy są wyrzucani z pracy, że blokują pomoc dla ich pracodawców, gdy są narażeni na kryzys” – mówił z senackiej trybuny republikański marszałek Izby Mitch McConnel. Demokraci mają więc twardy orzech do zgryzienia – toczenie walki z Donaldem Trumpem w tym niebezpiecznym dla obywateli czasie może być dla nich politycznym samobójstwem.

KIEDY WYBORY?

Do wyborów w USA jest jeszcze 9 miesięcy i jest bardzo prawdopodobne, że odbędą się w terminie. W Polsce do wyborów mamy niewiele ponad miesiąc i widać już, że opozycja postawiła na strategię ich przesunięcia. Z kolei rządząca partia, która stoi za kandydaturą Andrzeja Dud,y chce za wszelką cenę doprowadzić do wyborów, widząc na horyzoncie pewne zwycięstwo swojego kandydata. Rzecznik rządu powiedział, że decyzja w sprawie przeprowadzenia wyborów prezydenckich powinna zostać podjęta na krótko przed ich terminem, czyli przed 10 maja. Piotr Mueller stwierdził, że obecnie nie można przewidzieć, jak rozwinie się sytuacja epidemiczna. Uważa, że dzięki podejmowanym przez rząd działaniom może się ona za miesiąc radykalnie poprawić. Jednak, jak już wskazują niektórzy epidemiolodzy, istnieje ryzyko, że wirus ponownie zaatakuje jesienią. Dlatego musimy się na to przygotowywać – oświadczył rzecznik rządu. Dodał, że gdyby wybory miały zostać przeprowadzone w czasie zagrożenia wirusem, to należałoby wprowadzić zabezpieczenia.
Z kolei prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński powiedział na antenie radia RMF FM, że obecnie nie ma przesłanek, by przesuwać termin wyborów prezydenckich. Stwierdził, że zmiana tego terminu jest możliwa tylko wtedy, gdy spełnione są konstytucyjne przesłanki, np. związane ze stanem wyjątkowym. W tej chwili, jak mówił Jarosław Kaczyński, takich przesłanek nie ma. Prezes PiS w wywiadzie radiowym odniósł się również do opinii, że z perspektywy kampanii wyborczej stan epidemii sprzyja wynikowi urzędującego prezydenta. Według niego Andrzej Duda jest „najbardziej poszkodowanym”, jeśli chodzi o walkę o głosy w tej sytuacji. Wyjaśnił, że „nikt tak nie gromadzi ludzi na spotkaniach i nikt nie ma tak znakomitego kontaktu z ludźmi” (jak obecny prezydent), a spotkania z wyborcami w tej chwili są niemożliwe ze względu na stan epidemii.
Andrzej Duda powiedział, że jak dotąd nie ma wniosku o wprowadzenie stanu wyjątkowego, dlatego na razie nie ma mowy o przesunięciu terminu wyborów. W rozmowie z dziennikarzami zastrzegł, że jest gotowy na „rozsądne” rozwiązania. Zaznaczył, że termin wyborów jest jeszcze odległy, a ewentualna zmiana „to jest kwestia stanów nadzwyczajnych”. „Działamy bardzo rozważnie. Nie ma w tej chwili żadnego wniosku, o to żeby wprowadzać stan wyjątkowy. W związku z tym na razie w ogóle o tym nie mówimy. Obserwujemy rozwój sytuacji bacznie. Jesteśmy gotowi na wszelkie potrzebne, no ale rozsądne rozwiązania” – oświadczył prezydent.
Opozycyjny kandydaci mówią w tej sprawie jednym głosem – chcą przesunięcia majowych wyborów. Kandydat na prezydenta Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział, że zaplanowane na maj wybory prezydenckie powinny zostać przełożone ze względu na epidemię koronawirusa. Polityk oświadczył, że jeśli prezydent Duda podejmie taką decyzję, on będzie ją popierał. Dodał, że zorganizowanie wyborów w zaplanowanym terminie narazi wyborców na ryzyko zakażenia i może zdezorganizować przebieg głosowania. Uznał też, iż w obecnej sytuacji ludzie nie interesują się nadchodzącymi wyborami. Podobne stanowiska mają pozostali kandydaci – Małgorzata Kidawa-Błońska, Szymon Hołownia, Robert Biedroń i Krzysztof Bosak. Niewykluczone także, że gdyby wybory zostały przełożone na jesień, to w walce o fotel prezydent w szranki z Andrzejem Dudą stanęliby całkiem inni kandydaci.
W Europie nie ma jednogłośnych decyzji co do wyborów i niektóre, jak te ostatnie we Francji, odbyły się w miarę normalnie. W 35 tysiącach lokali wyborczych głosujący mieli do dyspozycji żele dezynfekujące. Można ich było użyć, gdy zapomniało się, że nie powinno się dotykać klamek, urn czy kotar zasłaniających wejścia do kabin. Zalecane było przynoszenie własnych długopisów, a na podłogach przyklejono taśmy pozwalające na zachowanie metrowego dystansu od innych głosujących. Z kolei lokalne wybory w Anglii zostały odwołane. Mieszkańcy kraju mieli iść do urn w maju. Walka wyborcza miała się toczyć między innymi o fotel burmistrza Londynu.

