Polska ojczyzną praw dziecka

112
Marek Michalak pełnił funkcję rzecznika praw dziecka przez 10 lat (dwie kadencje) / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Rozmowa z Markiem Michalakiem, który do 12 grudnia 2018 r. pełnił funkcję rzecznika praw dziecka, pozostając na tym stanowisku przez dwie kadencje (10 lat)

Przez 10 lat był pan rzecznikiem praw dziecka. Jaką rolę odgrywa ten urząd w polskim społeczeństwie?
Rzecznik jako konstytucyjny organ kontroli państwa stoi na straży praw dziecka. Z jednej strony analizuje,  kontroluje i sprawdza inne instytucje państwowe, rząd, parlament oraz organy ustawodawcze i wykonawcze, które podejmują działania na rzecz dzieci. Z drugiej strony stymuluje i zwraca uwagę na to, czego brakuje lub co dodać oraz podejmuje indywidualne interwencje i kontrole. Poza tym prowadzi działania edukacyjne na rzecz praw dziecka oraz jest przedstawicielem dzieci w sądach. Prawa dziecka są dosyć młodą kategorią w naszej rzeczywistości i żeby ich przestrzegać, należy je dobrze znać. Muszą je znać dzieci, żeby mogły wymagać ich przestrzegania, ale przede wszystkim muszą je znać dorośli, żeby wiedzieli, co mogą, a czego nie powinni robić. Warto jest także podkreślić, że dziecko to człowiek, ponieważ czasami jest ono traktowane jako tzw. przystawka do świata dorosłych, która dopiero ma wyrosnąć na człowieka. Dziecko rodzi się jako człowiek i przez całe swoje dzieciństwo jest człowiekiem. Ten okres jest o tyle istotny i ważny, że wtedy kształtuje się osobowość dziecka, nabiera ono pewnych umiejętności, asertywności i możliwości reagowania adekwatnego do sytuacji. Dlatego zwracamy na ten czas szczególną uwagę. Polska dodatkowo ma szczególne miejsce w świecie, jeżeli chodzi o prawa dziecka, ponieważ nazywana jest ojczyzną praw dziecka. To ze względu na Janusza Korczaka, który był prekursorem praw dziecka na świecie i często bywa nazywany pierwszym rzecznikiem praw dziecka. To także ze względu na UNICEF, którego jednym z założycieli był Ludwik Rajchman, czy też ze względu na Konwencję Praw Dziecka, której inicjatorem była Polska. Przy okazji warto zauważyć, że jedynym krajem, który nie ratyfikował tej umowy są Stany Zjednoczone.

Na czym dokładnie polegają prawa dziecka? Pytam o to, ponieważ do 18. roku życia prawnie za dzieci odpowiadają rodzice.
Dziecko jest osobą mającą swoją indywidualność i posiadającą prawa człowieka. Szczególnie ważne jest dla niego bezpieczeństwo, miłość, szacunek i akceptacja, co powinno być normą w każdej rodzinie. Żaden substytut nie jest w stanie wypełnić tego lepiej niż zdrowa rodzina. Zdarza się jednak, że rodzina nie jest bezpieczna dla dziecka. Są to marginalne sytuacje, ale one również mają miejsce, i wówczas szczególne obowiązki ma państwo, które musi zapewnić dziecku harmonijny rozwój, ale już w środowisku zastępczym. Przez dziesięciolecia były to tzw. domy dziecka, czyli instytucje. Kilkanaście lat temu zwrócono jednak uwagę, że trzeba tworzyć miejsca podobne do rodziny. Stąd też powstał system rodzicielstwa zastępczego, które nie jest biologiczną rodziną, ale miejscem najbardziej zbliżonym do domu rodzinnego.

Jakie prawa w stosunku do dzieci mają rodzice czy też opiekunowie? W jakim zakresie mogą oni decydować za dzieci?
Należy zauważyć, że prawa jednego człowieka nigdy nie są przeciwstawne prawom drugiego człowieka. Prawa dziecka w żaden sposób nie naruszają praw dorosłych, a ja często podkreślam, że nawet je uszlachetniają, ponieważ rodzice i opiekunowie przestrzegając praw dziecka podejmują najlepsze decyzje jako osoby za nie decydujące. Gdy te prawa były wprowadzane w życie, czasami próbowano antagonizować jeden świat z drugim. Obecnie osoby rozsądne i chcące szczęścia dzieci wiedzą o tym, że jednym z elementów a także płaszczyzną tego szczęścia, jest również przestrzeganie praw młodych ludzi.

