Polskie wakacje polonijnych dzieci

355

Tysiące polonijnych dzieci wyjeżdża na wakacje do bliskich w Polsce. Dzięki temu mogą przez kilka tygodni pobyć z najbliższą rodziną, której na co dzień tak bardzo brakuje. Jest to też doskonała lekcja języka polskiego, polskiej historii i kultury. „Moja córka Zosia za kilka tygodni kończy 12 lat i każde wakacje spędza u dziadków. Bardzo to lubi, tym bardziej że podróżujemy od Bałtyku aż po Tatry” – mówi „Nowemu Dziennikowi” Aneta z Nowego Jorku.

Zosia urodziła się w Stanach Zjednoczonych. W sierpniu będzie obchodzić urodziny. Kolejny raz w Polsce, gdzie od lat spędza wakacje. Gdy była młodsza, przylatywała po nią babcia lub podróżowała z rodzicami. Od trzech lat jest pod opieką stewardes. „Oczywiście, że był niepokój, gdy leciała pierwszy raz sama, ale wiedziałam, że nie będzie to dla niej nowe doświadczenie. Ponieważ już wcześniej podróżowała do Polski, doskonale wiedziała, jak będzie to wyglądać. Poza tym bardzo lubi latać” – mówi Aneta, mama Zosi.

SAMODZIELNA PODRÓŻ TO WYZWANIE

Zosia w sierpniu kończy 12 lat i po raz kolejny będzie spędzać urodziny z ukochanymi dziadkami w Polsce. Na zdjęciu z babcią i dziadkiem na górze Kotelnica w Białce Tatrzańskiej

Samodzielna podróż dziecka samolotem to z pewnością nie lada wyzwanie, dlatego każda z linii, która przyjmuje na pokład dzieci bez opieki dorosłych, ma wypracowane odpowiednie zasady postępowania z najmłodszym. Najmłodsi siadają w wyznaczonych miejscach, zazwyczaj w pobliżu stewardes, a do dyspozycji w trakcie lotu, oprócz bajek i filmów, mają zabawki, kredki czy malowanki. Można też zamówić specjalny posiłek dla dzieci. „My korzystamy z usług Lufthansy. Opłata za asystę dla dziecka wynosi 240 dol. w jedną stronę. Nie jest to najtańsza oferta na rynku. Są linie, które proponują niższe ceny, ale ponieważ latamy z tym przewoźnikiem od lat i nigdy nie było żadnych problemów, to i tym razem zdecydowaliśmy się na jego usługi” – wyjaśnia Aneta. Ponieważ jej rodzice mieszkają w Gliwicach, córka lata z przesiadką albo w Monachium, albo we Frankfurcie. „Zazwyczaj czas na przesiadkę to godzina, ale gdy jest opóźnienie, dzieci czekają w specjalnym pokoju i są stamtąd zabierane na pokład. Jeden raz tak się zdarzyło, że córka, już po wylądowaniu, musiała w samolocie czekać na asystę, wtedy pilot zaprosił ją do kokpitu. Także była to dla niej dodatkowa atrakcja” – opowiada Aneta.

Większość linii lotniczych ma takie same zasady, jeśli chodzi o wiek podróżowania dzieci pod opieką stewardes. Najwcześniej można wysłać dziecko, jeśli ukończyło 5. rok życia. Same może podróżować po ukończeniu 12. roku. Ze specjalnej opieki na pokładzie i na lotniskach z usług Lufthansy co roku korzysta 70 tys. dzieci. Wśród nich Zosia. „Wakacje w Polsce to fajny i ważny czas dla niej, ale i bliskich, w tym oczywiście dziadków, którzy z niecierpliwością czekają na przylot wnuczki. Wspólnie jeżdżą na przykład w Beskidy. Zapisuję też córkę na półkolonie. Tym razem wybór padł na sport. Wcześniej były tańce i teatr, z innymi dziećmi córka odwiedziła między innymi telewizję internetową w Katowicach i bardzo się jej to podobało” – mówi mama Zosi, która dołącza do córki i bliskich na kilka tygodni wakacji. Wtedy wspólnie jadą na przykład nad polskie morze. Mają już swoje ulubione miejsce w Ustce. „Tak się złożyło, że właściciele miejsca, które wynajmujemy, mają dzieci w tym samym wieku, więc nie ma mowy o nudzie” – dodaje nasza rozmówczyni. Podczas wakacji w Polsce Zosia zwiedziła między innymi Kraków, Warszawę i Poznań, była też w Tatrach.

