Polski Dom Narodowy w Hartford wystawiony na sprzedaż

1315
Polski Dom Narodowy w Hartford z 1930 roku – stojący przy 60 Charter Oak Avenue – ma status zabytku w amerykańskim rejestrze budynków historycznych / Foto: JOHN PHELAN/WIKIMEDIA.ORG

Mający 90 lat i wpisany do amerykańskiego rejestru budynków historycznych Polski Dom Narodowy w Hartford, CT, został wystawiony na sprzedaż. Powodem takiej decyzji są przede wszystkim kłopoty finansowe związane z podatkami oraz zaciągniętymi długami. Polonia w Connecticut jest tym faktem zbulwersowana i już podjęła kroki w obronie obiektu, będącego kolebką naszej kultury w tym stanie.

Sytuacja związana z panująca pandemią wpływa źle nie tylko na zdrowie i samopoczucie ludzi, ale także na działalność różnych firm i organizacji. Dla wielu z nich oznacza poważne kłopoty finansowe, a zwłaszcza dla tych, które musiały całkowicie wstrzymać swoją aktywność na nieznany dotąd czas. Na pewno należy do nich Polski Dom Narodowy w Hartford, CT, którego zarząd – mając świadomość trudnej sytuacji finansowej, z jaką instytucja ta zmaga się od kilkunastu lat, oraz widząc brak perspektyw na przyszłość, w związku z zawieszeniem działalności i brakiem możliwości pozyskiwania funduszy w okresie obowiązywania pandemii – podjął drastyczną decyzję o sprzedaży zadłużonego budynku.

Przedstawiciele Polonii twierdzą jednak, że zostało to zrobione pochopnie i zbyt szybko oraz bez wcześniejszego powiadomienia wszystkich członków Polskiego Domu Narodowego i podjęcia jakiejkolwiek próby ratunku. Dlatego też czynione są próby wstrzymania sprzedaży oraz obrony historycznego i kulturowego obiektu. Zarząd Polskiego Domu Narodowego również szuka różnych rozwiązań, dzięki którym możliwe będzie dalsze jego funkcjonowanie mimo zmiany statusu własności budynku. Ma nadzieję, że nowy właściciel – jeżeli dojdzie do sprzedaży – zechce kontynuować jego działalność.

POLISH NATIONAL HOME, INC.
Polski Dom Narodowy od kilku lat funkcjonuje na zasadzie klubu społecznego i zgodnie z zasadami obowiązującymi organizacje posiadające status 501c7 powinien utrzymać się ze składek członkowskich. Działa w nim korporacja o nazwie Polski Dom Narodowy, Inc., zrzeszająca członków korporacyjnych, którzy po opłaceniu składki członkowskiej (ostatnio wynoszącej 100 dol. rocznie) mają prawo do głosowania i podejmowania decyzji dotyczących działalności Polskiego Domu Narodowego, oraz członków społecznościowych, którzy mogą tylko korzystać z jego usług. Korporacja ta jest także właścicielem budynku oraz odpowiada za działalność restauracyjno-gastronomiczno-bankietową.

Niestety podczas przymusowej kwarantanny spowodowanej szalejącym koronawirusem jego podwoje musiały zostać całkowicie zamknięte. W związku z tym, że prawnie jest to klub społeczny, to działająca tam restauracja nie może prowadzić działalności kateringowej ani sprzedawać posiłków na wynos jak inne lokale z jedzeniem. To całkowicie zablokowało możliwość pozyskiwania jakichkolwiek środków finansowych, które nawet w normalnym okresie nie były wystarczające na pokrycie wszystkich kosztów związanych ze statutową działalnością. Zresztą jak nas poinformował jeden z dyrektorów Polskiego Domu Narodowego Mark Bruks, straty były generowane już od kilkunastu lat.