Wspomniał pan o tym, że Polska często nazywana jest ojczyzną praw dziecka. Czy to oznacza, że w naszym kraju nie ma żadnych problemów związanych z ich przestrzeganiem?
Oczywiście spotykamy się z wieloma problemami, zarówno z globalnymi, jak i indywidualnymi. Jako rzecznik praw dziecka rocznie przeprowadzałem około 50 tys. interwencji i można powiedzieć, że było tego dużo, ale należy mieć świadomość, że dzieci w naszym kraju jest 7 mln. Trzeba również zwrócić uwagę, że decyzje podejmowane przez rząd, parlament czy też samorządy również odbijają się na dziecięcej rzeczywistości. Przykładowo w obecnej chwili trudną decyzją dla dzieci jest reforma edukacji, która wprowadziła w ich życie dużo zamieszania, i w związku z tym organy zajmujące się prawami dziecka mają więcej pracy.

Jak przestrzeganie praw dziecka w Polsce wygląda w porównaniu z innymi krajami?
To zależy od tego, z kim te porównania są dokonywane. Jeżeli z innymi krajami europejskimi, to w pewnych kwestiach jesteśmy lepsi, a w innych powinniśmy jeszcze popracować. Natomiast jeżeli porównamy Polskę np. z państwami afrykańskimi, azjatyckimi czy też z Ameryką Południową, to nie mamy się czego powstydzić. Najłatwiej mogę ocenić ostatnią dekadę, kiedy to ja stałem na straży praw dziecka. W okresie tym władze centralne wykonały gigantyczną pracę ustawodawczą, żeby te prawa zapewnić. Jeżeli chodzi np. o ochronę dzieci przed przemocą – co kiedyś stawiało nas daleko z tyłu za krajami skandynawskimi – to dzisiaj nie musimy mieć pod tym względem żadnych kompleksów, oczywiście jeśli chodzi o kwestie prawne. Natomiast mocno pracujemy nad praktyką, ponieważ samo uchwalenie np. zakazu bicia dzieci nie oznacza, że od razu wszyscy przestaną to robić. Jednak w ostatniej dekadzie (2008-2018) przyzwolenie na stosowanie kar cielesnych w Polsce spadło o ponad 30 procent. Kiedyś było ono na poziomie 78 procent, a obecnie spadło poniżej 43 procent. To jest bardzo duży spadek, ale daleki jestem od wielkiego optymizmu, ponieważ 43 procent to też jest duża liczba. Jeśli prawie połowa dorosłych osób nie widzi problemu w tym, że narusza nietykalność drugiego człowieka, to jest to pewien problem, ale jest to także wyzwanie do pracy na przyszłość.

Jednym ze spotykanych problemów – co można zauważyć także w Stanach Zjednoczonych – jest wykorzystywanie dzieci do żebrania, innym jest np. sprawa handlu dziećmi czy też seksualne ich wykorzystywanie. Jak wygląda ochrona dzieci przed tego typu praktykami?
Prawnie jest to odpowiednio zabezpieczone, ale w praktyce oczywiście bywa różnie. Państwowe decyzje zabezpieczające dzieci może podejmować tylko sąd. Każda instytucja, w tym także rzecznik praw dziecka, zwraca się do sądu o podjęcie określonych działań. Warto przy okazji zwrócić uwagę na to, jaką rolę odgrywa rzecznik. Z zasady nie zastępuje on innych organów państwa ani nie wykonuje ich działań, ponieważ żadna pojedyncza osoba, nawet z dużym zespołem współpracowników, nie byłaby w stanie tego dokonać. Od tego są samorządy, ośrodki pomocy społecznej, policja, straż miejska, szkoły oraz służba zdrowia, żeby wykonywać pewne działania, wyłapywać problemy i im przeciwdziałać. Rzecznik praw dziecka na bazie pojedynczych przypadków, które do niego wpływają, wyciąga wnioski jako rekomendacje dla rządu, parlamentu, prezydenta czy samorządów do dalszych działań w tym zakresie. Stąd często w przestrzeni publicznej mają miejsca wystąpienia generalne rzecznika, zwracające uwagę na najważniejsze dla dzieci problemy. Obecnie jest to np. problem szczepień i sytuacji z tym związanych. W tej kwestii stanowisko rzecznika jest jednoznaczne – nie możemy odstąpić od obowiązku szczepień. Nieszczepienie dzieci wtedy, gdy jest ono możliwe – z wyjątkiem przypadków, w których lekarz to odradza dla danego dziecka – jest działaniem na jego szkodę, często na szkodę jego życia i zdrowia.

