Postawa ukochanej mnie ożywia

Stan Borys przypomina o sobie nową piosenką

699
Stan Borys i Ania Maleady od 12 lat tworzą bardzo udany związek / Foto: OLGA MAJROWSKA/VIVA.PL

„W tym trudnym okresie najważniejsza jest obecność bliskich, bo dzięki temu nie popada się w depresję, ani nie dopuszcza się do siebie złych myśli. Pobyt z rodziną Ani bardzo dobrze wpływa na moje zdrowie” – podkreśla w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Stan Borys, który od czasu pojawienia się pandemii przebywa ze swoją ukochaną Anią w Nowym Jorku.

Niedawno, podczas tegorocznych Walentynek, premierę miała pańska piosenka „Będę przy tobie”. Utworem tym sprawił pan miłą niespodziankę wszystkim fanom, a zwłaszcza swojej partnerce i menedżerce Ani Maleady.
Osobiście zadedykowałem tę piosenkę Ani, ale jednocześnie, żeby fani nie czuli pokrzywdzeni, to zaproponowałem, żeby każdy kto ma ochotę zrobił podobnie i zadedykował ten utwór swoim ukochanym osobom ponieważ ja śpiewam dla wszystkich.

Kiedy i w jaki sposób powstała ta piosenka?
Nagrałem ją dwa lata temu, jeszcze przed chorobą, dosłownie na tydzień przed udarem mózgu. Teraz uznałem, że warto ją opublikować, a Walentynki były ku temu odpowiednią okazją.

„Będę przy tobie” – te słowa pojawiające się w każdej zwrotce mają odbicie w rzeczywistości, a nawet dosłownie się wypełniły. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że były w pewnym sensie prorocze, ponieważ w tym najtrudniejszym momencie pańskiego życia Ania praktycznie nie opuszczała pana ani na krok.
Tuż przed chorobą szykowałem się na przyjazd do Nowego Jorku, gdzie Ania akurat przebywała i przygotowywała moją trasę koncertową. Natomiast ja chciałem potajemnie zorganizować uroczystość związaną z 10-leciem naszego związku. Niestety tak się złożyło, że dosłownie dzień przed wylotem znalazłem się w szpitalu. Nie chciałem, żeby Ania została o tym poinformowana, ponieważ nie zdawałem sobie sprawy, że tak poważnie zachorowałem. Jednak moi koledzy, z którymi grywałem w tenisa, przekazali jej tę informację i chwilę później Ania pojawiła się w szpitalu. Faktycznie od tamtej pory ona jest zawsze przy mnie, czy to w szpitalu, czy to w ośrodku rehabilitacyjnym, czy w domu, i dzięki niej dzieje się wiele dobrych rzeczy. Obecnie mija już 12 lat odkąd jesteśmy razem.

Stan Borys marzy o powrocie do pełni sił oraz ponownym pojawieniu się na scenie / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Patrząc na teledysk do piosenki „Będę przy tobie”, który Ania zrobiła na bazie waszych wspólnych zdjęć odnoszę wrażenie, że ma od dodatkową wymowę. Te statyczne zdjęcia, które delikatnie się przesuwają są jakby symbolem pańskiego powrotu do zdrowia, pokonania paraliżu i powrotu do normalnego funkcjonowania, do pełni sił.
Zdjęcia te zostały zrobione w Ustroniu, w pięknym miejscu, w którym dwukrotnie przebywałem na rehabilitacji. Tam na Równicy pojawiła się ekipa z magazynu Viva, dla którego zrobiliśmy sesję fotograficzną. To bardzo mnie zmotywowało do działania i wysiłku związanego z wybraniem się na ogromne pole z pięknym widokiem na góry. To wyjście na Równicę dało mi wiele sił potrzebnych do takiego wewnętrznego przełamania i podniesienia się. Ta sesja i postawa Ani bardzo mnie ożywiła, co oczywiście znalazło odbicie w tych zdjęciach.

Na pewno duży wpływ na poprawę pańskiego zdrowia miała także wspomniana rehabilitacja. Była ona możliwa również dzięki akcji, jaką dla pana zorganizowali inni artyści.
Niestety, niektóre rehabilitacje w Polsce są dosyć drogie i dlatego musieliśmy zebrać potrzebne fundusze na ich opłacenie. Ja wtedy byłem jeszcze unieruchomiony chorobą i nawet nie wiedziałem o tym, że Ania wraz z Polskim Radiem zebrała zaprzyjaźnionych ze mną artystów i zorganizowała piękny koncert. Z kolei drugą taką akcję przeprowadzili koledzy kabareciarze pod wodzą Marcina Dańca. Ich występ odbył się w ośrodku w Jaworzu, który przez 10 lat odwiedzałem uczestnicząc w organizowanych tam turniejach tenisowych dla artystów. Dla mnie to była nie tylko wspaniała pomoc, ale także dowód istnienia cudownej przyjacielskiej solidarności. Jestem za to bardzo wdzięczny wszystkim osobom i przyjaciołom. Bardzo duże znaczenie miało także dla mnie duchowe i modlitewne wsparcie ze strony fanów, za co również serdecznie dziękuję.

Jak ta choroba wpłynęła na pańskie życie?
Choroba była dla mnie druzgocąca, ponieważ przez długi okres lewa strona mojego ciała (noga, ręka, głowa i twarz) była sparaliżowana. Upłynęło sporo czasu zanim to minęło. To wiązało się z odpowiednią rehabilitacją jaką miałem w Polsce. Obecnie mogę już chodzić, ale do stanu sprzed udaru jest jeszcze daleko. Niestety na razie nie mogę wykonywać wielu rzeczy, nie wspominając o sporcie, golfie czy tenisie, który kiedyś uprawiałem. Obecnie tylko wyobraźnią wybiegam w przyszłość i wierzę – podobnie jak moi doktorzy – że jeszcze kiedyś do tego wszystkiego powrócę, podobnie jak i do śpiewu. Każdemu, kto na coś narzeka, mówię, że najważniejsze jest zdrowie, a także druga osoba, która może się nim zaopiekować w przypadku choroby.