„Ostatni osiągnięty zysk był w 2003 r., kiedy zapłata za pracę, podatki, media, opłaty licencyjne i utrzymanie wielkiego budynku w stylu art deco z 1930 r. była znacznie łatwiejsza do zrealizowania. Koszt żywności i alkoholu również był o wiele niższy, a konkurencja zdecydowanie mniejsza. Coraz trudniej jest także znaleźć polskich pracowników w Hartford. Sąsiadujący z nami piękny polski kościół, św.św. Cyryla i Metodego prawdopodobnie obecnie ma o połowę mniej wiernych niż 20 lat temu, co również wpływa na działalność Polskiego Domu Narodowego” – stwierdził Mark Bruks, pełniący w jego zarządzie funkcję skarbnika. Dodał, że przez ostatnich 8 lat członkowie korporacyjni byli informowani, że straty z roku na rok nie mogą być absorbowane, a jednak niewielu z nich wyraziło chęć pomocy.

„Ci, którzy to zrobili, zasługują na pochwałę i jesteśmy im niezmiernie wdzięczni, ale oni sami nie mogą pokryć tego obciążenia” – zaznaczył Mark Bruks i dodał, że wystawienie budynku na sprzedaż jest elementem strategii związanej z planem reorganizacji działalności wraz z nowymi partnerami, spłaty długów i pozostania głównym najemcą.

„To nie jest drobna zbiórka, mająca zapewnić tylko kontynuację działalności. Oznacza to usprawnienia, spłatę długów, profesjonalne zarządzanie, promocję oraz dalszy rozwój, a także zabezpieczenie kapitałowe w banku” – wyjaśnił skarbnik Polskiego Domu Narodowego.

W podobnym tonie wypowiedział się Robert Kwaśnicki, który do marca pełnił funkcję prezesa. Stwierdził, że umieszczenie budynku w ofercie biura nieruchomości ma pomóc w uzyskaniu tzw. kredytu pomostowego, ponieważ otrzymanie go w formie tradycyjnej – mimo wielu rozmów z bankami i instytucjami pożyczkowymi, jakie przeprowadził – okazało się niemożliwe.

„Pożyczka pomostowa była i jest niezbędna, aby przerwać cykl kryzysu gotówkowego, aby obniżyć koszty przenoszenia długów oraz uzyskać więcej czasu na organizację i wyznaczenie drogi dalszego rozwoju” – podkreślił Robert Kwaśnicki. Dodał również, że każda propozycja zakupu budynku Polskiego Domu Narodowego, jaka się pojawi, musi zostać pozytywnie zaopiniowana przez zarząd i członków korporacyjnych. Może też zostać przez nich odrzucona.

„Tę sprawę regulują przepisy korporacyjne. Ostateczna autoryzacja dla takiej transakcji spoczywa na członkach korporacji. Zgodnie z regulaminem, każda taka operacja będzie wymagała zgody większości członków korporacyjnych” – wyjaśnia nasz rozmówca.

Robert Kwaśnicki zapewnił także, że sprzedaż budynku nie jest jeszcze przesądzona, ponieważ istnieje „plan B”, nad którym pracował. Obejmuje on m.in. udział w spółce Polish National Home of Hartford, Inc. Cały czas – jak zapewnia – współpracuje także z nowym, powołanym w marcu zarządem, który szuka różnych rozwiązań, by Polski Dom Narodowy służył Polonii przez kolejnych sto lat.

Polski Dom Narodowy w Hartford dysponuje piękną i przestrzenną salą restauracyjno-jadalną / Foto: WWW.POLISHHOMECT.ORG

PRZYCZYNY KŁOPOTÓW FINANSOWYCH
Wszyscy rozmówcy „Nowego Dziennika”, jak również wypowiadający się w innych mediach, zwłaszcza społecznościowych, są zgodni, że problemy finansowe zaczęły się kilkanaście lat temu. Pojawiają się drobne różnice zdań co do konkretnego roku, ale to nie wpływa na fakt, że kłopoty te długo narastały i nawarstwiały się.

Skarbnik Mark Bruks wspominał już wcześniej, że w 2003 r. po raz ostatni Polski Dom Narodowy był dochodowy. Jeden z byłych członków zarządu powiedział na antenie radia Polski Express, że w tym czasie w jego budżecie było nawet 500 tys. zysku. Jednak ta nadwyżka szybko stopniała, a na temat przyczyn takiego stanu rzeczy krążą różne opinie, pojawiają się nawet oskarżenia o malwersacje.

