Polskie akcenty w kampanii 2020

179
FOTO: EPA

Według spisu ludności w Stanach Zjednoczonych mieszka około 10 milionów osób przyznających się do polskich korzeni. Nic dziwnego, że potomków imigrantów z Polski zobaczyć można w różnych sferach amerykańskiego życia, również wśród kandydatów na prezydenta kraju.

Od dawna wiadomo, że przodkowie Berniego Sandersa, senatora z Vermont, mieszkali na terenach Polski. O swoich korzeniach mówił jeszcze w czasie poprzedniej kampanii prezydenckiej w 2016 r. Ojcem Berniego Sandersa był Elias Ben Yehuda Sanders, imigrant z Polski, urodzony w Słopnicach w austro-węgierskiej Galicji. Jego matka Dorothy Sanders, z domu Glassberg, urodziła się w Nowym Jorku, ale również w rodzinie żydowskich imigrantów z Polski i Rosji.

Ojciec Sandersa opuścił Polskę w 1921 r., gdy miał zaledwie 17 lat. Nie miał grosza przy duszy, słabo znał angielski i w nowej ojczyźnie nie znał nikogo. Podobno większość jego rodziny, która pozostała na terenach polskich, zginęła w czasie II wojny światowej.

Eli Sanders osiadł na Flatbush w Nowym Jorku, gdzie zajmował się handlem. Nie radził sobie jednak dobrze finansowo i nigdy nie udało mu się spełnić marzenia żony, jakim było wyprowadzenie się z mieszkania na Brooklynie. Zarówno on, jak i Dorothy zmarli stosunkowo wcześnie, w wieku 58 (on) i 48 (ona) lat.

Zdaniem komentatorów skromne dzieciństwo ukształtowało poglądy Berniego Sandersa w kwestiach gospodarczych, politycznych i społecznych, uczulając go na niedolę tych, którym wiedzie się gorzej niż klasie średniej.

Bernie Sanders/EPA

77-letni senator Sanders ma duże doświadczenie polityczne. W Senacie zasiadał w latach 1991-2007, wcześniej przez osiem lat był burmistrzem Burlington, VT. Jest jednym z socjalistycznych demokratów, który stoi za lewicową rewolucją w polityce amerykańskiej. W poprzednich wyborach przegrał nominację z Hillary Clinton; obecnie jest uważany za jednego z pięciu czołowych kandydatów. Do jego największych rywali należą Joe Biden, Elizabeth Warren, Kamala Harris i Pete Buttigieg.

Sanders jest jednym z najbardziej zagorzałych orędowników uniwersalnej opieki zdrowotnej “Medicare for All”. Jego zdaniem każdy Amerykanin powinien posiadać rządowe ubezpieczenie medyczne, a prywatni ubezpieczyciele powinni zostać wyeliminowani. W kwestiach imigracyjnych jest zwolennikiem nadania obywatelstwa większości nieudokumentowanych imigrantów i wspiera gruntowną reformę imigracyjną. Jest też współsponsorem słynnego „Green New Deal” – ekologicznego planu, który zakłada, że w ciągu dekady Ameryka przejdzie w stu procentach na odnawialne źródła energii. Jego inne poglądy na temat posiadania broni, gejów czy aborcji są równie progresywne.
***

Michael Bennet/EPA

Drugim kandydatem, który często mówi o swoich polskich korzeniach, jest Michael Bennet – senator z Kolorado. Podczas debat powołuje się na historię swojej matki, pochodzącej z Warszawy. Bennet jest synem Susanne Klejman-Bennet, która urodziła się w Warszawie w 1938 r. W czasie wojny jej rodzina została zamknięta w getcie warszawskim. W rozmowach na temat polityki imigracyjnej oraz sytuacji na południowej granicy Ameryki Bennet często wraca do tamtych czasów. “Gdy widzę te dzieci na granicy, widzę moją mamę, bo ona została rozdzielona od rodziców w czasie Holokaustu” – mówił podczas pierwszych debat demokratycznych kandydatów na prezydenta.

Matka kandydata udzieliła obszernego wywiadu o czasach wojennych oraz o swojej rodzinie dla Muzeum Żydowskiego w Waszyngtonie (https://collections.ushmm.org/oh_findingaids/RG-50.106.0195_trs_en.pdf). Opowiada tam, że jej rodzice byli zamożnymi Żydami mieszkającymi w Warszawie. Jej ojciec John Jacob Klejman handlował sztuką, jej matka Helena uważała się za obywatelkę Polski.