Stan Borys podczas nagrywania kolęd wraz z innymi artystami w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie poczuł ogromną chęć do śpiewania / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Obserwując pana przez ostatni rok, od chwili przyjazdu do Nowego Jorku, a także rozmawiając przy różnych okazjach, zauważam ogromny postęp w powrocie do normalnego funkcjonowania. To również dotyczy śpiewu, co było bardzo dobrze widoczne w grudniu ub.r. w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie podczas nagrywania kolęd przez grupę polonijnych artystów. Ta melorecytacja, która była pańskim udziałem w kolędzie „Bóg się rodzi”, z każdym wykonaniem powodowała, że coraz bardziej i chętniej włączał się pan do śpiewu fragmentów przeznaczonych dla wszystkich wykonawców.
To kolędowanie w konsulacie, a zwłaszcza inni, świetni wokaliści i muzycy, dawali mi siłę i wiarę w to, że ja też mogę zarówno wypowiedzieć słowa kolędy jak i je zaśpiewać, mimo że jeszcze przychodzi mi to z dużym trudem.

Podczas tego spotkania w konsulacie otrzymałem od pana singiel z utworem „Samotność mego serca”, który podobnie jak ballada „Będę przy tobie” został nagrany tuż przed pańską chorobą.
Ta piosenka powinna być bliska każdemu człowiekowi przebywającemu na emigracji w Ameryce. Opowiadam w niej o samotności, tęsknocie i sytuacji, w której każdy lądujący samolot kojarzy się z ukochaną osobą mającą tutaj przylecieć.

Oba utwory skomponował Mariusz Dubrawski, natomiast słowa do jednego z nich napisał Jan Kazimierz Siwek, a do drugiego młoda i chyba mało znana tekściarka Monika Turczyńska.
Mariusz jest wspaniałym kompozytorem, z którym nawiązałem współpracę. Natomiast Monika jest praktycznie nieznaną tekściarką i poetką, mimo że pisze wspaniale. Dostałem od niej bardzo gruby tomik wierszy, który jest trzy razy grubszy od moich dwóch, które wydałem. Pisze codziennie, a ja podziwiam jej wiersze, które są pełne wspaniałych metafor. Sięgnąłem po jej tekst, mimo że ja swoje piosenki opieram głównie o wiersze wielkich poetów takich jak np.: Jan Paweł II, Adam Mickiewicz, Jan Lechoń czy też Agnieszka Osieckiecka i Bogdan Leobl, których twórczość jest na mojej ostatniej płycie „Ikona”.

Czy te dwie piosenki są zwiastunem nowej płyty?
W moim przypadku nie jest tak, że za wszelką cenę dążę do wydania kolejnych płyt. Dla mnie najważniejsze jest znalezienie dobrego tekstu i muzyki, i jeżeli to ze sobą pięknie współgra to wtedy decyduję się na pójście do studia i nagranie tego co we mnie dzięki temu twi. Dopiero później myślę o tym kiedy i jak to wydać. Być może powoli zacznę zbierać utwory na płytę ponieważ mam także w planach zarejestrowanie piosenki ze słowami pięknego wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Rozmowa liryczna”, do którego fantastyczną muzykę skomponował Mariusz Dubrawski. Z nagraniem czekam jednak na moment, kiedy mój głos będzie w pełni sprawny.

Podczas spotkania w konsulacie Stan Borys chętnie składał autografy i dedykacje na swoich płytach / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Fani na pewno czekają na nową płytę podobnie jak na koncerty, również te w Stanach Zjednoczonych, które były przygotowane i niestety zostały odwołane z powodu pańskiej choroby.
Jak tylko zdrowie pozwoli. to z przyjemnością wystąpię. Wszystko zależy od tego kiedy uda mi się w pełni odzyskać głos. Myślę, że ja jeszcze bardziej niecierpliwie niż fani czekam na ten czas kiedy będę mógł stanąć na scenie i zaśpiewać. Jeżeli tylko dojdę do odpowiedniej formy, do tego wzgórza, na którym na mnie czeka moje zdrowie, to wtedy schodząc z niego przyjdę do publiczności.

Ostatni rok spędził pan z Anią w Nowym Jorku, gdzie przylecieliście w odwiedziny do jej rodziny. Pandemia spowodowała, że musieliście zostać tutaj na dłużej. Ten czas chyba dobrze wpłynął na pańskie samopoczucie.
Przede wszystkim spędziliśmy go z rodziną Ani i nikt z nas, ani oni, ani my nie czuliśmy się osamotnieni i odizolowani od świata. W tym trudnym okresie najważniejsza jest obecność bliskich bo dzięki temu nie popada się w depresję ani nie dopuszcza się do siebie złych myśli. Pobyt z rodziną Ani bardzo dobrze wpływa na moje zdrowie, w dodatku mam tutaj także odpowiednią opiekę rehabilitacyjną. Uwielbiam też Markiza, pieska Ani, z którym chodzę na spacery. On mnie do tego mobilizuje, przychodzi, merda ogonem i w ten sposób motywuje mnie do wyjścia na świeże powietrze. To wszystko ma na mnie bardzo pozytywny wpływ.

W takim razie życzę jak najszybszego powrotu do pełni sił oraz na scenę. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Ja również bardzo dziękuję i serdecznie wszystkich pozdrawiam.