Robert Kwaśnicki, wypowiadając się dla „Nowego Dziennika”, mówił m.in. o 15 latach systematycznych strat oraz podkreślał, że ostatnie pięć lat wykazało 50-procentową redukcję strat z ostatnich 10 lat działalności. Udało mu się to osiągnąć – jak stwierdził – dzięki wprowadzonym przez niego zmianom w zarządzaniu. Jako prezes zaczął zwracać uwagę m.in. na terminowe raporty sprzedaży i wydatków oraz ich prognozowanie, zarządzanie kosztami pracy, a także kosztorysowanie żywności i napojów. Zwrócił także uwagę na to, że prowadzeniem Polskiego Domu Narodowego powinni się zajmować ludzie doświadczeni i będący na etatach, a nie wolontariusze, którzy na co dzień prowadzą własne firmy, pracują w innych miejscach lub działają w wielu innych organizacjach.

„W dzisiejszych czasach firmy muszą być zarządzane przez doświadczony, pełnoetatowy menedżment, aby skutecznie i prawidłowo prowadzić działalność” – zaznaczył Robert Kwaśnicki. Wspominał o tym także Mark Bruks.

„Ponieważ Polski Dom Narodowy jest w gruncie rzeczy zarządzany nieodpłatne przez wolontariuszy i bez zabezpieczenia finansowego w banku, to każdy dzień jest walką o jego utrzymanie, z którą niewielu może sobie poradzić” – stwierdził wieloletni skarbnik. Obaj nasi rozmówcy podkreślali też zmiany pokoleniowe i coraz mniejszą frekwencję wśród bywalców i stałych klientów Polskiego Domu Narodowego.

„Czasy są inne, zmieniła się demografia miasta, zmieniła się imigracja, zmieniły się prawa, zmieniły się przepisy oraz zmieniły się nawyki ludzi” – zaznaczył Robert Kwaśnicki mówiąc o pustoszejącym polskim lokalu oraz wprowadzanych zmianach związanych z jego ofertą. „Ogromna rzesza Polaków i Amerykanów polskiego pochodzenia, w wieku poniżej 40 lat, wydaje się postrzegać Polski Dom Narodowy jako coś oryginalnego do jedno- lub dwukrotnego odwiedzenia, i nie mają emocjonalnego przywiązania do miejsca, które ich dziadkowie zbudowali, żeby mieć ‚dom z dala od domu’ – twierdzi Mark Bruks. – Nadal organizujemy tu polskie sztuki, filmy, wykłady i wystawy, a także wiele interesujących wydarzeń anglojęzycznych. To wymaga dużego wsparcia promocyjnego, żeby zapewnić zysk, ponieważ młode osoby nie pokazują się tutaj systematycznie, mimo że jesteśmy bardzo aktywni na Facebooku” – wyjaśnia nasz rozmówca.

Podobne spostrzeżenia i opinie, chociaż w niektórych kwestiach nieco różniące się w szczegółach, ma Bogumiła Gładysz, biznesmenka i lokalna działaczka społeczna, która przez kilkanaście lat prowadziła program radiowy „Polka Power”, nadawany z Polskiego Domu Narodowego, a od 2003 r. także organizowała w nim stanowe wybory Miss Polonii. Według niej problemy Polskiego Domu Narodowego zaczęły się ok. 2005 r. kiedy to z funkcji menedżera zwolniony został Mike Kilian, Amerykanin polsko-włoskiego pochodzenia władający pięcioma językami, przez co – jej zdaniem – był bardzo operatywny i przez 10 lat radził sobie nieźle z prowadzeniem tego lokalu.

„Gdy obroty nieco spadły, to zaczęto go podejrzewać o różne machlojki, i mimo że nic mu nie udowodniono, to w konsekwencji doprowadzono do zmiany zarządu Polskiego Domu Narodowego” – opowiada nasza rozmówczyni. Później już niestety było coraz gorzej, ponieważ wraz z Mike’em Kilianem odeszła prawie cała załoga Polskiego Domu Narodowego. Od tego czasu kilka razy zmieniał się zarząd, a prezesami byli: Mark Kamieński, Mark Bruks (obecny skarbnik) oraz Anna Gralewska-Mumford.