Kto może zgłosić się z problemem do rzecznika praw dziecka? Czy tylko jakieś instytucje, organizacje i osoby dorosłe mogą prosić o jakąś interwencję, czy też dzieci również mogą zwrócić się z prośbą o pomoc?
Dzieci bardzo często się ze mną kontaktowały, dzwoniły i pisały. Robili to także rodzice i nauczyciele oraz różne inne instytucje, prosząc czasami o pomoc, bo np. jakiś organ nie podjął właściwej interwencji albo umorzył postępowanie, albo też wydał krzywdzącą opinię. Często zaskarżałem takie opinie do sądów administracyjnych czy innych instytucji. Patrząc na uprawnienia ustawowe muszę stwierdzić, że polski rzecznik praw dziecka, w porównaniu z innymi rzecznikami na świecie, ma największe możliwości, np. może reprezentować dzieci w sądach.

Z jakimi problemami najczęściej się pan spotykał?
Statystycznie patrząc na to, co wpływało do mojego urzędu, to najczęściej były to sprawy okołorozwodowe. Blisko połowa interwencji dotyczyła problemów dzieci zagubionych w związku z rozwodem rodziców. Były także sprawy dotyczące przemocy i edukacji. Od chwili wprowadzenia reformy edukacji bardzo często same dzieci prosiły o interwencję dotyczącą swojego prawa do nauki, ponieważ nie dawały sobie rady. Ma to związek z tym, że podstawa programowa jest przeładowana, szkoły nie były odpowiednio przygotowane i problem ten dotknął wyjątkowo dużej grupy dzieci, zwłaszcza tych słabszych.

Był pan rzecznikiem praw dziecka przez 10 lat, ale z pomaganiem potrzebującym dzieciom jest pan związany od ponad 30. Jak na przestrzeni tego czasu – pańskim zdaniem – zmieniło się postrzeganie dzieci oraz ich sytuacja życiowa?
Rzeczywistość dziecięca cały czas się zmienia i idzie w dobrym kierunku. Jednak ja jestem człowiekiem czynu i chciałbym, żeby te zmiany na lepsze postępowały szybciej, ale życie ma swój bieg. Mentalność ludzka nie zmienia się z dnia na dzień. Jeśli do czegoś byliśmy przyzwyczajeni przez dziesiątki, a nawet setki lat, to ciężko jest nagle zmienić te zapatrywania. To dotyczy chociażby bicia dzieci, na które było prawie stuprocentowe przyzwolenie społeczne. Przemoc wobec dzieci była kiedyś naturalna w naszej rzeczywistości. Żeby się tego całkowicie pozbyć, to muszą zmienić się pokolenia. Do głosu musi dojść pokolenie dzieci, które nie były bite, wtedy uda się przekonać innych, że można rozmawiać z drugim człowiekiem bez przemocy czy też traktowania go z góry.

Na zakończenie proszę powiedzieć, w jaki sposób zaczął się pan interesować sprawami dotyczącymi pomocą dzieciom potrzebującym?
To zaczęło się gdy byłem nastolatkiem. Wówczas, wraz z  grupą moich rówieśników, chcieliśmy zrobić coś dobrego dla innych. Jako punkt naszego działania wybraliśmy dzieci z niepełnosprawnością, które odwiedzaliśmy, poświęcając im swój czas. Spotykaliśmy się z nimi, rozmawialiśmy, zabieraliśmy je na spacery. To były lata 80., kiedy to dzieci z niepełnosprawnością nie były widoczne, bo państwo udawało, że ich nie ma. Dzieci te siedziały w swoich domach i nawet nie mogły wyjść na zewnątrz, ponieważ miały sporo barier do pokonania. Założyliśmy wówczas Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci Chorych „Serce”, które działa do dzisiaj. W dodatku organizacja ta ma swoje powiązanie z Nowym Jorkiem, ponieważ to tutaj organizowaliśmy akcję „Polscy artyści plastycy dzieciom”, z której całkowity dochód był przeznaczony na uruchomienie Europejskiego Centrum Przyjaźni Dziecięcej w Świdnicy, które również działa do dzisiaj, ma się nieźle i pomaga dzieciom.

Prócz tego, że był pan rzecznikiem praw dziecka, jest pan również związany z Orderem Uśmiechu.
Jestem kanclerzem Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu, przyznawanego od 50 lat, który jest chyba najbardziej rozpoznawalnym polskim znakiem na świecie. Jest to odznaczenie, którym zostali wyróżnieni najwięksi tego świata, w tym dwoje świętych – Jan Paweł II i Matka Teresa z Kalkuty. Poza tym order ten otrzymali także: papież Franciszek, Dalajlama, Steven Spielberg, a z Nowego Jorku i okolic Chester Lobrow i Jadwiga Lobrow oraz Krzysztof Rostek.

FOTO: WOJTEK MAŚLANKA/ NOWY DZIENNIK