OPINIA POLITYKA I LEKARZA

O sytuacji związanej z koronawirusem i politycznymi konsekwencjami epidemii opowiedział “Nowemu Dziennikowi” wicemarszałek Senatu i jednocześnie lekarz Stanisław Karczewski, który obecnie przebywa w kwarantannie domowej. Wicemarszałek Karczewski zdecydował się pomóc swoim kolegom lekarzom w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą, gdzie koronawirusem zarazili się m.in. jego pracownicy. Przebywając dwa dni w otoczeniu chorych obowiązkowo wicemarszałek Senatu musiał przejść kwarantannę.
Działania polskiego rządu w walce z koronawirusem ocenia jako bardzo dobre, dlatego że miały one charakter wyprzedzający. „Warto, i trzeba, porównać działania polskiego rządu z działaniami rządów w Hiszpanii i Włoszech – tam opóźnienie w podejmowaniu decyzji spowodowało, że epidemia rozprzestrzeniła się na niewyobrażalną skalę. Restrykcyjne posunięcia rządu polskiego były nawet na początku krytykowane przez opozycję. Później ta krytyka przycichła. I słusznie. Z tego jestem zadowolony, bo działania związane z walką z koronawirusem powinny być apolityczne i powinny być pozbawione elementów walki politycznej. To dlatego premier Mateusz Morawiecki zaprosił do współpracy, i to kilkakrotnie, przedstawicieli opozycji i szefów klubów parlamentarnych, z którymi się spotykał i rozmawiał, a prezydent kilkakrotnie zwoływał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego po to, żeby koordynować te działania i uzgadniać je również z politykami opozycji. Sytuacja jest bardzo poważna, może być jeszcze poważniejsza i jeszcze trudniejsza. Tego nikt nie wie, więc te działania muszą mieć charakter przede wszystkim wyprzedzający” – mówi wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski.
Na pytanie, czy koronawirus może wpłynąć na wyniki wyborów prezydenckich w Polsce czy w USA, odpowiada, że “wszystko, co nas otacza, w jakiś sposób wpływa na podejmowanie decyzji przez wyborców”. „Gdybym powiedział, że nie ma to żadnego znaczenia, to byłbym nieuczciwy – uważa nasz rozmówca. – Natomiast podkreślę jeszcze raz, ta walka z koronawirusem nie może mieć charakteru politycznego. Musi być skoordynowana i stanowcza. Rząd w Polsce pokazuje wzorcowo, jak powinno się działać – nie dość, że wyprzedzająco, to w porozumieniu z oponentami politycznymi. Widać tego efekty – ta groźna epidemia na razie zbiera żniwo, ale nie takie, jak było prognozowane”.
Według Stanisława Karczewskiego, epidemia koronawirusa stała się niejako testem dla przywódców krajów i zarówno Donald Trump, jak i Andrzej Duda zdają go. “Jeśli chodzi o prezydenta Trumpa, to trudno mi jest powiedzieć, dlatego że dokładnie nie śledzę poczynań za oceanem. Jestem głównie skoncentrowany na tym, jak sytuacja wygląda w Polsce i w Europie. Wydaje się, że polityka Donalda Trumpa jest stanowcza i jednoznaczna, a prezydent wykazuje dbałość o obywateli Stanów Zjednoczonych, podobnie jak w Polsce prezydent Duda o obywateli polskich” – mówi wicemarszałek Senatu. Jako bardzo pożyteczne działanie wymienia zorganizowane przez Polskie Linie Lotnicze i rząd powroty Polaków do kraju, czyli akcję “Powroty do domu”. „Dzięki liniom, które jeszcze w ubiegłej kadencji stały na skraju bankructwa, powróciło już bezpiecznie do Polski 30 tysięcy naszych obywateli. To jest bezprecedensowa akcja, która pokazuje też siłę państwa i możliwość szybkiego reagowania i dbałości o każdego Polaka – nie tylko tu, w kraju, ale i za granicą” – podkreśla Stanisław Karczewski.
Odnosząc się do propozycji zmiany terminu wyborów prezydenckich, wicemarszałek Senatu wyjaśnia, iż „w Polsce prawnie sytuacja wygląda tak, że wyborów nie można przesunąć rozporządzeniem, ustawą czy dekretem. Można to zrobić jedynie wprowadzając jeden ze stanów nadzwyczajnych – klęski żywiołowej, stanu wyjątkowego bądź stanu wojennego. W tej chwili nie ma przesłanek, aby wprowadzić takie nadzwyczajne rozwiązania, ograniczające również swobody obywatelskie – uważa rozmówca „Nowego Dziennika”. – Byłyby to działania niezgodnie z konstytucją, więc w tej kwestii musimy wykazać się bardzo dużą ostrożnością i wstrzemięźliwością. Chciałbym bardzo, aby epidemia koronawirusa ucichła w szybkim tempie i żeby wybory odbyły się w ogłoszonym terminie. Wynika to również z tego, że przed Polakami obecnie czwarte wybory z pewnego rodzaju maratonu wyborczego i Polacy mogą być już zmęczeni walką kampanijną. Dobrze byłoby, aby prezydent w Polsce został wybrany 10 maja., Ale jak będzie, to zobaczymy, bo sytuacja jest dynamiczna i może rozwijać się w różnych kierunkach – i tym dobrym, i tym złym” – mówi Stanisław Karczewski.
Dodaje, że brane są także pod uwagę potencjalne problemy z głosowaniem Polonii na świecie. Stałoby się tak w przypadku, gdyby w danym kraju obowiązywały jeszcze w maju np. restrykcje związane z wychodzeniem z domu. “Wszystkie aspekty brane są pod uwagę, ale to jest stan na dziś, a nie wiadomo, jaki będzie stan w kwietniu. To wtedy będzie trzeba podjąć decyzję o ewentualnym przełożeniu wyborów. W tej chwili, gdybyśmy w Polsce podjęli decyzję o wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego, byłoby to nieuzasadnione i nie poparte przesłankami” – mówi na zakończenie wicemarszałek Senatu i lekarz Stanisław Karczewski.