Pięć lat temu stery zarządu przejął Robert Kwaśnicki, a w jego składzie pojawiły się zupełnie nowe osoby. Później wymieniono personel zarówno w kuchni, jak i całej restauracji, gdzie polscy pracownicy zostali zastąpieni osobami, które nie mówiły już po polsku. Wprowadzono także szereg zmian reorganizacyjnych i zaczęto dostosowywać lokal do potrzeb amerykańskiego i wielonarodowego klienta. To pociągnęło za sobą zmianę menu restauracyjnego, a także prezentowanej muzyki i programów telewizyjnych. Zaprzestano transmisji polskich meczów i programów, a rozpoczęto pokazywanie futbolu amerykańskiego.

Zabiegi te miały przyciągnąć nowych członków Polskiego Domu Narodowego oraz jego stałych bywalców. Niestety – jak wspomina Bogumiła Gładysz – tak się nie stało. Polacy zaczęli coraz rzadziej się tam pojawiać, a frekwencja amerykańska nie była zbyt zadowalająca, przez co obroty również nie pokrywały kosztów utrzymania restauracji, sali balowej i działalności lokalu. Działo się to mimo usilnych starań dotychczasowego prezesa Roberta Kwaśnickiego, który na różne sposoby próbował dotrzeć zarówno do młodej Polonii, jak i Amerykanów i zachęcić do korzystania z usług i oferty Polskiego Domu Narodowego. Zmieniono nawet wygląd sali jadalnej w restauracji ze stylu lat 30. ub.w. na współczesny. Później wyremontowano także kuchnię i wprowadzono wiele nowych rozwiązań technicznych. Jednak ta modernizacja niewiele wpłynęła na popularność lokalu wśród nowych i młodych bywalców. Wówczas zaczęto likwidować różne stałe elementy działalności.

W 2016 r. wstrzymano prowadzony przez Bogusławę i Jana Gładyszów program radiowy „Polka Power”, które przejęli w 2007 r. od jego wieloletniego gospodarza Johna Jeskiego. Nazywany Królem Polek prezenter miał wówczas przejść na emeryturę, ale okazało się, że był poważnie chory i dwa tygodnie później zmarł.

„Polka Power” był najdłużej nadawanym na żywo z terenu programem radiowym w całej Ameryce i emitowany był w niedziele pomiędzy 12 w południe a 3 ppoł. na fali WRYM 840 AM.

Wtedy do Polskiego Domu Narodowego przychodzili wszyscy, którzy wcześniej uczestniczyli we mszy św. w pobliskim kościele, zamawiali polski obiad w restauracji i uczestniczyli w tym radiowym show.

„Starsza Polonia oraz Amerykanie polskiego pochodzenia uwielbiali ten program, mogli w nim wziąć udział, wypowiedzieć się, poprosić o dedykację itp., a przy okazji korzystali z oferty restauracji przynosząc jej zysk” – uważa Bogumiła Gładysz dodając, że radio nie tylko napędzało biznes, ale także było ważnym i jedynym źródłem promocji i przekazywania wiadomości o działalności Polskiego Domu Narodowego. Jednym z powodów był koszt wynoszący 200 dol. tygodniowo za niedzielną dzierżawę czasu antenowego, a gdy później rodzina Gładyszów zaczęła pokrywać go z własnej kieszeni, to okazało się, że wielu osobom nie odpowiada muzyka – duża liczba polskich nagrań oraz ulubionych przez starszą publiczność polek.

Wbrew temu co wcześniej stwierdził Robert Kwaśnicki nasza rozmówczyni surowo ocenia jego działalność. Mimo iż problemy ciągnęły się przez lata, to Bogumiła Gładysz uważa, że największe kłopoty finansowe pojawiły się w ostatnim czasie. Dodatkowo – jej zdaniem – dotychczasowy zarząd wystraszył się sytuacji związanej szalejącym wirusem Covid-19 i całkowitym zawieszeniem działalności Polskiego Domu Narodowego, który jako klub społeczny nie może prowadzić działalności gastronomicznej na wynos.