„Takie podróże to fantastyczna lekcja nie tylko polskiej historii, ale i kultury. Pamiętam jak byliśmy w kościele w Białce Tatrzańskiej i kilka osób przyszło ubranych w tradycyjne stroje. To był pretekst, by opowiedzieć Zosi o przywiązaniu górali do swoich tradycji. Opowiedziałam jej też legendę o śpiącym rycerzu, którego sylwetkę ma przypominać kształt Giewontu. Pewnie, że to wszystko można zobaczyć na zdjęciach, ale to się ma nijak do osobistych doświadczeń” – uważa Aneta. Zwraca uwagę na jeszcze jedną zaletę wakacji w Polsce – doskonalenie języka. „Zosia ma koleżanki, z którymi utrzymuje kontakt nawet po powrocie do Stanów Zjednoczonych, i mimo że nie chodzi do polskiej szkoły, bo nie mamy takiej placówki w pobliżu miejsca zamieszkania, to bardzo dobrze mówi po polsku” – podkreśla Aneta.

EPA-EFE/Grzegorz Momot POLAND OUT

NAJGORSZY JEST POWRÓT

Syn Katarzyny z Pensylwanii już dwa razy spędzał wakacje w Polsce. „Nie chce wracać, a wręcz prosi nas, żebyśmy się tam przeprowadzili. A poza tym to najlepsza lekcja języka polskiego, jaką można dziecku zafundować. No i wspomnienia niesamowite. Jednym słowem niezapomniane wakacje dla dziecka” – podkreśla Katarzyna. Podobnego zdania jest Agata z metropolii nowojorskiej. „U nas co roku muszą być wakacje u babci w Polsce. Starsza córka ma już 18 lat, to jej drugi dom. Młodsza, która ma 2 i pół roczku, była dopiero raz u babci, ale czuła się jak ryba w wodzie. Nie wyobrażam sobie lepszych wakacji” – mówi mama dziewcząt.

Swoje wakacje w Polsce wspomina Anna Bobowicz z Nowego Jorku, sama już mama. Urodziła się w USA, ale od 3. roku życia spędzała całe lato w Polsce. „Bardzo miło wspominam ten czas. Codziennie rano chodziłam po mleko z kanką do obory. Wiem, co to jest mieć żużel w kolanach, skakać ze sterty w słomę, biegać po krzakach i czuć swędzenie po pokrzywach albo być oblepionym ‚dziadami’. Na rowerach przemierzaliśmy dziesiątki kilometrów, odwiedzając inne wioski. A mimo to nie czuło się zmęczenia, tylko była ogromna frajda. Pomagałam przy wykopkach czy zbieraniu stonki. W Polsce przeżyłam też pierwszą miłość i pierwszy pocałunek. Jak nadchodził termin powrotu, to pamiętam, że nigdy nie chciałam wracać do Nowego Jorku. Co więcej, złościłam się i płakałam, bo tak dobrze było mi u dziadków w Polsce. Gdy o tym opowiadam, to myślę sobie: jak cudownie byłoby choć na chwilę wrócić do tamtych czasów” – przyznaje Anna.
Płacz i niezadowolenie zawsze też towarzyszą powrotom z Polski dzieciom Eweliny Warty z Queensu. 13-letni bliźniacy Maurycy i Michał spędzają wakacje u dziadków od 5. roku życia. „Moi rodzice i teściowie mieszkają w Sanoku. To jest praktycznie brama Bieszczadów, bardzo malowniczych gór na południowym wschodzie Polski. Nie ma mowy o nudzie. Czas mają wypełniony od rana do wieczora. Zalety wyjazdów do Polski można mnożyć” – twierdzi Ewelina. Zgadza się z innymi rodzicami, że to świetna lekcja języka polskiego. Mimo że jej synowie chodzą do polskiej szkoły, to i tak najlepiej mówią po polsku po powrocie z wakacji. „U dziadków nie mogą używać języka angielskiego, bo nikt ich nie zrozumie. Poza tym nam też zależy, by jak najlepiej mówili po polsku” – podkreśla mama chłopców.