Jak opowiada Susanne, jej rodzina była w szoku, gdy dowiedziała się, że muszą zamknąć się w getcie. W 1943 r. Susanne miała zaledwie pięć lat, ale pamięta, że gdy jej rodzice zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, w jak niebezpiecznych czasach i miejscu się przyszło im żyć, zdecydowali się na próbę wydostania jej w warszawskiego getta. “W 1943 r. moi rodzice postanowili mnie ratować. Zaczęli załatwiać ze swoimi przyjaciółmi spoza getta, którzy nie byli Żydami, żeby mnie zabrali. Jeden z nich – Władysław Berezovsky dogadał się z policjantem Polakiem, żeby przyszedł do getta i mnie zabrał – opowiada Klejman, która pamięta tę historię oczami dziecka. – Byłam ubrana w piękny biały płaszcz. Pierwszą noc musiałam spędzić chyba w jakiejś piwnicy. Gdy mnie odbierali znajomi rodziców, ten płaszcz był cały zabrudzony” – wspomina.

Zabrano ją na wieś, w pobliże Warszawy. Jej matce udało się wydostać z getta w przebraniu katolickiej zakonnicy. Ojciec wydostał się z getta kanałami. Odnaleźli się i wyjechali do Szwecji, potem do Meksyku, by w 1950 r. osiąść w Stanach Zjednoczonych.

Tutaj Susanne poznała Douglasa J. Benneta, który wychował się w New Jersey. Pracował dla Chestera Bowlesa, ambasadora USA w Indiach, i tam urodził się Michael Bennet w 1964 r. Michael wychował się jednak w Waszyngtonie, gdzie jego ojciec wspinał się po szczeblach kariery, zajmując dyrektorskie stanowiska w Agency for International Development w administracji Jimmy’ego Cartera oraz National Public Radio, i pracując jako doradca wiceprezydenta Huberta Humphreya.
Michael Bennet dołączył do wyścigu o nominację Partii Demokratycznej dosyć późno – w maju br. jako 19. kandydat.

54-letni Bennet zaliczany jest do doświadczonych i szanowanych kandydatów. Od dziesięciu lat reprezentuje w Senacie Kolorado, gdzie niełatwo jest demokracie wygrać, bo stan – tylko w 30 procentach demokratyczny – jest republikański i niezależny, jeśli chodzi o afiliacje polityczne wyborców. Wcześniej był szefem sztabu gubernatora, superintendentem w systemie szkół publicznych w Denver. Jest umiarkowanym demokratą i jako taki ma szansę dotrzeć do większej rzeszy wyborców. Niemniej jednak słabiej sobie radzi w rankingach popularności niż bardziej progresywni kandydaci. Jego nazwisko jest mało rozpoznawalne i uważany jest za kandydata, który nie ma szans na pokonanie Donalda Trumpa.

W drugiej rundzie debat, w których demokratyczni kandydaci na prezydenta mieli okazję zaprezentować swoje poglądy na różne tematy, Michael Bennet zajął zdecydowane stanowisko w sprawie ubezpieczeń medycznych. “Uważam, że powinniśmy dokończyć dzieło, jakim był Affordable Care Act, dodając opcję publiczną, która daje każdemu szansę wyboru, czy chcą prywatne, czy publiczne ubezpieczenie” – powiedział Bennet, który jest przeciwny programowi Medicare for All.

Bennet jest kandydatem proimigracyjnym. Jako senator był jednym ze sponsorów DREAM Act, przyznającym tymczasowy legalny status imigrantom służącym w wojsku albo studiującym. Był członkiem tzw. Gang of Eight w 2013 r., czyli grupy senatorów z obu partii, która próbowała przeforsować reformę imigracyjną, otwierającą drogę do obywatelstwa dla nieudokumentowanych. Teraz jest jednym z niewielu kandydatów niepopierających zmiany w prawie, która traktowałaby nielegalne przejście przez granicę jako wykroczenie cywilne, a nie jak obecnie – kryminalne.

Od lat wspiera małżeństwa gejowskie i pochwalił decyzję Sądu Najwyższego, legalizującą związki tej samej płci. Bennet uważa, że Pell grants dla studentów powinny być rozszerzone na cały rok, jest zwolennikiem modernizacji technologicznych w szkołach.
Podczas lipcowej debaty Bennet otrzymał gromkie brawa za emocjonującą wypowiedź na temat nierówności w amerykańskim systemie imigracyjnym. “Segregacja rasowa w szkołach dziś to taki sam problem jak 50 lat temu. Są grupy dzieci, które nie mają możliwości uczęszczania do przedszkola. To nie jest równouprawnienie” – powiedział.