„Na pewno koronawirus miał wpływ na taką decyzję zarządu, ponieważ pandemia całkowicie ich wystraszyła i stwierdzili, że nie będą już w stanie podnieść się po jej zakończeniu. Poza tym długi, które nagromadziły się właściwie przez ostatnie 3 lata, doprowadziły do sytuacji, która jest w tej chwili” – podkreśliła nasza rozmówczyni.

Zbyt mała frekwencja na polonijnych imprezach w Polskim Domu Narodowym to także zdaniem Dory Kościuk-Borkowskiej jeden z powodów pojawienia się w nim kłopotów finansowych. Dyrektorka artystyczna działającego tam Teatru Wyobraźni Novum zwróciła na to uwagę w jednym z komentarzy na Facebooku.

„Na nasze spektakle, owszem, przychodziła Polonia, jednak wielu zasłaniało się odległością i niedogodnością dojazdu z okolic dalekiego New Britain. Nie widzieli radości w odbieraniu polonijnej twórczości swoich rodaków. Nie widzieli potrzeby spędzenia czasu w budynku przez lata przesiąkniętym polskim śmiechem, rozmowami i czułością swoich przodków. Nie widzieli potrzeby utrzymania miejsca przez wydanie kilku dolarów na obiad, wino czy występ – stwierdziła Dora Kościuk-Borkowska. – Obawiam się, że Polacy już dawno przestali myśleć jako wspólnota, a na podtrzymywanie polskości patrzą wyłącznie przez pryzmat własnych organizacji i ‚własnego ogródka’. Nikomu nie zależy na godnym prowadzeniu jedynego polskiego budynku w stylu art deco, który ma wartość artystyczną, jak i narodową. Wybudowano go z prywatnych datków naszej Polonii w latach trzydziestych, w czasach recesji. Ten budynek ciągle oddycha polskim duchem, mimo że języka polskiego z roku na rok było coraz mniej” – podkreśliła dyrektorka artystyczna Teatru Wyobraźni Novum.

Ta opinia pokrywa się z wieloma innymi komentarzami osób wypowiadających się na temat sprzedaży Polskiego Domu Narodowego w Hartford. Dora Kościuk-Borkowska na koniec swojego komentarza zamieściła dosyć smutne, ale za to bardzo dosadne i gorzkie spostrzeżenie: „To miejsce jest zbyt polskie dla Amerykanów i niechciane przez Polaków”.

Pub w Polskim Domu Narodowym w Hartford oferuje szeroki asortyment trunków / Foto: WWW.POLISHHOMECT.ORG

BOLESNA DECYZJA
„Moje serce pęka, bo będąc na jednym z ostatnich walnych zebrań, widziałam jak bardzo ta resztka Polonii, a ścisłej mówiąc Polonusów, desperacko podejmuje decyzję sprzedaży budynku. Nie mają już skąd pożyczać pieniędzy na utrzymanie, nie mają pomysłów na zachęcenie klienta” – to inny fragment facebookowego wpisu Dory Kościuk-Borkowskiej.

Ostatnie roczne zebranie zarządu oraz członków Polskiego Domu Narodowego odbyło się 8 marca i w związku z pandemią uczestniczyło w nim niewiele osób, prócz zarządu było około 50 członków korporacyjnych. Jak nas poinformował Robert Kwaśnicki, spośród około 13 członków Rady Dyrektorów obecnych na zebraniu tylko 2 głosowało przeciwko wystawieniu budynku Polskiego Domu Narodowego na sprzedaż, a jeden wstrzymał się od głosu. Poza tym spośród członków korporacyjnych tylko 4 osoby głosowały przeciwko tej decyzji.

Zgodnie z informacją podaną nam przez Marka Bruksa, obecnie Polski Dom Narodowy zrzesza 300 członków korporacyjnych mających prawo do głosowania oraz 250 członków społecznościowych bez prawa do podejmowania decyzji.

Skarbnik zarządu zapewnił nas również, że na razie nie zgłosiła się żadna osoba ani firma chcąca kupić Polski Dom Narodowy w Hartford. Nieoficjalnie mówi się jednak o trzech rzekomych podmiotach zainteresowanych historycznym budynkiem, w tym jeden z nich ma pochodzić z Australii.