Razem z mężem dołącza do nich pod koniec sierpnia i razem wracają do domu. Wcześniej wspólnie zwiedzają, nie tylko Polskę, ale też Czechy, Słowację czy Węgry. „Co roku staramy się choć na kilka dni pojechać do jednego z tych krajów. Natomiast zanim przylecimy, synkowie są już po biwakowaniu w Bieszczadach z wujkami i ciociami oraz oczywiście kuzynami. Obowiązkowo też polskie morze – z dziadkami, gdzie są rozpieszczani do granic możliwości, no ale o to też chodzi. Nikt tak nie wyprzytula i nie wycałuje jak babcia czy dziadzio” – uważa Ewelina. A i w samym Sanoku jest mnóstwo atrakcji dla maluchów. Od tego sezonu ruszyło Centrum Rehabilitacji i Sportu, czyli kompleks nowoczesnych basenów. Polska to też zdrowa żywność, bo przydomowego z ogródka. „Dzieci są zachwycone, że mogą na przykład wdrapać się na drzewo i z gałęzi jeść czereśnie. U nas, na Queensie, takich atrakcji niestety nie mamy, tym bardziej że mieszkamy w bloku. Poza tym nie ma tak dobrych pierogów z borówkami, jak przyrządzają babcie. Z dziadkami chłopcy penetrują lasy, a wieczorem prawie zawsze jest ognisko. Do tego przyjaciele. Proszę mi wierzyć, że ich dzieciństwo w Polsce przypomina nasze, sprzed lat, kiedy nie było komputerów, a największą frajdą było rozrabianie na zewnątrz. A wieczorem człowiek zasypiał kąpany przez rodziców w wannie” – twierdzi Ewelina. Najtrudniejszy jest powrót. Co roku wygląda tak samo. „Serce pęka, bo to jest wręcz histeria. Zamykanie się w pokojach, płacz, szantażowanie – no wszystko starają się zrobić, żeby tylko nie wracać do Nowego Jorku. Natomiast rok temu nie chcieli wyjść z samolotu. Trochę nam było głupio przed innymi pasażerami, ale okazało się, że na pokładzie jest jeszcze dwójka dzieciaków, która tak samo mocno chciała natychmiast wracać do Polski” – śmieje się Ewelina i dodaje, że wraz z mężem już się zastanawiali, czy fundować synom znowu takie emocje, ale uznali, że „z drugiej strony, wielu naszych znajomych ma taki sam problem, a zalety wakacyjnego wyjazdu przewyższają ten dramat rozstania”. n


O doświadczenia wakacyjne w Polsce swoich dzieci zapytaliśmy polonijne mamy na popularnych forach: „Polki w Stanach 1” oraz „Polki w Stanach”. Oto wybrane odpowiedzi:

  • Katarzyna Hanusiewicz – Moja córka leci drugi raz do dziadków. Ma piękne wspomnienia. Atrakcje zapewnione przez ciocie i wujków oraz dziadków. Oczywiście inne życie niż w Nowym Jorku. Świeże owoce i warzywa z ogródka, cały czas na świeżym powietrzu, jajka od kur sama zbiera. A co najważniejsze – najlepsza szkoła życia i języka polskiego. Jak wraca, to nawet nie chce rozmawiać po angielsku. Wspomnienia dla dzieci na całe życie. Przyznam, że bałam się jak pierwszy raz leciała sama, ale cieszę się, że się odważyłam. Córka jeszcze zanim wróci z Polski, już zapowiada – za rok jadę do babci.
  • Alicja Wiewióra – Moje dzieci latały każdego roku od najmłodszych lat aż do lat nastoletnich. Zawsze pod opieką stewardes. Były tam całe dwa miesiące. Wspaniale wspominają i zawsze chętnie lecą do Polski, choć mają już 21 i 24 lata.
  • Izabela Borkowska-Misa – Właśnie moje dzieci lecą dzisiaj już czwarty raz. Mają 8 i 13 lat. Uwielbiają.
  • Kathy Maruszewski – Moje córki – teraz już same są mamami – latały do Polski co rok przez dobrych naście lat. Uwielbiały, plus doskonała szkoła języka polskiego. Teraz do mnie przyjeżdżają ich dzieci na dwa-trzy tygodnie. Mieszkają w innym stanie. Biorę urlop i staram się im zapewnić fajne wakacje. Wycieczki do innych stanów, plaże, muzeum, zbieranie jagód itp. Bardzo lubią, bo dopytują się co roku o wakacje z dziadkami. A dziadkowie po takich wakacjach potrzebują następnego urlopu, żeby naprawdę sami odpoczęli. Ale czas spędzony z wnukami jest „priceless”.
  • Edka Kredka – Nasz młody już trzeci raz leci do dziadków, do Polski. Zawsze ma tam zapewnione obozy, kolonie, żeby być w grupie z polskimi rówieśnikami. Już nam wspomniał, że na studia jedzie do Polski, chociaż ma dopiero 8 lat.
  • Agnieszka Lidia Strawiński – Moje poleciały pierwszy raz w tym roku. Ja sobie miejsca nie mogę znaleźć. Poleciały do Polski na 4 tygodnie.
  • Pata Mak – Moje dzieciaki latają co roku, na całe wakacje. Babcia ich w czerwcu zabiera i we wrześniu wracają. Uwielbiają Polskę i mówią, że chcą tam mieszkać.