Na marcowym zebraniu przegłosowano także skład nowego zarządu – z funkcji prezesa zrezygnował Robert Kwaśnicki, a na jego miejsce wybrano Johna Majdana.

AKCJA OBRONY POLONIJNEGO OŚRODKA KULTURY
Osoby, które są przeciwko decyzji podjętej na marcowym zebraniu, mają wiele wątpliwości co do jego legalności, i to z wielu powodów, m.in. dlatego że odbyło się w czasie pandemii, oraz że była zbyt niska frekwencja. Natychmiastowej akcji związanej z próbą obrony i pozostawienia zabytkowego budynku Polskiego Domu Narodowego w Hartford w polonijnych rękach podjęła się Bogumiła Gładysz.

Jest ona znana z tego, że 2003 r. uratowała już stanowe wybory Miss Polonii, a kilka lat temu ocaliła wieloletnią organizację zrzeszającą polsko-amerykańskich biznesmenów ze stanu Connecticut, której po śmierci prezesa groziła likwidacja. Doprowadziła później Polish American Business and Professional Association do setnej rocznicy działalności i jako jej nowa prezes wyprowadziła ją na przysłowiową prostą. Organizacja ta obecnie nie tylko prężnie działa, ale każdego roku przeznacza 10 tys. dolarów na stypendia dla dzieci i młodzieży.

Bogumiłę Gładysz najbardziej boli to, że sprzedaż Polskiego Domu Narodowego została podjęta i przegłosowana bardzo szybko, bez wcześniejszego powiadomienia członków o takim pomyśle oraz przy bardzo małej frekwencji.

„To była drastyczna decyzja dyrektora i skarbnika, dwóch Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy się tu urodzili – podkreśla nasza rozmówczyni. – Oni nie mają takiego przywiązania do Polskich Domów Narodowych jak osoby, które przyjechały tutaj z Polski. Zawsze między nami była taka różnica zdań na ten temat” – dodaje Bogumiła Gładysz.

Jest ona także członkiem korporacyjnym, lecz mimo chęci nie mogła wziąć udziału w walnym zebraniu, ponieważ w tym czasie przebywała w szpitalu ze swoją mamą, u której podejrzewano zakażenie koronawirusem. Polonijna działaczka ma także zastrzeżenia do ceny, na jaką wyceniono polonijny obiekt.

„Przypuszczam, że ten budynek wraz z parkingiem i ziemią, która jest wokół niego, ma wartość co najmniej kilku milionów dolarów i nie wiem, jak to mogło zostać oszacowane na 790 tys. dol. oraz dlaczego do sprzedaży została zaangażowana firma spoza naszego stanu, z Rhode Island – mówi Bogumiła Gładysz. – Jest to bardzo wartościowa nieruchomość. Trzypiętrowy duży budynek z pięknym wystrojem i oświetleniem art deco, pełnym wyposażeniem, windą dla inwalidów i w dodatku po kilku różnych remontach i renowacjach” – wylicza nasza rozmówczyni. Zdaje sobie sprawę, że w grę wchodzą duże pieniądze, jakie trzeba będzie zdobyć, ale mimo wszystko nie poddaje się.

„Z tego co napisał mi prezes Polskiego Domu Narodowego, obecnie zadłużenie podatkowe wynosi ok. 130 tys. Do tego dochodzi ok. 300 tys. dol. dodatkowego długu. Tak więc jest to poważna suma” – zaznacza polonijna działaczka. Dodaje, że zgodnie z informacją przekazaną jej przez Roberta Kwaśnickiego to właśnie te zobowiązania finansowe skłoniły zarząd do podjęcia decyzji o sprzedaży budynku, żeby nie doszło do sytuacji, w której w związku z zadłużeniem zostanie on wystawiony na sprzedaż za ich wysokość, czyli na tzw. foreclosure. Uważa jednak, że ta decyzja była błędna, oraz że należało wcześniej sprawdzić inne możliwości.

Bogumiła Gładysz ma kilka różnych pomysłów związanych ze znalezieniem funduszy na zapłacenie zaległych podatków i pozostawienie Polskiego Domu Narodowego w polonijnych rękach lub przynajmniej mającego nadal taki charakter. Jej zdaniem trudno będzie znaleźć prywatną osobę, żeby go wykupiła i nadal prowadziła w nim polonijną działalność, dlatego też zaproponowała inne rozwiązanie.

„Myślę, że gdybyśmy znaleźli 1000 osób, które zostałyby nowymi członkami korporacyjnymi i wpłaciły składkę w wysokości 100 dol. oraz kilku donatorów, to już znalazłyby się pieniądze na pokrycie zaległych podatków, a później można będzie myśleć, co robić dalej” – tłumaczy nasza rozmówczyni. Innym jej pomysłem jest wypuszczenie akcji, np. po 1000 dol. Próbuje także zainteresować i zachęcić do wsparcia Polsko-Słowiańską Federalną Unię Kredytową.

Niestety, mimo że już znalazły się osoby chcące zostać nowymi członkami korporacyjnymi i wpłacić składkę w wysokości 100 dol. (niektórym to się udało), to nowy zarząd niedawno (25 marca) zablokował taką możliwość, co – jak podkreśla nasza rozmówczyni – nie świadczy o nim zbyt dobrze ani o jego intencjach.

„Członkostwo zostało wstrzymane, ponieważ Rada Dyrektorów uznała, że nieodpowiedzialne jest przyjmowanie 100 dol. od ludzi, gdy nie wiemy, czy będziemy w ogóle działać – wyjaśnił nam Mark Bruks. – Co ci da 5 tys. dol., jeśli potrzebujesz co najmniej pół miliona”.

Bogumiła Gładysz mimo wszystko się nie poddaje i zachęca wszystkich zainteresowanych ocaleniem Polskiego Domu Narodowego o kontakt z nią pod nr. tel. (860) 883-2277 lub poprzez profil facebookowy. Myśli także o założeniu specjalnego konta na crowdfundingowym portalu GoFundMe.

Również nowy zarząd Polskiego Domu Narodowego prosi osoby mające jakieś pomysły na uratowanie tej instytucji i utrzymanie jej polskiego charakteru o kontakt. Stworzył nawet w tym celu specjalny adres emailowy: [email protected].

Sala balowo-koncertowa w Polskim Domu Narodowym w Hartford ma dwa piętra / Foto: WWW.POLISHHOMECT.ORG

KOLEBKA POLSKOŚCI W CONNECTICUT
Polski Dom Narodowy w Hartford jest nie tylko ostoją polskości w tym mieście, ale i całym stanie, a poza tym w 1983 r. został wpisany do amerykańskiego rejestru budynków historycznych. Został wybudowany w roku 1930, ale początki jego planów sięgają 1917. Jak wynika z niektórych źródeł, jego budowa ruszyła na drugi dzień po ogłoszeniu krachu giełdowego w 1929 r.

Budynek został zaprojektowany w stylu art deco przez Henryka Ludorfa, architekta polskiego pochodzenia, i sfinansowany z dobrowolnych datków ówczesnej Polonii, która w tych okolicach zaczęła się osiedlać około 1889 r. Przez 90 lat służył promocji polskości oraz był miejscem działalności wielu polonijnych organizacji. W jego pobliżu znajdują się kościół św.św. Cyryla i Metodego oraz polska szkoła sobotnia.

„W Polskim Domu Narodowym pojawiało się bardzo dużo znanych osobistości, a wśród nich m.in.: głowy różnych państw, papież Jan Paweł II, kilku amerykańskich prezydentów i wielu ważnych i mniej ważnych osób. To jest kolebka naszej kultury położona w pobliżu ratusza i stanowego Kapitolu. Nie mieści mi się w głowie, że ten obiekt może zostać nam zabrany, ponieważ nie ma kto zapłacić podatków. Takiego budynku jak Polski Dom Narodowy do tej pory w Hartford nie ma nikt” – mówi Bogumiła Gładysz zachęcając wszystkich do włączenia się w akcję obrony i pozostawienia historycznego budynku w polonijnych rękach.